Rozmowy

Taka „dobroczynność” modna jest w show biznesie. Ludzie chcą dzieci małych, zdrowych i dobrze rokujących

Zadziwiają mnie babcie pojawiające się w okienku telewizora tuż przed adopcją dziecka. Gdzie byli, gdy sąd pozbawiał władzy rodzicielskiej ich bliskich i szukał krewnych? – pyta Zofia Dłutek, dyrektor Katolickiego Ośrodka Adopcyjnego w Warszawie, pośredniczącego w adopcjach zagranicznych.

TYGODNIK.TVP: Jedenastoletni Adam K. z Wrocławia pięściami bronił się przed zagraniczną adopcją (piszemy o tym w reportażu „Dzieci na eksport”). Żył spokojnie wychowywany przez biologiczną babcię i zastępczą matkę. Po co przeznaczać takie dzieci do zagranicznych transferów?

ZOFIA DŁUTEK:
Widzę, że obawia się pani zagranicznych adopcji. Spotkałam się z argumentami , że wyjeżdżające dzieci nie będą mogły przeżywać Bożego Narodzenia tak, jak w kraju. Albo że przestaną mówić po polsku itd. Oczywiście, może się tak stać. Przypomnę jednak (nie komentując konkretnych przypadków), że dzieci idące do adopcji nie pochodzą z domów, w których w Wigilię śpiewa się kolędy. A „biały obrus lśni na stole pod obrusem siano”, jak w wierszyku. Bo nawet, gdy pojawi się ten obrus to tylko na chwilę. Tuż potem dołączy alkohol, wybuchnie awantura, w ruch pójdą pięści i noże. A najlepiej znane dzieciom słowa będą wiązanką tych na „k” i „ch”. Raporty mówią, że po adopcji dzieci błyskawicznie tracą język polski. Może dlatego, że życie w Polsce nie kojarzy im się z miłością rodziców, bezpiecznym domem, Chopinem czy stuletnią historią walki o niepodległość, ale z traumą.

Pytałam, po co oddawać do adopcji dziecko zżyte z biologicznym krewnym i rodziną zastępczą?

Wynika to z polskiego prawa, które mówi, że najlepszym środowiskiem dla dziecka jest rodzina naturalna bądź adopcyjna. Rodzina zastępcza, o której pani mówi, to tylko czasowa forma opieki. Przez takie rodziny w ciągu kilku lat przewinąć się może nawet kilkanaścioro dzieci. Czy sądzi pani, że rodziców zastępczych połączy z nimi wtedy jakaś szczególnie silna więź? Kolejna sprawa: obowiązki rodziny zastępczej wygasają wraz z dojściem dziecka do pełnoletności. Nie ma tu żadnej ciągłości: obowiązku ani prawa do opieki, utrzymywania kontaktu, obustronnej alimentacji ani dziedziczenia.
odc. 84
A jednak tysiące dzieci wychowują się w rodzinach zastępczych aż do pełnoletności.

To prawda, wiele dzieci rodzin zastępczych nie kwalifikuje się do adopcji, ale każdy przypadek jest inny. Mamy też z jednej strony obowiązek zbadania stosunku dziecka wobec przysposobienia, z drugiej strony jednak nie musimy się z nim zgadzać. Dzieci z rodzin zastępczych mieszkają w wielu różnych miejscach. Ich niechęć wobec adopcji może być zatem jedynie obawą przed kolejną zmianą i następną tymczasową relacją. Czy naprawdę jako dziesięciolatka była pani w stanie ogarnąć umysłem swoją sytuację życiową tak, by samodzielnie decydować o swoim losie?

A jeśli zdarzy się, że rodzice z wzajemnością pokochają takie „zastępcze dziecko”?

