Cywilizacja

Strajk na boisku, zwycięstwo za cenę oszustwa i show-biznes, gdzie nie liczą się zasady

Cały sport ma dzisiaj problem z czystą grą, która odrzuca zwycięstwo za wszelką cenę, korzyści płynące z błędów sędziego, niedopatrzeń kontrolerów od dopingu i wszystkie rodzaje oszustw. Sport ma z tym kłopot, gdyż ma go z własną tożsamością. Wyrastał jako ludowa zabawa, która z czasem zmieniła formułę na publiczne widowiska, aż w końcu stał się show-biznesem. W tej postaci nie potrafi się odnaleźć, ponieważ ciążą mu zasady.

Fair play jest wpisana w kanon olimpijskich zasad. Każdy sportowiec musi grać czysto. Nikomu łaski nie robi, ma to w zakresie obowiązków zawodowych. Zatem łamanie fair play powinno podlegać karze bezwarunkowo. Ale czy z kolei przestrzeganie tej zasady powinno być nagradzane? Czy wyróżnianie sportowca za zachowanie, do którego jest zobowiązany, które jest istotą sportu, ma sens? Czy tylko dlatego, że ktoś nie okazuje brutalności albo był mniej agresywny niż rywal, zasługuje na nagrodę?

Zdania są w tej sprawie podzielone, zaś rzeczywistość bardziej niż skrzeczy. Świetnym przykładem, jak pokrętnie bywa stosowana w sporcie reguła fair play, był mecz Polaków z Japończykami na rosyjskim mundialu. A konkretnie jego końcówka.

WSZYSTKO O MUNDIALU 2018 W SPECJALNYM SERWISIE TVP SPORT! TRANSMISJE Z MECZÓW W TVP


FIFA po raz pierwszy na mistrzostwach wprowadziła kryterium fair play, przyznając punkty za dobre sprawowanie, które mogły odegrać i odegrały znaczącą rolę. Przy równym bilansie bramek w fazie grupowej o awansie drużyny decydowały właśnie punkty fair play. One dały awans Japończykom i one wyeliminowały Senegal.
Mundial 2018. Okiem Cenzora: Japończycy na pewno fair play?
Polska wygrywała spotkanie z Japonią 1:0, gdy przyszła informacja o przegranym meczu Senegalu z Kolumbią. Japońscy piłkarze dowiedzieli się o tym z ławki rezerwowych, konkretnie – od swojego trenera Akiry Nishino. Już wcześniej było wiadomo, że kryterium fair play może im pomóc w awansie, bo mieli 4 żółte kartki a Senegal 6.

Mundial 2018. Senegal apeluje do FIFA o zmianę zasad rankingu fair play

zobacz więcej
Informacja o przegranej rywala Azjatów do awansu okazała się przydatna. Japończycy po prostu przestali grać. Zaczęli stać, jak zalecił im selekcjoner. Na dobrą sprawę był to strajk okupacyjny, gdyż zawodnicy okupowali boisko nie podejmując pracy, tylko bawiąc się piłką w stylu: ty do mnie – ja do ciebie. Trwało to chyba kwadrans. Publiczność gwizdała, polski trener Adam Nawałka się wściekał, bo nasi też nie grali, skoro już mieli zwycięstwo. Wszystko to razem trąciło skandalem, zwłaszcza w zakresie fair play, bo piłkarze dość bezczelnie fingowali mecz.

Senegalczycy złożyli protest do FIFA twierdząc, że Japonia złamała regułę fair play grając w powyższy sposób. Napisali nawet dwa listy, jednak stosownej reakcji nie było. A powinna być i to zdecydowana.

FIFA ustanowiła bowiem sześć kryteriów czystej gry. Kryterium pierwsze to żółte i czerwone kartki. Drugie – gra pozytywna: tempo meczu, taktyka ofensywna oraz stanowcze unikanie „aktorskich” zachowań piłkarzy. Pozostałe to postępowanie wobec przeciwników i sędziów oraz postawa ławki rezerwowych i publiczności – ale te kryteria tu nas mniej interesują. Japończycy naruszyli bowiem dwa pierwsze, najważniejsze, więc nie należało ich nagradzać awansem za fair play. Raczej powinni zostać ukarani za anty fair play. Ale tu się pojawia szczelina w projekcie FIFA.
Eksperci TVP o końcówce meczu Japonia – Polska. "To antyfutbol, ale..."
Za żółte i czerwone kartki punkty się odejmuje. Za pięć pozostałych wskaźników punkty się dodaje. Za swoją grę negatywną Japończycy nie mogli dostać mniej niż jeden punkt, czyli bardziej maleńką nagrodę niż jakąkolwiek karę. W praktyce Japończycy zostali także nagrodzeni za 4 żółte kartki. Senegal został ukarany za 6. Jedni i drudzy faulowali, Japończycy trochę mniej, Senegalczycy trochę bardziej. To wystarczyło, żeby jednych za faule nagrodzić, a drugich ukarać. A przecież każdy faul to naruszenie fair play, więc nie ma w tym żadnej logiki. Niestety, zwłaszcza futbol, kieruje się w tej sprawie logiką specjalną.

