Historia

Kanibalizm, tyfus i cyklon B. Jak Stalin wydał miliony swoich żołnierzy na pastwę Hitlera

Trzy miliony żołnierzy Armii Czerwonej, którzy dostali się do niemieckiej niewoli, nigdy z niej wróciły. Związek Sowiecki odmówił współpracy z Czerwonym Krzyżem i rzucił swych żołnierzy na pastwę niemieckich ludobójców. Dla Stalina byli oni zwykłymi zdrajcami.

„Panikarz, tchórz i dezerter są gorsi od wroga”. To słowa z podpisanego przez Józefa Stalina postanowienia Państwowego Komitetu Obrony ZSRR o aresztowaniu i oddaniu pod sąd wojenny generała Dmitrija Pawłowa.

Państwowy Komitet Obrony był najwyższym organem państwa, utworzonym po napaści Niemiec.

Generał Pawłow miał zaś to nieszczęście, że w chwili agresji III Rzeszy został mianowany dowódcą Frontu Zachodniego. Wydawał rozkazy straceńczych kontrataków, które kończyły się jeszcze większymi klęskami i stratami Armii Czerwonej. Dowodził frontem jakieś dwa tygodnie. Wyrok śmierci za tchórzostwo i nieudolność dostał niemal dokładnie miesiąc po rozpoczęciu wojny – 22 lipca 1941 roku. Rozstrzelany na poligonie NKWD pod Moskwą, Pawłow był najwyższym stopniem i funkcją dowódcą sowieckim ukaranym śmiercią za klęski początkowego okresu wojny z Niemcami.

Jeszcze gorszy los czekał tych, którzy dali się wziąć do niewoli – a było ich, jak się szacuje, około 4,6 mln. Część została rozstrzelana na miejscu, inni trafili do obozów i na ciężkie roboty. Przeżył mniej więcej co trzeci żołnierz.

Jak szokująco wysoka była śmiertelność sowieckich jeńców wojennych w niewoli niemieckiej pokazuje porównanie z jeńcami z innych krajów więzionymi przez III Rzeszę: ZSRR – 57 proc. , Wielka Brytania – 3,5 proc., USA – 1,19 proc. Czy to tylko wina bestialskiej polityki Niemców wobec wziętych do niewoli krasnoarmiejców? Nie. To państwo sowieckie odwróciło się od swych żołnierzy. To Stalin uznał za zdrajców ludzi idących do boju z jego imieniem na ustach. Wyciągnięte niedawno na światło dzienne dokumenty z archiwów sowieckiego komisariatu spraw zagranicznych obnażają nieludzkie podejście Moskwy do milionów własnych obywateli.

Pięć milionów ludzi w „ruskich obozach”

W przeddzień napaści na Związek Sowiecki minister propagandy III Rzeszy Joseph Goebbels w swoim dzienniku pisał: „Jestem naprawdę szczęśliwy. Rosjanie wciąż jeszcze niczego nie podejrzewają. W każdym razie, rozmieszczają swoje wojska dokładnie tak, jakbyśmy chcieli: skoncentrowane, a to oznacza, że będą łatwe zdobycze w postaci jeńców”.
Po ataku Niemiec na ZSRR, w pierwszych miesiącach wojny do niewoli trafiło aż 3,8 mln żołnierzy sowieckich. fot. Wikimedia
Ale nawet on nie zdawał sobie chyba sprawy ze skali tej „zdobyczy”. Niemieckie dowództwo zameldowało oficjalnie o łącznie 5,24 mln wziętych do niewoli sowieckich żołnierzach (ale są też szacunki mówiące o 6 mln). Z czego w pierwszych miesiącach wojny aż 3,8 mln. Latem 1941 roku w tzw. kotle humańskim na południu Ukrainy wzięto do niewoli 103 tysiące Sowietów, w tym obu dowódców armii, czterech dowódców korpusów i 11 dowódców dywizji. W kotle pod Kijowem (wrzesień 1941) do niewoli wpadło – według danych Berlina – 665 tysięcy Sowietów. W październiku 1941 roku, pod Wiaźmą i Briańskiem, Niemcy wzięli w niewolę 662 tysięcy krasnoarmiejców, w tym trzech dowódców armii. Pod Charkowem w maju 1942 roku – 240 tysięcy jeńców.

