Historia

Egzaltowani i sprośni. Próbowali nawrócić papieża, uchodzili za agentów Rosji

Mickiewicz sam udzielał komunii, a gdy znalazło się dwoje chętnych, to i ślubu. Zarządził wśród braci zbiorową spowiedź, z której do niego potem spływały sprawozdania.

Pomiędzy powstaniami listopadowym i styczniowym kulturalne i narodowe serce Polski biło w Paryżu. Francja przyjęła prawie 6 000 emigrantów polistopadowych z czego 5500 żołnierzy wzięła na stały żołd. Początkowo rozlokowywano weteranów i cywilnych urzędników Królestwa Polskiego poza Paryżem, ale wcześniej lub później większość najznaczniejszych znalazła się w stolicy Francji tworząc tam środowisko zwane nie bez przyczyny Wielką Emigracją.

Mickiewicz, Słowacki, Krasiński, Norwid, Chopin, generał Skrzynecki, historyk Joachim Lelewel i niekoronowany król Polski Adam Jerzy Czartoryski, najwięksi artyści , politycy i wojskowi tamtych lat otoczeni mniej znanymi i znaczącymi rodakami. Środowisko to wydało 120 tytułów prasowych (wliczając w to efemerydy) i do 1848 roku więcej polskich książek, niż wszystkie trzy zabory razem wzięte.

Matka Boska wskazała mu drogę białym krzyżem

Emigracja w Paryżu była zasilana rodakami z kraju, którzy mieli dosyć życia pod zaborami i choć nie musieli, to chcieli pomieszkać z dala od cara, jak Zygmunt Krasiński.

Przyjeżdżali na stałe, jak Seweryn Goszczyński w 1840 roku lub wielu na krócej lub dłużej, jak na przykład Aleksander Fredro w 1850. Seweryn Goszczyński, poeta romantyczny, narodowo nostalgiczny, jeden z twórców tzw. szkoły ukraińskiej w poezji polskiej XIX wieku („Zamek kaniowski”), uczestnik ataku na Belweder 29 listopada 1830 roku, zanim przyjechał do Paryża zdążył sprawić, że w kraju na długie lata zamilkł twórczo Aleksander Fredro. W 1835 roku Goszczyński zainicjował we Lwowie kampanię prasową zarzucającą Fredrze kosmopolityzm, brak ducha narodowego, niemoralność i uleganie w swoich sztukach wzorcom francuskim.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy


Fredro nie pisał dla pieniędzy, był zamożnym ziemianinem, obraził się i zamilkł na kilkanaście lat, a scenicznie na kilkadziesiąt, bo gdy mu przeszło po 13–15 latach, to pisał potem długo tylko do szuflady. Pomijając odmienne podejście do literatury, obaj antagoniści mieli dla ojczyzny zasługi osobiste. Fredro oficer najpierw Księstwa Warszawskiego, potem oficer ordynansowy sztabu Wielkiej Armii został doceniony złotym krzyżem Virtuti Militari i Legią Honorową.

Zapewne równie odważny – pewnie nie bez przyczyny zwany hajdamaką – Seweryn Goszczyński narobił z innymi spiskowcami w noc listopadową w Belwederze takiego zamieszania, że aż książę Konstanty zmuszony był uciekać przez okno. Aleksandra Fredrę gra się od lat dwudziestych dziewiętnastego wieku do dziś, Goszczyński wymieniany jest w podręcznikach historii literatury przede wszystkim jako ten, kto uciszył Fredrę. Kto mieczem wojuje... Goszczyńskiego też ktoś uciszył, po jego przyjeździe do Paryża, zresztą nie tylko jego.

15 lipca 1841 roku do mieszkania Adama Mickiewicza przy rue d'Amsterdam 1 zapukał niewysoki łysiejący mężczyzna w okularach. Poeta nie był w najlepszej formie, przed dziesięcioma dniami odwiózł był żonę Celinę do zakładu dla obłąkanych i długa rozmowa z nieznajomym znacznie musiała poprawić mu nastrój. Niespodziewany gość z Litwy, Andrzej Towiański, nakazał poecie sprowadzenie żony do domu. W którymś z nadchodzących dni przywrócił zdrowie Celinie z Szymanowskich Mickiewiczowej - spojrzenie jego szarych oczu potrafiło czynić cuda, a miał jeszcze na nią potężnie wrzasnąć.

