Historia

Wciąż na nowo wołał o krew podsądnych. Twarze ich płonęły, oczy mieli załzawione

W 1923 r. przed czerwonym trybunałem stanęło piętnastu księży katolickich. Arcybiskupa Jana Cieplaka i księdza Konstantego Romualda Budkiewicza skazano na śmierć. Międzynarodowa interwencja ocaliła życie arcybiskupowi. Ksiądz Budkiewicz został zabity strzałem w tył głowy na Łubiance. Teraz obaj czekają na inny proces – beatyfikacyjny.

Abp Cieplak był „wysokiego wzrostu, szczupły, siwy, lecz nie łysy, o krzaczastych brwiach i zmęczonej pooranej twarzy. W ciągu tych lat pięciu postarzał się tak dalece, iż trudno go poznać na fotografii z 1917 roku” – pisał Francis McCullagh, świadek procesu i autor książki „Prześladowanie chrześcijaństwa przez bolszewizm rosyjski”, dodając, że arcybiskup wyglądał jak starzec.

Jan Cieplak miał 66 lat, gdy stanął przed sądem. Urodził się w Dąbrowie Górniczej, jego ojciec pracował w kopalni. Seminarium duchowne ukończył w Kielcach, Akademię Duchowną w Petersburgu. Pozostał na tej uczelni jako wykładowca.

W 1908 r. został sufraganem archidiecezji mohylewskiej, obejmującej ogromną część Rosji. Po aresztowaniu w 1919 r. przez bolszewików arcybiskupa mohylewskiego Edwarda Roppa, skazaniu go na śmierć, a następnie deportowaniu do Polski, Cieplak został zarządcą diecezji, z siedzibą w Piotrogrodzie.



Aresztowany na krótko w 1920 r., odmówił podpisania deklaracji lojalności, w której zawarte było zobowiązanie do uznania i poszanowania praw bolszewickich. Zgodził się jednak na oświadczenie, że nie będzie zajmował się polityką i nie pozwoli na to księżom. Był to haczyk, gdyż bolszewicy uważali domaganie się respektowania praw i wolności Kościoła za działalność polityczną.

Bolszewickie dekrety

Nacinali im skórę za uszami, żeby krew powoli ściekała. Gotowali żywcem w gorących wulkanicznych źródłach

Zadali mu trzy pytania: czy nie ma żony, czy czci Matkę Bożą i czy jest w jedności z Białym Ojcem.

zobacz więcej
Dekrety bolszewickiego rządu zmierzały do zniszczenia Kościoła katolickiego, jak również prawosławnej Cerkwi – chodziło o zupełne wyeliminowanie religii z życia obywateli komunistycznej Rosji. Związki wyznaniowe zostały pozbawione własności świątyń, które przeszły na rzecz państwa. Zakazano nauczania religii dzieci i młodzieży. W 1922 r. ukazał się dekret konfiskujący wszelkie cenne dobra znajdujące się w kościołach i cerkwiach. Bolszewicka propaganda głosiła, że zostaną one przeznaczone na walkę z głodem. Lenin pisał poufnie do członków Biura Politycznego, że żaden inny moment, poza panującym właśnie straszliwym głodem, nie zapewni pozytywnej reakcji ze strony mas na dekret o konfiskacie dóbr zgromadzonych w świątyniach. Za klęskę głodu była odpowiedzialna w ogromnej mierze polityka bolszewicka, ale Lenin w swoim liście bynajmniej nie wspominał, że spieniężone kosztowności zostaną przeznaczone na żywność.

Przeciw bolszewickim dekretom protestował arcybiskup Cieplak, jedyny już wysoki hierarcha katolicki w Rosji. Obejmujące dawne ziemie Rzeczypospolitej diecezje mińska, żytomierska i kamieniecka przestały istnieć. Biskup Ignacy Dub-Dubowski opuścił Żytomierz w 1920 r. wraz z wycofującymi się wojskami polskimi. Biskup Piotr Mańkowski został w tym samym roku zmuszony przez bolszewików do opuszczenia diecezji kamienieckiej. Biskupa mińskiego Zygmunta Łozińskiego czekiści aresztowali w 1920 r. i wywieźli do Moskwy. Odzyskał wolność po niemal roku dzięki interwencji polskiego rządu.