Na ich przyjęcie III Rzesza szykowała się oczywiście jeszcze przed rozpoczęciem wojny z ZSRR. Już wtedy niemieckie władze planowały wyodrębnić jeńców sowieckich od jeńców z innych państw. Tzw. ruskie obozy przygotowała wiosną 1941 r. specjalna służba Wehrmachtu.

Pierwsze plany przewidywały budowę na terytorium Rzeszy obozów na około milion sowieckich jeńców. Każdy obóz miał mieć pojemność 50 tysięcy ludzi (norma ustalona dla obozów jenieckich w latach 1939-1940 wynosiła 10 tysięcy). Przewidziano pewne standardy jeśli chodzi o pożywienie, dezynfekcję, pomoc medyczną. Ale na jesieni 1941 roku budowa „ruskich obozów” stanęła, a jeńcy musieli żyć w wykopanych przez siebie samych ziemiankach, bo brakowało miejsc w barakach.

Zabrakło nawet kotów

Jesienne chłody 1941 roku i zima 1941/42 zdziesiątkowały więźniów. Głód, choroby, nieludzkie traktowanie przez niemieckie straże. Dr Arnulf Scriba z Lebendiges Museum Online pisał o nierzadkich przypadkach kanibalizmu, któremu Niemcy nawet nie próbowali przeszkodzić. Chodziło wszak o podludzi. Najgorszą sławę zyskały obozy w Wietzendorf, Bergen-Belsen, Lamsdorf, Neuhammer czy Sachsenhausen. Tylko w tym ostatnim, od 1 września do połowy października 1941r., zabito około 18 tysięcy krasnoarmiejców.

Pierwszy taki proces: czy Rosja osądzi stalinowskich zbrodniarzy?

– Mossad jeszcze na początku lat 60. rozprawił się z Adolfem Eichmannem i innymi zwyrodnialcami. Ja to samo chcę zrobić z NKWD-owskimi katami. I dopnę swego – zapowiada młody Rosjanin.

zobacz więcej
We wrześniu 1941 roku zastępca komendanta obozu Auschwitz, hauptstürmführer Karl Fritsch postanowił przeprowadzić eksperyment. Kilkuset jeńców sowieckich i niezdolnych do pracy Polaków zapędzono do piwnic jednego z bloków obozu i zagazowano cyklonem B. Eksperyment okazał się na tyle udany, że później zaczęto go stosować na skalę masową, także wobec Żydów. Zresztą Żydzi w mundurach Armii Czerwonej, tak jak i polityczni komisarze, z góry byli skazani na śmierć.

Jeńców sowieckich wykorzystywano też do ciężkich robót. Z niemiecką precyzją określono racje żywnościowe. Na tydzień na głowę: 16,5 kg rzepy, 2,5 kg chleba, 3 kg ziemniaków, 250 g koniny, 70 gram cukru, 2/3 litra zsiadłego mleka. Nic dziwnego, że przy takich głodowych racjach umierali jak muchy: z blisko 2 mln jeńców wywiezionych na roboty, przeżyła połowa.

Zresztą zastępca Speera, Herbert Bakke od razu ostrzegał, że nie ma czym karmić „Rusków”. Gdy Herman Göring stwierdził, że można kotami i koniną, Bakke – po konsultacji ze swoimi ekspertami – odpowiedział, że w kraju nie ma dostatecznej liczby kotów, a konina już jest dostarczana jako dodatkowy składnik racji żywnościowych dla obywateli Rzeszy.
III Rzesza tłumaczyła swoje postępowanie wobec jeńców sowieckich tym, że ZSRR nie podpisał konwencji genewskiej. Fot. Wikimedia
III Rzesza tłumaczyła swoje postępowanie wobec jeńców sowieckich tym, że ZSRR nie jest członkiem konwencji genewskiej. To był jednak tylko pretekst, bo przecież art. 82 konwencji mówi, że kraj, który podpisał konwencję (a Niemcy to zrobiły) jest zobowiązany przestrzegać praw jeńców niezależnie od tego, czy państwo, z którego pochodzą, podpisało konwencję.