I się zaczęło. Mistrz znalazł najważniejszego ucznia, a może uczeń doczekał się wytęsknionego mistrza.
Portret Andrzeja Towiańskiego pędzla Walentego Wańkowicza z ok. 1830. Fot. Wikimedia
Andrzej Towiański, urzędnik sądowy w Wilnie i posiadacz majątku rodzinnego w pobliskich Antoszwińciach miał widzenie, w którym Matka Boska wskazała mu białym krzyżem drogę do Paryża, aby podjął pieczę nad duszami wygnańców. To było widzenie decydujące, bo były jeszcze inne iluminacje przed nim. W Wilnie mówiono, że pan Andrzej w urządzonej w antoszwińskim parku przy swoim dworze Świątyni Dumania, odprawia nabożeństwa, którym towarzyszy na centralnie umieszczonym stole jego żona w stroju Prawdy. Krzyża w tej świątyni, ani na niej, nie było.

Nauka Towiańskiego była charakterystycznym dla epoki połączeniem adwentyzmu, milenaryzmu i mesjanizmu. To były czasy, kiedy rozmaite odłamy protestantyzmu w Ameryce oczekiwały ponownego przyjścia Chrystusa, a różni głosiciele Słowa, mniej lub bardziej wyraźnie, sugerowali, że już się stało i że to właśnie oni. W Europie kontynentalnej, przeoranej światopoglądowo przez oświecenie i rewolucję autorytet oficjalnego nauczania Watykanu bywał często podważany.

Gdy wszystko odrzuciła, szatanem została

W porównaniu z poprzednimi stuleciami czas przyspieszył. Mistycyzm i realizm objawiały się często w jednym proroku, jak w przypadku socjalisty utopijnego Henri de Saint-Simona. Zarówno ezoterycy, jak i twórcy komunizmu chcieli ruszać z posad bryłę świata. Działo się wiele np. w czasach przybycia do Paryża Towiańskiego, działał tam niejaki Vintras operujący nasączanymi olejkiem różanym „krwawiącymi” hostiami, a następca Saint-Simona, Enfantin zabrał swoją trzódkę do Egiptu w poszukiwaniu kobiecego Mesjasza.

Druga połowa wieku była jeszcze bogatsza w ezoteryzmy, wywoływanie zmarłych, a seanse hipnotyczne, wirujące stoliki i tym podobne atrakcje stały się elementem życia towarzyskiego wielu salonów.

Andrzej Towiański nie był jedyny ani oryginalny w swoich czasach, ale on nas interesuje najbardziej ze zrozumiałych względów.

Głosił metempsychozę, czyli wędrówkę duchów (dusz?) przez rożne wcielenia ku doskonałości. Wszystko w życiu powinno być, zdaniem Mistrza, przepełnione duchem Ewangelii i duchem Chrystusowym. Mistrz kiedy raz jechał do Wilna w trzaskający mróz na poboczu drogi dostrzegł zziębniętego biedaka i jako że postulował zgodę teorii ewangelicznych z czynami, kazał zatrzymać konie i natychmiast w duchu miłości bliźniego nakrył zziębniętego kożuchem zdjętym z własnego… furmana.

Całe życie powinno być przepełnione Chrystusowym duchem i tonem. Mistrz mieszkał z żoną i szwagierką, które pomagały mu utrzymywać ducha i ton wśród wyznawców i wyznawczyń. Oto relacja z rekolekcji w domu Mistrza, pióra samego Mistrza: „Kiedy przez pięć miesięcy Ksawera zostawała w domu moim, kiedy siostry (Karolina i Anna) pokazały jej w najdrobniejszych szczegółach, jak trzymać ton Chrystusowy przy igle, rondlu, w każdym kroku, a potem gdy wszystko odrzuciła, szatanem została”.
Celina Mickiewiczowa z córkami Marią i Heleną. Portret autorstwa Zofii Szymanowskiej-Lenartowicz, siostry Celiny. Fot. Wikimedia
U Mistrza Andrzeja wędrujące przez kolejne wcielenia duchy były uszykowane w kolumny, jasne i ciemne, czyli dobre i złe. Jakie by nie były te kolumny, to nie były to z całą pewnością kolumny marszowe, bo Mistrz walkę zbrojną odrzucał kategorycznie. Twórczość poetycką i wszelką literacką uważał za objaw próżności. I rzeczywiście całkowicie wolny od próżności, która może się zrodzić przy udanym cyzelowaniu formy wypowiedzi jest ktoś, kto pisze w ten sposób ocenę jednej z wyznawczyń:

„Ogień ducha twojego bez hory, bez karbów, na swawolę ducha, w duchu i ziemi puszczony. Prawa ducha i ziemi podeptane. Ślub twój w duchu twym i w ziemi twej zgwałcony. Niewinność twa w duchu i w ziemi utracona. Duch skalany — pierwotną jasnością dla Boga i dla brata twego nie zabłysnął, w ofierze od Boga wymaganej nie stanął. Naznaczona sługa Boża w Sprawie ratunku człowieka, w pętach, pod mocą złego, w zaklęciu, w Urzędzie swym do ratunku nie stanęła, cechy zwierzęce w śmierci ducha swego jawiła, piekło w tryumfie było”. Jak widać pióro i papier powinno być trzymane jak najdalej od Mistrza. Gorzej, że Mistrz uważał, że nie powinien się pióra imać Seweryn Goszczyński ani nikt inny, kto przystąpił do Koła Sprawy Bożej.

