Cywilizacja

Oszukuje, zniechęca, rujnuje poczucie własnej wartości, krzywdzi. Siedem grzechów głównych polskiej szkoły

Połowa dzisiejszych pierwszaków będzie pracowała w zawodach, których jeszcze nie ma — przekonuje dr Tomasz Rożek. A czego wymaga od nich polska szkoła? Tego samego, co 50 lat temu od ich dziadków: zakuć, zdać, zapomnieć.

Dyskusje o zmianie podstawy programowej, ciężarze tornistrów, zakresie prac domowych czy długości trwania nauki w szkole można potraktować jako medialne tematy zastępcze. A tak nie jest. To, czego i w jaki sposób dzieci uczą się w szkole dziś, zaprocentuje (albo i nie) w przyszłości.

Współczesne systemy edukacyjne bazują na powstałym w Prusach dwa wieki temu powszechnym systemie kształcenia. Sterowany przez urzędników miał wychować posłusznych obywateli i wykwalifikowanych pracowników potrzebnych administracji, wojsku i fabrykom. Nawet dźwięk wciąż będący symbolem szkoły został przeniesiony z hal przemysłowych — dzwonek kończący lekcje miał nauczyć dzieci respektowania sztywnych ram czasowych pomiędzy pracą a odpoczynkiem.

W polskiej szkole zasady kształcenia, scenariusz lekcji, relacje między nauczycielem i uczniem zasadniczo nie zmieniły się od 40 — a może i więcej — lat. Edukacja szkolna, jaką pamiętają dziadkowie obecnych uczniów (przyjmijmy, że działo się to w PRL lat 60. ubiegłego wieku) była zorganizowana podobnie do szkoły w roku 2018. Dziś uczniowie może nie noszą już fartuszków, ale nadal uczą się na 45-minutowych lekcjach, mają klasówki i odrabiają prace domowe. Nawet ławki, w których my siedzieliśmy dwójkami, patrząc na tablicę, są takie same jak kiedyś.
Przedstawiamy Państwu subiektywną listę siedmiu grzechów głównych polskiej szkoły:

1. Dostarczanie wiedzy encyklopedycznej — cel: zakuj, zdaj, zapomnij

Od lat niesłabnącym zainteresowaniem cieszą się filmiki kanału „Matura to bzdura”.

Źródło: YouTube; MaturaToBzdura

Sondy przeprowadzane wśród spotykanych na ulicy młodych ludzi dowodzą jednego — co najmniej kilkanaście lat przebywania w szkolnej ławce nie pozostawiło trwałego śladu w umysłach absolwentów. Filmiki nie tylko podważają resztki autorytetu szkoły, ale też brutalnie potwierdzają fakt, że przyswajanie encyklopedycznej wiedzy się przestało mieć sens. To się nie sprawdza.

Zamiast przechowywania w umyśle tysięcy informacji, ważniejsza stała się umiejętność oddzielania fałszywych treści od prawdziwych i zdolność ich kojarzenia.

Ken Robinson, nobilitowany przez brytyjską królową Elżbietę II za osiągnięcia w dziedzinach kreatywności i edukacji,, podczas swoich prelekcji, które na YouTube obejrzane zostały blisko 100 milionów razy, przekonuje, iż współczesna szkoła (nie tylko polska, jak się okazuje) zabija kreatywność. Dzieje się tak poprzez wymuszanie bezrefleksyjnego zapamiętywania dużej liczby informacji i sprawdzania stopnia ich przyswojenia na testach i klasówkach. Wiedza, której wymaga szkoła wycieka z ludzkiego umysłu jak woda z dziurawego wiadra.

Również badania australijskiej psycholog edukacji Debry Bath wykazały, że na całym świecie studenci i uczniowie nauczani tradycyjnymi metodami już kilka tygodni później nie pamiętają nic, z tego, co teoretycznie przyswoili. Dlaczego zatem poświęcili na to tak wiele godzin? Za to odpowiada kolejny grzech.

2. Oceny — uczą rywalizacji, a nie współpracy

„Każdy jest geniuszem. Ale jeśli będziesz oceniać rybę po tym, czy potrafi wspinać się na drzewo, to będzie żyła w przeświadczeniu, że jest głupia” — słowa Alberta Einsteina mogliby cytować wszyscy krytycy współczesnych systemów edukacji. Drugi grzech to przecież fundament szkolnictwa!