Rozkaz Mołotowa: „Nie odpowiadać!”

Setki tysięcy sowieckich jeńców udałoby się zapewne uratować, gdyby nie polityka ich własnego państwa. ZSRR miał okazję, już po wybuchu wojny z Niemcami, by zapewnić ochronę swym żołnierzom w niewoli podobną do tej, jaką mieli jeńcy np. brytyjscy czy polscy. Z premedytacją tego nie zrobiono – o czym świadczy choćby korespondencja między Czerwonym Krzyżem a sowieckim rządem, do której dotarł rosyjski historyk Konstantin Bogosławskij. Lektura dokumentów jest wstrząsającym świadectwem zdrady wziętych do niewoli żołnierzy Armii Czerwonej przez ich własne państwo.

Już dzień po rozpoczęciu niemieckiej ofensywy na Wschodzie, z genewskiej centrali Międzynarodowego Czerwonego Krzyża (MCK) przyszedł telegram do komisarza spraw zagranicznych Wiaczesława Mołotowa z ofertą pomocy humanitarnej. MCK proponował ZSRR i III Rzeszy wymianę not o gotowości przestrzegania międzynarodowych konwencji: haskiej i genewskiej.

Konwencja haska (1907 r.) o zwyczajach i prawach wojny na lądzie nakazywała traktować jeńców wrogiego państwa humanitarnie, zapewniać im żywność, lekarstwa i odzież. Uzupełniała ją i rozszerzała konwencja genewska (1929 r.), m.in. o zakaz wykorzystywania jeńców do „szkodliwej i niebezpiecznej pracy”. Zgodnie z konwencjami, jeńców wojennych nie powinno się wykorzystywać do prac ciężkich, powinni mieć prawo dostawać paczki oraz prowadzić korespondencję z bliskimi, zaś państwo, w którego niewoli się znajdują, zobowiązane było przesyłać listy jeńców do MCK.

Mołotow pozytywnie zareagował na propozycję Czerwonego Krzyża. Podobne stanowisko przyjął Berlin. W lipcu i sierpniu 1941 doszło do wymiany not między ZSRR a Niemcami – obie strony ogłosiły, że będą przestrzegać konwencji (choć Moskwa zgodziła się tylko na haską), ale tylko pod warunkiem ich przestrzegania przez drugą stronę. Wymiana informacji miała być prowadzona w specjalnym punkcie informacyjnym stworzonym przez MCK w neutralnej Turcji.

23 lipca 1941 r. sowiecki ambasador w Turcji Siergiej Winogradow wysłał do Moskwy zapis rozmowy z pełnomocnikiem MCK, który rekomendował ZSRR ratyfikację konwencji genewskiej z 1929 r. o ochronie jeńców wojennych. 9 sierpnia 1941 r. Niemcy wydali zgodę przedstawicielom MCK na odwiedziny obozu dla sowieckich jeńców. Ale okazało się, że Sowieci nie zamierzają odwzajemnić gestu.

