Cywilizacja

Ustawki w metrze, bójki na ulicach, sojusz ze skrajną prawicą. Kibole na smyczy służb specjalnych

Gdy dwa lata temu rosyjscy pseudokibice sterroryzowali marsylski Stary Port, na sportowy świat padł blady strach: to co dopiero będzie w Rosji? Bez obaw. Reżim zadbał, żeby nie było kibicowskich drak, a mundial bardziej przypominał piknik. Nietrudno było założyć kaganiec środowisku ultrasów – FSB już wiele lat temu zadbała, by mieć je pod kontrolą.

Aleksandr Szprygin, pseudonim „Komancz”, znakomite pierwsze mecze Sbornej mógł obejrzeć tylko w telewizji. A przecież był czas, gdy pił piwo z samym Władimirem Putinem i ściskał dłoń prezydenta FIFA Seppa Blattera. Zaufany Żyrinowskiego robił, co mu kazała FSB. A teraz prezesowi Wszechrosyjskiego Zrzeszenia Kibiców (WOB) nie dali „przepustki” na mundialowi stadiony.

Wniosek o wydanie Fan ID odrzucono bez podania przyczyny. Ultras zrobił swoje, ultras może odejść? Być może tylko na jakiś czas – niezależnie od faktycznych relacji władzy z liderem środowiska futbolowych fanatycznych kibiców, reżim nie mógł sobie pozwolić na wpuszczenie na stadion znanego nie tylko w Rosji przywódcy kibiców.

Selfie przed stadionem

Szprygin zbierał doświadczenia w bójkach kiboli już w połowie lat 90. - i szybko wyrósł na lidera ultrasów jednego ze stołecznych klubów. Wpadł w oko politycznym radykałom – i w zamian za finansowe wsparcie jego ludzie zaczęli robić za ochronę różnych wieców i demonstracji.

Ale przełomem w jego karierze był rok 2007. To wtedy ktoś na Łubiance doszedł do wniosku, że trzeba wziąć kibicowski ruch pod kontrolę. W maju powstaje Wszechrosyjskie Zrzeszenie Kibiców (WOB) mające organizować kibicowską aktywność fanów piłki nożnej, ale też hokeja, koszyków, siatkówki i innych gier zespołowych. Na czele WOB staje Szprygin, uhonorowany wtedy zresztą – na wniosek moskiewskiego zarządu FSB i szefa rady dyrektorów FK Dinamo Moskwa, generała FSB Giennadija Sołowiewa – medalem „90 lat WCzK-KGB-FSB”.

Od tej pory Szprygin staje się pupilem władzy i korzysta z wielu przywilejów i możliwości, jakie daje nieoficjalna protekcja FSB. W zamian dba o odpowiednio patriotyczne i proputinowskie nastroje wśród najgroźniejszych pseudokibiców. To on publicznie zabiera głos w obronie zatrzymanych w Warszawie po meczu Polska-Rosja, rosyjskich chuliganów. To on towarzyszy Putinowi, gdy ten składa kwiaty na grobie pobitego na śmierć przez konkurencyjną grupę ultrasa.

Przełomowy okazuje się rok 2016. WOB organizuje czarterowe loty kibiców na mecze Rosji na mistrzostwach Europy we Francji. Także na ten z Anglią w Marsylii. Na pokładzie lecą doskonale zorganizowane i przygotowane do walki bojówki ultrasów. Po zakończeniu meczu Rosja-Anglia na Stade Velodrome przedostają się do sektora z angielskimi kibicami. Regularna bitwa przenosi się też na ulice miasta.

Wśród zatrzymanych jest Szprygin – wszystkich francuskie władze odstawiają do Rosji. Już po dwóch dniach, przez Barcelonę, Szprygin znów dostaje się do Francji. I pojawia się nawet na meczu w Tuluzie. Co więcej, w loży VIP, gdzie miejscówkę załatwiają znajomi z rosyjskiej federacji piłkarskiej.

„Komancz” chwali się tweetem z selfie sprzed wejścia na stadion. Błyskawicznie zgarnia go policja i tym razem oficjalnie wydala z Francji. Dla władz w Moskwie to już za wiele. Zwłaszcza, że kolejna wielka impreza futbolowa ma się odbyć w Rosji.