Niedługo po pierwszej wizycie u Adama Mickiewicza i uzdrowieniu Celiny Mickiewiczowej Andrzej Towiański przemówił do emigrantów w prezbiterium katedry Notre Dame: „Polska, jako znakomita część plemienia słowiańskiego, które częściej i goręcej, niż inne plemiona, przechowało w duszy skarb ognia Chrystusowego, skarb miłości, uczucie, jest znakomitym węgielnym kamieniem podnoszącej się Sprawy Bożej, sprawy zbawienia świata.”

Paszoł won durak!

Wiosną 1842 roku powstaje w mieszkaniu Mickiewicza Koło Sprawy Bożej. Już jesienią władze francuskie wydalają Mistrza z kraju jako rosyjskiego szpiega. Towiański osiada w Szwajcarii, a na miejscu sprawami Koła kieruje brat-wieszcz zwany z czasem bratem-wodzem - Adam Mickiewicz. Powstaje podział na siódemki, każda siódemka ma swego przełożonego zdającego sprawę z zebrań bratu-wieszczowi. Brat-wieszcz robi notatki, wyciągi i raportuje Mistrzowi tytułując Towiańskiego w listach zawsze: „Mistrzu i Panie”.

Mickiewicz nabrał duchowego wiatru w żagle, zarządza zbiorową spowiedź braci w siódemkach, sprawozdania potem, oczywiście, do niego. Księża polscy w Paryżu zaczęli uzależniać posługę sakramentalną od wyrzeczenia się towianizmu, więc bracia pozostali bez opieki. Brat-wieszcz sam udzielał Komunii, a gdy znalazło się dwoje chętnych i ślubu. Tu już wtrącił się Mistrz i zażądał powtórzenia ślubu w kościele. Towiański starał się nie odchodzić w obrzędowości od katolicyzmu. Chciał nawrócić papieża, więc nie chciał go drażnić.

Bracia się spowiadają, nie mając nic ciekawego do powiedzenie albo ochoty na szczerość, zmyślają. Ta protopsychodrama służy wzajemnym upokorzeniom, a spirala wykluczeń, poniżeń i wywyższeń ustala egzotyczne społecznie hierarchie i daje nieograniczone możliwości psychomachii. Poszaleli sobie bracia, jakby nie dość im było, że są w większości biednymi emigrantami bez szans na zmianę swego położenia. Bratu-wieszczowi też się nie przelewało, ale był w Paryżu kimś, profesorem College de France.
- Bracia! Dziś ukazał mi się duch Aleksandra I, cesarza Rosji, i prosił, aby bracia zanieśli modły do Boga na jego intencją - wzywał Adam Mickiewicz. Na litografii car Aleksander I przyjmuje kapitulacje Paryża w roku 1814. Fot. Wikimedia
Trwają podchody o bycie Starszym w siódemce. Niezagrożona jest pozycja brata-wieszcza. To on koresponduje z Mistrzem i udziela jego nauk w siódemkach w tempie jakie uzna za właściwe. Ma coraz więcej inicjatywy. Skąpy w słowa i niezbyt precyzyjnie się wyrażający Towiański hamowałby energię poety, gdyby brat Adam poprzestawał na instrukcjach Mistrza. Spowiedź, sakramenty, organizacja siódemek to jego pomysły, później łaskawie zatwierdzane. Na początku 1844 roku Mickiewicz ogłasza braciom, że w Mistrzu jest duch Chrystusa. Nie zachowały się świadectwa, by Mistrz zaprotestował. Zachowało się za to świadectwo wiary jednego z braci w metempsychozę.

