Kultura

Prymitywny nacjonalizm, siermiężna dyktatura, buraczani aparatczycy. Polityczna perswazja w artystycznym majstersztyku

Nagrodzona w Cannes „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego to film arcypolski, po którym reżyserowi nie sposób już zarzucić antypolonizmu. Ale na pewno nie jest to w żadnym sensie film antystemowy.

Opinie na temat „Zimnej wojny” pojawiły się w Polsce, zanim film ten trafił do kin nad Wisłą. Można odnieść wrażenie, że postarał się o to sam jego twórca.

Jeszcze przed konkursem na festiwalu w Cannes, gdzie dzieło zostało nagrodzone przez jurorów za reżyserię, Paweł Pawlikowski oznajmił, że figuruje na czarnej liście artystów, którzy są dla polskich instytucji państwowych niepożądani, bo nie wykazują się wystarczającym patriotyzmem.

Bardzo szybko okazało się, że gdyby owa dyskryminacja Pawlikowskiego była faktem, to musiałaby być dość osobliwa. „Zimna wojna” uzyskała bowiem z budżetu państwa polskiego pokaźne dofinansowanie.

Niemniej to nie pomogło. Narracja o prześladowaniach i tak była nagłaśniana przez część znaczących mediów i środowisk w Polsce i za granicą. Reżyser „Zimnej wojny” udał się zatem do Cannes w glorii artysty wyklętego we własnej ojczyźnie, co musiało wpłynąć na aurę wokół filmu.

Kierownik o narodzie

Przy tej okazji warto jednak sobie przypomnieć, z jakimi reakcjami spotkała się poprzednia produkcja Pawlikowskiego – „Ida” z roku 2013. Wywołała ona w Polsce olbrzymie kontrowersje. „Idzie” zarzucano z jednej strony, że krzewi antypolonizm, gdyż eksponuje w Polakach wyłącznie postawy godne potępienia (przede wszystkim antysemityzm), ale z drugiej – że powiela i utrwala antysemicki stereotyp „żydokomuny”.

Pawlikowskiemu więc się dostało i z prawa, i z lewa. Może zatem reżyser mieszkający przez większość swojego życia w Wielkiej Brytanii, wymyka się schematom, do których przyzwyczaiły nas prostackie podziały w polskiej debacie publicznej?
Filip Memches: Czy „Zimna wojna” Pawła Pawlikowskiego zasługiwała na nagrodę w Cannes?
„Zimna wojna” na to pytanie nie odpowiada. Oczywiście film zawiera podteksty polityczne. Tłem dla melodramatu jest historia Europy lat 50. i 60 XX wieku. Niby stalinizm w polskim wydaniu przedstawiony jest w sposób dość oczywisty: ponura siermiężna dyktatura. A jednak chodzi o to, żeby pokazać coś więcej – że był to system spleciony z nacjonalizmem, ideologią, którą lewicowi i liberalni intelektualiści straszą dziś społeczeństwa europejskie, żeby zachować lub – jeśli stracili – odzyskać rząd dusz nad nimi.

W filmie Pawlikowskiego komuniści jawią się jako buraczani aparatczycy, którzy w sferze retoryki odwołują się do takich wartości, jak „naród” i „ojczyzna”. Szczególne znaczenie ma w „Zimnej wojnie” postać Lecha Kaczmarka – kierownika administracyjnego zespołu pieśni i tańca „Mazurek”. To on z ramienia „władzy ludowej” pilnuje prawomyślności przekazu, jaki serwowany jest ze sceny. W koszmarach nawiedzających w XXI wieku tropicieli polskiego nacjonalizmu musi się zapewne ktoś taki pojawiać.

Jak przystało na „prawdziwego Polaka”, Kaczmarek wyraża rozczarowanie, gdy się dowiaduje, że pieśń, która mu się spodobała, nie jest polska, lecz łemkowska. Kiedy indziej zgłasza zastrzeżenia, że w „Mazurku” występuje brunetka o niezbyt polskim wyglądzie. Aluzje do sporów i awantur, jakich jesteśmy świadkami w naszych czasach są w filmie aż nazbyt czytelne.

Polityka i melodramat

Z jakichś przyczyn w „Zimnej wojnie” obliczem stalinowskiej Polski jest charakterystyczny bardziej dla epoki gomułkowskiej „patriota” Lech Kaczmarek. A przecież wtedy wśród utrwalaczy „władzy ludowej” na polu kultury nie brakowało rozmaitych politruków, którzy byli z polskości wyobcowani i gardzili takimi pojęciami, jak „naród” i „ojczyzna”. Skoro postać Wandy Guz w „Idzie” była inspirowana biografią Heleny Wolińskiej-Brus, to czy w „Zimnej wojnie” za źródło inspiracji nie mogła posłużyć biografia Zygmunta Baumana?
Wysmakowane czarno-białe zdjęcia kojarzące się z filmami noir oraz estetyką francuskiego egzystencjalizmu stanowią olbrzymi atut „Zimnej wojny”. Na zdjęciu Tomasz Kot. Fot. materiały prasowe
Zostawmy jednak te rozważania. Pawlikowski przede wszystkim pokazuje, jak system komunistyczny niszczy wspólne szczęście pary głównych bohaterów: pianisty, kierownika artystycznego „Mazurka” Wiktora Warskiego oraz występującej w tym zespole pieśniarki i tancerki Zuli Lichoń. Mamy zatem tu do czynienia z reżimem, który na ołtarzu dobra narodu (ach ten straszny polski nacjonalizm!) poświęca szczęście pojedynczych ludzi.

