Historia

Wiedział, że zabójcy przyjdą. Naostrzył siekierę do obrony. Ludzkie odruchy wśród nieludzkich sąsiadów

W morderczym amoku, który przekroczył wszystko, co stosowało na tych ziemiach SS i NKWD, tym cenniejsze, bo prawie niewyobrażalne, stają się postawy ludzkie. 1341 Ukraińców, z czego 896 znanych z nazwiska, udzieliło Polakom pomocy. Uratowali co najmniej 2527 osób, a zapewne znacznie więcej. Nie mają swoich drzewek, dyplomów ani medali.

W niedzielę 8 lipca o godz. 20.10 TVP1 wyemituje film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”.

11 lipca 1943 roku ukraińscy nacjonaliści zaatakowali jednocześnie 99 miejscowości na Wołyniu. Wsie z przewagą ludności polskiej, wsie ukraińskie, gdzie mieszkali nieliczni Polacy, wsie polskie i polskie osady. Celem byli Polacy. Chodziło o Ukrainę „czystą jak szklanka wody” lub „łza” , jak głosili ideolodzy Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN).

W drugiej połowie lipca zostało zaatakowanych osiemdziesiąt kilka miejscowości. Masowe mordy Polaków na Wołyniu trwały do końca 1943 roku. Pojedyncze przypadki zdarzały się jeszcze w 1944 i 1945 roku. Choć w 1944 roku czystki etniczne przeniosły się do Małopolski Wschodniej – województw tarnopolskiego, lwowskiego i stanisławowskiego.

Ukraińska Powstańcza Armia, zbrojne ramię OUN mordowała wszystkich Polaków, bez różnicy wieku i płci. Na samym Wołyniu, licząc od 1939 roku z rąk ukraińskich zginęło co najmniej 60 tysięcy Polaków. Po doliczeniu nieco późniejszej gehenny Małopolski Wschodniej liczba polskich ofiar ukraińskich zbrodni na Kresach przekracza sto tysięcy.

Ludobójstwo straszliwe

Strawna dla politycznie poprawnych przyzwyczajeń poznawczych nazwa „czystki etniczne” musi być zastąpiona terminem „ludobójstwo”, bowiem to, co się działo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej wyczerpuje znamiona tego terminu przyjętego w prawie międzynarodowym. Autorzy fundamentalnej pracy na ten temat „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939 – 1945”, Władysław i Ewa Siemaszkowie proponują termin „genocidium atrox”, „ludobójstwo straszliwe”.
Zapomniane zbrodnie na Wołyniu
Większość polskich ofiar na Kresach straciła życie w latach 1943-44. Ale czyszczenie Ukrainy z „zajmanciw”, wszelkich uznanych za obcych zaczęło się już jesienią 1939 roku. W obliczu rozpadu II RP pod wpływem napadu niemieckiego i sowieckiego, na Ukrainie organizowały się spontanicznie milicje o charakterze wtedy bardziej komunistycznym, niż ukraińsko-narodowym i atakowały rozproszonych polskich żołnierzy, leśników, policjantów, przedstawicieli administracji i ziemian.

Związek Sowiecki nie tolerował żadnej samodzielności i po okrzepnięciu nowej administracji, czyściciele etniczni Ukrainy mogli już tylko donosić do NKWD na Polaków, wskazywać aktywniejsze społecznie przed wojną elementy, powodując ich zsyłkę na Syberię i do Kazachstanu.

Baczyński z Wołynia

Według poety Zygmunta Jana Rumla, na Kresach było miejsce dla wielu kultur.

zobacz więcej
Po 22 czerwca 1941 roku, dniu przekroczenia przez Wehrmacht granicy z Rosją Sowiecką znów spontanicznie utworzyły się oddziały zbrojne policji ukraińskiej zabijające Polaków i znów trwało to aż do zaprowadzenia porządków niemieckich. We Lwowie utworzył się nawet kilkudniowy rząd ukraiński. Niemcy jednak nie potrzebowali sojusznika, tylko spichlerza i policja ukraińska została niemiecką policją pomocniczą.

Smert´ Lacham, smert´ żydiwśko-moskowśkoji komuni

Pierwszym i największym jej zadaniem powierzonym przez okupanta niemieckiego była pomoc przy wymordowaniu Żydów. Te Shutzmanschaften mają na sumieniu większość z prawie 800 tysięcy wymordowanych na Kresach polskich Żydów, gdyż stanowili oni większość ekspedycji eksterminacyjnych wyruszających w teren. Ukraińska policja mordowała na miejscu, w miasteczkach i wsiach oraz formowała pod okiem niemieckim transporty do Bełżca.

Holokaust był inicjatywą niemiecką, ale na tych terenach spotkał się z marzeniem OUN o czystej Ukrainie. A w Shutzmanschaften roiło się od członków i sympatyków OUN i UPA.