Co ciekawe, bardzo długo Szprygina przedstawiano w Rosji jako jednego z „ojców chrzestnych” Mundialu 2018. To on, jako szef WOB, w 2008 roku wystąpił z inicjatywą zorganizowania mistrzostw świata w Rosji. Gdy władze rosyjskie wysłały oficjalny wniosek do FIFA, podkreślały w nim, że to „inicjatywa oddolna”.
Aleksander Szprygin był w grupie kibiców deportowanych z Francji po zamieszkach w Marsylii. REUTERS/Jean Paul Pelissier/File Photo
Nie dane było jednak Szpryginowi obejrzeć owoców swej „inicjatywy” na żywo. Po marsylskiej awanturze nad WOB i jego szefem zawisły czarne chmury. O decyzjach miano poinformować na konferencji Rosyjskiego Związku Piłki Nożnej (RFS) we wrześniu 2016. Szprygin postanowił bronić się osobiście. Służby chciały mu to uniemożliwić i przyszły do jego domu w noc przed konferencją.

Ale tak jak kiedyś francuskie, tak teraz rosyjskie służby udało się „Komanczowi” przechytrzyć. Nie nocował w domu, a parę godzin później pojawił się w hotelu, gdzie odbywała się konferencja. Na dodatek był w towarzystwie wiceprzewodniczącego Dumy, Igora Lebiediewa z LDPR (partia Żyrinowskiego). Przeliczył się jednak, myśląc, że „siłowicy” nie będą robili zamieszania w miejscu publicznym. Zgarnęli go, gdy wyszedł na chwilę do toalety.

Formalnie Szprygina zatrzymano w związku z dochodzeniem dotyczącym zorganizowania masowej bójki między kibicami hokejowych zespołów Spartaka i CSKA. „Komancz” szybko wyszedł na wolność, ale nie był już nawet formalnie pupilem władzy – federacja piłkarska zerwała wszelkie związki z WOB. Czołowi kibice tego zrzeszenia stali się niepożądani na stadionach.

Sam Szprygin też powinien zdawać sobie sprawę, że na mundialowi areny go nie wpuszczą. Już rok wcześniej nie mógł wejść na mecze Pucharu Konfederacji. Co ciekawe, nie był na czarnej liście policji i dostał tzw. paszport kibica – ale anulowano go kilka godzin przed pierwszym gwizdkiem meczu.

Tylko na pięści

Futbolowi szalikowcy w ZSRR pojawili się na początku lat 70. XX w. Od zwykłych kibiców różnili się jedynie dużo większym eksponowaniem przywiązania do barw klubowych (szaliki, koszulki, tatuaże). Daleko im było jednak do znanych już w Europie chuligaństwa i brutalnej siły.

Jednym z pierwszych klubów, który mógł się pochwalić zorganizowanym ruchem ultrasów był moskiewski Spartak. Za ich debiut na trybunach uważa się mecz z Dnieprem Dniepropietrowsk w 1972 r. Potem szalikowcy zaczęli pojawiać się w także w innych klubach. Byli coraz bardziej radykalni i coraz bardziej wrodzy innym klubom.

W 1987 roku w centrum Kijowa pierwszy raz w historii sowieckiego futbolu doszło do poważnych starć kibiców lokalnego Dynama z przybyszami z Moskwy (Spartak). Zresztą to fani Spartaka właśnie wywołali pierwsze zamieszki poza granicami ZSRR: w Pradze w 1990 r.

Upadek ZSRR zahamował na krótko rozwój ruchu fanatycznych kibiców. Doszło do podziału państwa i nagle okazało się, że odwieczni wrogowie grają już w zupełnie innych ligach (najlepszy przykład: wieloletnia rywalizacja Spartaka Moskwa i Dynama Kijów).
Wśród rosyjskich kibiców prym wiodą fani Spartaka Moskwa. Na zdjęciu po zwycięstwie na Zenitem Sant Petersburg na stadionie Łużniki w listopadzie 2001 roku. Fot. REUTERS/Dima Korotayev
Ruch zaczął się odradzać w połowie lat 90. Ton nadawali kibice stołecznych CSKA i Spartaka. Na stadionowe trybuny zawitał tzw. angielski styl, a Rosjanie zaczęli się organizować w „firmy”.

