Kultura

Gwiazdorzy komiksu na ekranie. Kajko i Kokosz ożyją

Dla Janusza Christy komiks był formą politycznego protestu, bo „według komunistów był synonimem zgniłej, zachodniej kultury, tak samo jak guma do żucia, długie włosy czy kolorowe skarpetki”. W siermiężnej rzeczywistości PRL barwne przygody stworzonych przez niego Kajka i Kokosza odniosły wielki sukces i bawią do dzisiaj. Teraz jego średniowieczni wojowie zostaną bohaterami animowanego serialu. Pilotowy odcinek zobaczymy już w 2019 r.

Lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte XX wieku to był złoty czas komiksu dla młodzieży i dzieci. Odcinkowe opowieści w obrazkach ukazywały się m.in. na ostatniej stronie czasopisma „Świat Młodych”. Dla ogromnej większości czytelników była to jednak strona pierwsza i najważniejsza. Z wypiekami na policzkach śledzili przygody Kajka i Kokosza, ale też Tytusa, Romka i A’Tomka, albo Kleksa i Piotrusia Piekielnego.

– Na początku komiksy rysował Henryk Chmielewski, potem wsparłam go ja, a później pojawiali się kolejni doskonali rysownicy, m.in. Janusz Christa, Tadek Baranowski – ten od „Skąd się bierze woda sodowa”, Jerzy Wróblewski, który rysował „Binio Billa” – opowiadała Szarlota Pawel, autorka przygód Kleksa.

– Robiliśmy komiks rozśmieszający. Czasy były smutne, trzeba było dać dzieciom trochę radości. Roboty mieliśmy mnóstwo, bo „Świat Młodych” wychodził trzy razy w tygodniu, sprzedawało się nawet 150 tysięcy egzemplarzy każdego wydania. Wtedy nie było komputerów, wszystko robiło się „na piechotę” – wspomina.

Prasławiańscy wojowie

Janusz Christa (1934-2008) przeszedł do historii polskiej kultury masowej jako twórca komiksowych postaci Kajka i Kokosza, dwóch prasłowiańskich wojów z grodu kasztelana Mirmiła, dzielnie walczących ze Zbójcerzami. Kolejne odcinki ich przygód, drukowane od pierwszej połowy lat 70. w ogólnopolskim „Świecie Młodych”, przyniosły autorowi sławę porównywalną tylko z Papciem Chmielem, ojcem najważniejszego polskiego komiksu, jaki się kiedykolwiek pojawił, czyli „Tytusa, Romka i A’Tomka”.
„Kajko i Kokosz” byli jakby odpowiednikiem Asteriksa i Obeliksa, bohaterów słynnej francuskiej serii komiksowej, stworzonej zresztą przez scenarzystę polskiego pochodzenia, jednego z najbardziej znanych twórców komiksu europejskiego René Goscinny'ego. Wielbiciele często doszukiwali się między obiema seriami podobieństw i plagiatów, choć trudno ustalić, którzy bohaterowie byli pierwsi. Co prawda przygody rodzimych wojów ukazały się dekadę po opowieściach z galijskiej wioski, jednak pierwsza seria Christy – o Kajtku i Koko – powstała przed przygodami Asteriksa i Obeliksa.

Kłamstwo, podstęp i komiksy. Jak amerykański showbiznes ukradł superbohatera

Superman, przybysz z planety Krypton, skończył 80 lat. W ciągu długiego życia zarobił miliony dolarów, ale jego ojcowie – Jerry Siegel i Joe Shuster – zaznali nędzy.

zobacz więcej
Poprzednikami wczesnośredniowiecznych Kajka i Kokosza byli bowiem żyjący całkiem współcześnie marynarze, których niesamowite, często kryminałem podszyte przygody, ukazywały się w trójmiejskim piśmie „Wieczór Wybrzeża” od połowy lat sześćdziesiątych. Gdy świat ogarnęła gorączka kosmicznych badań, Janusz Christa postanowił wysłać Kajtka i Koko w krainę fantastyki naukowej. Dzień w dzień, przez ponad cztery lata (1968-1972), przeżywali więc przygody nie z tej Ziemi. Pięć lat temu ukazała się książkowa wersja komiksu „Kajtek i Koko w kosmosie”.