Francis McCullagh pisał: „Arcybiskup Cieplak, człowiek o nieskazitelnej prawości sumienia, miał mocne przekonanie, że nie wolno mu ustąpić na żadnym z tych trzech punktów. Żądał więc od księży dalszego nauczania dzieci katechizmu, zwlekał z wydaniem naczyń kościelnych, jedynych kosztowności, jakie jego kościoły posiadały i nie pozwolił podpisywać kontraktów na budynki kościelne, dopóki nie przyjdzie na to przyzwolenie z Rzymu”.

Zakaz nauki religii dla dzieci i młodzieży był, oczywiście nie do przyjęcia dla arcybiskupa Cieplaka. Nie mógł też, bez uprzedniej zgody papieża, zaakceptować umów dzierżawnych kościołów, które miała zawierać grupa dwudziestu obywateli (nawet nie parafian) z władzami bolszewickimi. Ani też zabierania kosztowności, a wśród nich były przecież także sprzęty liturgiczne. Deklarował jednak pomoc dla głodujących, a sam papież proponował czerwonym władcom Kremla, że wykupi za każdą cenę owe kosztowności. Propozycja pozostała bez odpowiedzi. Próby egzekwowania dekretu dotyczącego kosztowności spotykały się nierzadko z czynnym oporem wiernych broniących kościołów, a także cerkwi.
Jeden z sądzonych w moskiewskim procesie piętnastu – ks. Konstanty Romuald Budkiewicz, proboszcz parafii św. Stanisława w Piotrogrodzie. Fot. Wikimedia
Dramatyczna sytuacja była tematem stałych narad księży pod przewodnictwem abp. Cieplaka, w których aktywną rolę odgrywał ks. Konstanty Romuald Budkiewicz, proboszcz parafii św. Stanisława w Piotrogrodzie. Szansę na zmianę sytuacji upatrywano w jednym z postanowień traktatu ryskiego, mówiącego o tym, że kościoły i stowarzyszenia religijne w bolszewickiej Rosji, do których należą Polacy, mogą samodzielnie urządzać swoje życie wewnętrzne, utrzymywać duchowieństwo i instytucje kościelne, mają prawo do korzystania z kościołów oraz użytkowania i nabywania majątku niezbędnego do wykonywania obrządków religijnych. Tyle, że to wszystko było obwarowane zastrzeżeniem: „w granicach prawodawstwa wewnętrznego”.

Jak stwierdził ks. Roman Dzwonkowski, historyk dziejów kościoła w Związku Sowieckim, taki zapis powodował, że „strona polska i kościelna, nawet wobec jaskrawego gwałcenia praw wierzących, była właściwie bezsilna, bo Sowieci na te słowa zawsze się powoływali. Wprawdzie strona polska miała własną wykładnię tego sformułowania, ale była ona całkowicie ignorowana”.
Z punktu widzenia bolszewików sytuacja była jasna: księża katoliccy nie podporządkowali się dekretom władzy i łamali je. Ksiądz Budkiewicz wyjaśniał władzom, że katolicy jedynie chcą, by szanowano ich prawa religijne.

Ksiądz Franciszek Rutkowski, uczestnik narad księży i jeden z oskarżonych w procesie, wspominał w napisanej przez siebie biografii arcybiskupa, że podczas rekolekcji dla księży w październiku 1922 r. Cieplak poświecił końcową naukę Machabeuszom, żydowskiemu rodowi kapłańskiemu i przywódcom powstania: „Zachęcał nas wszystkich do wytrwania i bohaterskiej obrony wiary świętej”.

Choć wszyscy księża mieszkali w Piotrogrodzie, wezwano ich do Moskwy. W dawnej stolicy carów było bowiem zbyt wielu katolików i władze obawiały się ich czynnego oporu w obronie kapłanów oraz sparaliżowania procesu. Widziały zresztą, jak tłumy wiernych żegnały ich na dworcu. Niebawem po przyjeździe do Moskwy, 5 marca 1923 roku, zostali aresztowani i osadzeni w więzieniu Butyrki.

Nie zachwiali się ani razu

Proces rozpoczął się 21 marca w gmachu dawnego klubu szlacheckiego, zamienionego na dom związków zawodowych, w dość niezwykłej atmosferze. McCullagh wspominał, że jednym z pomieszczeń budynku trwał właśnie koncert i na sali, w której odbywał się proces, „słychać było od czasu do czasu urywki tanecznej muzyki rag-time'ów i oklaski słuchaczy”.