6 września 1941 r. ambasador Winogradow wysłał do komisariatu spraw zagranicznych pismo, z którego wynika, że nie rozumie, dlaczego Moskwa nie wysyła list niemieckich jeńców. „Niemcy dali już pierwszy spis naszych krasnoarmiejców wziętych przez nich do niewoli. Kolejne listy będą przekazane dopiero wtedy, gdy Czerwony Krzyż otrzyma takie dane od nas” – podkreślał dyplomata.
Większość jeńców sowieckich pewnie udałoby się uratować, gdyby nie decyzja Kremla. Fot. Wikimedia
Wiadomo, że powstała lista, na której znalazło się 300 nazwisk niemieckich jeńców – na rozkaz majora Piotra Soprunienki, naczelnika zarządu NKWD ds. jeńców wojennych i internowanych. Ale jej nie wysłano. Mimo to, pod koniec listopada 1941 roku dowództwo Wehrmachtu przygotowało listy z nazwiskami pół miliona sowieckich jeńców, które gotowe było przekazać Szwajcarom. W grudniu 1941 zastępca Mołotowa, Andriej Wyszynski doradzał swemu szefowi, by przekazać listę niemieckich jeńców w sowieckiej niewoli, ze względów wizerunkowych. Ale Mołotow odpisał, żeby nie wysyłać żadnych list, bo „Niemcy naruszają prawne i inne normy”.

Od tej pory na wszelkich listach i telegramach z Czerwonego Krzyża pojawia się adnotacja Mołotowa: „nie odpowiadać”. Gdy okazało się, że Moskwa nie zamierza odpowiedzieć tym samym, Hitler polecił zaprzestanie sporządzania list jeńców i zakazał wpuszczania przedstawicieli MCK do obozów, gdzie ich trzymano. Też miał sporo do ukrycia…

Z zimną krwią

Co się takiego stało, że w ciągu kilku miesięcy Moskwa zrezygnowała z jakiejkolwiek współpracy, która choćby częściowo poprawiłaby los krasnoarmiejców w niemieckiej niewoli? To była decyzja podjęta na Kremlu z zimną krwią.

Sobibór oczyma Moskwy.
Czy Rosjanie narzucą światu swoją narrację?

Sowieci dążyli do możliwie ostrej i nieodwracalnej konfrontacji pozostających pod jej kontrolą żydowskich oddziałów partyzanckich ze strukturami Armii Krajowej i polską ludnością cywilną.

zobacz więcej
W pierwszych sześciu miesiącach wojny, gdy Niemcy przemierzyli w szybkim tempie ogromne połacie Związku Sowieckiego, docierając do przemieść Moskwy, w niewolę wpadły ponad 3 mln krasnoarmiejców. Większość z nich została otoczona, bo dowództwo nie pozwalało im się wycofywać – nawet w zupełnie beznadziejnej sytuacji. Stalin usiłował zrobić wszystko, by jego żołnierze walczyli do ostatniej kropli krwi. Każdy sowiecki żołnierz miał być przekonany, że jeśli zostanie wzięty do niewoli, od Czerwonego Krzyża nie dostanie żadnych racji żywnościowych ani nie będzie miał żadnego kontaktu z rodziną. Miał wierzyć, że niewola u Niemców to nieunikniona śmierć. Dlatego Sowieci ignorowali również propozycje Czerwonego Krzyża dotyczące pomocy sowieckim jeńcom, które nie wymagały od Moskwy wzajemności w stosunku do jeńców niemieckich.

Na przykład MCK proponował, że będzie kupował w krajach neutralnych żywność i odzież dla sowieckich jeńców i obiecał, że zajmie się ich rozdziałem. Berlin nie miał nic przeciwko temu. Ale Moskwa nie wykazała zainteresowania.

Gdy w obozach jenieckich, gdzie siedzieli sowieccy żołnierze, wybuchła epidemia tyfusu, przedstawiciele MCK przyszli do ambasady ZSRS w Turcji i zaproponowali, że wyślą jeńcom szczepionkę, jeśli Moskwa pokryje koszty. Odpowiedzi nie było.