Jest wina, nie ma winnego

Syndrom lękowy, panika, nerwowe decyzje.
Ujawniamy sportowe demony, przez które Polska odpadła z mundialu

Jak to możliwe, że piłkarze grający na co dzień w najlepszych europejskich klubach, mający za sobą setki udanych meczów, dziesiątki strzelonych bramek i asyst, nagle stają się bezradni?

zobacz więcej
Napastnik biegnie na bramkę, obrońca podstawia mu nogę, napastnik się przewraca, a komentator wygłasza klasyczną sentencję: „On nie mógł inaczej. Musiał sfaulować”. Tak zwany „faul taktyczny” to przyjęta i powszechnie akceptowana norma w piłce nożnej. Za taki faul piłkarz może zostać ukarany i często dostaje kartkę, choć wszystko zależy od oceny sędziego. Jednak w tym przypadku nie tyle ważna jest możliwość kary, co ocena incydentu, którą można zamknąć zdaniem: jest wina, nie ma winnego.

Trenerzy, działacze, piłkarze prędzej zganią zawodnika za powstrzymanie się od takiego faulu niż za to, że się go dopuścił. Nikt nie myśli o fair play, gdy wynik oscyluje między zwycięstwem a porażką. Najważniejszy jest dobry efekt, nieważne, że z pomocą złych środków. „Faul taktyczny” zrósł się z futbolem na trwałe, stał się elementem normalnej taktyki gry, a w głowach piłkarzy zapuścił korzenie. Dobrze to pokazał mecz Kolumbii z Anglią.

Kolumbijczyk w polu karnym sprowadził Anglika do parteru z pomocą rąk i ciężaru własnego ciała, a gdy sędzia podyktował „jedenastkę” za to ewidentne przewinienie, on był w szoku. Oburzony, polemizował i domagał się zmiany decyzji. Przecież nie zrobił nic złego, zastosował „faul taktyczny”, więc zachował się, jak trzeba. Tak to jest, gdy działa siła przyzwyczajeń.
Przywykliśmy do „fauli taktycznych”, one stały się normą. Każdy kto myśli inaczej, czy wniesie jakieś zastrzeżenia, uznany będzie za idiotę. W takim klimacie trudno dyskutować o fair play, a jeszcze trudniej tę zasadę stosować. Najłatwiej jest o niej mówić i robią to wodzowie sportu. Fair play śni im się po nocach. Niestety, kiedy się budzą, przymykają na nią oko.

Od Marksa do Neymara

Pierre de Coubertin był rasistą. A olimpiady zostały zawłaszczone przez perwersyjną hybrydę partnerstwa publiczno-prywatnego – mówią Jan Sowa, Krzysztof Wolański, autorzy książki „Sport nie istnieje”.

zobacz więcej
Na mundialu rzadko bywa używany system VAR, a często wideoweryfikacja bardzo by się przydała. Mamy za to sześć kryteriów FIFA w sprawie fair play oraz drużynę, którą nagrodzono za jej złamanie. .

Corocznie FIFA organizuje Dni Fair Play, podczas których odczytywane są deklaracje fair play. Najwyraźniej czytane są bez zrozumienia, jak dowodzi historia tej organizacji. Łapówkarskie afery z mundialami, skorumpowani bonzowie nie czynią takich akcji wiarygodnymi. Skoro FIFA tak finezyjnie stosuje fair play, potrafi karać zespoły, które faulują trochę bardziej, a nagradzać awansami takie, które faulują trochę mniej, to spokojnie karać by mogła także wszystkich swoich działaczy, którzy biorą łapówki duże, nagradzając tych, którzy zadowalają się małymi. Byłoby to logiczne w tym toku rozumowania oraz zgodne z duchem fair play w pojęciu FIFA.