W wywiadzie dla „Świata Komiksu” Janusz Christa mówił: „Rysowałem od zawsze. Bez przerwy gryzmoliłem coś we wszystkich zeszytach. Nauczyciele najpierw zwracali mi uwagę, a potem już dali spokój, bo zrozumieli, że jest to silniejsze ode mnie”.

Na pytanie, dlaczego zajął się komiksem, odparł, że była to dla niego forma politycznego protestu: „Według komunistów komiks był synonimem zgniłej, zachodniej kultury, jednym słowem coś najgorszego. Tak samo zresztą jak guma do żucia, długie włosy czy kolorowe skarpetki”.

Kajko i Kokosz – drukowani też najpierw w „Wieczorze Wybrzeża” (1972-75), a potem, z małą przerwą do 1983 r., w „Świecie Młodych” – szybko i na długie lata zawładnęli wyobraźnią czytelników. Wydania książkowe ich przygód sięgały milionów egzemplarzy. Charakterystyczne postacie pojawiały się też na koszulkach, naklejkach, grach planszowych i komputerowych. Stali się bohaterami narodowymi.

Troll z wychodka, czyli historia nieśmiertelnych bajek

Wujek Tove Jansson straszył nastolatkę Muminkami, by nie chodziła nocą podjadać. – Powiedział, żebym uważała na „zimne trolle”, które – gdy w spiżarni pojawi się szabrowniczka – wychodzą ze swych komórek i pocierają zimnymi noskami o jej nogi – wspominała.

zobacz więcej
W roku 2016 powstała oficjalna kontynuacja komiksu pt. „Kajko i Kokosz – Nowe Przygody”. Składa się z krótkich historii o perypetiach pobocznych postaci ze świata bohaterskich wojów, bądź wariacji na ich temat. Wśród autorów znaleźli się między innymi współpracujący z EGoFilm Maciej Kur czy Tomasz Samojlik.

W tym samym roku na listę lektur obowiązkowych w szkołach podstawowych wprowadzono „Szkołę latania”, pierwszy komiks Christy z Kajkiem i Kokoszem wydany w albumie, a zawierający serię z 1975 roku.

– Dzięki temu marka „Kajko i Kokosz” błyskawicznie zyskała na popularności, a sprzedaż całej serii komiksów w Polsce osiągnęła niespotykany, historyczny wynik – mówi Paulina Christa, prezes Fundacji Kreska im. Janusza Christy.

Historia z grodu Mirmiła

Pierwszy pasek z przygodami wojów, który pojawił się na łamach „Wieczoru Wybrzeża” w 1972 roku, opowiadał część historii, jaka potem ukazała się pod tytułem „Złoty puchar”. Nieduży Kajko jest bardzo inteligentny, odważny jak lew i przebiegły. Jego kumpel Kokosz bywa przesądny, łakomy i trochę tchórzliwy, ale koniec końców walczy dzielnie w obronie przyjaciół i mieszkańców grodu Mirmiła. Towarzyszy im przez pewien czas smok Miluś, którego wychowali od smoczego pisklaka.

Kasztelan Mirmił, niski zawadiaka z długimi rudymi wąsami, jest – jak wskazuje jego imię – bardzo miły i dba o poddanych, ale bywa depresyjny. Wspiera go dzielnie żona Lubawa, kuzynka księcia Popiela, kobieta potężna i rozsądna. Na co dzień wybija mu z głowy głupie pomysły. Żona ma na Mirmiła doskonały sposób – gdy jej nie słucha, grozi, że wyprowadzi się do matki.
odc. 17
Mądra czarownica Jaga jest ciotką Kokosza. Zna rozmaite przydatne zaklęcia, potrafi przyrządzać magiczne eliksiry i po mistrzowsku lata na miotle. Gadający kruk Gdaś informuje ją, co dzieje się w krainie Zbójcerzy. Jaga wyszła za zbója Łamignata, gdy poczciwinie groziła kara śmierci.