Czym jest „firma”? To grupa licząca kilkadziesiąt osób, a w przypadku największych klubów i „firm”, to nawet kilkuset fanów. Na ogół młodych osiłków dowodzonych przez weteranów kibicowskich ustawek. Cieszą się specjalnymi względami władz klubowych i są znakomicie zorganizowani. No i dobrze się biją. Ale tylko na pięści.

Regularnie ćwiczą w ustawianych bójkach z kibolami innych zespołów. Swego czasu popularnym polem bitwy były rejony stacji metra, potem przeniesiono się do podmiejskich lasów. Bywało i tak, że na raz okładało się pięściami nawet pół tysiąca kiboli.

W 1995 roku już każdy stołeczny klub miał swoją „firmę”. W ślady Moskwy poszły szybko inne miasta. Dziś największy moskiewski klub Spartak ma trzy duże „firmy”: Union, Szkoła i Gladiatorzy. Do tego całą masę mniejszych grup. W razie potrzeby, pod wspólnymi barwami Spartaka, mogą one wystawić setki zaprawionych w ulicznej bijatyce osiłków.

Inne najbardziej „bojowe” kluby również znajdują się w Moskwie: CSKA (Red-Blue Warriors, Jarosławka), Dynamo (Blue White Dynamites, Patriots, Capitals), Lokomotiw (Red Green Vikings, Mad Dobermans). Poza stolicą największą siłą są ultrasi ulubionego klubu Putina, czyli Zenita St. Petersburg (Koalicja, Z-44, Snake City Firm).

To spartakowcy jednak wiodą prym, jeśli chodzi o kroniki futbolowego chuligaństwa w ZSRR/Rosji. Pierwsi bili się na mieście z kibicami rywali (1987), pierwsi z tego kraju wywołali burdy za granicą (1990), to oni też spowodowali pierwsze w historii rosyjskiego futbolu przerwanie meczu z powodu bijatyki na trybunach.

To był 1999 rok i wyjazd Spartaka na mecz z Saturnem Ramienskoje. W 23 minucie stołeczny zespół stracił bramkę – i jego fani zaatakowali na stadionie kibiców gospodarzy.

Do największej i najgłośniejszej bitwy z udziałem kiboli doszło trzy lata później – i miało to związek nie z jakimś klubem, a z występem Sbornej. Był czerwiec 2002 roku – na stołecznym placu Maneżowym podczas występów Rosjan w Korei Płd. i Japonii organizowano wielką strefę kibica.

Syndrom lękowy, panika, nerwowe decyzje.
Ujawniamy sportowe demony, przez które Polska odpadła z mundialu

Jak to możliwe, że piłkarze grający na co dzień w najlepszych europejskich klubach, mający za sobą setki udanych meczów, dziesiątki strzelonych bramek i asyst, nagle stają się bezradni?

zobacz więcej
Kiedy Rosja przegrała mecz z Japonią 0:1, tysiące zawiedzionych i rozwścieczonych kiboli zaczęły pustoszyć centrum Moskwy. Podpalali samochody, rozbijali sklepowe witryny. Dopiero wejście do akcji wyspecjalizowanych w tłumieniu zamieszek ulicznych oddziałów OMON (padły strzały w powietrze) pozwoliło władzom spacyfikować zamieszki.

Biały wagon

Zamieszki w 2002 roku zwróciły uwagę polityków na coraz większy problem, jakim stawała się działalność pseudokibiców. Zdecydowana ich większość jest dobrze znana organom ścigania. MSW zbudowało specjalną bazę danych, w której w 2005 roku było około 1500 nazwisk.

Wyznający kult brutalnej siły, młodzi i często pozostający na społecznym marginesie Rosjanie stali się atrakcyjnym celem dla polityków, zwłaszcza skrajnie prawicowych. „Firmy” stały się mechanizmem werbowania i radykalizacji młodych ludzi – dominuje rasizm i skrajnie prawicowe poglądy.

Niektórzy ultrasi są nawet politycznie aktywni. Były szef największej „firmy” spartakowców, Fratria, Iwan „Kombat” Katanajew czy lider Gladiatorów Wasilij „Kiler” Stiepanow, uczestniczą w różnych przedsięwzięciach ultrakonserwatywnych organizacji.

