Kultura

Uważam, że „białe jest piękne”. I nie jestem rasistą

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych skierował skargę na mnie do KRRiT. A uważam, że gdyby Aborygen żył w lepszych warunkach i uzyskał wykształcenie, to byłby równie sprawny umysłowo, jak biały na takim poziomie. Gdzie tu rasizm?

Kilka moich wypowiedzi o filmie „Sweet Country” w programie Dranie w Kinie (9.06.2018) zgorszyło Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych i portal Wirtualna Polska. Ktoś z WP się wzburzył: „Festiwal rasizmu w TVP Kultura: białe jest piękne ale ten film dowodzi, że każdy może mieć piękną duszę”. Film ukazuje ucisk Aborygenów w Australii przez białych, aby stanowczo głosić, że mają taką samą godność ludzką i równi są wobec prawa.

Dramaturgia naszego programu ukazuje różne punkty widzenia. Z Jakubem Morozem rozdzieliliśmy role: on jest „roztropny młodzieniec” o złotym sercu, ja „szalony starzec”, czasami cyniczny. Myśli rozwijamy w naszej rozmowie przez sprzeczne racje, aby dojść do pewnego wniosku. Został podany na ekranie: Aborygeni są takimi samymi ludźmi jak biali wobec Boga i są równi z nimi wobec ludzkiego prawa; kto tego nie widzi musi być potępiony.

Jak pokochać Aborygena

Opisałem swe wrażenia, poddając się prowadzeniu reżysera. Nie przypadkiem obsadził w głównej roli Aborygena, który wygląda jakby stał na wcześniejszym etapie rozwoju rodzaju ludzkiego. U polskiej publiczności nie oswojonej z tym typem rasowym wywoła to pewien szok. Tym mocniej brzmi nasz przekaz, że to jest bliźni i owszem, ma piękną duszę. Uważam, że gdyby żył w lepszych warunkach i uzyskał wykształcenie, to byłby równie sprawny umysłowo, jak biały na takim poziomie. Gdzie tu rasizm?

A czy „białe jest piękne”? – bo też tak powiedziałem. To odwrócone hasło „czarne jest piękne” ruchu emancypacji Murzynów w Ameryce w latach 70. Wtedy było zdrową reakcją na ucisk rasowy. Dziś to nie Afro-Amerykanie są pod biczem pogardy większości mediów i akademii, lecz etnicy europejscy w USA i w Europie. Na to nie ma zgody!

Hasło „białe jest piękne” wzywa do troski o tożsamość opartą na wyjątkowych osiągnięciach cywilizacji europejskiej, od antycznych Greków poczynając. Od nich również pochodzi wiele naszych pojęć o ludzkiej urodzie. Co nie odmawia urody Chińczykom, Murzynom i Aborygenom, jeśli ktoś lubi takie typy człowieka. To nie jest rasizm, lecz relatywizm.

Europejski kolonializm obciążają straszne zbrodnie popełnione na „tubylcach”, także w Australii. Mimo tego w wydaniu brytyjskim nie był najgorszy. Anglosasi rozprzestrzenili cywilizację Zachodu na cały glob. Skorzystali na tym ci tubylcy, którzy przeżyli podboje i ucisk. W filmie anglosaski porządek ma postać równości ludzi wobec prawa. Niezawisły sędzia uwalnia Aborygena oskarżonego o zabicie białego w samoobronie. Wyrok wydaje na przekór niemal całej społeczności białych.
09.06.2018
Czy film powstał na polityczne zamówienie, co mi wpiera WP? Nie zauważyła, że fabuła z początku XX wieku kończy się pytaniem „co będzie z tego kraju?”. Czyli chodzi o dzisiaj. Australia ma się bardzo dobrze, więc realizatorzy troszczą się o islamskich imigrantów. Rząd trzyma ich w obozie na odległej wyspie. To wywołuje w kraju i na świecie sprzeciw humanitarny. Film wzywa, ażeby ludzi innej rasy traktować na równi z białymi. Powstał dzięki wrażliwości twórców na bieżące cierpienie. Nawet gdyby był zamówiony, to nie obniżyłoby jego rangi artystycznej.