„Pułkownik Kamiński dziwne miewał halucynacje, które sprowadzał natchnieniem umysłu swego pobożnymi pieśniami. Miał zwyczaj, a raczej postanowił był sobie dwie godziny dnia każdego wyśpiewywać psalmy Dawida, każąc żonie towarzyszyć sobie na fortepianie. Wyobraził sobie, że wprzód nim był pułkownikiem Kamińskim, przepędził jedno życie na oborze i spełniał funkcje krowy. Toteż głos jego był tak ryczący, że żona wzbraniała się towarzyszyć mu fortepianem. Mąż sprowadził Mickiewicza, a mistrz powagą swoją wręczył Kamińskiemu laskę grubą, mówiąc: „Daję ci moc nieposłuszną żonę do uległości tym kijem przyprowadzić”. ( Michał Budzyński, Pamiętnik, wyd. J.I. Kraszewski)

Jak widać, dla Mistrza i Pana brat Adam, lub po prostu Adam dla innych braci, sam był mistrzem. Zanotować warto, że Mickiewicz był pionierem feminizmu i przy innych okazjach głosił równość kobiet w każdej dziedzinie. Ale gdy niewiasta utrudnia kontakt z poprzednim wcieleniem jednego z braci, to wtedy żarty się kończą i zaczyna się „laska gruba”.

Pod wpływem nauk Mistrza sublimował się patriotyzm braci. Polska jest Chrystusem narodów, jak pisał brat-wieszcz jeszcze w czasach przedtowianistycznych, a to że ma w akcie strzelistym poprzez przebóstwienie zbawić i przeanielić całą ludzkość w duchu Chrystusowym i na żadne partykularne patriotyzmy, dotyczące jednego narodu miejsca nie ma, to już Towiański.

W pamiętniku brata Budzyńskiego możemy także przeczytać: „Podzielili się ci nowi wyznawcy na koła i odprawiały się sesje pełne mistycyzmu, gdzie bracia opowiadali sobie sny i widzenia. Na jednej z takich sesyj Mickiewicz zawołał: „Bracia! Dziś ukazał mi się duch Aleksandra I, cesarza Rosji, i prosił, aby bracia zanieśli modły do Boga na jego intencją”. Juliusz S., antagonista Mickiewicza, i w którym odezwała się żyłka polska, podnosi głos po mistrzu: „A mnie, bracia, ukazał się duch Stefana Batorego i prosił, abym przestrzegł, iżby bracia za żadnym nie modlili się Moskalem!” Mickiewicz na to porywa silnie za ramię Juliusza Słowackiego, przywodzi do drzwi i wypędza go słowami: „Paszoł won durak!”.
Juliusz Słowacki przestał bywać w Kole Sprawy Bożej. Zdawał sobie sprawę, że tam zabierają człowiekowi indywidualność. Portret pędzla Kazimierza Mordasewicza. Fot. Wikimedia
Wcielenia Ducha Bożego: Mojżesz, Chrystus, Napoleon, Towiański

Nie po polsku, czy francusku, ale po rosyjsku. To prowokacyjny uniwersalizm i nic dziwnego, że po Paryżu krążyły plotki, że to całe Koło, to agentura rosyjska. Brat Juliusz przestał bywać w Kole. Już wcześniej zdawał sobie sprawę, że tam zabierają człowiekowi indywidualność. Słowacki uwolnił ciało, ale duch jednak był ukąszony i napisał „Genezis z ducha” i „Króla Ducha”. Właśnie duch napisał, bo jak Słowacki pisał do przyjaciela: „Genezis z ducha” była mi podyktowana nad morzem, bez przyzwolenia na to myśli moich, przy uśpionych władzach rozumu” . Czy to duch Mistrza był przy poecie? „Uśpione władze rozumu” to ekstrakt romantyzmu, zatem miejmy nadzieję, że był to duch epoki.

Towiańskiemu nie udało się nawrócić papieża, nie został przyjęty pomimo dwukrotnego pobytu w Rzymie. Przyszła zatem kolej na cara. Brat Adam jeździł do Mistrza do Szwajcarii i napisali list do Mikołaja I, który podpisał Aleksander Chodźko, jako były dyplomata carski o piętnastoletnim stażu. Chodźko nie chciał listu zawozić i wybrano brata Seweryna Pilhowskiego, który otrzymane na ten cel fundusze dokumentnie przehulał i jeszcze udzielił subsydium innemu bratu Sewerynowi (Goszczyńskiemu) na wizytę nie w „Zamku Kaniowskim” bynajmniej, a w paryskim lupanarze.
Adam Mickiewicz podczas wykładów w College de France szerzył kult Bonapartego. Obraz "Napoleon na łożu śmierci" pędzla Horacego Vernerta. Fot Wikimedia
Czy list mimo to do cara dotarł? Nawet gdyby dotarł to czy mógłby odnieść skutek bez osobistej charyzmy Mistrza i Pana, który przemówiłby w duchu, za którym kolumny duchów i w tonie Chrystusowym? A tak słowa pisane to tylko słowa:

