Cywilizacja

Bestie mafii. Bezlitośni mistrzowie zbrodni

Mafia nie cofa się przed niczym, by zarobić, ukarać nielojalność i nieposłuszeństwo. Historia najstarszej organizacji mafijnej, czyli cosa nostry, sięga co najmniej początku XIX wieku. Nic więc dziwnego, że powstała długa lista krwawych mafiosów. O tym, jacy byli, świadczą ich przydomki, jak „La Belva” (Bestia) czy „Traktor”. Oto diabelska siódemka bandziorów z mafijnych struktur.


❶ Calogero Vizzini. Samorządowiec
❷ Giuseppe Genco Russo. Działacz chadecji
❸ Michele Navarra. Kierownik szpitala
❹ Luciano Liggio. Handlarz mięsem
❺ Salvatore Riina. Protegowany premiera
❻ Bernardo Provenzano. Rolnik
❼ Matteo Messina Denaro. Playboy


Capo di tutti capi, czyli szef wszystkich szefów. To określenie kojarzy się natychmiast z sycylijską organizacją mafijną. Rozpowszechniły je hollywoodzkie filmy i media, bo jest nośne i robi wrażenie. Historycznie nie jest jednak umocowane. Jak wynika z zeznań przestępców, którzy złamali omertę (przysięgę milczenia) i przystali na współpracę z policją, taka funkcja w cosa nostra nie istnieje.
Capo di tutti capi... mit gangsterskiego kina?
Jest natomiast commissione czy też cupola, czyli rada starszych, która podejmuje strategiczne decyzje dla wszystkich jednostek organizacji. Przewagę w niej ma oczywiście szef najsilniejszej rodziny.

O tym, jak zorganizowana jest cosa nostra, jako pierwszy opowiedział sędziemu Giovanniemu Falcone mafioso Tommaso Buscetta.


Inaczej rzecz się ma w przypadku kalabryjskiej ‘ndranghety. Co roku podczas wrześniowego zjazdu lokalnych szefów, którzy stoją na czele klanów ('ndrini), wybierany jest capo crimine. Odbywa się to w sanktuarium Santa Maria di Polsi. W 2010 r., podczas takiego właśnie spotkania, policji włoskiej udało się zatrzymać Domenico Oppedisano, ówczesnego capo crimine.

Camorra z Kampanii ma luźną strukturę, składa się z lokalnych, konkurencyjnych organizacji, które bezpardonowo ze sobą walczą, ba, nawet donoszą na siebie policji.

Calogero Vizzini – burmistrz, który stał ponad prawem

Tajny język mafii. Jak wejść w jej szeregi i jak przestrzegać mafijnych zwyczajów

Krew, ogień i przysięgi.

zobacz więcej
Don Calò, czyli Calogero Vizzini, w 1943 r. został burmistrzem sycylijskiego miasteczka Villalba. Stanowisko było prezentem od wojsk alianckich za pomoc, którą mafia okazała im podczas działań wojennych.

Cosa nostra chętnie podjęła ową współpracę, bo za wszelką cenę chciała się wyzwolić spod władzy gnębiącego ją Benita Mussoliniego. Za jego rządów mafiosi uciekali do USA i tam rozwijali działalność. W Stanach nawiązali kontakt z władzami i zaoferowali im pomoc w walce z faszystami na Sycylii. Dzięki cosa nostrze udała się więc operacja „Husky”, w wyniku której Sycylia przeszła w ręce aliantów. Mafia jednak sojusze traktowała po swojemu i atakowała żołnierzy, zdobywając broń na swój użytek. Potem mało brakowało, a mafiosi oderwaliby Sycylię od Włoch.

Vizzini urodził się w 1877 r. w rolniczej rodzinie. Jego dwaj bracia zostali księżmi. Calogero nie chciał się uczyć i był półanalfabetą. Szybko za to wkręcił się do struktur mafijnych.

W 1902 r. miał proces o napad. Oczywiście był winny, ale zabrakło świadków i wobec braku dostatecznych dowodów, nie poszedł siedzieć.