Wspomniany wcześniej prof. Bogosławskij przypomniał też w rozmowie z Radiem Swoboda inną znaczącą historię. Chodziło o pomoc żywnościową dla jeńców, za którą Sowieci nie musieliby zapłacić nawet dolara. Szwajcarzy mieli kupić w USA duże ilości cukru, który do Europy przewiozłyby brytyjskie statki.
„Mam zaszczyt donieść, że obecnie ta sprawa nie interesuje rządu sowieckiego” – odpisał w 1943 roku Wiaczesław Mołotow na ofertę Stolicy Apostolskiej. Na zdjęciu szef dyplomacji ZSRR (drugi z lewej) w czasie wizyty w Berlinie w 1940 roku. Fot. Wikimedia
– Podczas pracy w archiwum Czerwonego Krzyża w Genewie wpadł mi w ręce dokument: pismo angielskiego dyplomaty do Departamentu Stanu USA w sprawie pomocy sowieckim jeńcom wojennym – mówił Bogosławskij. – On pisał, że spotkał się z Mołotowem na bankiecie i zapytał, w czym tkwi przyczyna sowieckiego stanowiska. Mołotow odpowiedział, że uważa za politycznie bezcelowe dawać Niemcom szansę na pokazanie się światowej społeczności jako gotowych do humanitarnych działań.

Ale był jeszcze jeden ważki powód. Gdyby Czerwony Krzyż dogadał się z Niemcami w sprawie dostaw cukru dla jeńców sowieckich, to analogiczne działania trzeba by było prowadzić w stosunku do jeńców niemieckich w ZSRR. Rozdziałem żywności i lekarstwa w obozach zajmowali się delegaci MCK, a to oznaczałoby ich wpuszczenie do łagrów, czego sowieckie władze kategorycznie nie chciały. Zresztą w ciągu całej wojny, mimo wielokrotnych wniosków, przedstawiciele Czerwonego Krzyża nigdy nie dostali wiz do ZSRR.

Odrzucone oferty Finlandii, Rumunii, Watykanu

Podczas wojny ZSRR odmawiał współpracy w kwestiach jenieckich również z rządami sojuszników Niemiec. W listopadzie i grudniu 1941 roku MCK wysłał do Moskwy listę nazwisk paru tysięcy krasnoarmiejców, którzy trafili do niewoli rumuńskiej. Swoją listę przekazały też Włochy. Finowie również byli gotowi na wymianę list.

Wszyscy jednak oczekiwali wzajemności. Ale Moskwa nie odpowiadała. Los wziętych do niewoli żołnierzy i dowódców Armii Czerwonej Stalina nie interesował, a dawać komukolwiek informacji o liczbie jeńców państw Osi w sowieckich łagrach nie chciał.

Należy w tym miejscu zaznaczyć, że sojusznicy Berlina traktowali sowieckich jeńców w sposób cywilizowany, nie dążyli do ich eksterminacji, tak jak Niemcy. Podczas gdy w niemieckiej niewoli śmiertelność wśród jeńców sowieckich wynosiła 65 proc., to w fińskich obozach było to około 30 proc., a w Rumunii zaledwie 6 proc. Zresztą nawet w Finlandii straty wynikały nie tyle z powodu brutalnego zachowania strażników, ile trudnych warunków atmosferycznych na jesieni 1941 i zimą 1941/42.
Niemcy zaproponowali wymianę Jakowa Dżugaszwilego na feldmarszałka Friedricha Paulusa (z lewej). Stalin odmówił. Fot. Wikimedia
W marcu 1942 marszałek Gustaw Mannerheim, który był zarazem szefem fińskiego Czerwonego Krzyża, napisał do Genewy, że Finlandia ma problemy z zapewnieniem odpowiednich warunków dużej liczbie jeńców sowieckich. Prosił o pomoc. W maju z Genewy do Finlandii przybył pierwszy transport: 5000 paczek o wadze 5 kg każda (konserwy, olej, czekolada, cukier). Rozdzielono to pomiędzy 10 tysięcy najbardziej osłabionych i schorowanych Sowietów. Potem przychodziły kolejne dostawy pomocy, choć nieregularnie. W Szwajcarii skrzyknęła się grupa biznesmenów i naukowców, którzy zorganizowali fundusz pomocy sowieckim jeńcom w Finlandii.