— Oceny w szkole są najbardziej szkodliwym elementem systemu, co gorsza towarzyszącym człowiekowi przez najważniejszych kilkanaście lat kształtowania osobowości. Budują lub rujnują poczucie własnej wartości — mówi Michał Paca, przed laty laureat słynnego programu telewizyjnego „Jeśli nie Oxford to co?”, dziś przedsiębiorca i inicjator projektu schooloflife.pl. W ramach tego programu absolwenci szkół średnich przez rok, zamiast studiować, poznają zestaw kompetencji przydatnych na rynku pracy w dorosłym życiu. — Oceny zniechęcają do podejmowania ryzyka, co jest esencją innowacyjności. Uczymy się, że za błąd, będziemy karani. Poza tym szkoła deprecjonuje ludzi posiadających umiejętności manualne. Człowiek, który może być świetnym stolarzem lub hydraulikiem otrzymuje komunikat, że jest gorszy i głupszy od innych — tłumaczy Paca.
Oceny promują indywidualizm i uczą rywalizacji. „Umiejętność pracy w zespole” — to zdanie jak mantra powtarza się w ogłoszeniach o pracę co najmniej od kilkunastu lat. Dlaczego więc system oceniania w szkolnictwie jest oparty na wynikach indywidualnych? — Oceny szkolne w żaden sposób nie premiują ludzi posiadających jakże ważne w dzisiejszym świecie umiejętności społeczne. Oceniane są tylko i wyłącznie kompetencje indywidualne. Szkoła nie premiuje tych umiejętności człowieka, których w przyszłości nie odbierze mu ani technologia, ani sztuczna inteligencja — dodaje Michał Paca.

3. Nie uczy, jak się uczyć

Zmieniająca się sytuacja społeczna, gospodarcza i przede wszystkim rozwój technologiczny wymuszą przyswajanie nowych umiejętności — „oduczania” się starych i szybkiego nabywania nowych. Tymczasem nikt dziś nie szkoli ludzi, jak szybko, np. z wykorzystaniem mnemotechnik przyswajać użyteczną wiedzę.

75 tysięcy egzemplarzy książki „Włam się do mózgu” autorstwa Radosława Kotarskiego, twórcy youtubowego kanału „Polimaty” to rekord ostatnich lat na rynku księgarskim. Autor postanowił udowodnić, że w pół roku nauczy się losowo wybranego języka w stopniu pozwalającym swobodnie się komunikować i zdać organizowany przez uniwersytet egzamin. Doświadczenie zakończył z powodzeniem, a nie było to łatwe, gdyż wylosował dość trudny dla Polaków język szwedzki.

Źródło: YouTube; Polimaty

Książka stała się podręcznikiem dla wszystkich ludzi chcących z wykorzystaniem technik neuroedukacji nauczyć się dużych partii materiału. Dlaczego wybrane techniki „włamu do mózgu” nie mogą być — obok nauki czytania — podstawą programu w powszechnej edukacji?

– Nie trzeba wiele – przekonuje Radosław Kotarski. – Zamiast niezrozumiałego „rozkładania nauki w czasie” warto wziąć przykład z lekcji arcymistrzyni tańca nowoczesnego Marthy Graham. Spisała procedurę, która wyznaczała kolejność powtórek poszczególnych elementów układu – przerwy i czas, w którym trzeba przypomnieć sobie jakiś ruch. To taka łatwa metoda do zastosowania w szkole. Zamiast kumulować naukę w jeden, długi i intensywny blok, można zrobić prostą rozpiskę: dziś powtarzam słówka o zwierzętach, wracam do nich za 4 dni i znów za kolejnych 5 dni. W międzyczasie pouczę się użycia czasu teraźniejszego oraz przyswoję odmianę przymiotników i tam też zaplanuje sesje przypominające się. Proste, czasem stosowane mimochodem, ale wykorzystywane świadomie i z premedytacją – potrafi zdziałać cuda. A to tylko jedna z wielu technik, które można wykorzystać – podkreśla.

4. Zła organizacja miejsca nauki i bezsensowny podział na przedmioty

Społeczni reformatorzy systemu kształcenia zwracają uwagę na niewłaściwą organizację przestrzeni współczesnej szkoły. I nie chodzi tylko o przestrzeń rozumianą w kontekście miejsca — klasy, ławek, ale przede wszystkim systemu przedmiotowo-klasowo-lekcyjnego.

Fabryki posłusznych obywateli. Uczniowie piątkowi to idealni szeregowi pracownicy korporacji

Rodzice muszą wiedzieć, że za rozwój ich dzieci wcale nie odpowiada szkoła — mówi Angelika Talaga, neuropedagog i autorka bloga o innowacyjnych metodach edukacji.

zobacz więcej
Ciekawie tłumaczy to edukatorka i neuropedagog Angelika Talaga w wywiadzie dla TYGODNIK.TVP.PL: „Fakt, że przez kilkanaście lat jesteśmy otoczeni ludźmi urodzonymi w tym samym roczniku jest czymś, co już nie powtarza się w dorosłym życiu, w którym uczymy się od bardziej doświadczonych lub przekazujemy doświadczenie młodszym. Jako dorośli otaczamy się ludźmi, którzy są podobni do nas, wyznają podobne wartości czy mają podobne cele. W szkole od dziecka zamykamy razem grupę osób w tym samym wieku w obrębie jednej sztucznie stworzonej grupy, co powoduje wiele problemów wychowawczych”.