Wzbogacił się podczas I wojny światowej, handlując na czarnym rynku. W 1917 r. wytoczono mu proces za korupcję, oszustwa i zabójstwa, w którym skazano go na 20 lat więzienia. Przyjaciele pomogli mu jednak wyjść z tego cało.

W 1931 r., w wyniku podjętej przez Mussoliniego antymafijnej akcji, został zesłany do Chianciano w Toskanii. Wrócił na Sycylię w 1943 r. i rządził w Villalba żelazną ręką, jak władca feudalny.

Gdy już zaprowadził porządek, stał się „dobrym panem”. Co nie przeszkadzało mu oczywiście zlecać zabójstw i zastraszać wrogów. Miał doskonałe kontakty polityczne i szerokie wpływy oraz rękę do interesów.

Vizzini zwykł mawiać: „Gdy umrę, umrze też mafia”. Te słowa nie okazały się prorocze. Po jego śmierci w 1954 r. zorganizowano uroczysty pogrzeb, w którym wzięły udział tłumy ubranych na czarno, zapłakanych wieśniaków. Urząd miejski na znak żałoby był zamknięty przez miesiąc, a na drzwiach kościoła przybito kartkę, na której napisano m.in., że był „najskromniejszym ze skromnych, który udowodnił, że mafia to nie jest organizacja przestępcza”. O tych, których kazał zabić, milczano.

Giuseppe Genco Russo – dziedzic Vizziego

Zabijają za prawdę. „Biznesmeni” od Ojca Chrzestnego

Potężna włoska mafia przenosi swoje interesy coraz bliżej Polski. Inwestuje na wschodzie Europy w energię odnawialną i przedsięwzięcia z unijnymi dotacjami.

zobacz więcej
Na zdjęciach z pogrzebu Vizziego Russo stoi tuż koło jego trumny, po prawej stronie – dla wtajemniczonych to znak, że jest jego następcą. Był nie tylko gangsterem, ale i prominentnym członkiem partii Chrześcijańskich Demokratów.

Uwielbiał pokazywać się publicznie, udzielał wywiadów, co nie podobało się jego kumplom z cosa nostry. Totò Minore, mafioso z Trapani, zwykł żartować: „Widzieliście Lollobrigidę dziś w gazecie?”. Nawiązywał przy tym przewrotnie do – powiedzmy – mocno nienachalnej urody bossa.

Russo był też znany ze swego okrucieństwa i determinacji. Zabijał samodzielnie na początku mafijnej służby. Po wojnie nie brudził już sobie rąk krwią, morderstwa zlecał swoim ludziom.

Był radnym w swej ukochanej miejscowości Mussomeli. Tam się urodził w 1893 r. i spokojnie umarł 83 lata później.

Aldo Moro, jeden z przywódców Chrześcijańskiej Demokracji, został zapytany w 1960 r. w telewizyjnym programie, jak to jest możliwe, że mafioso Russo startuje w lokalnych wyborach z listy jego partii. Odparł wtedy, że nie jest w stanie zweryfikować wszystkich kandydatów, a zarzuty wobec Russo nie są potwierdzone.


Russo nosił się elegancko, uśmiechał do obiektywu, miał ogromne wpływy i pieniądze. Ale żył dość skromnie. Wspomniany już pierwszy świadek koronny, Buscetta, opowiadał, że w domu Russo nie miał nawet łazienki, a potrzeby załatwiał za domem, do wykopanej w ziemi dziury. Tak jak jego maestro, czyli Vizzi, był półanalfabetą.

Największe pieniądze zarobił na heroinie. Interes był tak lukratywny, że wybuchła z jego powodu tzw. pierwsza wojna klanów na Sycylii (1962), bardzo krwawa, bo pociągnęła za sobą setki ofiar.