„Usłyszałem Słowo Boże /.../ Widziałem człowieka naznaczonego być organem Słowa /.../ Zrozumiałem to Boskie wezwanie /.../ Ponieważ Rosja zachowała dotąd pierwotną prostotę duszy, przeto myśl Boża spoczywa na niej /.../ Słowo wzywa ludy słowiańskie do powinności ich... /.../ Rewolucje nie udają się Polakom; zwracają się one przeciw tym, co je podnoszą /.../ Zbawienie milionów powierzone jest tobie, Najjaśniejszy Panie. Prowadząc tyle ludów słowiańskich /.../ jesteś dziś najważniejszym narzędziem Bożym na ziemi. O ile posłusznym się staniesz wezwaniu Bożemu, poddani twoi, wierni Bogu, poświęcając się myśli Bożej na tobie złożonej, poświęcać się będą dla wielkości dla szczęścia twojego. Są już ludzie przeniknięci tymi, nową cechę mającymi uczuciami słowiańskimi, uczuciami poświęcenia się dla Boga i szczerej miłości dla braci Rosjan i dla osoby W. C. Mości. Są nimi tułacze polscy”.

Wypracowywane w XIX wieku koncepcje panslawistyczne na szczycie stawiały cara i tu Mistrz i Mickiewicz znaleźliby wielu przyjaciół Moskali, którzy by ich zrozumieli. Szukając „najważniejszego narzędzia Bożego na ziemi” jeszcze niedawno Mistrz wskazywał Napoleona. Bodajże w takim porządku szły te narzędzia, czyli wcielenia Ducha Bożego: Mojżesz, Chrystus, Napoleon, Towiański. Wydaje się, że obaj Mesjasze mniejszy i większy dawali tym listem Mikołajowi I szansę – jeżeli się nawróci, to dołączy i będzie rangą równy bratu Adamowi, no bo przecież nie Towiańskiemu. Co to, to nie.

Rodzina samotnych mężczyzn

Adam Mickiewicz w College de France wykładał literaturę słowiańską przez pierwsze dwa lata, przez następne dwa – dopóki się z nim nie pożegnano – formalnie też literaturę słowiańską. Dwa ostatnie kursy były szerzeniem kultu Napoleona, opowiadaniem o mesjanistycznej roli narodów słowiańskich, którym w zbawieniu świata może pomóc naród francuski i szerzeniem innych idei z arsenału Mistrza i Pana.

Podczas styczniowego wykładu w 1844 roku mówił tak: "Nie masz komentarza Ewangelii równego temu, który znajdujemy na kilku kartach podyktowanych przez Napoleona. Napoleon pojął boską istotę Chrystusa i wyjaśnił ją lepiej niż jakikolwiek teolog. (...) Napoleon w duchu swym nosił całą przeszłość chrześcijańską i zrealizował ją w swojej osobie".

I nie ma tu co szukać małostkowo sprzeczności i wskazywać jak się mają pola zasłane trupami przez Napoleona do ewangelicznego odrzucania przemocy aż do braterskiej komunii z ciemiężącą kraj Rosją. Gdy człowiek przemawia wsparty o kolumny duchów, to jego logika jest inna. Niezbyt akademicka była także forma wykładów. Mickiewicz purpurowiał na twarzy, gestykulował i ekstatycznie wykrzykiwał. Słuchaczki płakały, raz nawet jeden z członków Koła takich dostał spazmów, że do domu musiano wzywać lekarza.

„Jedna Francuzka rozmarzona wymową jego na pierwszej lekcji porwała się i darła ku katedrze, żeby go ucałować, a nie mogąc się przedrzeć, padła i długo wrzeszczała: Oui, oui cest vrai [...]"(Bohdan Zaleski, 22 maja 1844 roku, list do Hieronima Kajsiewicza).
Towiańczycy zdawali się wierzyć, że Adam Mickiewicz to ktoś w rodzaju Jana Chrzciciela. Dagerotyp z 1842 roku. Fot. Wikimedia
Pierwsza lekcja w 1844 roku to już są wykłady mesjanistyczne i towianistyczne. Następny cytat: „Jednego dnia Maria [Lemoine] [...] rzuciła się publicznie Adamowi do nóg wołając ze łzami, że jest naszą siostrą, że musi nią być, innego razu młody jakiś Francuz, dotąd nam nie wiadomy, zaszedł także drogę Adamowi i w milczeniu ściskał go za rękę, tylko łzy obfite płynęły na miejscu słów”.