Przedwojenny profesor ze Lwowa

Po wojnie w Polsce czekały go stanowiska, willa i koledzy. Mógł wybierać i wybrał – został w swoim mieście. Przemycał ze Związku Sowieckiego spisy katalogowe, dzięki czemu odtworzono Ossolineum we Wrocławiu.

zobacz więcej
Mordy i wywózki Żydów do obozów śmierci miały miejsce w 1942 roku. Wtedy też żydowskich uciekinierów spod luf niemieckich i ich ukraińskich pomocników wyłapywała w okolicznych lasach miejscowa ludność ukraińska. Pod koniec tego roku Polacy słyszeli nieraz otwartym tekstem: „Skończyliśmy z Żydami, zabierzemy się za was”. Prawie nikt w to nie wierzył.

Na Wołyniu na jednego Polaka przypadało sześciu Ukraińców i mało było skupisk czysto polskich. Polacy przeważnie żyli z Ukraińcami w jednej wsi. Wzajemnie trzymano sobie dzieci do chrztu, pomagano przy żniwach i w gospodarstwie. Dzieci przed wojną chodziły do tej samej szkoły. Ale pieśń z refrenem: „Smert´ Lacham, smert´ żydiwśko-moskowśkoji komuni” słyszeli Polacy często, nie tylko z lasów, już od 1941 roku.

W marcu 1943 roku kilka tysięcy zaprawionych w mordowaniu Żydów policjantów ukraińskich z bronią uciekło od Niemców do lasu i zasiliło oddziały UPA. W lipcu i sierpniu nastąpiło apogeum rzezi na Wołyniu.

Czuli, że umierają

Wymordowanie w czasie niecałych dwóch lat większości z ponad stutysięcznej liczby polskich ofiar na Kresach nie byłoby możliwe siłami samej partyzantki z UPA. Wydatną rolę odegrały tzw. „Samoobronni Kuszczowy Widdiły” – pospolite ruszenie chłopów ukraińskich, sąsiadów Polaków. Poza pojedynczymi przypadkami te oddziały „samoobrony” nie miały broni palnej. Mordując, posługiwały się narzędziami gospodarskimi. Stąd potoczna ich nazwa „sekirnyki”. Siekiery, noże i inne narzędzia były poświęcane w niejednej cerkwi.
Polacy przeważnie żyli z Ukraińcami w jednej wsi. Kadr z filmu „Wołyń”. Fot. Archiwum Fotograficzne TVP
„Z jednych zdarto skórę, a ciało rzucano psom na żer, innym obcięto ręce i nogi, a tułów rzucono na drogę […]. Dzieci zarzynano w łonach matek; wiele dzieci pocięto w kawały jak ryby. […] I wieszali niemowlęta na piersiach matek, inne dzieci nabijano na rożen i tak pieczono na ogniu i przynoszono matkom, aby jadły ich mięso […]. Wszytko to czynili, gdziekolwiek dotarli, nie inaczej postępowali z Polakami, a szczególnie z księżmi”. Tak pisał Natan Hanower, kronikarz żydowski z czasów powstania Chmielnickiego (1648–1657) o poczynaniach ukraińskiej tzw. czerni. Gdyby żył w XX wieku, mógłby napisać to samo, oprócz zmuszania matek do jedzenia dzieci, takich świadectw z polskich Kresów z lat 1943 - 44 nie ma.

Ukraińscy sąsiedzi i ukraińscy partyzanci, też sąsiedzi, nie niepokojeni na ogół przez Niemców – poza nielicznymi przypadkami, kiedy siły niemieckie wezwane na pomoc przegoniły rezunów – mieli czas sprawić, aby Polacy czuli, że umierają. Na porządku dziennym było więc rozpruwanie brzuchów, wyciąganie wnętrzności i płodów u kobiet w ciąży. Wbijanie gwoździ do czaszek, obcinanie kończyn i posypywanie kikutów solą. Nadziewanie niemowląt na sztachety, bagnety i kosy, przybijanie małych dzieci nożami do stołów. Przecinanie korpusów piłą do drewna, wyłupywanie oczu i wyrywanie języków, zakopywanie żywcem.

Niezrozumiała i niewyobrażalna nienawiść kazała mordercom pastwić się nad ofiarami. Polacy, resztkami zaburzonej bólem świadomości, musieli modlić się o śmierć od kuli.
Było sobie miasteczko
O zbrodniach świadczą wspomnienia tych, którym udało się uciec w zboże, czy do lasu i tam przeczekać, aż Ukraińcy odejdą. UPA i pomocnicy zdawali sobie sprawę, że ktoś może wrócić do spalonych i splądrowanych wsi, gdy oni już odejdą. Zostawiali wiadomości. Na przykład jednemu dziecku nabitemu na sztachety przyczepiono kartkę: „Samolot Sikorskiego”. W innym miejscu obrysowano duży fragment ściany jelitami ludzkimi i podpisano: „Polska od morza do morza”.