Jest na to rada. Rodzina zastępcza ma pierwszeństwo w adopcji wychowanka, a zgłoszenie takiej gotowości wstrzymuje proces szukania innych kandydatów. Zamiast więc narzekać w mediach, że państwo „odbiera” im dzieci, rodzice zastępczy powinni sami je zaadoptować. Inaczej rolą rodziny zastępczej jest przygotowanie dziecka do życia w „rodzinnym środowisku docelowym”, czyli adopcyjnym, jeśli nie może wrócić do rodziny pochodzenia.

Są jednak plany, by dzieci z rodzin zastępczych nie były przysposabiane…

Oczywiście, środowisko rodzin zastępczych jest silne, dobrze zorganizowane i często zapraszane do konsultacji społecznych. Problem polega na tym, jakie dzieci będą wówczas trafiały do adopcji, również krajowej. Tylko wychowankowie domów dziecka powyżej 10 lat (młodszych dzieci prawo nie pozwala umieszczać w domach dziecka). Kolejna sprawa: co z brakiem ciągłości w rodzinie zastępczej, o której mówiłam? W końcu, wymagałoby to zmiany zapisów w ustawie o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej, a także Kodeksu Rodzinnego i Opiekuńczego, z którego wynika: „Dziecko umieszcza się w pieczy zastępczej do czasu zaistnienia warunków umożliwiających jego powrót do rodziny albo umieszczenia go w rodzinie przysposabiającej”. Uważam, że to właściwa kolejność. Niemniej zadziwiają mnie babcie czy inni krewni pojawiający się w okienku telewizora tuż przed adopcją dziecka. Gdzie byli, gdy sąd pozbawiał władzy rodzicielskiej ich bliskich i szukał krewnych?

Może na przykład jako seniorzy nie byli w stanie opiekować się aktywnym kilkulatkiem mimo, że bardzo chcieli?

Sądzi pani, że z czasem będzie im łatwiej? Proszę zrozumieć, że jeśli rodzina pochodzenia dziecka funkcjonuje w miarę dobrze, zwykle znajdują się krewni przejmujący nad nim opiekę. Czy pani rodzina oddałaby pani dzieci do placówki czy obcym do adopcji?

Mam nadzieję, że nie.

Właśnie. Ale w rodzinach, o których mówimy, nie ma zazwyczaj takich więzi. Babcia nie zawsze kojarzy się tam z ciepłem, cierpliwością czy opoką. Musiało być w jej działaniu coś głęboko niewłaściwego, skoro jej dzieci porzuciły swoje. Kobiety nie sprawujące opieki nad własnymi dziećmi często cierpią na zaburzenia więzi, wchodząc w relację z każdym mężczyzną deklarującym zainteresowanie.

Dzieci na eksport. Niektóre przepadają jak kamień w wodę. Nie przychodzą zdjęcia ani maile

11- letni Adam nie chciał rozstawać się z babcią ani z zastępczą matką. Próbował bronić się przed zagraniczną adopcją, ale wywieziono go do Włoch.

zobacz więcej
A jeśli biologiczna babcia pragnie tylko czasami zadzwonić do oddanego do adopcji wnuka? I chodzi jej tylko o to.

Aż o to. Zarówno adopcja krajowa, jak i zagraniczna oznacza całkowite zerwanie kontaktów z rodziną biologiczną. Krewni nie mają prawa wiedzieć, gdzie są dzieci. Babcią staje się mama matki przysposabiającej, a babcia naturalna przestaje nią być. Adopcja oznacza pełne usynowienie: obce dziecko zyskuje prawa i obowiązki dziecka naturalnego.

Jak to „babcia naturalna przestaje nią być”? Prawo mówi, że dziecko można przysposobić tylko dla jego dobra. A co z „dobrem dziecka”, które jest związane z „byłą” babcią?

Staramy się temu zaradzić. Jeśli dziecko faktycznie łączy z babcią korzystna dla niego więź, szukamy rodziców adopcyjnych gotowych zaakceptować taki kontakt. Ale jest to poza kodeksem i jeśli po adopcji rodzina zdecyduje się zerwać kontakt, nie możemy temu zaradzić. Powtórzę: adopcja to usynowienie, a rodzina adopcyjna nie powinna podlegać większej kontroli społecznej czy państwowej niż biologiczna.