Nie mogło być zaskoczeniem, że podczas meczu z Polską na Euro 2012, na Stadionie Narodowym rosyjscy kibice wywiesili czarno-żółto-białe flagi – to barwy rosyjskich nacjonalistów, powszechne choćby podczas tzw. Rosyjskich Marszów, organizowanych w listopadzie, w rocznicę odebrania Kremla Polakom.

Takie same flagi nieśli ultrasi Spartaka podczas słynnego „marszu przez Helsinki”. Był to rok 2009 i mecz w ramach eliminacji do Mundialu 2010. Finlandia przegrała i na boisku (0:3) i na ulicach. Około 10 000 Rosjan wzięło górę nad 25 000 Finów – policja nie była w stanie opanować starć. Po rosyjskiej stronie głównymi zadymiarzami byli ultrasi moskiewskich drużyn.

Jednym z pierwszych znanych polityków, który dostrzegł, jak cennym nabytkiem mogą być ultrasi, był Władimir Żyrinowski. Lider LDPR znany z miłości do barw Dynama Moskwa spotkał się w tajemnicy ze znanym już nam Szpryginem i zaproponował współpracę. Oferta została przyjęta. Ultrasi zapewniali ochronę różnym partyjnym imprezom, a w zamian partia płaciła za wyjazdy kibiców na mecze.

Bojkotujesz mundial, bo zorganizował go Putin?
Jesteś hipokrytą

Filip Memches: Jedni życzą Polakom porażek, bo liczą, że wywoła to frustrację społeczeństwa skierowaną przeciwko obozowi władzy. Innych futbol nie interesuje, więc łatwo im twierdzić, że turnieju nie należy oglądać, bo Rosja łamie prawa człowieka.

zobacz więcej
Sojusz „firm” z ksenofobicznymi politykami nie jest żadnym zaskoczeniem. Władza przymyka oczy na różne rasistowskie wybryki kiboli – póki trzymają się z dala od stadionu. W ostatnich latach można było np. zaobserwować wzrost liczby tzw. akcji Biały Wagon. Grupy rasistów w maskach chirurgów i kominiarkach wpadają do komunikacji miejskiej i biją ludzi o niesłowiańskim wyglądzie. Trzon tych napastników stanowią futbolowi ultrasi, a do ataków dochodzi najczęściej w dniu meczów.

Biorąc pod uwagę powiązania Żyrinowskiego z Łubianką oraz owoce współpracy LDPR z kibolami Dynama Moskwa, nie dziwi, że w 2007 roku do Szprygina z ofertą zgłosiła się poważniejsza instytucja. FSB zaproponowała „Komanczowi” stanowisko numer jeden w ruchu rosyjskich ultrasów. W zamian miał pomóc kontrolować i kanalizować działalność tego środowiska.

I tak oto w 2007 roku zarejestrowano Wszechrosyjskie Zrzeszenie Kibiców, które natychmiast piłkarska federacja uznała za strategicznego partnera. Nie było w tym nic dziwnego – władza poświęcała ruchowi kibiców coraz większą uwagę. Ultrasi byli już siłą, z którą należało się liczyć, ale przede wszystkim wypadało ją wykorzystać.

Grudzień 2010. Putin był wtedy – wyjątkowo – nie prezydentem, a premierem. I w tej roli spotkał się z szefami „firm”, apelując o uspokojenie nastrojów. Nieco wcześniej przez Rosję przetoczyła się fala demonstracji kibiców po tragicznej śmierci ultrasa Spartaka (grudzień 2010) – w stolicy w zamieszkach rannych zostało kilkanaście osób.

Niepokojące dla władzy musiało być zbliżenie kiboli i skrajnych nacjonalistów. Jak deklarował wtedy lider ruchu Słowiańska Siła, Dmitrij Diemuszkin, nacjonaliści pomogli ultrasom zorganizować protesty, bo to „problem wykraczający poza futbol, i my także solidaryzujemy się z kibicami”.

Dla Kremla był to dzwonek alarmowy. Więc postawiono służbom cel: wykorzystać radykalizm kiboli dla politycznych celów państwa. Po to w końcu powstało WOB Szprygina.