Czysta jak szklanka wody

Po jakimś czasie zabudowania i kościoły dokładnie palono, wycinano nawet sady jako ślady, że tu była wieś polska lub polska część ukraińskiej wsi.

Następowała likwidacja materialnych śladów po Polakach. OUN wyobrażała sobie, że po wojnie w jakimś międzynarodowym arbitrażu wybroni te ziemie, jako od zawsze rdzennie ukraińskie, choć Związek Sowiecki ogłaszał, że wszystko do linii Curzona będzie traktował jako swoje. Powstała Ukraina nie samostijna, a komunistyczna, ale czysta – czyli nacjonaliści osiągnęli część swoich zamierzeń.

Propaganda OUN, szczególnie po wojnie na emigracji, dowodziła, że Polacy dostali ultimatum, że mają wynieść się za Bug pod groźbą śmierci i nie posłuchali. Owszem, były takie ulotki w listopadzie 1943 roku, kiedy większość ofiar rzezi na Wołyniu już nie żyła i to tylko w dwóch z osiemnastu powiatów województwa wołyńskiego jako alibi OUN na po wojnie.

W jednej wsi w Małopolsce Wschodniej wymordowano mieszkańców spakowanych już do ekspatriacji w 1945 roku.
Jest wiele świadectw mówiących, że do zaniepokojonych tym, co się dzieje w okolicy Polaków przychodzili ukraińscy sąsiedzi, zapewniając, że im to się na pewno nic nie stanie, by tak uspokojonych później wymordować. Jedna miejscowość nawet dostała gwarancję bezpieczeństwa od UPA na piśmie.

Polacy mieli opuścić Wołyń i Małopolskę Wschodnią martwi, żywi mogli kiedyś wrócić.



„Czysta jak szklanka wody” Ukraina nie tolerowała mieszanych małżeństw. Takie rodziny mordowano lub kazano ukraińskiemu współmałżonkowi zamordować żonę Polkę i wspólne dzieci. Rzadziej, bo tych małżeństw było mniej, Ukrainka miała zabić męża Polaka.

W filmie dokumentalnym Agnieszki Arnold „Oczyszczenie”, gdzie do Kisielina przyjeżdżają znany kompozytor Krzesimir Dębski z matką, dawną mieszkanką miasteczka jest scena, która nic nie wyjaśnia lub też wyjaśnia wszystko. Przyjezdni stoją w grupie miejscowych i pani Dębska pyta: „Dlaczego?”. Otrzymuje odpowiedź: „Tak było trzeba, takie były czasy”.

Ukrainka pomogła, potem sama została zamordowana

W tym morderczym amoku, który przekroczył wszystko, co stosowało na tych ziemiach SS i NKWD tym cenniejsze, bo w tych okolicznościach prawie niewyobrażalne, stają się postawy ludzkie.

Augustów, gmina Kisielin – kolonia polsko-niemiecka (po wyjeździe Niemców w 1940 r. do Rzeszy, ich miejsce zajęli Ukraińcy). 29 sierpnia 1943 r. upowcy zamordowali 6 osób z rodziny Malinowskich. Władysław Malinowski z żoną i trojgiem dzieci ukrył się w lesie. Jego kolega, Ukrainiec Józef Pawluk, przez trzy dni opiekował się nimi, przynosząc żywność i ostrzegając, by nie wracali do domu. „Ukraińcy mordują wszystkich Polaków co do nogi w naszej okolicy – cytuje jego słowa ocalony. – Prowidnyk ich powiedział, że taka rzeź jednocześnie jest przeprowadzana na całej Ukrainie, że jest nakaz wybicia wszystkich »Lachiw« – żeby nikt nie pozostał – komunistów i żydów też”.

Winne dożynki w Zaleszczykach

W czasach II RP na Kresach kwitło polskie winiarstwo.

zobacz więcej
Pawluk opowiedział Malinowskiemu o wymordowaniu 40 rodzin w sąsiedniej Władysławówce, czego był świadkiem: „Powiedział, że nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi, i nikt, kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, że jego pobratymcy tego dokonali [...] Mówił, że musimy uciekać, bo on nie może się narażać – Ukraińcy są czujni i za to mogą jego i rodzinę zabić. Myśmy usłuchali jego i przez całą noc szliśmy do Włodzimierza – przez las, bagna”.