A czy podlega większej kontroli?

W przypadku adopcji międzynarodowych tak. W ubiegłym roku Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej nałożyło na nas obowiązek monitoringu. W ciągu pół roku po adopcji kilka razy umawiamy się z dzieckiem i rodziną na rozmowę przez Skype, wymianę maili, oglądanie listów i zdjęć. Zgoda zagranicznych rodzin na te działania stała się obowiązkowa.

O czym rozmawiacie?

Pytamy, jak sobie radzą i tym podobne. Dzieciom jednak często nie służy takie doświadczenie. Widzę nieraz, jak przestraszone chowa się pod kanapę, nie wiedząc czego ta mówiąca po polsku pani od niego chce. Mówiłam już, że dzieci te bardzo szybko zapominają język polski. Zresztą gdyby nawet poważnie i bez złości powiedziało: „zabierzcie mnie stąd”, cóż miałabym zrobić? Przecież to nowi rodzice są jego opiekunami prawnymi. Mogę jedynie powiadomić służby tamtego kraju…

To bardzo dużo.

Owszem, tyle że w krajach przyjmujących także są służby i organizacje pośredniczące w adopcji, udzielające pomocy rodzinom adoptującym dzieci z zagranicy. Widzi pani, gdy zaczynałam pracę z adopcją zagraniczną w 1998 uważałam: „polskie dzieci dla Polaków”. Do dziś chciałabym, aby tak było. W Polsce nie potrafiłam jednak znaleźć chętnych np.: dla upośledzonego dwunastolatka. Znaleźli się za to chętni zagranicą.

Ma pani z nim kontakt?

Tak. Mieszka we Francji. Mimo głuchoty, wady wzroku i porażenia mózgowego z pomocą aparatu słuchowego nauczył się mówić, a nawet pracuje, reperując z ojcem samochody. Gdyby trafił do polskiego Domu Pomocy Społecznej, nie jestem pewna, czy w ogóle jeszcze by był.

Mówi pani o dzieciach upośledzonych. Z raportów wynika jednak, że wśród transferowanych za granicę niewiele jest niepełnosprawnych.

Ja także byłam zaskoczona. Znam karty dzieci z opisami schorzeń, ich rozwój i funkcjonowanie. Ministerstwo zaś ogranicza się w zbieraniu danych do dzieci z orzeczoną niepełnosprawnością. Jeśli takie orzeczenie w niczym nie przyczyniało się do poprawy funkcjonowania dziecka, dotychczasowi opiekunowie mogli po prostu nie być zainteresowani jego sporządzeniem. Małe dziecko pilnie potrzebuje diagnozy, leczenia i rehabilitacji, a nie „papieru”. Mam jednak świadomość, że statystycznie takie sytuacje wyglądają źle. Podkreślam jednak bardzo wyraźnie: za granicę adoptowane są te dzieci, dla których nie znaleziono rodziców w całej Polsce.
Kandydatów na rodziców nie ma zbyt wielu – podkreśla Zofia Dłutek. Fot. Shutterstock
Zgodnie z prawem rodziny adopcyjnej szuka się w Polsce przez 55 dni. Potem dziecko trafia do adopcji zagranicznej. Czy to nie za krótko?

To wystarczająco długo. Szukanie nie polega przecież na czekaniu aż pojawią się nowi kandydaci, ale doborze odpowiedniej pary wśród oczekujących na adopcję rodziców posiadających już pomyślną diagnozę i pozytywną opinię kwalifikacyjną. Gdy zgłaszana jest np. trzyletnia dziewczynka, której matka alkoholiczka i babcia chorowały na schizofrenię paranoidalną, szukamy najpierw wśród zakwalifikowanych w naszym ośrodku par. Nie znajdując zaś, zgodnie z prawem przesyłamy dokumenty dziecka do Wojewódzkiego Banku Danych informującego wszystkie ośrodki w województwie. Potem zaś poprzez Centralny Bank Danych – cały kraj.

