Kultura

Kościelny szyk to mody krzyk

Czy wiecie, co się nosi w tym roku w Nowym Jorku? Katolicyzm! Najważniejszą imprezą towarzyską miasta jest coroczna gala mody w Metropolitan Museum of Art. Zaproszenia otrzymują gwiazdy, gwiazdki i miliarderzy. Majestatyczne schody muzeum dostarczają tła bajecznym ubiorom gości według bieżącego tematu przebieranki. W tym roku roiło się od krzyży w rozmaitych wersjach oraz, tu i ówdzie, korony cierniowej.

Była to premiera olśniewającej wystawy „Ciała niebieskie, moda i wyobraźnia katolicka”. 150 sławnych kreacji haute couture tak rozstawiono w salach muzeum, aby nawiązały do sąsiednich arcydzieł. Osobno pokazano czterdzieści cennych sztuk papieskiej odzieży wypożyczonych z zakrystii Kaplicy Sykstyńskiej.

Jakie śmieszne sacrum!

Na schodach muzeum w trakcie gali jakaś panna układała do zdjęcia dla fotoreporterów fałdy swej półprzezroczystej sukni. Na tkaninie dało się zauważyć zamglony wzór „Sądu Ostatecznego” Michała Anioła ze ściany ołtarzowej Kaplicy Sykstyńskiej. Byłby to mocny komunikat wieczoru, gdyby rozbawieni goście wiedzieli, co im Michał Anioł wymalował.

Teolog ks. David Tracy wyjaśnia w katalogu: „Zbawcza moc Chrystusa i łaska sądzenia nadają freskowi nieustępliwą dynamikę. Cała kompozycja wiruje wokół postaci Jezusa Chrystusa Sędziego wszystkich żywych i umarłych”. A tu dynamika sądu poszła w tłum paparazzi.

Kto rozgarnąłby fałdy sukni z Sądem Ostatecznym, zauważyłby, że po prawicy groźnego Chrystusa siedzi Madonna miłosierna, aby koić gniew Syna (jako refugium peccatorum – czy panna to przyswaja?) Na gali wystąpiła więc również lokalna Madonna na czarno w sukni i woalce, jak gdyby przyszła na pogrzeb lub swój sąd ostateczny. Natomiast Syna z Sykstyny reprezentował Jared Leto ze stułą do ziemi, w złotej koronie cierniowej firmy Gucci słynącej kosztownym gustem.



Chrystus musiał się narodzić, żeby sądzić. Na gali nie powinno więc zabraknąć ciężarnej Matki Boskiej. W tej roli mogła się obsadzić raperka, stanowczo przy nadziei, Cardi B w sukni rozciętej aż do błogosławionego łona. Sarah Jessica Parker ozdobiła głowę szopką bożonarodzeniową w stylu neapolitańskim, a złotą suknię w pysznych ornamentach i z długim ogonem kazała wyhaftować purpurowymi sercami według projektu domu Dolce i Gabbana. Gwiazda serialu „Seks w wielkim mieście” wie co nieco o nieustającej miłości do Mister Big, rezydującego gdzieś w górze.

Oj, ale skromnie wypadł nam kardynał Timothy Dolan! Arcybiskup nowojorski wystąpił w czarnej sutannie, szczęściem z purpurowymi guziczkami i takimż szamerowaniem, a jeszcze przepasanej purpurowym pasem. Następnego dnia bronił gali przed zarzutami świętokradztwa ze strony ludzi bez poczucia humoru. Wprawdzie przypominała czasem party na Halloween, lecz jego eminencja nie zauważył niczego bluźnierczego ani chęci obrażenia Kościoła. Bo i rzeczywiście, nie było biczowników, choć niejeden z gości ma piwniczkę, gdzie uprawia seks sado-maso. Również nikt nie przyszedł, uginając się pod krzyżem na plecach.