Na ławie oskarżonych zasiadło piętnastu księży z arcybiskupem Cieplakiem na czele. Szesnastym oskarżonym był, zapewne celowo dobrany, nastolatek Jakub Szarnas. Oskarżono go o zwymyślanie milicjantów, którzy siłą wyrzucali wiernych z kościoła. On jeden został uniewinniony, gdyż sąd wyraził nadzieję, że „nienawiść do Sowietów i obłęd religijny jeszcze nie całkiem zgangrenowały jego umysł”.

Oskarżycielem był Nikołaj Krylenko, znający zresztą język polski. Część młodzieńczych lat spędził bowiem w Królestwie Polskim, gdzie jego ojciec był urzędnikiem. McCullagh pisał, że twarz prokuratora miała szyderczy i okrutny wyraz. Agresywny i brutalny, odzywał się do oskarżonych po nazwisku.
Oskarżycielem księży był Nikołaj Krylenko, twórca sowieckiego kodeksu karnego, sądownictwa i prokuratury. W młodości wiele lat mieszkał z rodzicami w Kielcach i Lublinie, gdzie skończył gimnazjum. Fot. Wikimedia
Akt oskarżenia zmierzał do postawienia konkluzji, że zebrania księży katolickich od 1918 r. (bolszewicy zdobyli protokoły tych narad, z udziałem abp Roppa, a następnie abp Cieplaka) były kontrrewolucyjnym spiskiem. Księża mieli wypracować plan walki przeciw dekretom bolszewickim, w szczególności pozbawiającym kościół majątku i zakazującym nauczania religii, a także inspirować powstawanie komitetów kościelnych dla obrony świątyń. „Przeszli do kroków organizacyjnych w celu utworzenia szeroko rozgałęzionej, posłusznej im i duchem antysowieckim przesiąkniętej, społeczno-politycznej organizacji”.

Samotność w Cerkwi

– Powód do kajania się jest jeden: onanizm. Innych grzechów jakby nie było – mówi moskiewski teolog i diakon Andriej Kurajew o rosyjskim prawosławiu, które „upaja się władzą i unika rozliczeń”.

zobacz więcej
Księdza Edwarda Juniewicza oskarżano m.in. o czynny opór wobec władzy. Gdy bolszewiccy urzędnicy przyszli zabrać z kościoła wszystko, co cenne, odpowiedział: „Paszli won”. Podczas procesu wyraził żal, że kościoły katolickie w Piotrogrodzie są zamknięte, a wierni martwią się o los kapłanów. Przewodniczący sądu przerwał mu: „Nie mówmy o Petersburgu płaczącym, ani o kościołach pozbawionych kapłanów”.

Ksiądz Lucjan Chwiećko, zapytany czy w przyszłości będzie uczył dzieci religii, odpowiedział Krylence: „Tak jest, będę to czynił”.

Ksiądz Paweł Chodniewicz mówił podczas procesu, że tak jak partia bolszewicka wyklucza ze swoich szeregów osoby, które chodzą do kościoła, tak zdaniem Kościoła katolik, który zostaje bolszewikiem, automatycznie przestaje być członkiem Kościoła. Krylenko atakował go: „Zdaje się wam, że wam wolno robić z ambony katedrę propagandy i utrzymywać umysły w stanie ciągłego wrzenia przez podjudzanie ciemnego i nieodpowiedzialnego tłumu. To jest ten moment, który nas obchodzi”.

Arcybiskup Cieplak podkreślał: „Walczymy o nasze prawa religijne. Widzimy, co się obecne dzieje z dziećmi. Żądamy, by nam wolno było w drodze legalnej utrzymywać nasz wpływ na dzieci”. Krylenko odpowiadał: „Nauką waszą o mękach na tamtym świecie oszukujecie dzieci i ciemny tłum. A wszak terroryzowanie nieoświeconych jest przestępstwem politycznym”. Cieplak replikował: „Nie terroryzujemy nikogo. Mamy do czynienia tylko z wiarą i wolną wolą”.

Księdza Budkiewicza oskarżano o porozumiewanie się z obcym państwem (Polską, rzecz jasna), a na dowód tego Krylenko przytoczył telegram podpisany przez arcybiskupa Roppa i ks. Budkiewicza, winszujący otwarcia poselstwa polskiego w Moskwie.