Kim jesteśmy, czego chcemy

W świecie globalnym trzeba wiedzieć, kim się jest i z kim ma się do czynienia, także pod względem genotypu. Nie wolno przyjmować multi-kulti. Skutki tej beztroskiej polityki zbadał w 2000 roku Robert Putnam, liberalny socjolog z Harvardu na próbie 30 tysięcy ludzi w Ameryce, ale ogłosił siedem lat później. Tak długo godził się z odkryciem, że im bardziej różnorodna wspólnota, tym ma mniejszy kapitał społeczny: mniej obywateli chodzi na wybory, rzadziej udziela się czy wspiera dobroczynność.

We wspólnotach najbardziej zróżnicowanych sąsiedzi ufają sobie dwa razy mniej, niż w jednorodnych. Większość białych Amerykanów uważa dziś, że ich rasa jest dyskryminowana. „25 lat temu czarni byli na straconych pozycjach … a czarni intelektualiści w defensywie. Teraz biali wydają się straceni, nie wiedzą kim są” – twierdzi autor tekstu w ważnym organie liberałów „The New York Review of Books” z 7 czerwca 2018 r.

Multi-kulti szkodzi kulturze obywatelskiej. W Polsce już jest słaba, więc skutki byłyby jeszcze gorsze.

Ośrodek Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych skierował skargę na mnie do KRRiT. Swoje argumenty przedstawiłem wyżej. A co można przeczytać na stronie Ośrodka na Facebooku? Komentarze są wybuchami gniewu, bez logiki, w złym stylu. Ludzie ponoć ceniący różnorodność zioną do mnie nienawiścią, bo zachęcam do świadomości różnic między nami.

Nie odrzucam tolerancji. Świadomość pochodzenia kulturowego i rasowego nie musi, choć może wywoływać konflikty. Czy dlatego mamy przejść na stracone pozycje wyrzekając się wiedzy?
Polska, czy Pokraj?
Zastanówmy się: Eskimosi mają kilkadziesiąt określeń dla bieli, bo jest to potrzebne do przeżycia wśród śniegu i lodów. Gdy jakiś Ośrodek Monitorowania Kolorów narzuci im jedną nazwę bieli, Eskimosi stracą orientację w środowisku. A my żyjemy w pstrokatym świecie globalnym. Potrzebujemy wyraźnych pojęć, żeby się w nim orientować. Jednak polityczna poprawność pozbawia debatę publiczną koloru, emocji, historii, w rezultacie – sensu.

Polska, czy Pokraj

Ochotnicza Policja Myśli wkroczyła również po emisji programu Tanich Drani w TVP 1 o książce „Pokraj” Andrzeja Saramonowicza. Sympatycy pisarza na Facebooku odsądzili nas od czci, ponieważ krytycznie, choć życzliwie i grzecznie, odnieśliśmy się do niego w sprawie powieści i broniliśmy obecny rząd przed szyderstwem.

Książka jest ostrą satyrą na pisowską Polskę tak śmieszną i straszną, że kala jej imię. Dlatego autor nazwał nasz kraj „Pokraj”. Daje brawurowy zapis strumienia świadomości mieszkańców, „gdzie flaga jak ballada Szopenowska, co ją tkała sama Matka Boska, gdzie nigdy przed mocą nie ugniemy szyi, gdzie na tygrysy mamy wisy, gdzie nie polezie orzeł w gówna, gdzie krwi nie odmówi nikt, … gdzie nie wiesz, czy popiół zostanie i zamęt, czy może na dnie popiołu gwiaździsty dyjament”. To nawiązanie do sceny odczytania wersu Norwida z „Popiołu i diamentu” Andrzeja Wajdy przypomina o wyklętych „chłopcach z lasu”.