Anglicy to dziewczynki

Lato 2016 roku. Od dwóch lat relacje Rosji z Zachodem są, delikatnie mówiąc, fatalne. Po aneksji Krymu i wojnie w Donbasie, UE i USA nałożyły na Moskwę sankcje. Rosyjska propaganda przedstawia Zachód jako zgniły świat, w którym na dodatku co i rusz wysadzają się w powietrze islamscy terroryści. Rosja na tym tle to oaza spokoju, a Putin to idol europejskich populistów.

Do dziś nie wiadomo, czy była to operacja rosyjskich służb specjalnych, czy po prostu pompowani od dwóch lat antyzachodnią retoryką i agresją kibole – korzystając z protekcji służb – postanowili pokazać „tym z Zachodu”, kto tu rządzi…
Kibice rosyjscy aresztowani po zajściach w Marsylii. Fot. REUTERS/Jean-Paul Pelissier
Mało znani dotychczas Europie rosyjscy stadionowi chuligani z wielkim hukiem wkroczyli na międzynarodową scenę 10 czerwca. Około 150 Rosjan wtargnęło do marsylskiego Starego Portu. Maszerowali w uporządkowanym szyku, rzędami, jak wojsko, atakując z niezwykłą brutalnością każdego napotkanego na drodze kibica Anglii. Jednemu z nich przecięli ścięgno Achillesa, dla dwóch spotkanie z Rosjanami zakończyło się śpiączką i długim pobytem w szpitalu. Jeden z nich do tej pory ma sparaliżowaną lewą część ciała.

Napastnik poszukiwany za próbę zabójstwa, został aresztowany w Niemczech w lutym 2018. „Niczego podobnego wcześniej nie widziałem” - mówił wtedy telewizji Sky News jeden z policjantów brytyjskich wysłanych na pomoc francuskiej policji. Rosjanie działali z wyszukaną brutalnością. Jak przechwalał się jeden z rosyjskich chuliganów, „Anglicy zawsze mówili, że są największymi futbolowymi chuliganami. Przyjechaliśmy pokazać, że Anglicy to dziewczynki”.

Niektórzy rosyjscy politycy zapewniali, że szum wokół ich kraju w związku z bijatyką w Marsylii jest przesadzony i ma charakter zemsty za samodzielną politykę zagraniczną Moskwy. Wicepremier Witalij Mutko, zajmujący się sportem, poszedł tak daleko, że nazwał wydarzenia w Marsylii „prowokacją”.

Inni politycy cieszyli się, że Rosjanie nie dają sobie w kaszę dmuchać nawet na stadionach. „Nie widzę niczego strasznego w awanturze ultrasów. Przeciwnie, zuchy nasze chłopaki! Tak trzymać!| – pisał na Twitterze wiceprzewodniczący Dumy Igor Lebiediew (ten sam, który kilka miesięcy później towarzyszył Szpryginowi w próbie ratowania WOB).

Także Putin, w swoim stylu, początkowo nie mógł się nadziwić, jak 200 rosyjskich kibiców „mogło spuścić lanie paru tysiącom Anglików”.

Obserwatorów zaskoczył stopień zorganizowania rosyjskich kiboli. Eksperci od bezpieczeństwa na stadionach ogłosili nadejście „futbolowego bandytyzmu nowego stopnia”. Atak na angielskich kibiców przypominał dobrze zaplanowaną wojskową operację. Co nie powinno dziwić – okazało się bowiem, że część tych napastników to weteranów specnazu.

Gdy francuska policja zatrzymała część z tych pseudokibiców i zrobiła im zdjęcia do kartoteki, okazało się, że niektórzy noszą tatuaże, które robi się tylko i wyłącznie żołnierzom specnazu GRU.

Czy to oznacza, że w zamieszkach brali udział ludzie służb na rozkaz służb? Niekoniecznie. Raczej wykorzystano przeszkolonych ludzi do tego, by pokazać Zachodowi, że jest bezradny wobec nagiej siły Rosjan. Którzy na dodatek są bezkarni.

Piechota Putina

Zapewne prowodyrzy zamieszek w Marsylii zasłużyliby nawet na medal z rąk Putina, problem w tym jednak, że przegrali z wielką polityką. A konkretnie z tym, że dwa lata później miał się odbyć Mundial w Rosji. Reżim nie miał więc wyjścia, musiał pokazowo ukarać swych kiboli, a po drugie jeszcze bardziej skrócić smycz, na którą większość z nich wzięła jeszcze w 2007 roku FSB.
Rosyjskie władze w końcu przestały pobłażać kibolom. Fot. REUTERS/Dima Korotayev
Władza zaczęła się dystansować od radykalnych kibiców nie tylko z powodów wizerunkowych i bezpieczeństwa. Reżim boi się, że zamknięte środowiska ultrasów mogą wymknąć się politycznie spod kontroli. W kontekście zbliżającej się imprezy w Rosji Kreml postanowił zdystansować się od „swoich” chuliganów.