Organ jezuitów „America” także ucieszył się z fety w Metropolitan. Ojciec James Martin zauważył, że pewien odłam gości nie miał pojęcia, kim jest ksiądz, więc spotkanie z nim czy z kardynałem było dla ich rzadką okazją kontaktu z klerem. „Mówili różne szalone rzeczy, np. cześć bracie, masz najlepszy kostium. Czy jesteś prawdziwym księdzem?” Ale nie chcieli obrazić. A jak radzi papież Franciszek, należy próbować spotykania ludzi tam, gdzie są. A tutaj był prawie każdy, kto jest kimś w mieście. Że co? Że „błogosławieni cisi i pokornego serca”? Oh, phlease! Nie byłoby Nowego Jorku, gdyby tego słuchać.
Nikt nie prawił kazań, nawet na górze schodów, że niby „przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą, a powiadam wam: nawet Salomon w całym swoim przepychu nie był tak ubrany jak jedna z nich.” Tak powiedziano w Kazaniu na Górze. A tu nic z tych rzeczy. Drogi Panie J. C. moda to wielki biznes. Albo: „Łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogaczowi wejść do królestwa niebieskiego”. Bez takich żartów, proszę!

Głównym sponsorem gali był globalny inwestor Stephen Schwarzman, 12,5 miliarda dolarów majątku. Dochód z biletów, po 30 tysięcy dolarów od osoby, nie pokrył kosztów organizacyjnych, choć miał zasilić kasę muzealną. Na zdjęciu w katalogu prezes The Blackstone Group stoi w Watykanie z żoną i z Donatellą Versace, podziwiając kapę Benedykta XV haftowaną złotem. Spotkali się sami swoi.

Kościół ma powody do radości z katolickiego szyku. „Temat byłby nie do pomyślenia na początku lat 2000, kiedy Nowy Ateizm podniósł głowę – piszą jezuici w „Ameryce” – a o katolicyzmie rozmawiało się głównie w odniesieniu do występków seksualnych.” I co tu się dziwić, że Watykan wypożyczył skarby w geście dobrej woli bez precedensu. Jak np. tiarę Piusa IX wysadzaną 18 tysiącami brylantów. Że co? Że Wielki Włóczęga powiedział: „Nie gromadźcie sobie skarbów na ziemi, tylko skarby w niebie, bo gdzie twój skarb tam serce twoje”? Po co znowu ta żebracza demagogia!

Podstępna teologia piękna

Kurator wystawy Andrew Bolton, l. 40, przyznaje się do wiary na poziomie nastolatka. Został wychowany po katolicku przez pobożnych rodziców ale nie chodzi do kościoła, tylko co dzień odmawia modlitwy. I przejął się teologią piękna papieża Benedykta XVI.

Papież B16 ogłosił, że najbardziej przekonującym przejawem prawdy chrześcijańskiej są święci i właśnie piękno, zwłaszcza w dzisiejszym świecie wrogim wobec Kościoła i jego norm moralnych. Według Tomasza z Akwinu piękno cechują uczciwość, proporcja, jasność.

Natomiast Benedykt odszedł od pojęcia piękna Akwinaty. Uważa, że piękno ma w nas wywoływać zdrowy wstrząs, który wydobędzie nas - z nas samych i z codziennej rutyny. Piękno daje nam skrzydła, abyśmy wznieśli się ku transcendencji i wzrastali ku wielkości. Przytacza słowa C.S. Lewisa, że stworzone piękno wywołuje w człowieku pragnienie zjednoczenia, przyjęcia w siebie i wejścia w nieskończone Piękno, którego wszelkie piękno stworzone jest tylko odbiciem.

Zdaniem papieża emeryta wielka sztuka jest odtrutką na dzisiejszą kulturę obrazkową. Święty obraz może wyrazić znacznie więcej, niż słowa; może być skrajnie skutecznym i dynamicznym sposobem przekazywania Ewangelii. Wyrazem piękna jest miłość Boga. Całkowite podarowanie siebie na krzyżu przez Chrystusa jest najpiękniejszym ludzkim czynem kiedykolwiek dokonanym i rzuca wyzwanie powierzchownemu pojęciu Piękna, jakie panuje w dzisiejszej kulturze.

Z cierpienia Chrystusa uczymy się najważniejszej lekcji życia: prawdziwe piękno zawiera także brzydotę bólu, a nawet ciemną tajemnicę śmierci. Prawdziwe piękno, prawdziwą wolność i prawdziwe szczęście można znaleźć, tylko godząc się na cierpienie jako części Boskiego planu naszego uświęcenia.