Zasady nie mają głosu

Profesor Wojciech Lipoński, wykładowca Międzynarodowej Akademii Olimpijskiej, twierdzi, że pojęcie fair play narodziło się w kręgu kulturowym brytyjskich Celtów. W sztuce Williama Szekspira „Król Jan” to określenie występuje aż dwukrotnie. Pojawia się tam także jego przeciwstawność, czyli foul play. Oba pojęcia nie miały wtedy związku ze sportem, określały po prostu ludzkie postawy.

Do sportu globalnego fair play wprowadził baron Pierre de Coubertin, uznając tę ideę za szczytną, wartą pielęgnowania w ludzkich umysłach i sercach, a igrzyska za najlepszy sposób przybliżenia jej całemu światu. Baron miał świadomość, że droga do tego nie będzie łatwa, a zakręty i potknięcia w utrwalaniu owej maksymy są nieuniknione. Jednak wierzył, że choć proces będzie długi, to właśnie czas będzie mu sprzyjał, bo ugruntuje to pojęcie w obiegu publicznym i nada mu praktyczny kształt. I rzeczywiści w sporcie tak było.

Ale to był inny sport i inny świat. Nowożytne igrzyska olimpijskie przetrwały ponad sto lat, lecz idee padały jedna po drugiej. Obecnie nikogo nie zadowala sam udział w igrzyskach. Wszyscy polują na medale, tylko one się liczą.
Historia igrzysk – Paryż 1924
Cały sport ma dzisiaj problem z czystą grą, która odrzuca zwycięstwo za wszelką cenę, korzyści płynące z błędów sędziego, niedopatrzeń kontrolerów od dopingu i wszystkie rodzaje oszustw. Sport ma z tym kłopot, gdyż ma go z własną tożsamością.

Wyrastał jako ludowa zabawa, która z czasem zmieniła formułę na publiczne widowiska, aż w końcu stał się show-biznesem. W tej postaci nie potrafi się odnaleźć, ponieważ ciążą mu zasady. A zasady nie sprzedają się na rynku. Na rynku show-biznesu sprzedają się atrakcje, które kosztują, ale i przynoszą zyski.

Dopingowe imperium zła

Skala oszustw, na których zbudowano rosyjski sport, poraża. Po co im to wszystko było?

zobacz więcej
Wodzowie sportu ciągle głoszą wierność ideałom Coubertina i na słowach się to kończy. Prezydenci MKOl czy FIFA zajmują się praktyczną stroną zagadnienia, przy czym zasady nie mają głosu.

Seppuku kapłana olimpizmu

Historycznej egzekucji na fair play dokonał hiszpański markiz Juan Antonio Samaranch, długoletni prezydent Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego. Przy okazji wykonał publiczne seppuku jako kapłan olimpizmu.

Aby pomnożyć telewizyjną widownię igrzysk w Barcelonie w 1992 roku, zaprosił do udziału amerykańskie gwiazdy koszykówki z ligi NBA. Wszyscy byli, rzecz jasna, zawodowcami. Parę lat wcześniej żaden sportowiec profesjonalny nie miał wstępu na igrzyska olimpijskie, mogli w nich startować wyłącznie amatorzy, a każdy amator, który brał za sport pieniądze, podlegał dożywotniej dyskwalifikacji.

Jednak akurat ten kłopot zdjął z głowy markiza lord: Michael Kilianin, poprzednik Samarancha na posadzie szefa Komitetu. Odrzucenie amatorstwa było, rzecz jasna, złamaniem jednej z fundamentalnych reguł olimpijskich. Ostatnim jej wyznawcą, nieprzejednanym i twardym strażnikiem idei, był Avery Brundage, prezydent MKOl przed Kilianinem. Jak widać, destrukcja olimpizmu postępowała konsekwentnie, wraz z kolejnymi kadencjami szefów.

Koszykarze NBA uprzejmie przyjęli zaproszenie markiza, jednak pod pewnym warunkiem. Musieli być zwolnieni z kontroli antydopingowej.
W 1992 roku problem dopingu był już poważnym kłopotem dla sportu. Cztery lata wcześniej na igrzyskach w Seulu wybuchła potężna afera Bena Johnsona. Kanadyjczyk wygrał olimpijską stumetrówkę, pokonując Carla Lewisa, amerykańską ikonę sprintu, kogoś takiego, kim znacznie później był Usain Bolt. W organizmie Johnsona wykryto doping, odebrano mu zwycięstwo, zabrano medal. Afera miała charakter pokazówki, co media wyczuwały już w Seulu i o czym nieśmiało mruczały. Po latach wyszło na jaw, że nie tylko Ben, lecz cała ósemka finalistów zażywała środki dopingujące, włącznie z Carlem Lewisem. Jednak tylko Johnson poniósł karę.