Wspomniana Maria Lemoine była zakochana w bracie Rutkowskim, a członek Koła nie mógł poślubić nie towianki. Stąd jej wyznanie z września 1844 roku: „Odkrywam wam moją duszę, wyjawiam wszystkie moje kłamstwa, które uczyniłam, ażeby wejść pomiędzy was, wszystkie zbrodnie ducha, które nieszczęsna popełniłam odkąd jestem z wami [...] Oszukałam was, kiedy rzucałam się do kolan Brata Adama w College de France - ponieważ akcja ta daleka była od spontanicznego wzruszenia, za jakie ją bracia mogli wziąć [...]. Wierzyłam, że cała Sprawa polega na tym, aby być w egzaltacji”.

„Być w egzaltacji” - bez tego nie można było wejść do Koła Sprawy Bożej. Zapewne udawano, ale pułkownik Kamiński szczerze ryczał jak krowa. Jeżeli niektórzy udawali, to dlatego, że chcieli być w tej sześćdziesięcioosobowej rodzinie przeważnie samotnych mężczyzn, którzy oprócz biedy borykali się z bezsensem swego życia w obcym środowisku. Jeżeli uwierzy się, że Towiański to Chrystus, a Mickiewicz to ktoś w rodzaju Jana Chrzciciela, to życie tułacza nabiera sensu i to nie byle jakiego. A jeżeli się bardzo chce przynależeć, to się uwierzy.

Towiańczyk idąc ulicami Paryża w połatanej czamarze całkiem inaczej mógł patrzeć na paryżan, niż emigrant nie towiańczyk.

Mesjasz łakomy na słodycze

To zawierzenie z wywoływaną i autentyczną egzaltacją miało swoją cenę. Cenę śmieszności. Emigracyjne pismo „Pszonka” w 1845 roku: „Było to w karnawale. Na salonach króla de facto (Czartoryskiego) były sceny, bale, koncerta, tańcujące herbaty. Towiański i spółka wyprawiali także sceny, śpiewy i deklamacje prorocze. Panna Dejbel śpiewała, Gut miewał konwulsje na dwanaście tempów i polował na fruwającego ducha, Towiański perorował, łechtał uczucie. Jest wieść, że panna Deybell w chwilach wielkiego wzniesienia się ducha widzi około głowy Towiańskiego gwiazd dwanaście, Gut siedm, a Mickiewicz trzy czy podobno już tylko jedną” (różna pisownia nazwiska w oryginale – przyp. aut.) Już tylko jedną, bo właśnie brat Adam postanowił pójść własną drogą i w Kole nastąpił rozłam. Badacze podają, że poszło o walkę o niepodległość Polski, a raczej już za wolność waszą i naszą. Mickiewicz chciał działać, a Mistrz się nie zgadzał.

Podczas Wiosny Ludów poeta z dwunastoma ochotnikami ruszył do Włoch, gdzie udało mu się sformować 250 osobowy legion do walki przeciw Austrii. Gdy w 1855 roku formował w Turcji legion do walki przeciwko Rosji, zmarł na cholerę. Do końca życia nie wyrzekł się wiary w Mistrza, ale przemyślał stosunki pomiędzy wyznawcami, które sam przecież wprowadzał: „My wyzywający, sami będąc w braku wiary, w czczości, w trapieniu, nie mogąc znieść samotności, która nas wobec nas stawiąc, nicość nam naszą pokazywała, wypadaliśmy na braci. Zadawaliśmy im cierpienie, aby widokiem ich mąk tragicznie rozrywać się. Doszło do tego, że wyzywający podobni stali się do słabnących tyranów, którzy tylko w krwawej kąpieli ciepło znajdują. Brano kąpiele z ducha bratniego" (Mickiewicz do Towiańskiego, 12 maja 1847). Innym razem porównał władzę Towiańskiego i swoją nad wyznawcami do władzy dziedzica nad chłopem pańszczyźnianym.
Seweryn Goszczyński. Fot. Wikimedia
Seweryn Goszczyński posłuszny mistrzowi zamilkł jako poeta, ale pisał dla siebie „Dziennik Sprawy Bożej”, gdzie tak podsumował po latach swoją przygodę z towianizmem: „W czym posłużyło mi przejście przez towiańszczyznę? Zmniejszyła się moja pogarda dla Polaków, którym dobrze z Moskalami, bo w towiańszczyźnie zobaczyłem Polaków, którzy miłują jarzmo cięższe od cesarskiego. Myślę sobie nieraz, że jeżeli są Polacy, którzy adorują takie jarzmo, jakie im towiańszczyzna nakłada, można usprawiedliwić poniekąd tych Polaków, którym jarzmo Cara lub Kisara (Kaisera przyp. aut.) nie dolega.” (9 czerwca 1864).