Byłbym jednak niesprawiedliwy, gdybym chciał się skoncentrować wyłącznie na tej politycznej perswazyjności przesłania płynącego z filmu. Bo jednak na pierwszym planie pozostaje w „Zimnej wojnie” melodramat.

Powody, dla których Wiktor i Zula nie potrafią stworzyć trwałego związku wykraczają poza politykę. Ot choćby bardzo ważne wydaje się to, że prosta dziewczyna z ludu, która w wielu sytuacjach wykazuje się determinacją i przebojowością, czuje się wobec mężczyzny należącego do społecznej elity kimś gorszym, i dlatego nie wierzy, że relacja między nimi ma przyszłość. Poza tym „Zimna wojna” to pod względem artystycznym majstersztyk. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z banalną, romantyczną fabułą, ale jest w niej coś magnetycznego. Pomysł, żeby o parze nieszczęśliwych kochanków rozdzielanych przez bezlitosne mechanizmy polityki opowiedzieć głównie za pośrednictwem muzyki i obrazów, przy minimum dialogów okazał się wyśmienity.

Vega zadarł z możnymi

Wysmakowane czarno-białe zdjęcia kojarzące się z filmami noir oraz estetyką francuskiego egzystencjalizmu, pieśni ludowe – zarówno w wersjach surowych, „korzennych”, jak i w jazzowych aranżacjach Marcina Maseckiego – to wszystko razem stanowi olbrzymi atut „Zimnej wojny”. Podobnie, jak znakomita gra aktorska – tu szczególnie wyróżnia się ekspresja Joanny Kulig w roli Zuli.

No i trzeba przyznać, że powstał film bardzo polski. Jeśli w uszach ciągle gra przejmująca, melancholijna pieśń „Dwa serduszka”, to nie można oprzeć się myśli, że to wszystko, co oglądamy na ekranie, to dramat zwyczajnych, stroniących od polityki, Polaków, z którymi zawieruchy dziejowe XX wieku obeszły się bezlitośnie. Nie, po czymś takim, trudno byłoby Pawlikowskiemu zarzucić antypolonizm.

Pokazał filmowcom środkowy palec. Outsider polskiego kina

Patryk Vega nie jest jak Quentin Tarantino, który wulgaryzmy opakowuje w poetykę, błysk i popkulturową erudycję. On jest uliczny. Prostacki i bezpośredni. Ale robi wiarygodne, wymykające się schematom kino.

zobacz więcej
A jednak, czy to oznacza, że „Zimna wojna” zasłużyła na nagrodę w Cannes? Pewien mój kolega, który jest reżyserem, powiedział po seansie przedpremierowym, że tak naprawdę nie wiemy, jak wysoko była zawieszona festiwalowa poprzeczka – żeby rozstrzygnąć tę kwestię, musielibyśmy obejrzeć wszystkie inne filmy konkursowe.

Ciekawsze jednak było, jak odniósł się do wizerunku artysty wyklętego, o który – jak się wydaje – Pawlikowski tak zabiega. Otóż mój znajomy stwierdził, że „Zimna wojna” nie jest produkcją antysystemową, gdyż nie ma w niej niczego odważnego. I dodał: odważne filmy robi Patryk Vega.

Ta krótka recenzja stanowi doskonałe podsumowanie. Vega obnażając w „Botoksie” z roku 2017 brutalność przemysłu aborcyjnego zadarł z możnymi tego świata, wywołał gniew polskiej branży filmowej, w której bądź co bądź króluje feminizm w wydaniu antykatolickim i radykalnie lewicowym.

„Zimnej wojnie” zdecydowanie czegoś takiego brakuje. Bo przecież granie na nosie części polskiej prawicy nic Pawlikowskiego nie kosztuje. Wręcz przeciwnie. Reżyser może w łatwy sposób zyskać poklask tych środowisk, na których uznaniu mu zależy.

– Filip Memches
02.06.2018
Zdjęcie główne: Kadr z filmu "Zimna wojna" Pawła Pawlikowskiego - Tomasz Kot i Joanna Kulig. Fot. materiały prasowe
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Oko, usta, nos, a do tego brawurowe cięcia
Na apel o pomoc dla niego – Rosochy – tak wielu zareagowało pozytywnie. Nie tylko przyjaciele.
Kultura wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
Tęsknota za utraconymi kresami i miłość do Polaków
Nad Wisłą bilety na trasy koncertowe zespołów znad Balatonu wyprzedają się na pniu.
Kultura wydanie 20.03.2020 – 27.03.2020
Zombie jak wirus, szczepionki brak, młodzi pożerają starych
Warszawa w ostatnich dniach przypomina wyludniony Nowy Jork z filmu „Jestem Legendą” z Willem Smithem.
Kultura wydanie 6.03.2020 – 13.03.2020
Kulisy kampanii. Czy tylko prawica opłaca hejterów?
Skłonności homoseksualne każą bohatera kojarzyć z Biedroniem. Polityczna charakterystyka – z Trzaskowskim. A finał – z Adamowiczem. O kim opowiada najnowszy film Jana Komasy?
Kultura wydanie 6.03.2020 – 13.03.2020
Czy kapitan Żbik był potomkiem sanacyjnego śledczego?
W stanie wojennym zakończono wydawanie komiksowego cyklu o dzielnym funkcjonariuszu. Ówczesny szef MO generał Józef Beim uważał, iż „młodzież nie musi lubić milicji, ale musi się jej bać”.