Chciwość i korupcja. Milionowe transfery i sędziowskie przekręty. Cała prawda o futbolu

To nie pieniądze psują piłkę nożną. Psują ją ludzie, których zepsuły pieniądze, bo mieli do nich zbyt łatwy dostęp.

zobacz więcej
Afera Johnsona była pierwszą tak wyraźną demonstracją hipokryzji, która cechuje magnatów sportu w sprawach dopingu, a zatem i fair play. Po tamtych igrzyskach walka o czysty sport stała się obowiązującą doktryną. Ludzie z MKOl, lekkoatletycznego IAAF czy futbolowej FIFA deklarowali determinację w walce z plagą, która niszczy sport. Badania robiono częściej, udoskonalono testy. Wprowadzono zasadę, że każdy medalista wielkiej imprezy musi się poddać kontroli antydopingowej, a jeżeli tego obowiązku nie dopełni, będzie uznany za przypadek pozytywny, czyli za zawodnika na dopingu.

W okresie zaostrzonych procedur antydopingowych warunek amerykańskich koszykarzy wydawał się kuriozalny i nie do spełnienia. Tylko oni mieli ominąć kontrolę, wszyscy inni musieli przez nią przejść. Ale Juan Antonia Samaranch nie miał wahań. Przyjął warunek Amerykanów i wcielił do rodziny olimpijskiej nakoksowaną po uszy NBA.

Oglądalność była mega, pieniądze z reklam i telewizji również. Markiz odniósł komercyjny sukces i zabił ostatecznie ideę fair play. Sakramentalne motto nowożytnych igrzysk olimpijskich zmieniło swój status praktyczny na czysto frazeologiczny. Nie mogło być inaczej, skoro przyzwolenie wyszło od samego prezydenta MKOl.

Fair Play za kiełbasę

Teoretycznie fair play nadal obowiązuje. Nikt nie wymazał tej reguły gumką myszką z kanonu olimpijskich zasad. To wygodny argument, na który zawsze można się powołać. Chętnie robią to potężne, międzynarodowe korporacje sportu. Zwykle po to, aby odwrócić uwagę od tego, na czym koncentrują się naprawdę.
Ronaldinho i Infantino w jednej drużynie? FIFA promuje grę fair
A skupiają się głównie na zyskach. One traktują tę ideę instrumentalnie.

Na szczęście nie wszyscy tak postępują. Zdecydowana większość sportowców rożnych dyscyplin gra fair, bo nie dopuszcza myśli, że może być inaczej. Nie robią z tego wydarzenia, nie uznają za bohaterstwo, po prostu mają to we krwi. Taka postawę uważają za naturalną, nie oczekują za to nagrody. Jednak niektórzy nagrody dostają.

Skrócić, co się da, uprościć, co możliwe.
Romans sportu z telewizją

Połączył je wspólny cel: stworzenie produktu, który będzie się dobrze sprzedawał na rynku.

zobacz więcej
Do nagród nominują i nagrody wręczają specjalne komitety czy komisje, których celem jest promocja sportowej fair play. W Polsce robi to PKOl, chociaż pomysł ma inne źródło. W 1963 roku Tadeusz Olszański, ówczesny szef „Sztandaru Młodych”, zainicjował plebiscyt „Dżentelmena Sportu”. Pierwszym laureatem został Zbigniew Pietrzykowski, niewątpliwy dżentelmen ringu. W 1977 roku PKOl powołał Komisje Fair Play. Lista nagrodzonych jest długa, obejmuje niemal wszystkie nasze gwiazdy boisk i stadionów. Przy każdym nazwisku wymienione są medale i sukcesy, jednak brakuje uzasadnienia: za co konkretnie dany laureat otrzymał nagrodę? Bo jeżeli za medale i całokształt, to byłaby to raczej fikcja.