Andrzej Towiański dożył lat osiemdziesięciu i zostawił po sobie wyznawców w Mediolanie wśród elity tego miasta. Od starzejącego się proroka uciekały służące, które nie lubiły, gdy wieczorem odwiedzał je w kuchni pod pretekstem, że chce napić się wody. Mesjasz pod koniec życia stał się także bardzo łakomy na słodycze, co podobno bezpośrednio spowodowało jego śmierć. Służące zdają się potwierdzać popularny pogląd o podszyciu erotyką wszelkich mistycyzmów, przynajmniej nowożytnych.

Przed wojną Tadeusz Boy–Żeleński wywołał burzę swoim szkicem „Brązownicy” zarzucając polonistom, że nie interesują się tym, co w latach towiańskich Mickiewicza - jego zdaniem - najciekawsze, mianowicie Ksawerą Deybel. Mieszkała ona w domu Mickiewiczów z przerwami dziewięć lat i opiekując się ich dziećmi sama powiła poecie kolejne. Wysoko ceniona przez Mistrza i Pana wykorzystywana była przez niego do dyscyplinowania brata Adama. Wycofaniem Ksawery z domu poety i „przydzieleniu” innemu bratu Mesjasz starał się zapobiec rozłamowi w Kole. Smycz się skracała i rozluźniała i Ksawera wracała, potem był jeszcze inny brat. Kołtuńska, naturalnie, opinia polskiego Paryża określała dom Mickiewicza i całe Koło krótko: „psie wesele”.

Wiara w słowa Andrzeja

Mistrz Andrzej będący przecież kolejnym wcieleniem Ducha Bożego, tego samego, co był w Zbawicielu, zajmował swoją uwagę Duchem właśnie, a co do ciała, to jest takie wspomnienie:

„Mówiąc o małżeństwie mojem, powiedział mi (Towiański), że z powodu zbyt wielkiej różnicy wieku między nami (małżonkami) uwalnia mnie zupełnie od wierności małżeńskiej, której zresztą ani Bóg, ani Kościół od nikogo (!!) nie wymaga; mam tylko uważać, aby duch tego, który zajmie w sercu moim miejsce męża, był czysty i wolny; co powiedziawszy, zrobił znak Krzyża św. na mojem czole, absolvo te dodając i gorący pocałunek na twarzy mojej składając”(Zofia Komierowska, Pamiętnik).

Ale to nie Ksawera i sprośna strona Mistrza i Pana spowodowały , że Mickiewicz po poznaniu Towiańskiego nie napisał już nic godnego uwagi. Nawet – wbrew pozorom – nie ta oficjalna, czyli duchowa strona Mistrza. Konrad Górski napisał, że: „Towiański zabił w nim [Mickiewiczu] twórcę poezji, przypisując twórczości literackiej wartość utylitarną jako moralistyce, o moralnej wartości wzruszenia estetycznego nie miał pojęcia, będąc zupełnym umysłowym prymitywem.”

Po nim inni profesorowie historii literatury winili Towiańskiego za milczenie twórcze Mickiewicza. Pogląd ten stał się popularny także w szkolnym nauczaniu języka polskiego.

Dzieci zakuwał w kajdany. Okrutny komisarz carski

Wspomnienia są jednoznaczne: Mikołaj Nowosilcow był wiecznie pijany, chciwy łapówek i żądający wiadomych usług od sióstr, żon i matek aresztowanych w zamian za ich uwolnienie.

zobacz więcej
W rzeczywistości Towiański zapukał w 1841 roku do mieszkania poety od lat nie piszącego. Dziady cz. III powstały w 1832 a „Pan Tadeusz” w 1834. Pomiędzy były jeszcze „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego”, , ale czy ten pisany w apodyktycznie proroczym stylu ciąg postulatów ideowych, fantastycznych interpretacji historii i propagandy mesjanistycznej jest literaturą? Na pewno jest świadectwem tego, że Andrzej Towiański był przez Mickiewicza oczekiwany - żeby użyć, a nie jak towiańczyzy, nadużyć tego słowa – duchowo.

Nie piszący od lat poeta jeszcze raz chwycił za pióro i w 1840 roku powstało kilka wierszy nazywanych lirykami lozańskimi, ale to właśnie w nich jest pesymizm i depresja, i wyrażone nie wprost pożegnanie z twórczością. Tak, że żaden Towiański nie uciszył poetycko Mickiewicza, zrobił to sam. A jak ten prorok z „Ksiąg narodu...” wyczekiwał swego Mesjasza:

„Moja wiara w słowa Andrzeja jest skutkiem całego mojego życia, wszystkich moich usposobień i prac duchowych. Kto by czytał pisma moje, przekonałby się o tym” (Adam Mickiewicz w liście do gen. Skrzyneckiego.)