Wrogami poddanych Mirmiła są Zbójcerze pod wodzą Hegemona. Przypominają Krzyżaków, są cwani, prymitywni, skłonni do bitki i nastawieni tylko na zysk. Mają jedno marzenie – zdobyć Mirmiłowo.

Przygody Kajka i Kokosza to w sumie ponad 20 komiksowych albumów i mnóstwo krótszych historii.

Komiks i animacja

Jak mówi wnuczka rysownika Paulina Christa, założycielka Fundacji Kreska im. Janusza Christy, jej dziadek był zafascynowany animacją, razem z nim oglądała disneyowskie produkcje. Ale Kajko i Kokosz do tej pory szczęścia do filmu nie mieli.

Na przełomie lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych w Studiu Filmów Rysunkowych w Bielsku-Białej trwały przygotowanie do serialu o wojach, ale ostatecznie projekt nie doszedł do skutku. W 2001 r. rozpoczęły się zdjęcia do filmu fabularnego na podstawie albumu „Dzień Śmiechały”, ale i tym razem nic z tego nie wyszło. W 2006 r. ujrzał światło dzienne 16-minutowy film w technologii 3D pt. „Kajko i Kokosz”, zrealizowany na pomyśle zaczerpniętym z albumu „Zamach na Milusia” – recenzje miał fatalne, a fani byli nim zdruzgotani.

Wygląda na to, że teraz uda się sfilmować przygody mieszkańców grodu Mirmiła. Warszawskie Studio EgoFilm, które ma na swoim koncie m.in. takie produkcje jak „Żubr Pompik”, podpisało umowę z Fundacją Kreska im. Janusza Christy z Gdańska. Fundacja powstała w 2014 r.

– Po śmierci Dziadka starałam się promować jego twórczość wszelkimi możliwymi sposobami. Jednak mnie, jako zwykłej osoby z ulicy, nie za bardzo chciano słuchać. Postanowiłam wtedy stać się kimś czy czymś, czego nie da się ot tak nie zauważyć – opowiada Paulina Christa, jak doszło do postania Fundacji „Kreska” im. Janusza Christy.

– Powołaliśmy ją wspólnie z trzeba miłośnikami i znawcami komiksów. W lipcu 2017 Fundacja nabyła prawa do wszelkiego, co z moim dziadkiem związane, poza wydawaniem komiksów – to pozostało w bardzo dobrych rękach, czyli u wydawnictwa Egmont – dodaje.

Na pytanie, czy dziadek zaszczepił w niej miłość do komiksów, odpowiada: – Wręcz przeciwnie. Dziadek trzymał mnie od tego jak najdalej. Nie wiem nawet, dlaczego. Później dowiedziałam się, że nie dopuszczał do mnie nawet fanów swojej twórczości. Wiem od nich, bo dziś są moimi przyjaciółmi, że potrafił w trakcie spotkania powiedzieć: „Wiesz stary, ale już powinieneś lecieć, bo moja wnuczka zaraz do mnie przychodzi”. Większość z tych ludzi poznałam dopiero na pogrzebie dziadka.

Nadchodzi serial

Paulina Christa z entuzjazmem podchodzi do serialu o Kajku i Kokoszu i zapewnia, że Fundacja zaangażuje się w pracę nad nim „pełną parą”. Będzie konsultantem EGoFilm i – jak liczy producentka Ewelina Gordziejuk – udostępni im liczne materiały.