Kandydatów nie ma pewnie wielu?

Nie ma. Fakt, że około 20 proc. polskich małżeństw nie może mieć dzieci, nie oznacza, że tyle samo stara się o adopcję. Postępowanie adopcyjne trwa w Polsce zazwyczaj od roku do dwóch lat. Do naszego, dużego ośrodka, trafia rocznie ok. 130 kandydatów, z czego 30 się wykrusza. Czasem rezygnują, dowiedziawszy się na szkoleniach, z jakimi problemami borykają się „nasze” dzieci. Większość chętnych oczekuje bowiem pociech małych, zdrowych i dobrze rokujących.

Bada pani kandydatów na rodziców?

Bardzo wnikliwie. Badamy motywację, predyspozycje do wychowywania dzieci, cechy osobowości, a nawet dojrzałość związku małżeńskiego. Jeśli ktoś jest zamknięty i nie lubi nowości albo uważa, że jego słowa są święte, albo że nie wychowa dziecka inaczej niż dając klapsy czy stosując karnego jeżyka bądź zamknięcie w ciemnym pokoju, nie nadaje się, by wychowywać dziecko po traumie porzucenia.

Karny jeżyk to tylko propagowany przez telewizyjną „supernianię” Dorotę Zawadzką rodzaj dawnego „stania w kącie”.

Tak, ale odnosił się do dzieci „domowych”, a nie pozbawionych rodziców.

Wróćmy do zagranicznych transferów. Ile dzieci kwalifikuje się do nich każdego roku?

W ubiegłych latach było to ok. 900 dzieci rocznie. Ale tylko jedna trzecia z nich znajdowała dom. Nie było więcej chętnych. Teraz jednak adopcje są w stanie zawieszenia podczas prac nad nowelizacją ustawy o pieczy zastępczej. W tym kwartale było ich zaledwie kilka. Każdy przypadek akceptuje MRPiPS, a często albo odmawia zgody (dziecko wraca wtedy do placówki lub rodziny zastępczej i „mamy sukces”), albo wstrzymując decyzję o zagranicznej adopcji poleca szukać w Polsce rodziców jeszcze raz. Niestety, czasami znajduję.

To chyba dobrze?

Tylko z pozoru. Dla mnie oznacza to, że już nie będę miała rodziców dla kolejnego dziecka.

Ale czy zastanawiała się pani, w jakim celu włoska czy belgijska rodzina adoptuje poważnie upośledzone polskie dziecko? Ono nawet nie nawiąże kontaktu, bo nie nauczy się ani słowa w ich języku.

Cóż, dzieci z poważnymi problemami potrzebują wyjątkowych rodziców. A kontakt to nie tylko język…

Od siedmiu lat walczy z sądową machiną, by odzyskać dziecko. Prawnicy mówią o sprawie: „Paragraf 22”

Odebrano jej niemowlę pięć tygodni po urodzeniu. Jej siedmioletni dziś syn lada dzień może trafić do adopcji.

zobacz więcej
Pani dyrektor, błagam….

Przyznam szczerze, że mnie też to frapuje. W każdym przypadku przyglądam się więc motywacji takiej rodziny z wielką starannością. Obserwuję jednak, że niektórzy ludzie mają w sobie pokłady nadzwyczajnego altruizmu, które pozwalają im taką decyzję podjąć. Wiem, że to możliwe, bo znam taki przypadek z bliskiego otoczenia.

A czy spotykała pani motywację nieuczciwą?

Oczywiście, ale częściej w Polsce niż za granicą. Adopcja świetnie służy np. poprawie społecznego wizerunku. Pozwala dobrze wypaść w kampaniach wyborczych czy innych, a w niektórych grupach społecznych uchodzić wręcz za bohatera. Taka „dobroczynność” modna jest też w świecie showbiznesu. Panie o znanych nazwiskach pozują do zdjęć otoczone gromadką dzieci różnych ras, choć na co dzień wychowują je głównie nianie.