Także tradycyjny poddział przedmiotów na takie jak: geografia (przyroda), matematyka, historia itp. pozbawia wiedzy o kontekście. Czy matematyka i uczenie obliczania procentów nie powinny być połączone z edukacją ekonomiczną, w której dziecko pozna koszt zakupów na raty albo z geografią, w której obliczy podstawowe parametry rozwoju ekonomicznego Polski i krajów Europy?

5. Przestarzała podstawa programowa

„Jeżeli uczymy tak samo dziś, jak uczyliśmy wczoraj, pozbawiamy ich jutra” — słowa amerykańskiego pedagoga Johna Deweya z początku XX wieku są przerażająco aktualne także dziś.

— Świat się zmienia — to truizm. Świat zmienia się coraz szybciej — to też wiemy. Problem polega na tym, że zmienia się szybciej niż potrafimy zareagować. I nie chodzi o zmianę zasad dynamiki Newtona czy cyklu rozwojowego motyla. Te rzeczy się nie zmieniają — mówi dr Tomasz Rożek, prowadzący program Sonda2 i kanał youtubowy „Nauka, to lubię”. — Zmieniają się jednak cele edukacji oraz narzędzia do jej prowadzenia. Jak dostosowywać szkołę do wyzwań współczesności? Najlepiej chyba zadać inne pytanie. Co mają wiedzieć o świecie, jakie mają mieć umiejętności dzieci, które na rynek pracy wejdą za 20 lat? To dzieci, które od września idą do szkoły podstawowej.

Źródło: Facebook

Nie znamy przyszłości, ale musimy przyjąć pewne założenia. Bez dyskusji na ten temat, tworzymy szkołę, która oszukuje zarówno młodych ludzi, jak i ich rodziców. Rodziców, bo płacą podatki na szkołę, a młodych, bo obiecuje im, że dostarczy im wiedzę potrzebną do funkcjonowania w świecie AD 2035.

Tymczasem już wiemy, że nie dostarczy. Z badań i szacunków wynika, że połowa z dzisiejszych pierwszaków będzie pracowała w zawodach, których jeszcze nie ma. Jakie mają być te zawody? Jakie byśmy chcieli żeby były? Jeżeli z dużą dozą prawdopodobieństwa będą to zawody oparte o cyfrowy świat informatyki, dlaczego tak mało czasu poświęcamy na uczenie dzieci informatyki? To tylko przykład niekonsekwencji i braku refleksji, która jest u zarządzających polską oświatą cechą powszechną od lat. To nie problem podstawy programowej. To problem braku refleksji i konsekwencji.

6. Upolitycznienie systemu oświaty

Grzech, który trawi systemy edukacyjne większości krajów europejskich. W zasadzie tylko Finlandia sobie z tym poradziła — tam politycy największych partii uznali, że edukacja będzie sprawą wspólną, wyłączoną ze sporów politycznych. „Upolitycznienie” szkoły to nie sprawy światopoglądowe, zawartość podręczników czy lista lektur. To fakt, iż system jest podporządkowany czteroletniej kadencji parlamentarzystów, którzy nie są w stanie podejmować mądrych i perspektywicznych decyzji, ponieważ zajmują się głównie szukaniem poparcia wyborców.
Odsetek bezrobotnych wśród młodych ludzi w wieku 15-24 lat wciąż przekracza 10 proc. Gdzie znajdą pracę ci młodzi ludzie, którzy w maju zdawali maturę z matematyki w I Liceum Ogólnokształcącym w Gorzowie Wielkopolskim? Fot. PAP/Leszek Szymański
Polska jest krajem, który jako pierwszy na świecie stworzył instytucję odpowiedzialną za edukację powszechną — Komisję Edukacji Narodowej. Czy zatem niezależne grono autorytetów — naukowców i wizjonerów — nie mogłoby także dziś odpowiadać za system szkolnictwa w naszym kraju?

— System oświaty powinien być dla nas tak samo ważnym dobrem społecznym, jak system monetarny. Psucie pieniądza kończy się źle dla gospodarki państwa, pisał już o tym Mikołaj Kopernik. Dlaczego w Polsce nie myślimy o skutkach psucia systemu edukacji? — mówi Marcin Polak, twórca i redaktor naczelny portalu Edunews.pl, który od 10 lat walczy o poprawę jakości edukacji i oddolną zmianę w szkołach.