I rzeczywiście począwszy od „czucia i wiary” w „Romantyczności”, obcowania duchów w II części „Dziadów” i nawet metempsychozy (robaczek kołatek, który były kiedyś lichwiarzem) w IV części trudno się z poetą nie zgodzić. III część „Dziadów” udowadnia, że nie czekał Mickiewicz na Towiańskiego z mesjanizmem. To może Mistrz naczytał się Mickiewicza jeszcze w kraju.

Poeta w innym liście wspominał: „ Ile pamiętam, od najrańszej młodości, naprzód w każdej książce, potem w każdym człowieku, w każdym kraju szukałem czegoś. Ale ledwie teraz Bóg przez Mistrza pokazał mi to coś, tę istotę, która tylko jedna okrom której wszystko mara". Co do swej roli poety Mickiewicz miał wątpliwości jeszcze przed poznaniem Mistrza, w roku w jego życiu bardzo poetyckim, bo pisania „Pana Tadeusza”:

„Mnie się zdaje, że wrócą czasy takie, że trzeba będzie być świętym, żeby być poetą, że trzeba będzie natchnienia i wiadomości z góry o rzeczach, o których rozum powiedzieć nie umie, żeby obudzić w ludziach uszanowanie dla sztuki, która nadto długo była aktorką, nierządnicą lub polityczną gazetą. Te myśli często we mnie budzą żal i ledwie nie zgryzotę; często zdaje mi się, że widzę ziemię obiecaną poezji jak Mojżesz z góry, ale czuję, żem niegodzien zajść do niej!" (Do Hieronima Kajsiewicza, 31 października 1834 roku).
Mickiewicz, pogardzający „polityczną gazetą” w 1834 roku, ponad dekadę później wypełniał „Trybunę Ludów”, jak najbardziej polityczną gazetę, swoimi tekstami. Fot. Wikimedia
Kto złamał pióro Mickiewicza

Mawia się, że lepsze jest wrogiem dobrego. Adam Mickiewicz będący u szczytu formy poetyckiej chce „wiadomości z góry” i „ jest niegodzien ziemi obiecanej poezji”. Pokora, czy pycha, która zawsze kroczy przed upadkiem? Pogardzający „polityczną gazetą” w 1834 roku ponad dekadę później wypełniać będzie „Trybunę Ludów”, jak najbardziej polityczną gazetę, swoimi tekstami.

A jeszcze w czasach, gdy był poetą, śnił się późniejszemu bratu Adamowi szlachcic z Litwy jadący do niego bryczką. Ale – warto powtórzyć - to nie Towiański złamał mu pióro. Sam je złamał tęskniąc za złudą czegoś więcej, niż tylko talent największego poety polskiego.

Bez wielkości Mickiewicza Wielka Emigracja nie byłaby taka wielka, a rangi poety nie umniejsza przecież to, że nie był wielki do końca swoich dni.

– Krzysztof Zwoliński
Krzysztof Rutkowski, cz.2
Zdjęcie główne: Bal w Hotel Lambert w Paryżu. Obraz Teofila Antoniego Kwiatkowskiego, na którym autor sportretował ważne postaci Wielkiej Emigracji, m.in. księcia Adama Czartoryskiego z rodziną, Fryderyka Chopina i Adama Mickiewicza (stoi po prawej, zwraca sie do stojącej obok George Sand). Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Od cebulek tulipanów po kredyty hipoteczne
Czy po 90 latach od Czarnego Czwartku świat czeka kolejny krach finansowy? Dziś wywołać go mogą kryptowaluty.
Historia Najnowsze wydanie
Jak Kuroń stał się dowódcą armii pacyfikującej społeczny bunt
Słyszałam, że wziął kartkę i rysował strzałki, kierunki natarcia policji, rozlokowanie sił, które miały rozpędzić strajkujących – wspominała Janina Paradowska.
Historia Poprzednie wydanie
Bardziej Polak niż komunista – Gomułka w październiku ‘56
Jedyna w PRL radziecka interwencja zbrojna rozpoczęła się ćwierć wieku przed grudniem 1981 r.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Prezydent nie chce ustąpić. Mission impossible generała
Kolejne próby godzenia emigracyjnych polityków przypominały łączenie ognia z wodą.
Historia wydanie 4.10.2019 – 11.10.2019
Tydzień solidarnego głodowania
Kiepskie przygotowanie, fatalny moment, słaby rezonans wśród Polaków – oceniano protest, jaki od 3 do 10 października 1979 roku prowadzili działacze opozycji.