W 1964 r. Russo trafił do aresztu. Stało się to po akcji policji, podjętej po krwawym zamachu w Ciaculli, w którym zginęło siedmiu funkcjonariuszy służb porządkowych i wojska. Postawiono wtedy zarzuty 114 mafiosom. Russo zgłosił się sam z nadzieją, że możni przyjaciele ze świata polityki go wybronią.

Rzeczywiście, wielu za niego ręczyło, a był w tym gronie m.in. poseł Calogero Volpe. Przed sądem nie przedstawiono twardych dowodów na przestępczą działalność Russo, zabójstwa i handel narkotykami. Za pomniejsze przewinienia skazano go na wygnanie – pięć lat spędził na północy Włoch, strzeżony przez policję. Potem wrócił do domu i spokojnie dożył swoich dni w Mussomeli do 1976 roku.

Michele Navarra – lekarz i morderca

Wyrzekam się ciebie dla twojego dobra. Uciekaj od mafii

Już 20 żon, córek, sióstr i kuzynek najgroźniejszych przestępców porzuciło swoje dzieci.

zobacz więcej
Urodził się w 1905 r. w Corleone w zamożnej rodzinie. Jego ojciec prowadził duże gospodarstwo i uczył w miejscowej szkole rolniczej. Zadbał o wykształcenie syna. Michele studiował inżynierię i medycynę na uniwersytecie w Palermo. Dyplom zdobył w 1929 r., potem służył we włoskiej armii, gdzie doszedł do stopnia kapitana.

Po powrocie do rodzinnego miasteczka zaczął pracę w miejscowym szpitalu. Jednocześnie stał się aktywnym członkiem mafii, do której wprowadził go kuzyn matki Angelo di Carlo. W 1946 r. Michele Navarra objął kierownictwo szpitala, w którym pracował. Jego poprzednik został zamordowany, sprawców nie złapano.

Tak jak inni mafiosi, Navarra nawiązał kontakty polityczne z Chrześcijańską Demokracją, a wcześniej angażował się w ruch separatystyczny na Sycylii. W 1948 r. na jego polecenie został zabity w szpitalu 13-letni pastuszek Giuseppe Letizia, mimowolny świadek zleconego przez mafię zabójstwa działacza Placido Rizzotto.


Navarra był świetnym organizatorem. Rodzina mafijna zarabiała dzięki niemu wielkie pieniądze na tradycyjnymi „pizzo” (płatna protekcja), nielegalnym handlu mięsem i na wodociągach. Został też m.in. doradcą ds. medycznych kolei, co owocowało intratnymi kontraktami. Sam prawdopodobnie nikogo nie zabił, natomiast zlecił dziesiątki morderstw.

Lekarz i mafioso w jednej osobie zginął w sierpniu 1958 r. Zamach na niego zorganizował jego rywal z Corleone Luciano Liggio. Samochód, którym Navarra podróżował z młodym lekarzem, kompletnie z mafią nie związanym, zatrzymały dwa inne pojazdy. Mordercy oddali kilka serii z broni maszynowej do Navarry i jego towarzysza; 94 naboje utkwiły w ciele mafiosa. Egzekucję wykonano z niespotykanym do tej pory okrucieństwem. Stała się wzorem dla innych przestępców.
Luciano Liggio – zapach śmierci

Gdy miał zaledwie 23 lata przejął przywództwo nad klanem Corleone. Stało się to po śmierci Navarry, którego kazał zabić. Za jego rządów klan Corleonesi urósł w siłę. Nazywano go „Profesorem”, bo w więzieniu dużo czytał, a potem pouczał innych.

Lubił inny swój przydomek, „Primula Rossa” (czerwony pierwiosnek), bo był wielbicielem film „Szkarłatny kwiat” o szlachetnym, eleganckim awanturniku, który w czasie rewolucji francuskiej ratował arystokratów skazanych na śmierć. We Włoszech film ten nosił tytuł „La Primula Rossa”.