Lepiej by wychowywały się w afrykańskim sierocińcu?

Lepiej by usynowiła je rodzina gotowa dać im swoją uwagę i czas, nie cedując trudu bycia rodzicem na innych. Nie przeceniajmy wartości pieniądza w wychowaniu. Widzę , że jest pani nieufna wobec zagranicznych kandydatów, ale to naprawdę nie są ludzie znikąd. Zanim przyjadą do Polski przechodzą procedurę kwalifikacyjną we własnym kraju.

Pracownicy socjalni twierdzą, że każdy udany transfer wiąże się z premią dla pracowników ośrodków adopcyjnych.

To nieprawda. Za żadną adopcję: krajową czy zagraniczną nie dostajemy premii ani nagród. Efektywność pracy ośrodka adopcyjnego nie wiąże się z premiowaniem pracowników. Co więcej, za każdy proces adopcyjny odpowiada nie jedna, a szereg instytucji. Szkoda, że ubiegłoroczny raport po kontroli NIK, która wzięła pod lupę ponad 30 ośrodków adopcyjnych w Polsce, wciąż nie jest opublikowany. Liczę, że choć trochę zobiektywizowałby działania adopcyjne w Polsce. Słyszałam, że w internecie krążą pomówienia o handel dziećmi krzewione przez fundacje o górnolotnie brzmiących nazwach. Do mediów zaś przenikają tylko te wyjątkowe przypadki, o których pani mówi. Fakty wyglądają inaczej.

Czyli jak?

Adoptowane za granicę dzieci mają tam zapewnione poczucie bezpieczeństwa, a nowi rodzice leczą rany ich dzieciństwa, wspierając ich rozwój.


Z pewnością. Problem polega na tym, że w 2015 pewna amerykańska rodzina z sukcesem przeszła przez gęste sito polskich i zagranicznych kwalifikacji, które zapewne trwały lata. Tyle że adoptowane przez nich dwie polskie siostry (2 i 5lat) już na lotnisku bezprawnie rozdzielono, a potem brutalnie gwałcono jedną z nich.

Niestety. Ale to wyjątkowy przypadek znany mi tylko z mediów. Proszę jednak zauważyć, że amerykańskie instytucje powiadomiły o przestępstwie polskie władze. Istnieje też podejrzenie, że dziewczynka była molestowana już w Polsce. Co więcej, po adopcji dzieci stają się obywatelami państw przyjmujących, przechodząc pod ich jurysdykcję. A jeśli padają ofiarami pedofilii czy są sprzedawane na organy oznacza to, że służby tych krajów nie dbają o swych obywateli. Mówimy o kontroli rodzin adopcyjnych: a czy chciałaby pani być matką z superwizorem na plecach?

Rozumiejąc sytuację, tak.

Ja zaś opierając się na ponad dwudziestoletnim doświadczeniu zawodowym, jestem przeciwna kontroli postadopcyjnej. Uważam, że lepszym wyjściem jest zachęta niż przymus kontaktu z ośrodkiem adopcyjnym. Przysposobienie to nowa, trudna rola społeczna dla małżonków i dziecka, wymagająca reorganizacji poukładanego dotąd życia. Co więcej, procedura adopcyjna jest odpowiedzią na fakt, że biologiczna rodzina nie jest w stanie zaopiekować się własnym dzieckiem.
Alkohol, narkotyki, przemoc wobec rodziny (także seksualna) to główne przyczyny adopcji w Polsce – mówi Zofia Dłutek. Fot. Shutterstock
Czy życie w gorzej sytuowanej rodzinie biologicznej lepiej służy dziecku niż w adopcyjnej o wyższym statusie społecznym?