Rząd używając legendy żołnierzy wyklętych jako ideologii Wojsk Obrony Terytorialnej szykuje nam kolejną, przegraną walkę partyzancką, twierdzi Saramonowicz. Omamieni ochotnicy WOT mają być również zbrojnym ramieniem partii w rozprawie z opozycją. Pokrajowi grozi faszystowski przewrót. Władza autorytarna zyska poparcie. Pokrajacy boją się wolności. Ich obawy wykorzystują nieliczni inteligenci na służbie władzy. Dla kariery cynicznie zwodzą lud pisowski wizją wielkości Polski. Powieść jest „Trans-Atlantykiem” III Rzeczpospolitej, ale są różnice. Krótkie arcydzieło Gombrowicza destyluje esencję świadomości sarmackiej trwającej stulecia. A pisany na bieżąco „Pokraj” jest przegadany.

Gombrowicz nie ma litości dla stanu szlacheckiego, że doprowadził Polskę do zguby. A Saramonowicz oszczędza swe środowisko inteligencji liberalnej, które doprowadziło do katastrofy swój projekt III RP. Gombrowicz nie ma też litości dla siebie, kiedy Saramonowicz pozuje na reżysera „Solomona Ancymonowicza”, ancymonka „o niepewnym genotypie”, kokietuje w książce.

Jednak obok wad, powieść jest popisem opanowania współczesnej polszczyzny. Gdyby autor miał większą dyscyplinę umysłową, dałby literacko udaną satyrą na Polskę dziś. Ale czy prawdziwą?

Przywołanie do rzeczywistości

W wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” autor uznaje za tragiczny błąd, że od początku III RP niszczono mit narodu dobrego i dumnego z obawy przed nacjonalizmem. W programie pokazaliśmy, kto za to odpowiada.

Oto u zarania III RP Adam Michnik ogłosił esej „Trzy fundamentalizmy”. Ostrzegał przed stanowczością narodową, religijną i moralną. Jednak zdaniem prawicy właśnie te wartości mogły uzdrowić społeczeństwo wyniszczone przez komunizm. Na ideach Michnika skorzystali komuniści unikając rozliczeń i „lewica laicka” zdobywając rząd dusz.

Lobby izraelskie w USA

Krzysztof Kłopotowski: Były prezydent Jimmy Carter też usłyszał, że „przejdzie do historii jako nienawidzący Żydów”. A żaden inny prezydent USA nie zrobił więcej dla bezpieczeństwa Izraela, niż on.

zobacz więcej
Nie dotyczy to osobiście Saramonowicza. W 1997 roku podpisał petycję o usunięcie z Alei Zasłużonych na Powązkach grobów zbrodniarzy komunistycznych, za co Michnik usunął go z "Gazety Wyborczej".

Zdaniem Saramonowicza inteligenci popierający obecnie rządzących mszczą się na liberalnej inteligencji za odsunięcie od udziału we władzy. Czemu przeocza tak poważny powód, jak bankructwo moralne i polityczne formacji wcześniej kierującej państwem?

Wytyka inteligentom związanym z „dobrą zmianą” skromny udział w elicie intelektualnej. Dlaczego przemilcza, że ogromną część tej inteligencji zniszczyli po wojnie komuniści? Wywiodła się z nich później „lewica laicka”, która obecnie szydzi z dokonań niedobitków tamtej formacji patriotów.

Najlepsze kadry obecnego obozu władzy leżą w piachu od 70 lat, wpędzone do grobu przez przodków dzisiejszej – by tak rzec - „laicy lewickiej”. A jeżeli nie odpowiada za winę dziadów i ojców, niech nie drwi z ich ofiary.

