Cywilizacja

Bezbożni Latynosi. Ten region zawsze był twierdzą skrajnie antykościelnej masonerii

W Urugwaju liczącym ponad 3,5 miliona mieszkańców w 2010 roku udzielono zaledwie 1120 ślubów kościelnych, a bierzmowanych zostało zaledwie 721 osób. W pozostałych państwach Ameryki Łacińskiej ludzie odchodzący od katolicyzmu coraz częściej deklarują agnostycyzm czy ateizm, a nawet ci, którzy pozostają oficjalnie w Kościele, już nie praktykują wiary.

Nowe centrum chrześcijaństwa nie znajduje się już ani w Europie, ani w krajach regionu euroatlantyckiego. Europa od dawna nie jest już chrześcijańska, a w Stanach Zjednoczonych – choć tu wiara jest wciąż żywa – najmłodsze pokolenie zaczyna ją tracić i większość tzw. millenialsów deklaruje już agnocystyzm czy brak wiary.

Ludzie wierzący szukają więc nowych przestrzeni, w których wiara ma być żywa, i która dawać mają nadzieję na jej przetrwanie i dynamiczny rozwój. Najczęściej wskazuje się – przy tej okazji – na Afrykę, Azję (ze szczególnym uwzględnieniem Filipin czy Indii), a niekiedy także na Amerykę Łacińską.

Ta ostatnia zachwalana była przede wszystkim, gdy na Stolicę Piotrową wyniesiony został kard. Jorge Bergoglio. Jego latynoskie pochodzenie miało być gwarantem tego, że pochodzi on z kraju żywej wiary. Problem jest tylko taki, że wbrew powszechnej opinii Ameryka Łacińska nie jest, i to wcale nie od wczoraj, szczególnie katolicka.

Szokujące statystyki

Najmocniejszym (choć to akurat trzeba przyznać wyjątkowym na tle Ameryki Łacińskiej) tego dowodem pozostaje Urugwaj. Tu, choć wyznawanie katolicyzmu deklaruje 47,1 procenta obywateli praktykuje zaledwie jeden procent wiernych. W 2010 roku w całym, liczącym ponad 3,5 miliona mieszkańców kraju, udzielono zaledwie 1120 ślubów kościelnych, a bierzmowanych zostało zaledwie 721 osób, co pokazuje jak dramatyczna jest tam sytuacja. Ogromna rzesza - bo aż 17 procent Urugwajczyków - deklaruje ateizm, co jest swoistym rekordem w Ameryce Łacińskiej. O niespełna pięć procent mniej ateistów jest w Chile (12.8 procenta), a według różnych badań od 7 do 10 procent w Brazylii. I już tylko te wyniki pokazują, że daleko jest Ameryce Łacińskiej do obrazu kontynentu katolickiego.

I nie ma się co oszukiwać, że cokolwiek się zmienia na lepsze. Jak wynika z badań przeprowadzonych choćby w Chile – jeszcze przed pielgrzymką do tego kraju papieża Franciszka – liczba katolików spadła w tym kraju od roku 1995 do 2017 z 74 do 45 procent. Tu powodem mogły być dramatyczne skandale seksualne z udziałem kleru, a także krycie ich przez najważniejszych hierarchów.
W Urugwaju, choć wyznawanie katolicyzmu deklaruje 47,1 procenta obywateli, to praktykuje zaledwie jeden procent wiernych. Na zdjęciu demonstracja w Montevideo w 2008 roku przeciw zawetowaniu przez prezydenta Tabare Vazqueza ustawy zezwalającej na swobodną aborcję. Fot. REUTERS/Andres Stapff
Tego wyjaśnienia nie da się jednak zastosować wobec innego kraju, w którym spadek jest równie dramatyczny, a mianowicie Argentyny. Tu od roku 1995 do 2017 liczba katolików spadła z 87 do 65 procent. Jeszcze szybciej ten proces postępuje w Brazylii. Jak wynika z ubiegłorocznych statystyk liczba dorosłych katolików w Brazylii wynosi obecnie 50 procent. Dwa lata temu, w roku 2014 było ich… 60 procent, a w 2012 64 procent. Statystyki te pokazują stały trend, który niezmiennie niszczy katolicką strukturę społeczeństw latynoskich.

I nie ma się, co pocieszać tym, że większość z tych ludzi pozostaje chrześcijanami, bowiem tak jest głównie w Brazylii, gdzie odpływ następuje głównie do radykalnych wspólnot protestanckich (77 procent z odchodzących od Kościoła twierdzi, że odnaleźli w nich głębszą relację z Bogiem, a 68 procent uważa, że bardziej odpowiada im ewangelikalny styl pobożności), a i tam liczba ateistów stale się zwiększa.