– Dajemy temu projektowi całe swoje serducho, bo chcemy, by wyszło jak najlepiej. Będzie to nasza wspólna podróż do zrealizowania marzeń wielu ludzi: mojego, dziadka i mnóstwa fanów twórczości Janusza Christy – mówi.
Wrócą Kajko i Kokosz! Legendarny komiks w nowej odsłonie
– Teraz najważniejszy jest serial. W przyszłości może nieco większy ekran. Największym naszym marzeniem jest, by powstała galeria, gdzie moglibyśmy pokazywać pamiątki po dziadku szerokiemu gronu ludzi, organizować wystawy i prelekcje. Z pewnością będzie to miejsce tętniące życiem i duchem komiksowym. Mamy wiele pomysłów i jeszcze nie raz zaskoczymy fanów starając się też spełniać ich marzenia – opowiada szefowa Fundacji Kreska.

Nieodparty urok Kajka i Kokosza

Pokazują miłość i śmierć, radość i cierpienie. Przerażają, ale i pomagają ujarzmić lęki. To potęga baśni

Dlaczego czytamy dzieciom na dobranoc „Jasia i Małgosię”, choć to baśń krwawa i groźna, niczym „Opowieści z krypty”?

zobacz więcej
EGoFILM ma już doświadczenie w animowanych produkcjach, bo stworzył już m.in. filmy „Żubr Pompik” czy „Wiking Tappi”. – Z Tomkiem Samojlikiem, autorem serii książek o Pompiku, współpracujemy już od lat przy różnych projektach. A Tomek razem z Maciejem Kurem, scenarzystą ze studia EGoFILM, już jakiś czas temu zaczęli prace nad nowymi przygodami Kajka i Kokosza, o czym dużo słyszałam od twórców. Wróciłam wtedy do tych komiksów – wspomina początki projektu Ewelina Gordziejuk, szefowa studia, w rozmowie z Tygodnikiem TVP.

To właśnie ten powrót po wielu latach do twórczości Janusza Christy zdecydował, że ruszyły prace nad serialem. – Przeczytałam ponownie opowieści napisane i narysowane przez mistrza. Znalazłam tam czary, fantastyczny humor, mądrość, nienachalny dydaktyzm, wątek ekologiczny. Nie miałam więc wyboru, komiksy o Kajku i Kokoszu zawierają wszystko to, co cenię zarówno w literaturze dziecięcej jaki i w animacji – przyznaje producentka.

Zachwyciła ją też kreska mistrza. – Aż się prosi o animacje i to taką, która będzie nawiązywać do klasyki filmu animowanego. Musiałam podjąć to wyzwanie i spróbować zrealizować film na podstawie tej kultowej serii komiksów. Cała ekipa naszego studia już nie może się doczekać startu produkcji! – podkreśla szefowa EGoFilm.

Właśnie klei budżet przedsięwzięcia. Ma nadzieję pozyskać dotacje z Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, ale zwróci się też do prywatnych inwestorów. – Środków finansowych będę szukać nie tylko w Polsce, ale też za granicą. Uważam, że serial o Kajku i Kokoszu ma międzynarodowy potencjał, planuję więc koprodukcję. Mam nadzieje, że nie rozczarujemy widzów – dodaje.

W 2019 roku ma zostać wyprodukowany pilotażowy odcinek serii. Producent nie zdradza jeszcze obsady. Trwają prace koncepcyjne, kompletowanie ekipy i za chwilę rusza pisanie scenariuszy. Producent planuje też wkrótce wykonać pierwsze testy animacji.

Pasja do rysowania

To właśnie animacja była przez długie lata filarem polskich produkcji. Nasze seriale oraz filmy podbijały świat. Na przykład „Miś Uszatek” jest ulubionym bohaterem Japończyków i to nie tylko tych małych. Miś z książeczek Czesława Janczarskiego, któremu animowane życie nadano w łódzkim studiu Se-Ma-For, bawi też m.in. mieszkańców Finlandii i Słowenii.