Jest dylemat z tą nagrodą. Zgodnie z formułą ona się należy za wyróżniające zachowania fair na sportowych arenach. Wskazanie jest bardzo ogólne, klucz wyboru nieprecyzyjny, wszelkie interpretacje są możliwe. Jednak nie do końca, bo kierunek wskazują dwie wytyczne. Zachowanie sportowca musi go wyróżniać, a to oznacza coś więcej niż przestrzeganie przepisów. Ponadto musi wynikać z akcji na arenie podczas rywalizacji, bo to jest powód, dla którego wpisano fair play do sportu. Bywa z tym bardzo różnie. Kryteria przyznawania nagród rozciągane są czasem jak guma. Innym razem rzeczywiście nagrody są związane z walką na boisku, ale i wtedy rodzą się wątpliwości i pytania.

Włodzimierz Lubański dostał kiedyś nagrodę fair play za to, że zgrabnie przeskoczył na bramkarzem. A co miał zrobić? Kopnąć go w głowę? Miał szansę, ale nie wykorzystał? Zachował się normalnie, jak człowiek cywilizowany, nie jak agresywny brutal.
Mundial 2018. Okiem cenzora: Ronaldo nie umie opanować nerwów
Czy zwykła przyzwoitość, którą człowiek wynosi z domu i ma, o ile życie go nie zepsuje, zasługuje na szczególne wyróżnienie? Takie podejście do zagadnienia prowadzi do konkluzji, że chamstwo i agresja to sportowa normalka, która nikogo specjalnie nie dziwi, a zachowania przyzwoite to święto lasu, które należy wyjątkowo honorować. Rzecz jasna chodzi o dobry przykład.

Korol: wysokie kryteria albo formuła coubertinowska

zobacz więcej
Lecz chodzi także o fair play. A nie jest to nagroda za dobre wychowanie. To ma być nagroda z wyższej półki. Za poziom etyczny człowieka, jego walory moralne. Za nieprzeciętne gesty i czyny. Za to, że pomógł rywalowi, który potrzebował pomocy i przez to stracił zwycięstwo. Że przyznał się do błędu, który skutkował porażką. Na pewno nie za to, że zagrał ręką i ogłosił światu, że była to ręka Boga, bo jego drużyna wygrała mecz. Nagroda fair play to nagroda za uczciwość bez względu na koszty. Dokładne przeciwieństwo zwycięstw za wszelka cenę. Tylko wtedy przyznawanie takich nagród może mieć sens i być inspirującym przykładem. Spłycanie kryteriów prowadzi niekiedy do komicznych sytuacji.

Towarzystwo Olimpijczyków Polskich w 2005 roku zgłosiło piłkarza Grzegorza Piechnę do nagrody Międzynarodowego Komitetu Fair Play. Piechna wśród kibiców miał pseudonim Kiełbasa, gdyż po meczach rozwożeniem kiełbasy się zajmował. Tym, między innymi, argumentem posłużył się Ryszard Parulski, w tamtym czasie prezes TOP, uzasadniając nominację piłkarza: „Osiągnął sukces sportowy, lecz nie zapomniał o rodzinie i… o rozwożeniu kiełbasy”. Piechna odebrał nagrodę na wielkiej gali w Teatrze Wielkim. Dla niego było to zapewne pamiętne wydarzenie. Lecz czy będzie zapamiętany jako sportowiec, który wybitnie wyróżnił się fair play?

Jest dylemat z nagrodą fair play, gdyż sport ma problem z poważnym traktowaniem zasad. W sporcie liczy się skuteczność, w czym zasady często przeszkadzają.



Kapituły fair play też mają ten problem. Nagrody za medale, nagrody za przyzwoitość czy za to, że się pamiętało o rodzinie, nie promują tej idei. Są wyrazem bezradności, raczej sposobem na odfajkowanie niż rozwiązanie problemu. A problem należy potraktować serio.

W przeciwnym razie zwykłe przestrzeganie prostej reguły czystej gry, która jest podstawowym obowiązkiem każdego sportowca i solą sportu, zaczniemy oceniać jako wielki, unikatowy wyczyn. A wtedy trzeba będzie nagradzać wszystkich, których nie złapano na dopingu. I wszystkich, którzy nie faulują. Bo tacy, co faulują, trochę już bywają nagradzani. Nawiasem mówiąc – w milionach dolarów.

– Marek Jóźwik
Zdjęcie główne: Mundial 2018, stadion w Soczi. Mecz Urugwaj kontra Portugalia. Cristiano Ronaldo nerwowo reaguje na żółtą kartkę przyznaną przez sędziego Cezara Artura Ramosa. Fot. REUTERS/Toru Hanai
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.