Po spotkaniu z szefami struktur siłowych Putin publicznie zaznaczył „konieczność nauki na francuskim doświadczeniu”. Policja dostała nowe uprawnienia – teraz nawet tak „niewinne” wybryki, jak odpalenie rac podczas meczu można zakwalifikować jako akt terroryzmu. We wrześniu 2016 władze zerwały oficjalną współpracę z WOB. A w grudniu policja i FSB dokonały zmasowanego nalotu na mieszkania znanych pseudokibiców.

Efektem były aresztowania. Za kratki trafił m.in. Aleksiej Jerunow, przywódca „firmy” klubu Lokomotiw Moskwa pod nazwą Wikingowie. Po tej akcji ponad 200 kibiców dostało sądowy zakaz wstępu na stadion do końca Mundialu.

W 2017 roku do każdego z jedenastu klubów w Moskwie FSB oddelegowała funkcjonariusza, który ma współdziałać z przedstawicielem klubu ds. współpracy z kibicami. Najczęściej takim klubowym „człowiekiem od kibiców” jest lider „firmy”. Kreml spanikował po emisji przez BBC filmu dokumentalnego pod tytułem „Chuligańska armia Rosji”, w którym ówczesny lider „firmy” Spartaka Moskwa, Gladiatorów, Wasilij „Kiler” Stiepanow, nagrywany ukrytą kamerą, powiedział, że moskiewscy chuligani to „piechota Putina”.

I to nie był jedyny fragment filmu obnażający powiązania pseudokibiców z władzą. Policja zwróciła się z apelem do wszystkich osób występujących w filmie, żeby przychodzili na komisariaty i podpisywali dokument, że BBC zmusiła ich kłamać do kamery.
Bójki rosyjskich kibiców z polskimi fanami w Warszawie w 12 czerwca 2012 Fot. REUTERS/Peter Andrews
Próbą generalną, która pokazała, jak władza będzie postępowała z ultrasami podczas Mundialu, był ubiegłoroczny Puchar Konfederacji. Podczas przygotowań policja i FSB uderzyły w kluczowe „firmy”, dokonując rewizji, zatrzymując kibiców i wytaczając im w sądach sprawy.

Dokumentów Fan ID nie dostały setki kibiców. Oficjalnie zaś zakaz stadionowy dostało nie więcej niż 200. Wszyscy trafili do specjalnego rejestru MSW.

Dla zorganizowanych grup fanatycznych kibiców, którym wcześniej przez lata władza okazywała jawną czy niejawną pomoc, taki zwrot był zdradą. Jak stwierdził Aleksandr Szprygin, „rząd wspierał nas przez 10 lat. Po Francji to się skończyło”.

Dlatego Mundial przebiega w iście piknikowej atmosferze. Co nie oznacza, że problem kiboli zniknął. Być może jeszcze nie raz okażą się przydatni reżimowi.

– Antoni Rybczyński
Zdjęcie główne: Kibice Spartaka Moskwa z nazistowską flagą podczas meczu z Szynnikiem Jarosław w październiku 2013 r. Fot. REUTERS/Vladimir Kutin
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Francja nad przepaścią. Macron obraża obywateli, a wojsko mówi o...
Aż 70 procent obywateli twierdzi, że ich kraj się rozpada.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Umarł chan, niech żyje chan! Po przewrocie w Kazachstanie
Rewolucja ludowa czy pałacowa?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Mafiozi celebryci. Jak „Słowik” został bossem MMA
Gangster wszedł na scenę w rytm muzyki z „Ojca Chrzestnego”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
I póki śmierć nas nie rozłączy…
Co sprawiło, że z zimną krwią zabiła?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Lęk przed „szczypawką”
Paradoks: im szczepionki skuteczniejsze i bezpieczniejsze, tym mniej ludzi chce się szczepić.