W moim ośrodku przez 24 lata znalazłam tylko jedno dziecko oddane do adopcji z biedy i braku zgody na pomoc. Rodzice mając już czwórkę dzieci, po długim namyśle zrzekli się piątego. Byli to dobrzy ludzie z trudnego środowiska – „perły na śmietniku”. Prawa rodzicielskie najczęściej tracą osoby, które nie chcą poddać się normalnemu życiu społecznemu. Alkohol, narkotyki, przemoc wobec rodziny (także seksualna), nieleczone choroby psychiczne, niewydolność opiekuńcza i „brak pracy”, czyli niechęć do płacenia podatków – to główne przyczyny. Przytoczę cytat, którego nie ma w medialnych doniesieniach. „Niech pani dzieci weźmie, ale 500 plus nie zabiera!” – krzyczała matka, gdy „zabierano jej dzieci” w obecności kuratora sądowego. Żeby było jasne – jestem zarówno za polityką prorodzinną jak i za 500 plus.

A jeśli matka regularnie zaglądająca do kieliszka deklaruje, że przestanie pić?

Zapewniam panią, że nie zabiera się praw rodzicielskich alkoholiczkom poddającym się terapii. Tyle że w praktyce matka ta wytrzymuje na terapii miesiąc, potem pije i mieszka na działkach. A dzieci znów wyruszają na tułaczkę po pogotowiach opiekuńczych. I tak w kółko. Ale proszę spróbować oddać te dzieci do adopcji, a „opinia publiczna” załamie ręce, krzycząc: „wyrywają dzieci matce” . Widzi pani , czasowe formy opieki mają sens tylko wtedy, gdy dziecko ma na co i na kogo czekać. Czy zastanawiała się pani, skąd się biorą rodziny roszczeniowe?

Mówi pani o zjawisku dziedziczenia biedy opisywanym przez socjologów?

O to chodzi. Dziecko obserwując mamę wędrującą po środki do życia między opieką społeczną, organizacją charytatywną a świetlicą środowiskową, nie dowie się np., że większość ludzi zarabia na życie pracą. Jasne, że najlepiej dziecku w rodzinie, w której przyszło na świat. Ważne jednak, czy jest to rodzina czy przygodny związek. Większość dzieci przeznaczanych do adopcji to owoce przypadkowych relacji, życia bez zobowiązań i hołdowania źle pojętej nowoczesności.

Wolne związki wydają na świat dzieci niczyje?

Wolne związki często okazują się wolnymi także od obowiązków rodzicielskich. Dotyczy to zwłaszcza mężczyzn, usprawiedliwiających brak odpowiedzialności za dziecko często padającym w toku rozmów argumentem: „nie zabezpieczała się”. Moralność katolicką odsyła się do lamusa jako więzy krępujące swobodę działania. Tymczasem dziecku jak powietrza potrzeba więzi stworzonej z opiekunem, ale istotą takiej więzi jest jej bezwarunkowość oraz obecność, dostępność i stałość tego opiekuna.

– rozmawiała Ewelina Pietryga

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy



Zdjęcie główne: Angelina Jolie jest matką trojga własnych dzieci biologicznych i trojga adoptowanych. Adoptowane dzieci aktorki pochodzą z Kamodży, Etiopii i Wietnamu. Fot. Reuters/ Mark Blinch
Zobacz więcej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Wschodni blok się sypał, a w Polsce SB wciąż dobrze się miała
Członkowie komisji weryfikacyjnych nie mieli pojęcia o bezpiece – mówi Tomasz Kozłowski, historyk
Rozmowy Poprzednie wydanie
Piłsudski vs. Dmowski: Ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość
Dla Piłsudskiego państwo było ważniejsze niż demokracja. Dla Dmowskiego od demokracji ważniejszy był naród – mówi historyk Mariusz Wołos.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Stwórzmy polską Dolinę Krzemową
Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.
Rozmowy wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Łukaszenko puszcza oko do Zachodu
Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.
Rozmowy wydanie 25.10.2019 – 1.11.2019
TurboFranciszek i kryzys papiestwa
Paweł Milcarek: Stolica Apostolska staje się wszechmocną centralą, której przypisuje się, że może wszystko, także zmieniać naukę Kościoła.