Sam Związek Sowiecki sprawę konsekwentnie ignorował. Jednak najbardziej szokującym przejawem obojętności Moskwy na los jej obywateli w niewoli był brak reakcji na propozycje ze strony Rumunii. W kwietniu 1942 roku z Bukaresztu przyszło pismo z informacją, że wybrano 632 ludzi spośród sowieckich jeńców, którzy już nie nadawali się do służby wojskowej. Rumuni proponowali wymianę na swoich żołnierzy w niewoli sowieckiej. Mołotow napisał na dokumencie krótko: „Nie odpowiadać”.

Jakiś czas potem Rumuni zaproponowali, że oddadzą 1018 jeńców sowieckich już nawet nie za Rumunów w sowieckiej niewoli, ale za samą informację na temat rumuńskich jeńców w ZSRR. To także Moskwa zignorowała.

Ignorowała propozycje innych państw, Czerwonego Krzyża, ale też Watykanu. W marcu 1943 r. Mołotow napisał do ambasadora USA w Moskwie Williama Standleya, który wcześniej przedstawił ofertę Stolicy Apostolskiej w sprawie ułatwienia wymiany informacji o sowieckich jeńcach przetrzymywanych przez Niemców. „Mam zaszczyt donieść, że obecnie ta sprawa nie interesuje rządu sowieckiego” – napisał szef dyplomacji ZSRR.

„Dezerter, zdrajca Ojczyzny i wróg narodu”

Czy za taką polityką stał sam Stalin? Na dokumentach dotyczących kwestii jeńców i ewentualnej współpracy z MCK nie ma jego podpisów. Tym zajmował się głównie Mołotow. Ale kopia każdego takiego dokumentu trafiała też na biurko Stalina. Trudno więc przypuszczać, by działo się to za jego plecami. Zwłaszcza, że znamy jego podejście do problemu.

W ZSRR nie funkcjonowało pojęcie „jeniec wojenny”. Było: „dezerter, zdrajca Ojczyzny i wróg narodu”. Za takiego Stalin uznał nawet swego syna. Jakow Dżugaszwili walczył na Białorusi, dowodząc baterią haubic. Znalazł się w okrążeniu i 16 lipca 1941 roku trafił do niewoli. Nie dał się wykorzystać Niemcom do celów propagandowych. Przenoszony z oflagu do oflagu, w końcu w 1943 roku trafił do Sachsenhausen. Jego żona Julia od razu została aresztowana przez NKWD i więziona była przez dwa lata. Niemcy zaproponowali wymianę Jakowa Dżugaszwilego na feldmarszałka Friedricha Paulusa. Stalin odmówił. Dżugaszwili zginął w kwietniu 1943 roku – rzucił się na druty pod napięciem.
Byłych jeńców przewożono do punktów, którymi kierowali oficerowie Wydziałów Specjalnych NKWD. Na zdjęciu: Norwegia, maj 1945 roku; uwolnieni jeńcy sowieccy. Fot.Wikimedia
Rozkaz nr 270 z 16 sierpnia 1941 r., podpisany przez Stalina, wymagał od żołnierzy, aby w każdej sytuacji utrzymali pozycję, walczyli do ostatniej kropli krwi i nie oddawali się w niewolę. Tych, którzy by chcieli się poddać – nakazywał rozstrzeliwać. 58. artykuł kodeksu karnego pozwalał pod sąd oddawać rodziny jeńców i zsyłać ich na Syberię. Rodziny wziętych do niewoli żołnierzy traciły dodatki pieniężne i ulgi należne krewnym krasnoarmiejców. 24 czerwca 1942 r. Stalin podpisał postanowienie Państwowego Komitetu Obrony „O członkach rodzin zdrajców Ojczyzny”. Za takowych uznawano ojca, matkę, męża, żonę, synów, córki, braci i siostry – żyjących w jednym gospodarstwie domowym z jeńcem.

