Cywilizacja

Odważyli się zamknąć drzwi przed imigrantami. Zamierzają też zrobić spis Cyganów

Nie jest tak, że organizacje humanitarne trafiają „zupełnie przypadkiem” na łodzie dryfujące gdzieś na pełnym morzu i z pełnym poświęceniem ratują życie ludzi. Podejrzewa się je raczej o współpracę z gangami – w tym sensie, że na sygnał od przemytników odbierają ludzi w umówionym miejscu. Informacje na ten temat podał włoski dziennik „Il Giornale”, ujawniając, że organizacje te są finansowane przez George’a Sorosa.

„Aquarius”, ostatnio najsławniejszy ze statków przewożących migrantów z Afryki do Europy, zakończył wreszcie podróż, która wzbudziła tyle emocji. W niedzielę, 17 czerwca, po dłuższych peregrynacjach po Morzu Śródziemnym dopłynął do portu w Walencji, gdzie ponad 600 osób zeszło na ląd. Wiele nie zwlekając, złożyło wnioski o azyl i można by sądzić, że zgoda Hiszpanii na przyjęcie tych ludzi (nie ostateczne, bo nie wszyscy przecież kwalifikują się do uzyskania azylu) kończy spór – szczególnie między Francją i Włochami – który przez parę dni elektryzował świat polityczny i media.

Tak jednak nie jest. Przeciwnie: wiele wskazuje na to, że to dopiero początek. W czwartek szef włoskiego MSW Matteo Salvini zagroził, że Włochy nie wpuszczą do portu kolejnego statku – tym razem organizacji pozarządowej Lifeline – który zabrał u wybrzeży Libii 224 imigrantów.

Również w czwartek włoskie media ekscytowały się możliwością zbojkotowania przez premiera Giuseppe Conte nieformalnego spotkania przywódców kilku krajów UE, do którego dojdzie w niedzielę. Miniszczyt ma dotyczyć kryzysu migracyjnego, a szefa włoskiego rządu zirytowała przygotowana zawczasu deklaracja.
– Będę działać w taki sposób, by zniechęcić do przyjazdu tysiące ludzi, wiedzionych iluzją, że w Katanii, na Sycylii, w całych Włoszech dla każdego jest mieszkanie i praca. Nie ma ich dla Włochów, a co dopiero dla połowy Afryki – mówi szef MSW Mateo Salvini. Fot. Reuters/ Alessandro Bianchi
Sprawa „Aquariusa” może się więc stać cezurą w podejściu Europy do kwestii imigracji. Po raz pierwszy bowiem ktoś odważył się złamać niepisaną, ale powszechnie stosowaną zasadę, w myśl której nie wolno zamykać drzwi przed przybyszami z innych, biedniejszych światów. Dzieje się to w imię racji humanitarnych, ale z pominięciem fundamentalnego pytania, dlaczego tak musi być i co z tego dla Europy wyniknie.

Tym odważnym „kimś” okazał się Matteo Salvini, nowy minister spraw wewnętrznych Włoch i zarazem lider Ligi, antyimigranckiej partii, która zasiada w niedawno utworzonym koalicyjnym włoskim rządzie. Salvini nie zgodził się, by „Aquarius” zawinął do portu na Sycylii. A gdyby w jego ślady poszły władze innych europejskich krajów, śmiało można by dzielić czas zmagań z wymuszoną imigracją na „przed Aquariusem” i „po Aquariusie”.

Cynizm kontra hipokryzja

Decyzja władz włoskich spowodowała krótkie, ale bardzo ostre spięcie między przywódcami Francji i Włoch. Jak na dwa kraje założycielskie Unii wymiana zdań była niezwyczajna, a w ślad za zarzutami i uszczypliwościami poszły też kroki w dyplomacji wymowne: francuski ambasador w Rzymie został wezwany do MSZ, a włoski minister finansów odwołał wizytę we Francji. Niewiele brakowało, by również premier Giuseppe Conte zrezygnował z planowanej wizyty w Paryżu. Sytuację załagodziły dopiero zapewnienia prezydenta Emmanuela Macrona, że nie zamierzał obrażać Włochów.