Czy nienawiść, zemsta i zazdrość dały poparcie formacji dziś rządzącej Polską? Wspomnieliśmy w programie TV, że mocno spadło bezrobocie, wypłaty na rzecz dzieci zatrzymały wymieranie narodu oraz wzmocniły gospodarkę, zasilając rynek miliardami złotych. Władze tropią afery i walczą z korupcją. Uszczelnienie poboru VAT zyskało dla budżetu dziesiątki miliardów. Polityka historyczna usiłuje przekonać Polaków i świat, że warto być Polakiem.

Krótkie wspomnienie osiągnięć rządu wywołało furię sympatyków szydercy, że robimy propagandę. Nie chcieli pogodzić się z zasadą polemiki równoważenia racji. Ich pisarz przejechał się po obecnej władzy jak po burej suce, puszczając wodze fantazji. Artyście wolno. Ale w „GW” wystąpił jako publicysta. W takim razie obowiązuje miara rzeczywistości. Nikt nie chciał od nas chwalenia rządu, odwrotnie, odradzono. Rzetelność kazała przypomnieć kilka faktów.

Nasza misja

Dranie w Kinie, gdzie omawiamy z Jakubem Morozem premiery filmowe w TVP Kultura, wyrosły z Tanich Drani, które powstały też w TVP Kultura. Po czym zostały przeniesione do TVP 1. Tutaj w cztery osoby łącznie z gośćmi staramy się zachować wielość punktów widzenia, lecz wnioski zostawiamy widzom.

Tak było z tematami „Mechanika kwantowa życia pozagrobowego”, „Sąd nad Marksem”, „Co nam zrobi sztuczna inteligencja”, „Co z tym Kościołem”, i innymi. Rozpoznajemy światopogląd inteligenta polskiego XXI wieku. Tylko dlaczego nadają nas po pierwszej w nocy? Czy misja Telewizji Polskiej jest tajna?
Jakub Moroz i Krzysztof Kłopotowski, współtwórcy programów Tanie Dranie (TVP1) i Dranie w Kinie (TVP Kultura). Fot. TVP/Jan Bogacz
Na podstawie wielu polemik spisałem tablice praw naszej debaty publicznej:

1. Płyń z prądem. „Niezależni” także cenią konformistów ale tylko własnych. Cudzy konformista to wróg. A własny nonkonformista jest agentem tamtych; tak się uważa.

2. Pisz i mów, czego oczekują twoi odbiorcy. Chcą potwierdzenia swoich przesądów. To się dziś nazywa „dziennikarstwo tożsamościowe”.

3. Jeśli chcesz być samodzielny, to nie licz na zrozumienie. Ludzie wyczytają, co każą im przesądy. A zrozumie cię, kto ma przesądy podobne do twoich. Bo nikt nie jest wolny od przesądów. 4. Nie wyważaj racji. Masowe media to nie seminarium, gdzie chodzi o prawdę. To pole walki politycznej, gdzie chodzi o władzę.

5. Schlebiaj swym odbiorcom. Bierz przykład z gwiazd estrady. Bez żenady mówią, że kochają publiczność. Czasem to nawet prawda.

6. Zapamiętaj: skuteczność propagandysty i bezsilność publicysty. Emocje są silniejsze od rozumu.

7. Kłam we wspólnej sprawie. Stronnicy nie zauważą kłamstwa, a przeciwnicy i tak nie wybaczą ci prawdy.

8. Jeśli poprowadzisz stronników na manowce, nie miej wyrzutów sumienia; sami tego chcieli.

9. Możesz odrzucić te porady niemoralne; nie licz wtedy na sławę, uznanie i pieniądze.

Kto wyczuwa gorzką ironię, ma rację. A skoro już przeczytałeś ten prawie dekalog, drogi Czytelniku, dojrzyj swoje grzechy, zanim kogoś zganisz.

– Krzysztof Kłopotowski
Zdjęcie główne: "Sweet Country", reż. Warwick Thornton. Fot. materiały prasowe
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.