— Powtarzam to od wielu lat, Polsce potrzebna jest nowa Komisja Edukacji Narodowej jako instytucja ekspercka, ponadpolityczna i niezależna od świata polityki. Jej odpowiedzialność za sprawy edukacji mogłaby zostać umocniona konstytucyjną niezależnością na wzór banku centralnego — Narodowy Bank Polski jest instytucją niezależną od zmian politycznych i odpowiedzialną za wartość polskiego pieniądza. Nie rozumiem, dlaczego odpowiedzialność za wiedzę i umiejętności polskich uczniów zostawiamy politykom patrzącym tylko cztery lata do przodu, a nie dwadzieścia.

7. Marnotrawstwo: zasobów, czasu i pieniędzy

Zawsze, gdy żądamy poprawy systemów państwowych słyszymy, że nie ma na to pieniędzy. A co, jeżeli stwierdzimy, że reforma edukacji wcale nie musi oznaczać zwiększenia środków stanowiących obecnie ponad 5 proc. PKB, co stawia Polskę w gronie ośmiu krajów Unii Europejskiej wydających najwięcej na edukację.

Tylko czy te pieniądze są wydawane racjonalnie?

Najbardziej drastycznym przykładem ogromnych środków niewłaściwie wydawanych jest nauka języków obcych. Dość przypomnieć, że nasi gimnazjaliści w ostatnim badaniu ESLC (Europejskie Badanie Kompetencji Językowych) okazali się jednymi z najsłabszych w Europie, jeżeli chodzi o podstawowe umiejętności komunikacji w języku angielskim. Również „fundowany” przez szkołę drugi język obcy w liceum jest w praktyce czasem straconym, gdyż po trzech latach nauki jedynie znikomy procent uczniów jest w stanie cokolwiek rozumieć lub się komunikować.

Odpowiedzią na tę chorobę systemu publicznego są prywatne szkoły językowe prężnie działające w każdym mieście. Według badania Brainly Learning Index przeprowadzonego na grupie 8 tys. dzieci, aż 47 procent uczestniczy w dodatkowych, komercyjnych zajęciach pozalekcyjnych.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, że w komercyjnych szkołach językowych stawki godzinowe za lekcję są wyższe niż w szkołach publicznych, co może nasuwać przypuszczenie, że rekrutują one lepszą kadrą nauczycielską.

Czy naprawdę tak to powinno wyglądać? Czy z pieniędzy podatników nadal mają być finansowane słabe lekcje w szkole, a część zamożnych rodziców ma rekompensować swoim dzieciom ten brak dodatkowymi opłatami za zajęcia prywatne?

Grzech ósmy — najcięższy

Ale tak naprawdę głównym grzechem reformatorów systemu oświaty jest brak odwagi. I świadomość, że jakikolwiek wstrząs i wymiana wątłych filarów, na których opiera się system oświaty, może spotkać się z niezrozumieniem rodziców, ale przede wszystkim z protestami związków zawodowych nauczycieli.

Neurotyczni idole już się zdezaktualizowali. Pokolenie „Z” lubi...

Czy wiesz, co robi twoja 13-letnia córka? Transmituje filmik ze swojego pokoju na musical.ly. Kto ją tam ogląda? Co dziecko samo tam znajdzie?

zobacz więcej
Twierdzenie, że system edukacji w latach 80. i 90. wyrządził krzywdę pokoleniom Polaków, bywa uznawane za przesadę. Tylko czy na pewno jest to przesada? Odsetek bezrobotnych wśród młodych ludzi w wieku 15-24 lat jeszcze przed wejściem Polski do Unii Europejskiej wynosił ponad 40 proc., dziś wciąż przekracza 10 proc. Dyplomy uczelni wyższych dla całego pokolenia okazały się bezwartościowe, a coraz więcej najbardziej świadomych — czytaj: zamożnych — rodzin, decyduje się na alternatywne formy kształcenia, nie wierząc, że szkolnictwo publiczne to właściwe miejsce dla ich dzieci. A więc co dalej?

Prawdziwym wyzwaniem byłaby dopiero zmiana całej filozofii kształcenia młodych Polaków. Tylko czy ktoś się na to odważy?

— Cezary Korycki
Zdjęcie główne: W polskiej szkole zasady kształcenia, scenariusz lekcji, relacje między nauczycielem i uczniem nie zmieniły się od lat. Gromada dzieci na dziedzińcu pierwszej „Tysiąclatki” w październiku 1958 roku wygląda zaskakująco współcześnie. Fot. PAP/Kazimierz Seko
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.