Wszystko stało się dlatego, że Emmanuel Macron – jak miewają w zwyczaju francuscy przywódcy, którzy lubią piętnować postępowanie innych – nie przepuścił okazji, by skrytykować Włochy za zamknięcie portów przed statkami takimi jak „Aquarius”. Władzom włoskim zarzucił „cynizm i brak odpowiedzialności”, w odpowiedzi zaś usłyszał, iż Francję cechuje „hipokryzja”: poucza innych, a sama przyjęła zaledwie kilkuset z 10 tys. uchodźców, jakich miała przygarnąć w ramach programu relokacji. – Cieszę się, że Francuzi odkryli, co to jest odpowiedzialność. Skoro tak, niech otworzą swe porty, a my przyślemy im tam trochę ludzi – zauważył włoski wicepremier Luigi Di Maio.
Szorstka przyjaźń. Spotkanie premiera Włoch Giuseppe Conte i prezydenta Francji Emmanuela Macrona 15 czerwca 2018 roku. Fot. Reuters/Philippe Wojazer
Ostatecznie okazało się, że podejście Francji wcale nie jest inne niż podejście Włoch. Macron nie zamknął wprawdzie portów, ale tak się jakoś złożyło, że ani Marsylia, ani żaden inny francuski port śródziemnomorski nie były skłonne przyjąć „Aquariusa”, choć ten przepływał niedaleko. Okazało się także, że Macron i Conte, gdy się wreszcie spotkali, byli całkowicie zgodni co do jednej ważnej kwestii: ośrodki, w których chętni do zamieszkania w Europie składaliby wnioski o azyl, należy utworzyć z dala od Europy, w Afryce.

W ten sposób zresztą prezydent Francji pośrednio uznał, że na tym polu Włosi prowadzą jak najbardziej sensowną politykę. To przecież minister spraw wewnętrznych w poprzednim włoskim rządzie, Marco Minniti zapewnił sobie współpracę Libii, która obiecała hamowanie naporu imigrantów na Włochy. Co więcej, Minniti wcale tego nie wymyślił. Powielił tylko umowę o tworzeniu ośrodków dla migrantów, jaką z Muammarem Kadafim zawarł niegdyś ówczesny włoski premier Silvio Berlusconi.

Pogoń za iluzją

– Będę działać w taki sposób, by zniechęcić do przyjazdu tysiące ludzi, wiedzionych iluzją, że w Katanii, na Sycylii, w całych Włoszech dla każdego jest mieszkanie i praca. Nie ma ich dla Włochów, a co dopiero dla połowy Afryki – mówił Salvini mieszkańcom Katanii, którą niedawno odwiedził. I trudno odmówić mu racji. Podobnie jak stwierdzeniu, że Sycylia nie może być „jednym wielkim obozem dla uchodźców”. Faktem jest, że Włochy, jako tzw. kraj frontowy, położony przy tym stosunkowo niedaleko od Afryki, jest najmocniej wystawiony na uderzenie potężnej fali migracyjnej. Hiszpania leży wprawdzie bliżej, bo Cieśnina Gibraltarska to żadna odległość, ale rzecz w tym, że po afrykańskiej stronie cieśniny nie znajduje się Libia, państwo w stanie totalnego rozpadu, lecz normalnie funkcjonujące Maroko. W upadłej Libii gangi przemytników ludzi mają doskonałe warunki do działania, w Maroku nie – to oczywiste.

Ale, o czym warto przypomnieć, pierwsza nawała zasługująca na tę nazwę ruszyła na Włochy nie z Libii, lecz z Tunezji, skąd do włoskiej wysepki Lampedusa jest zaledwie 180 km. Był rok 2011, w północnej Afryce i na Bliskim Wschodzie trwała arabska wiosna, a migracja miała niewątpliwy kontekst polityczny. Tunezja, wcześniej stabilna, gdy obalono jej władze popadła w stan zamętu i niejeden Tunezyjczyk dostrzegł w tym szansę na azyl w Europie. Podejrzewano nawet, że wśród uciekinierów mogą być przedstawiciele władz, którzy chcą ujść przed gniewem ludu i w charakterze uchodźców dotrzeć do bezpiecznej Europy.

Już wtedy między Francją i Włochami wynikł ostry spór. Władze włoskie, wbrew zasadom dublińskim (przypomnijmy: obowiązek podjęcia procedury azylowej spoczywa na pierwszym kraju, do którego trafił kandydat na uchodźcę), wcale nie starały się zatrzymać przybyłych. Przeciwnie, były rade, gdy okazało się, że wielu chce szybko i cichaczem uciec z Włoch, choćby do Francji. Co spotkało się z nieskrywanym niezadowoleniem władz francuskich, które nie bardzo miały ochotę brać sobie kłopot na głowę.

Polska otarła się o piekło i od tego czasu szuka sposobów, jak wydobyć się ze straszliwego upadku

Marek A. Cichocki: W Europie, w której rządzą naiwność i optymizm, Polacy tracą pewność własnej formy i swoje państwo, a także źródła stanowiące o ich odrębności i swoistości.

zobacz więcej
Dochodzimy tu do drugiego aspektu szczególnej sytuacji Włoch: większość migrantów traktuje je tylko jako przymusowy przystanek na drodze do prawdziwego europejskiego raju – Niemiec, Wielkiej Brytanii, Skandynawii. W ostatnim czasie co roku azyl uzyskuje we Włoszech ok. 13 tys. osób – niewiele, zważywszy, że, według danych UNHCR, w ciągu ostatnich pięciu lat przybyło tu 640 tys. ludzi. Wielu z nich, bez szansy za azyl, zapadło się pod ziemię – zapewne nie tylko włoską – powiększając i tak wielkie grono nielegalnych imigrantów.