Cztery kobiety Vincenta van Gogha

Malarz nie miał szczęścia w miłości. Narzekał, że zamiast uczuć musi zadawalać się „dziewkami za kilka franków”.

zobacz więcej
– Kino animowane było przez dekady jedną z wizytówek polskiej kultury za granicą i tak jest nadal. Choć animacja zdobywa ogrom nagród na całym świecie i jest na bardzo wysokim poziomie artystycznym, cały czas boryka się jednak z brakiem wystarczających środków na produkcje – tłumaczy Gordziejuk.

Animacja jest niezwykle czasochłonnym procesem, więc koszty jej produkcji są wysokie, a polskie budżety – dość niskie. Jak mówi Gordziejuk, „bardzo często odbiegają od budżetów zagranicznych producentów, co utrudnia choćby realizację koprodukcji”. Rynek animacji w Polsce nie należy więc do łatwych, ale nie tylko z tego powodu.

– Ceny licencji za film animowany też są w Polsce dość niskie, a koprodukcji z telewizjami jest bardzo niewiele. Zrobienie filmu animowanego jest zatem dość ryzykowne. Na dodatek konkurujemy z zagranicznymi produkcjami, które mają po kilka lub kilkanaście sezonów serii, co przekłada się na ich popularność i oczywiście zyski. Seriale te mają ogromne budżety na promocje, nie mówiąc o budżetach produkcji – mówi szefowa studia.

Produkcja takich obrazów wymaga zatem dużego zachodu i wielkiej wiary, że mimo braków przyniesie sukces. Piękno świata animacji i reakcje widzów, czyli dzieci, wydają się jednak odpowiednią nagrodą za wszelkie udręki.

– Pasją do filmu animowanego zaraził mnie mój tata, który od prawie 40 lat się tym właśnie zajmuje. To on nauczył mnie wszystkiego, co jest związane z produkcją, a podczas warsztatów, które od lat prowadzi z dziećmi, pokazał mi, jaki wpływ ma film animowany na najmłodszych widzów i ich emocje. To chyba wywarło na mnie największe wrażenie. Film animowany to miłość na całe życie – przyznaje producentka.
I przypomina, że to nie tylko kino dla młodego widza, ale „również klasycy polskiej animacji artystycznej, m.in. refleksyjno-filozoficzne filmy Jana Lenicy, malarstwo w filmie animowanym Witolda Giersza czy też non-camerowa animacja Juliana Antonisza”. O randze naszej animacji przypomniał ostatnio obraz „Twój Vincent” Doroty Kobieli i Hugha Welchmana, którego nagrodziła Europejska Akademia Filmowa.

– Beata Zatońska

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Contenty i outfity. Językowe potworki nobilitują?
Francuzi jako bodajże pierwsi postanowili pohamować triumfalny pochód angielskiego przez świat.
Kultura Poprzednie wydanie
Świeckie ikony: drogie, modne i coraz bardziej puste
Okazało się, że najlepiej czujemy się w kontakcie z obiektami spełniającymi warunki renesansowego piękna.
Kultura wydanie 1.02.2019 – 8.02.2019
Prowokacje Żydów myślicieli są więcej warte niż pusty dialog
„Bóg umarł” i kwestie ostateczne muszą ustąpić trosce o pokój oraz tolerancję – sprawom świętym dla nowoczesnego człowieka?
Kultura wydanie 1.02.2019 – 8.02.2019
Poetka zakochana w Piłsudskim
Choć jej talent był powszechnie doceniany, nie chciała brylować na salonach ani siedzieć przy stoliku Skamandrytów w Ziemiańskiej.
Kultura wydanie 25.01.2019 – 1.02.2019
Zachęcała wojsko do buntu. Boi się aresztowania. Maria Nurowska
W kukłę nielubianego polityka wbija szpileczki. Deklaruje: „Nie chce mi się żyć w takiej Polsce, bezmyślnej i okrutnej! Nie ma się gdzie przed nią schować”.