Orzeszyn, gmina Poryck – kolonia polska licząca 70 rodzin. 11 lipca 1943 r. upowcy zamordowali ponad 300 mieszkańców. Wśród ok. 60 ocalałych Polaków była Hanna Leśko z noworodkiem. W trakcie rzezi Ukrainka z sąsiedniej wsi Samowola pomogła jej urodzić i nie pozwoliła zamordować ani matki, ani dziecka, a następnie otoczyła oboje opieką i pomogła uciec. Po pewnym czasie sama została zamordowana.

Stechnikowce, gmina Łozowa – wieś ze znaczną przewagą ludności ukraińskiej nad polską, licząca ponad 1200 mieszkańców. „We wsi Stechnikowce – czytamy w relacji Anny Derkacz – jeden z Ukraińców miał żonę Polkę i z nią dwie córki. Pod koniec 1943 r. otrzymał list od banderowców z UPA, w którym nakazano mu niezwłocznie zabić swoją żonę i obie córki za to, że są Polkami. Mąż i ojciec – Ukrainiec – tego rozkazu nie wykonał. Otrzymał więc kolejny list z rozkazem i pogróżkami, ale również po raz drugi rozkazu nie wykonał. Jakiś czas potem otrzymał trzeci list o podobnej treści, a w nim ostrzeżenie, że jeżeli sam tego nie zrobi, wykonają to inni. Po tym trzecim liście zdawał już sobie sprawę, że zabójcy przyjdą. Naostrzył wtedy siekierę, ale nie do wykonania rozkazu, lecz do obrony. Kilka dni potem w nocy ktoś zaczął ostro dobijać się do drzwi, chwycił więc za topór i stanął w sieni za drzwiami. Kiedy drzwi wyważono, wpadł pierwszy morderca, gospodarz-obrońca z całej mocy uderzył go ostrzem siekiery. Napastnik upadł, za nim wpadł drugi. Spotkało go to samo. Więcej napastników nie było. Wtedy gospodarz zapalił lampę, żeby zobaczyć banderowców. I zobaczył ciała swego ojca i brata”. (...).

1341 Ukraińców – z czego 896 znanych z nazwiska – w 502 miejscowościach na ponad 3700 zaatakowanych udzieliło Polakom pomocy. Uratowali co najmniej 2527 osób (a zapewne znacznie więcej), w tym na Wołyniu 1806, gdzie ratujących były 794 osoby.

Śmierć za ratowanie Polaków poniosło 384 Ukraińców. Dane dotyczą łącznie Wołynia i Małopolski Wschodniej z ziemiami południowo – wschodnimi Polski w dzisiejszych granicach.

Ludzie ci narażali się na pewną śmierć i to jaką – widzieli przecież co ich pobratymcy robią z Polakami. Przechowali w najgorszym momencie, wskazali bezpieczną drogę ucieczki, zaopiekowali się osieroconymi dziećmi. Przede wszystkim ostrzegali przed mającym nadejść mordem, czemu ostrzegani przeważnie nie dawali wiary. Nie mają swoich drzewek, dyplomów ani medali.

– Krzysztof Zwoliński

Cytaty świadectw i dane liczbowe z opracowania IPN „Kresowa księga sprawiedliwych 1939 – 1945” oprac. Romuald Niedzielko
Zdjęcie główne: Polski cmentarz we wsi Ostrówki na Wołyniu. W 1943 roku członkowie UPA zamordowali ponad tysiąc mieszkańców Ostrówek oraz sąsiedniej Woli Ostrowieckiej. W ciągu trwających 23 lata poszukiwań udało się odnaleźć szczątki ok. 660 ofiar mordów, które spoczywają na tutejszym cmentarzu. Fot. PAP/Darek Delmanowicz
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Przyjaciele Jana Olszewskiego. Wyklęci, zamordowani, złamani
Nieznana opowieść byłego premiera o zaangażowaniu w mikołajczykowskie PSL i o tragicznych losach jego kolegów z tamtych czasów.
Historia Najnowsze wydanie
Choroba nie-Crohna
Odkrycie Polaka „podebrali” Amerykanie.
Historia Poprzednie wydanie
Polskę już raz zabiła wielokulturowość
Władcy Europy – perorujący o prawach człowieka i społeczeństwie obywatelskim – co jakiś czas dają do zrozumienia, że nie jest ona własnością wszystkich Europejczyków.
Historia Poprzednie wydanie
Magia liczb. Dlaczego Piątek nie może grać z „dziewiątką”?
Kto zagrał z numerem „618”, i dlaczego nikt w Legii nie założy już koszulki z „10”? Jakie liczby przynoszą futbolistom pecha, a jakie dają szczęście?
Historia wydanie 1.02.2019 – 8.02.2019
Szmacianymi lalkami ratowały życie żołnierzy
Polski Biały Krzyż. Nie powstał w opozycji do Czerwonego, ale z niemożności.