Poprzednik Benedykta nie poprzestał na słowach, lecz uczynił ze swojego cierpienia i umierania widowisko o światowym zasięgu. Wyciągnął wnioski z jego rady wytrwania do końca na urzędzie mimo niedołężności narastającej aż do śmierci transmitowanej na żywo w telewizjach.
Papież B16 ogłosił, że najbardziej przekonującym przejawem prawdy chrześcijańskiej są święci i właśnie piękno, zwłaszcza w dzisiejszym świecie wrogim wobec Kościoła i jego norm moralnych. Fot. REUTERS/Max Rossi
Benedykt ostrzega też przed fałszywym pięknem: „Zbyt często … piękno, które jest nam narzucane jest złudne i oszukańcze, sztuczne i oślepiające, wprawiając obserwatora w oszołomienie, zamiast wydobycia z siebie i otwarcia na horyzont prawdziwej wolności, wynosząc do góry, więzi go wewnątrz siebie, a następnie zniewala, pozbawiając nadziei i radości”. Główną cechą oszukańczego piękna jest to, że zamyka nas w naszym ego.

Ano właśnie! Brzmi to jak celny komentarz do rewii mody katolickiej w Metropolitan. Stawiam dolary przeciw cynowym medalikom, że każdy gość przebrał się, aby zamknąć się w swoim ego a pysznić na zewnątrz.

„Któż nie rozpozna na przykład w reklamie – karci dalej papież - obrazów zrobionych z najwyższą wprawą i stwarzanych w celu nieodpartego kuszenia człowieka, nęcących go, aby zagarniał wszystko, szukał przemijającego zadowolenia, a nie otwarcia na innych.”

Słowa jak perły próżno rzucone na schody Metropolitan! Wielu celebrytów katolickiej gali użycza za gotówkę swoich twarzy w kampaniach reklamowych dokładnie w takim celu zniewolenia.

Papież Benedykt ustawił się przeciwko współczesnemu światu. Sięgnął po piękno jako przynętę na niewiernych, ażeby wciągać w pułapkę nawrócenia. Musiał użyć podstępu, gdy za najpiękniejsze uznał to, co w Nowym Jorku i na całym Zachodzie uważa się dziś za najbrzydsze: cierpienie i śmierć. Do ukrytej namowy używał szat liturgicznych z takim rozmachem, że tygodnik „Time” poświęcił mu artykuł bogato ilustrowany.

Gdyby żył tylko Federico Fellini, miałby w Benedykcie źródło natchnienia. Kościelna rewia mody w jego filmie „Roma” sprowadziła do groteski katolicką pompę. Owszem, przyciąga do Kościoła masy, ale pozwala zatrzymać się na poziomie estetycznego zachwytu, zamiast prowadzić w głąb duszy wiernych, czy psychiki niewiernych.

Sztuka w miejsce sacrum

Wielu projektantów z 55 wystawiających w Metropolitan modę z inspiracji katolickiej jest katolikami z urodzenia i wychowania, chociaż nie praktykuje, jak Versace, Dolce & Gabana czy Gucci. Jaki mają komunikat religijny, jeśli jakikolwiek? Wspomniany teolog David Tracy uważa, że w pewnych okresach historycznych najważniejszymi teologami nie byli uczeni, lecz artyści, jak Michał Anioł, Rafael, Leonardo, Caravaggio. Rozwijali oni świadomość religijną w oparciu nie tylko o znajomość Biblii, lecz także intuicję. Dzisiaj sztuka wchodzi na miejsce sacrum. Spójrzmy więc, co nam przekazują krawcy, a czego nie chcą lub nie mogą powiedzieć teolodzy.
W głównej sali sztuki średniowiecznej Met wchodzi się prosto na kobiecą postać w sukni wieczorowej z jedwabnej tafty, z bardzo głębokim dekoltem i obfitym kloszem w kolorze kardynalskiej purpury projektu Pier Paolo Piccoli dla domu Valentino. Toż to nic innego jak kardynał przerobiony na rozpustnicę. Czy jednak nie przesada? A przecież kardynał Theodore McCarrick, arcybiskup Waszyngtonu molestował podlegających mu księży, ale Watykan zlekceważył skargi.