Antychryst nie będzie podobny do Hitlera czy Stalina. To raczej ktoś w typie George’a Sorosa

Filip Memches: Warto przypominać słowa Benedykta XVI: „Kusiciel nie jest do tego stopnia nachalny, żeby nam wprost zaproponował adorowanie diabła”.

zobacz więcej
W pozostałych krajach latynoskich ludzie odchodzący od Kościoła coraz częściej deklarują agnostycyzm czy ateizm, a nawet ci, którzy pozostają oficjalnie w Kościele, wcale nie praktykuje swojej wiary.

500 lat i…

Statystyki wiernych nie są jednak wcale najistotniejszym dowodem na słabość (i to instytucjonalną) latynoskiego katolicyzmu. O wiele ważniejsze jest co innego. Otóż 500 lat po przeszczepieniu tam chrześcijaństwa ogromna większość Kościołów lokalnych pozostaje wspólnotami misyjnymi, to znaczy takimi, gdzie pracować wciąż muszą misjonarze z zewnątrz.

Tak jest i w Brazylii, i w Peru, i w Paragwaju czy nawet Argentynie czy Chile. A mówimy o Kościołach potężnych liczbą wiernych, ale za to niezmiernie słabych powołaniami. Sytuacja zaś coraz bardziej się pogarsza. W Argentynie w 1997 roku było 1500 seminarzystów, ale już w roku 2014 o niemal połowę mniej, bo 827.

Nie inaczej sytuacja wyglądała w Buenos Aires, gdzie jeszcze w latach osiemdziesiątych był dwustu kleryków (na 3,5 milionowe miasto), a w 2014 było ich zaledwie 80. W roku 2016 zaś w tym wielkim mieście wyświęcono zaledwie trzech kapłanów. I choć wybór kard. Bergoglio nieco podniósł statystyki, to nie na tyle, by można mówić o rewolucji.

Jeszcze dramatyczniej jest w Chile, gdzie w niektórych diecezjach (z definicji bardzo nielicznych kadrowo) zawieszono jedną trzecią kapłanów, których oskarża się o udział lub zatajanie skandali seksualnych.
Jak wynika z ubiegłorocznych statystyk liczba dorosłych katolików w Brazylii wynosi obecnie 50 procent. A w 2012 było ich jeszcze 64 procent! Na zdjęciu: wizyta papieża Franciszka w Brazylii w 2013 roku. Fot. Wikipedia/Tomaz Silva/ABr - Agência Brasil
Nieco tylko lepiej jest w Brazylii, gdzie od jakiegoś czasu można mówić o tendencji wzrostowej powołań kapłańskich. Tu bowiem liczba księży (nadal uzupełniana obficie misjonarzami) wzrosła od 2014 do 2017 roku z 24 600 do 27 300. Ten optymistyczny obraz psuje jednak fakt, że w Brazylii jest wiele diecezji, gdzie księży brakuje dramatycznie. Tak jest w Amazonii, gdzie w diecezji Xingu pracuje 27 księży, którzy duszpasterzują… 700 tysiącom wiernych.

Efekt jest taki, że w wielu miejscach msza odbywa się dwa, trzy razy w roku. To dlatego amazońscy biskupi tak często wspominają o możliwości (a czasem wręcz konieczności) wyświęcania żonatych mężczyzn. I myliłby się ten, kto sądziłby, że brak księży czy sióstr zakonnych jest w krajach latynoskich zjawiskiem nowym. Problem ten występuje w wielu z nich od dawna, czego doskonałym dowodem jest misyjny charakter wspólnot, które tam funkcjonują, a obecnie jedynie się pogłębia.

Tropiciele masonów.
Specjalna grupa finansowana przez prymasa Polski

Komórka antymasońska Episkopatu stworzyła siatkę wywiadowczą i posługiwała się metodami przedwojennych służb specjalnych. Jej informatorami mieli być m.in. Władysław Bartoszewski i Wiesław Chrzanowski. Zespół doszedł do wniosku, że wolnomularze wywierają olbrzymi wpływ na życie polityczne w Polsce.

zobacz więcej
Masoni i komuniści

Liczby nie ukazują jednak wszystkiego. Warto więc sięgnąć po fakty. Tak się składa, że Ameryka Łacińska zawsze była twierdzą skrajnie antykatolickiej masonerii czy sił skrajnie lewicowych. Wystarczy przypomnieć sobie Meksyk, w którym masońska partia zakazała na jakiś czas odprawiania mszy świętych, a później na prawie wiek uniemożliwiła kapłanom nawet chodzenia w sutannach czy stroju duchownym.