Długa droga do rehabilitacji

Wkrótce pojawił się inny problem: co robić z uwolnionymi jeńcami? 27 grudnia 1941 roku Państwowy Komitet Obrony ZSRR wydał postanowienie o sprawdzeniu i filtracji „byłych wojskowych Armii Czerwonej, znajdujących się w niewoli i okrążeniu”. Zastępca narkoma obrony ds. tyłów generał Andriej Chrulow dostał rozkaz zbudowania zbiorczo-przesyłowych punktów dla byłych wojskowych odnalezionych na terenach wyzwolonych. Wszystkich tych ludzi zatrzymywano i przewożono do punktów, którymi kierowali oficerowie Wydziałów Specjalnych NKWD.

29 grudnia 1941 roku narkom obrony wydał rozkaz nr 0521, zgodnie z którym uwolnieni lub zbiegli z niewoli mieli trafiać do obozów NKWD, gdzie mieli zostać sprawdzeni. Traktowano ich jak wrogów. Nie mogli widzieć się z bliskimi, nie było możliwości korespondencji. Zajmował się nimi zarząd NKWD ds. jeńców wojennych i internowanych, ten sam, który zajmował się żołnierzami wrogich armii. Wielu byłych jeńców sądzono jak zdrajców tylko za to, że będąc w niewoli, wykonywali obowiązki lekarzy, sanitariuszy, tłumaczy, kucharzy – czyli pomagali własnym rodakom. Mitem jednak jest twierdzenie, że wszyscy, którzy wracali z obozów jenieckich zostali zesłani do gułagów. Przez sieć specjalnych obozów NKWD przeszło około 1,5 mln ludzi. Większość z nich odesłano na front, dużą część zesłano na ciężkie roboty. Dopiero w 1956 roku, na wniosek marszałka Gieorgija Żukowa, miano zrehabilitować byłych jeńców. Wycofano wszelkie ograniczenia, usunięto z ankiet osobowych pytanie o to, czy dana osoba była w niewoli, włączono okres niewoli do stażu pracy itd. Żukow wnioskował też o medale dla byłych jeńców. Tyle że szybko stracił stanowisko ministra obrony i proces rehabilitacji byłych jeńców trwał jeszcze bardzo długo.

– Antoni Rybczyński
Katyń
Zdjęcie główne: W obozach dla jeńców sowieckich szerzyły się głód i choroby. Ludzie marli jak muchy. Tu obóz w Winnicy. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Spaleni w stodole. „Odpowiedzialność ponoszą wszyscy Niemcy”
16-letni esesman uśmiechnął się szyderczo, po czym zapalił kilka zapałek i rzucił je prosto w nasączoną słomę. Następnie chłopcy z Hitlerjugend zatrzasnęli i zabarykadowali ogromne drzwi.
Historia wydanie 5.04.2019 – 12.04.2019
Policjanci i złodzieje w okupowanej Warszawie
Okoliczne miejscowości miały swoje specjalizacje. Karczew był od mięsa i przetworów, Jabłonna alkoholu, choć bimber na wsi pędzono wszędzie, a Rembertów od tytoniu.
Historia wydanie 29.03.2019 – 5.04.2019
Byli topieni w kloace, szczuci psami, przed śmiercią gwałceni…
Maks Ring kazał obciąć piersi dwóm czternastoletnim dziewczynkom, a chłopcom pod karą śmierci zlizywać spływającą z nich krew. Zapomniane zbrodnie w malowniczej okolicy.
Historia wydanie 22.03.2019 – 29.03.2019
Jak powstała granica polsko-węgierska. Historia Karpato-Ukrainy
Szefem sztabu Siczy Karpackiej został Roman Szuchewycz, późniejszy twórca UPA, a jej dowódcą Mychajło Kołodziński, jeden z nielicznych, którzy myśl o eksterminacji Polaków na Wołyniu podnieśli do rangi ideologii.
Historia wydanie 22.03.2019 – 29.03.2019
Polskie superagentki – śmierć przychodzi od „swoich”
To Muszkieterowie pierwsi przesłali na Zachód meldunki o zbrodniach niemieckich na Polakach i Żydach, zdobywali fotografie tajnych doków dla U- Botów i plany operacji Barbarossa (ataku na ZSRR). Niestety, wprawiali dowództwo ZWZ w irytację.