Każdy z księży był pytany, czy prowadzi nadal lekcje religii i czy po zamknięciu kościołów odprawia nabożeństwa. Jeden z nich, Franciszek Rutkowski, wspominał: „Wszyscy odpowiedzieliśmy twierdząco”.

McCullagh tak komentował, z pewną emfazą, postawę księży: „Nie zachwiali się ani razu, nie ustąpili o włos. Żaden chrześcijanin przed trybunałem Nerona nie mógł zachowywać się z większą godnością i odwagą”.



Jan Mioduszewski, obserwator procesu, nazwał część publiczności „zgrają”. „Jakieś nerwowe, brzydkie kobiety i pannice w skórzanych czapkach, jacyś agenci we »frenchach«, jacyś stróże czy odźwierni, wreszcie jacyś malcy i dziewczęta. Od razu widać było, że są to patentowani komuniści, urzędowi wrogowie religii, komsomolcy”.

Byli jakby chórem wspierającym pełne nienawiści tyrady Krylenki. Prokurator wołał: „Pluję na waszą religię, jak na wszystkie inne – prawosławną, żydowską, mahometańską, luterańską i pozostałe, jakie istnieją. W obrębie republiki sowieckiej żadne wyznanie nie posiada praw politycznych, ani cywilnych ze względu na to, że każdy Kościół jako taki jest czynnikiem zagrażającym rządowi robotników i włościan”.
McCullagh zauważał, że kiedy tempo procesu spadało, zorganizowana dla wsparcia prokuratora publiczność zdradzała oznaki znudzenia. Ożywiła się, gdy „Krylenko wciąż na nowo wołał o krew podsądnych”. A kiedy zażądał wyroków śmierci dla Cieplaka i Budkiewicza, rozległy się oklaski.

Ale na sali, w tylnych rzędach, byli też Polacy-katolicy. „Twarze ich płonęły, oczy mieli załzawione. Ich obecność odczuwali oskarżeni, dzięki im nie czuli się obcymi w tej sali” – wspominał Mioduszewski.

Polscy komuniści urządzili natomiast w Moskwie wiec, zresztą w pomieszczeniach skonfiskowanych Kościołowi. Przemawiali Julian Marchlewski i Julian Leński-Leszczyński, przyszły przywódca Komunistycznej Partii Polski. Wiec zakończył się rezolucją: „My bezpartyjni (sic!) wyrażamy naszą głęboką pogardę arcybiskupowi Cieplakowi i jego towarzyszom i domagamy się dla nich surowej kary.” Bezczelnie przypominano księżom, że władza pochodzi od Boga. Tekst rezolucji kolportowany był w gazetce rozdawanej w sądzie.

Obrońcy Kommodow i Bobriszczew-Puszkin podkreślali, że księża krytykowali dekrety tylko z pobudek religijnych. Owszem, naruszali prawo, stawiali czynny opór, lecz nie był to kontrrewolucyjny spisek przeciw władzom bolszewickim. Nie ma na to dowodów. Byli wrogami komunizmu, ale nie państwa sowieckiego. Kommodow zauważał, że przecież naruszane są także i inne dekrety, np. dotyczące podatków, pieniądza i finansów, ale nikt nie mówi o kontrrewolucji finansowej. Bobriszczew-Puszkin apelował do sędziów: „Bójcie się Boga... Nie karzcie śmiercią”.

W ostatnim słowie arcybiskup Cieplak mówił: „Całym naszym usiłowaniem było głosić i naszym własnym życiem dawać świadectwo tej boskiej prawdzie, która oto od dwóch tysięcy lat była światłością świata, którą najgłębsze umysły ludzkie uznawały za prawdę i która doprowadziła ludzkość do jej najwyższego rozwoju”.



Sąd uznał, oczywiście, tezę prokuratora Krylenki o kontrrewolucyjnej organizacji, którą założyli oskarżeni. Arcybiskup Jan Cieplak, uznany za jej przywódcę, oraz ks. Konstanty Romuald Budkiewicz, określony jako szef sztabu, zostali skazani na śmierć. Pozostałym księżom wymierzono kary więzienia od kilku do dziesięciu lat.
Wyrok był, jak pisał ks. Franciszek Rutkowski, „aktem czysto sekciarskiej zaciekłości i nienawiści do Chrystusa i Jego Kościoła i aktem zemsty względem tych, co nie bacząc na siłę fizyczną i zaciętość wrogów, chcieli pozostać wiernymi Chrystusowi i bronić praw Kościoła oraz dusz ich pieczy powierzonych”.