Ale masoneria, a konkretniej masoni, stoją u fundamentów wszystkich niemal rewolucji niepodległościowych (co często znaczyło także antykatolickich) w całej Ameryce Łacińskiej. Wymieniać masońskich bohaterów można by długo, ale wystarczy wskazać na José de San Martína jednego z twórców niepodległości Argentyny, Simona Bolivara z Wenezueli czy Bernardo O’Higginsa z Chile.

Ich pomysły polityczne były niemal zawsze skrajnie antyreligijne i antykatolickie, a realizowano je także po ich śmierci. W wielu krajach, choćby w Chile, odmowa wstąpienia do masonerii bywała także traktowana jak poważna przeszkoda w robieniu kariery w armii czy polityce. A Kościół albo szedł z nimi na wojnę (co zazwyczaj kończyło się dla niego źle, bo prześladowaniami) albo… dogadywał się jakoś i próbował przetrwać (co także nie kończyło się dla niego zbyt dobrze).
W Chile przed Pinochetem chadecja była w większości skrajnie lewicowa, by nie powiedzieć marksistowska, a katolicy w trakcie jego rządów dali się „podkupić” albo opozycji albo rządowi, w efekcie tracąc własny głos. Na zdjęciu Jan Paweł II z Augusto Pinochetem podczas wizyty papieża w Chile w kwietniu 1987 roku. Fot. REUTERS/Anibal Solimano/File PO/CN/NL
Efekt jest taki, że trudno mówić w Ameryce Łacińskiej (może poza Kolumbią) o mocnym, politycznym, społecznym katolicyzmie. Ten ostatni jest wszędzie niemal zależny od zewnętrznych ruchów politycznych.

W Chile przed Pinochetem chadecja była w większości skrajnie lewicowa, by nie powiedzieć marksistowska, a katolicy w trakcie jego rządów dali się „podkupić” albo opozycji albo rządowi, w efekcie tracąc własny głos.

Dwa miliony demonstrantów przeciw aborcji. „Trzeba wyjść na ulice. To jest walka”

Jest projekt, aby kobieta w trudnej sytuacji, która straciła pracę i nie ma z czego żyć, mogła usunąć ciążę nawet w ósmym miesiącu. Już we wtorek w parlamencie debata o tym, czy należy ograniczyć ochronę życia nienarodzonego.

zobacz więcej
Flirt z marksistami

Nie inaczej jest w Boliwii, gdzie nawet gdy Konferencja Episkopatu próbuje zachować własne nauczanie, to pojawiają się biskupi (choćby wyniesiony ostatnio do godności kardynalskiej biskup Toribio Ticona), którzy zupełnie otwarcie flirtują z marksistowskimi i antyreligijnymi reżimem Evo Moralesa.

Nic w tym zresztą nowego, bowiem teologia wyzwolenia jest smutnym dowodem na to, jak bardzo latynoski katolicyzm był przeniknięty niechrześcijańskim marksizmem. Jego popularność brała się zaś w wielu miejscach z tego, że… wcześniej katolicyzm ten był przeniknięty równie niechrześcijańskim zblatowaniem ze strukturami niesprawiedliwości, nierówności i wyzysku.

Efekt jest zaś taki, że mówienie o Ameryce Łacińskiej jako o kontynencie katolickim jest zwyczajnym nadużyciem.

– Tomasz P. Terlikowski
Czy Kościołowi Franciszka grozi schizma? 02.04.2015
Zdjęcie główne: Jezus w stroju reprezentacji Meksyku w kosciele w Mexico City w czasie Mundialu 2014. Fot. REUTERS/Tomas Bravo
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Pizzerie na Pjonghattanie. Czego chce młody Kim?
W stolicy Korei Północnej powstaje nowoczesna dzielnica wieżowców. Pojawiły się kawiarnie, sklepy z importowaną żywnością, kobiety noszą modne stroje. Nowa elita bogaci się.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Nie postanie tu noga żadnego turysty
To przez nich rosną koszty wynajmu mieszkań, na ulicach panuje tłok i hałas. Wielu mieszkańców mówi, że do białej gorączki doprowadza ich wszechobecny turkot kółek od walizek.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Polacy pod koszem. Optymizm, adrenalina, dobra energia
W polskim zauroczeniu NBA i koszykówką odegrały swoją rolę wielkie pieniądze. Dlatego, że były tak wielkie.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kardynałowie Franciszka
Skład kolegium przestaje odzwierciedlać rzeczywiste podziały w Kościele, a to jest niebezpieczne.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Sfrustrowani Rosjanie mają głos
To, jaki jest stan nastrojów w Rosji musiało dotrzeć na Kreml, bo w przedwyborczym tygodniu postanowiono nieco poluzować śrubę.