Za suknią kardynalską stoi postać kobieca z wciętą talią białej sukni pysznie wyszywanej złotym ornamentem i w papieskiej mitrze na głowie. Projektant John Galliano podsuwa myśl, że kobieta powinna być papieżem. Na razie w taki niby papieski strój przebrała się Rihanna na gali w Met, nie ukrywając całych nóg.

Kolejna postać stoi za kratą, jaka kiedyś dzieliła ołtarzową część kościoła od części dla wiernych. Czy to statua Matki Boskiej w szacie do ziemi w ornamenty złote, przybranej kwieciem, jak w polnej kapliczce? Ależ skąd! To suknia wieczorowa Christiana Lacroix stosowna na bal w niebie. Albo po drugiej stronie.

Gdyby Jezus miał Facebooka….

No może nie Jezus... ale św. Piotr, choć on prawdopodobnie był analfabetą, więc prowadzenie konta byłoby trudne. Co innego vlog na You Tube.

zobacz więcej
Czyż te trzy projekty razem wzięte nie dowodzą, że osią wyobraźni katolickiej stają się kobiety coraz bardziej wyzwolone, poczynając od dziewiczej Matki aż po rozpustnicę?

Wyobraźnię projektantów pobudza jeden z najważniejszych sakramentów kościelnych – ślub. Widać tu radykalną przemianę obyczajów, jaka zaszła przez ostatnie 40 lat. Suknia Yves'a Saint Laurenta z tamtej epoki mogłaby stać na ołtarzu świętej za kontrreformacji.

Jedwabna krepa w kolorze kości słoniowej, koronki Chantilly i organza szczelnie kryją ciało w fałdach materiałów jakby w chmurze, nadając anielską lekkość pannie młodej. A jakby tego było mało, z pleców wyrastają skrzydła bez piór, z materiału. Oto ceremonia poświęcenia małżeńskiego seksu stara się pozbawić ciało kobiety - cielesności.

W roku 2018 inaczej widzi się sakrament małżeństwa. Thom Browne, partner życiowy Andrew Boltona, kuratora wystawy, stworzył na tę okazję strój biseksualny. Łysa głowa manekina jest zalana krwią, co wyraża dramat świadomości. Strój do wysokości krocza mógłby nosić pan młody, nie budząc zdziwienia.

Jest to coś w rodzaju męskiego kożucha z białych norek, ale opasanego złotem, perłami i kryształami. Natomiast poniżej krocza zwisa biała chmura jakby piór, lecz ze strzępów materiału sięgających ziemi, która może uchodzić za ślubną suknię. Jeżeli Thom i Andrew zdecydują się zawrzeć małżeństwo, to mają strój gotowy na okazję.

Od świętości do śmieszności

Wasz sprawozdawca patrzy z boku na Kościół, dlatego dostrzega znaczenia, których nie dopuści człowiek pobożny z obawy przed świętokradztwem. Wybór kilku projektów do omówienia ze 150 i uwaga poświęcona premierowej gali w Met jest interpretacją sensu wydarzenia. Moim zdaniem zgodną z duchem czasu. Przecież przebieg od wzniosłej idei do profanacji to w kulturze naturalny cykl wartości. „Ciała niebieskie, moda i katolicka wyobraźnia” dostały więc poparcie Watykanu i arcybiskupa Nowego Jorku.

Tak Kościół walczy o przeżycie we wrogim świecie, nawet kosztem odejścia od przekazu Ewangelii. A to nic nowego. Chrześcijaństwo weszło w naturalny obieg wartości, gdy sprzęgło się z polityką państwową w późnym Cesarstwie Rzymskim. Wtedy wkroczyli konformiści i ludzie do cna zepsuci. A przecież jest jak warkocz spleciony z różnych tradycji. Kto chce, ciągle znajdzie żywą myśl Jezusa, proste piękno i świętość.

– Krzysztof Kłopotowski
Zdjęcie główne: Katy Perry przebrana za anioła na gali w Metropolitan Museum. Fot. REUTERS/Carlo Allegri
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.