Śmierć za wiarę

Rozpatrujący podania o łaskę Wszechrosyjski Centralny Komitet Wykonawczy stwierdzał, że arcybiskup Cieplak zasłużył całkowicie na śmierć, lecz wykonanie wyroku mogłoby „wśród ciemnych mas katolickiej ludności RSFSR, których przesądów religijnych nadużywał Cieplak i jego towarzysze, być uważane jako specjalnie skierowane przeciwko zwierzchnictwu religii”. Dlatego też w drodze wyjątku zamieniono arcybiskupowi karę śmierci na 10 lat więzienia.

Ale dla księdza Budkiewicza nie było litości. Uznano, że jego działalność jest ściśle związana z kontrrewolucją, w porozumieniu z obcym burżuazyjnym mocarstwem. Roman Knoll, poseł Rzeczypospolitej w Moskwie, próbował interweniować, proponując wymianę ks. Budkiewicza na bolszewika więzionego w Polsce. Bezskutecznie.

Ks. Budkiewicz został zamordowany 31 marca 1923 roku, a być może w nocy z 1 na 2 kwietnia, w Wielki Czwartek, w piwnicy gmachu Czerezwyczajki na Łubiance, strzałem w tył głowy. Ciało pochowano w nieznanym miejscu.
Warszawa. Kościół p. w. św. Anny przy ulicy Krakowskie Przedmieście. Widoczne epitafium księdza Konstantego Budkiewicza. 1936 rok. Fot. NAC
W kwietniu 1924 r. karę więzienia zmieniono arcybiskupowi na wydalenie z Rosji. „Na terytorium granicznym między Łotwą a sowietami, czekiści wręczyli ks. Cieplakowi dowód osobisty, zaopatrzony w wizę łotewską, śledzia i kawałek chleba. Oświadczywszy, że jest wolny, odjechali z powrotem” – pisał biograf arcybiskupa.

Część księży wyjechała ze Związku Sowieckiego w drodze wymiany więźniów między Polską, Litwą a ZSRS. Pozostali księża, po odbyciu wyroków zasądzonych w procesie moskiewskim, zostali prędzej czy później aresztowani. Ks. Antoni Wasilewski zmarł w łagrze prawdopodobnie w 1929 r., ks. Jan Trojgo w 1932, ks. Leonidas Fiodorow w 1935 r. na zesłaniu. W 1937 r. NKWD, prowadząc tzw. operację polską, aresztowało ks. Piotra Janukowicza. Oskarżono go o kierowanie komórką powstańczą rzekomej Polskiej Organizacji Wojskowej i rozstrzelano.

Rok później, pod podobnym zarzutem udziału w kontrrewolucyjnej organizacji terrorystycznej, skazano na śmierć i stracono... prokuratora Nikołaja Krylenkę.

Zniknięcie nagrobka

Arcybiskup Cieplak wrócił do Polski i po krótkim pobycie wyjechał do Watykanu, by zdać sprawozdanie papieżowi Piusowi XI. Zmarł w 1926 r. podczas pobytu w Stanach Zjednoczonych, nie zdążywszy objąć stanowiska arcybiskupa wileńskiego. Został pochowany w katedrze wileńskiej. Można jednak powiedzieć, że spoczywa w bezimiennym grobie...


Ks. Krzysztof Pożarski, proboszcz petersburskiej parafii św. Stanisława, pisał w 2016 r. w „Gazecie Petersburskiej”: „Antypolonizm niektórych kręgów kościelnych na Litwie doprowadził do tego, że przed historyczną wizytą św. Jana Pawła II na Litwie w dniach 4-8 września 1993 roku w katedrze wileńskiej usunięto nagrobne epitafium abp. Jana Cieplaka, a w miejsce jego stanęło popiersie litewskiego biskupa bł. Jerzego Matulewicza (Jurgis Matulaitis). W dniu 4 września 1993 roku św. Jan Paweł II modlitwą w wileńskiej katedrze rozpoczynał swoją apostolską wizytę na Litwie i zapewne nie domyślał się nawet tego, co wcześniej wydarzyło się odnośnie abp. Jana Cieplaka, którego historię bardzo dobrze znał. Tak postępując, Litwini dopuścili się złowrogiego aktu i nieuszanowania miejsca pochówku pierwszego metropolity wileńskiego”.