Przemytnicy, ochotnicy i Soros

Decyzja o zamknięciu portów ma jeszcze jeden, raczej przemilczany aspekt. Porty włoskie nie przyjmują jedynie obcych statków wiozących migrantów. Ani jednostki włoskie, ani te, które biorą udział w unijnych operacjach na morzu, nie są objęte zakazem.

„Aquarius” należy do francusko-niemieckiej organizacji SOS Mediterranée, jednej z kilku zachodnich organizacji pozarządowych, które zaangażowały się w akcję transportowania imigrantów do Włoch. Ciąży na nich podejrzenie o współpracę z gangami, w tym sensie, że odbierają one ludzi w umówionym miejscu, blisko wód terytorialnych Libii, na sygnał otrzymany od przemytników. Tam imigranci z kiepskich stateczków i łódek „przeładowywani” są na pokład solidnych jednostek, które mają powieźć ich dalej, do Włoch. Raczej więc nie jest tak, że organizacje humanitarne trafiają „zupełnie przypadkiem” na łodzie dryfujące gdzieś na pełnym morzu i z pełnym poświęceniem ratują życie ludzi. Rok temu dobrze udokumentowane informacje na ten temat podał włoski dziennik „Il Giornale”, ujawniając przy tym, że wspomniane organizacje są finansowane przez Open Society George’a Sorosa. Prokuratura w Palermo i w Katanii wszczęła w tej sprawie śledztwo.

Przy okazji obecnego spięcia między Włochami a Francją padło wiele słów – raczej mało konkretnych – o konieczności szukania wspólnego rozwiązania na poziomie europejskim. Co to znaczy? Zapewne co innego dla każdego, kto wypowiada się na ten temat. Wszystko jednak wskazuje na to, że Europa zaczyna powoli do tego dojrzewać, i to w sposób, który nie ma nic wspólnego z gładkimi, ogólnikowymi deklaracjami niemieckiej kanclerz Angeli Merkel czy Emmanuela Macrona. Sprawa relokacji uchodźców, umierająca już chyba śmiercią naturalną, coraz wyraźniej ustępuje miejsca palącej kwestii uszczelnienia europejskich granic. A także – co uświadamiają wypowiedzi i działania Matteo Salviniego – „odblokowania” europejskiej mentalności, zniewolonej przez poprawność polityczną.

Państwa nowej osi

Salviniemu przybywa sojuszników. Jednym z nich jest kanclerz Austrii Sebastian Kurz, który zapowiedział, że walka z nielegalną imigracją będzie najważniejszym celem Austrii podczas jej przewodnictwa w Unii w drugim półroczu. Kurz postuluje powstanie swego rodzaju „osi” państw, zdecydowanych na wspólną walkę z nielegalną imigracją. W gronie państw „osi” Kurz widziałby, poza Austrią, Włochy i Niemcy – co z uwagi na przeszłość nie brzmi może najlepiej i nie całkiem jest też w zgodzie z faktami, bo zamiast Niemiec powinna być w niej raczej Bawaria. Kurz wiąże jednak nadzieje z Horstem Seehoferem, szefem CSU, który w nowym rządzie Niemiec został ministrem spraw wewnętrznych, a jako premier Bawarii był zdecydowanym przeciwnikiem linii Angeli Merkel.
W 2015 roku Sycylia przeżywała najazd nielegalnych imigrantów. Fot. Reuters/Alessandro Bianchi
W „osi” mogłaby także znaleźć się Dania, która prowadzi dość restrykcyjną politykę imigracyjną, w niczym nie przypominającą polityki ultraliberalnej Szwecji, i być może Holandia. Dorzuciłabym do tego Belgię. Minister ds. imigracji Theo Francken zdecydowanie popiera i stworzenie ośrodków dla migrantów poza Europą, i zamkniecie włoskich portów.

Konflikt francusko-włoski na razie przygasł, ale nie wiadomo, czy nie rozgorzeje na nowo także za sprawą spisu Cyganów (czy też, jak kto woli, Romów), którego przeprowadzenie zapowiedział Matteo Salvini. Spis, jego zdaniem, jest potrzebny, by można było zidentyfikować i wydalić tych, którzy są we Włoszech nielegalnie. A jeśli Macron taki pomysł skrytykuje, można mu uświadomić, że Włochy idą tylko w ślady Francji, która za rządów Nicolasa Sarkozy’ego deportowała kilkuset Cyganów.

– Teresa Stylińska
Zdjęcie główne: „Aquarius” dopłynął 17 czerwca do portu w Walencji, gdzie ponad 600 osób zeszło na ląd. Fot. Kenny Karpov/SOS Mediterranee/via Reuters
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.