Był to, oprócz zacierania przez Litwinów polskich śladów w Wilnie, także późny akt zemsty. Arcybiskup Cieplak był bowiem następcą biskupa Matulaitisa, niechętnie widzianego przez polskie władze państwowe i kościelne. Matulaitis ustąpił w 1925 r. ze stanowiska.

Ksiądz Walerian Meysztowicz, który znał Jana Cieplaka jeszcze z czasów przed rewolucją bolszewicką, pisał w „Gawędach o czasach i ludziach”, że zainteresował jego osobą arcybiskupa – jako „apostoła Rosji” – i jego świętością, księdza Giovanniego Montiniego, wysokiego rangą watykańskiego kurialistę. Ten doradził mu, by rozpoczął starania o proces beatyfikacyjny i tak też się stało. Proces ów ruszył w Rzymie 23 czerwca 1952 roku.

Ale Montini, już jako papież Paweł VI, wstrzymał go. Meysztowicz we wspomnieniach nie chciał ujawnić, dlaczego tak się stało. „Można robić różne na ten temat domysły – wszystkie niepewne; wszystkie mogą kogoś urazić lub czyjś gniew obudzić”. A najpewniejszy domysł jest taki, że Watykan poświęcił prawdopodobnie sprawę wyniesienia abp. Cieplaka na ołtarze, aby nie zadrażniać stosunków ze Związkiem Sowieckim.

W 2017 r. ks. Krzysztof Pożarski został postulatorem procesu beatyfikacyjnego katolickich męczenników Rosji w pierwszej połowie XX w. Są wśród nich sądzeni w procesie moskiewskim księża Antoni Malecki, Konstanty Romuald Budkiewicz i Jan Trojgo. W tym samym roku błogosławionym został, jako męczennik, jeden ze skazanych – Teofilius Matulionis. Z pewnością nie tylko dlatego, że był sądzony w 1923 r. przed czerwonym trybunałem. Później bowiem, po II wojnie światowej, już jako biskup koszedarski był prześladowany przez władze sowieckie i sądzony.

Tymczasem akta sprawy beatyfikacyjnej arcybiskupa Jana Cieplaka spoczywają zapewne nadal, tak jak pisał Meysztowicz, w „Ośrodku postulatorskim” przy kościele św. Stanisława w Rzymie.

Czy doczekamy się wznowienia procesu i czy nagrobek Cieplaka – jeśli nie został zniszczony – znajdzie się znów w katedrze wileńskiej? Czy litewski episkopat przestanie widzieć w pierwszym arcybiskupie wileńskim wyłącznie Polaka?

– Tomasz Stańczyk
Zdjęcie główne: Kompozytor i pianista Ignacy Jan Paderewski podczas pobytu w Rzymie, stoi w otoczeniu kolonii polskiej. Obok niego abp. Jan Cieplak. Fot. NAC/
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Pierwsi przyjęli natarcie Armii Czerwonej. NKWD ścigało ich z...
Wielu oficerów KOP zostało rozstrzelanych w Twerze i Miednoje.
Historia Najnowsze wydanie
Mord w Mokranach, czyli marynarski Katyń
Przed zakończeniem wojny obronnej Polski, Sowieci z zimną krwią zamordowali oficerów i podoficerów Flotylli Pińskiej.
Historia Najnowsze wydanie
Myśmy na powstanie czekali. Jego wybuch wywołał euforię
My, którzy braliśmy udział w walkach w 1944 roku, nie dalibyśmy sobie tego odebrać.
Historia Poprzednie wydanie
„Koniec pewnej epoki we wschodniej części Europy”
Misję Tadeusza Mazowieckiego bacznie obserwowała polska i zagraniczna prasa, a także – co nawet w PRL niezwykłe – Służba Bezpieczeństwa.
Historia Poprzednie wydanie
„Polska jest załatwiona”. Odsiecz, która nie nadeszła
W Abbeville sojusznicy definitywnie rzucili Polskę na pastwę Hitlera i Stalina.