O Liggiu mówiło się, że uwielbiał zabijać i chętnie wykonywał mafijne wyroki. „Trzeba było uważać, w jaki sposób mówi się w jego towarzystwie. Wystarczył nie taki ton głosu, niezręczne słowo… i nagle zapadała cisza. Następnie pojawiał się cichy niepokój, a potem w powietrzu znienacka dawał się wyczuć zapach śmierci – tak o Lucianie Liggiu opowiadał w latach 80. ubiegłego wieku Antonino Calderone, jeden ze skruszonych mafiosów” – napisał Tomasz Bielecki w książce „Krótka historia mafii sycylijskiej”.

– Był jednym z najważniejszych szefów cosa nostry w jej historii – powiedział po jego śmierci w 1993 r. Luciano Violante, szef antymafijnej komisji we włoskim parlamencie.


Liggio pochodził z biednej rodziny i też uczyć się nie chciał. Lubił zaś pieniądze, zaangażował się więc w nielegalnych handel mięsem z kradzionego bydła.

Pierwszego człowieka zabił w 1945 r., gdy miał 19 lat. Był to strażnik, który przyłapał go na kradzieży zboża i przyczynił się do wsadzenia go do więzienia. Za to morderstwo Luciano trafił przed sąd, ale ostatecznie go uniewinniono.

Ostatni „król Rzymu”. Terrorysta, który przejął kontrolę nad Wiecznym Miastem

„Er Cecato”, czyli „ślepiec”, ma za sobą lata przestępczej kariery.

zobacz więcej
Potem powybijał członków klanu Barbaccia, którym nie podobało się, że psuje im interes i kradnie bydło na ich terenie. Gdy już się z nimi uporał, doszedł do wniosku, że przyda mu się posada zarządcy majątku ziemskiego. By dopiąć swego, zabił człowieka, który na tej posadzie pracował i „przekonał” właściciela, że on jest najlepszym kandydatem na to stanowisko. Kolejną ofiarą „Czerwonego Pierwiosnka” był związkowiec Placido Rizzotto, który podburzał robotników i rolników.

W latach pięćdziesiątych Liggio systematycznie powiększał swoje wpływy, zaczął m.in. kontrolować miejscowy transport. W końcu wszedł w konflikt z Michele Navarrą, szefem mafii w Corleone, który zlecił jego zabójstwo. Liggio uszedł jednak z życiem i zrewanżował się zamachem na Navarrę – zabójcami byli Bernardo Provenzano oraz Toto Riina.

Gdy Luciano wyeliminował Navarrę, mógł już spokojnie czerpać zyski z opanowanego terenu. Zdominował też rynek w Palermo, ściągał haracze, zbijał pieniądze na hazardzie i rozwinął handel narkotykami. Wszedł również w branżę budowlaną.


Wiele razy zasiadał na ławie oskarżonych. W czasie jednego z procesów wsławił się spektakularną ucieczką ze szpitala w Rzymie. Długo się ukrywał, zaczął robić mafijne interesy m.in. w Mediolanie. Ciążył już na nim wyrok dożywocia za zabójstwo Navarry, który wydał zaocznie sąd w Bari.

Ostatecznie namierzono go w 1974 r. i wsadzono do więzienia. Zza krat nadal jednak wydawał swoim żołnierzom rozkazy i robił interesy. Jego zaufanymi współpracownikami byli Riina i Provenzano. Liggio zmarł w więzieniu w 1993 r.
Toto (Salvatore) Riina

Nazywali go „Bestią” (La Belva). Pochodził z Corleone, urodził się w 1930 r. Gdy miał 13 lat, jego ojciec i brat zginęli od eksplozji niewypału. Wtedy Salvatore poznał Liggia i zaczął z nim współpracować. „Czerwony Pierwiosnek” wyczuł, że ma do czynienia z idealnym towarzyszem zbrodni.

Gdy Toto miał 19 lat, został skazany za zabicie znajomego w czasie bójki. Z więzienia wyszedł w 1956 r. i natychmiast dołączył do Liggia. Razem robili interesy.

Przepustką do mafii było zamordowanie człowieka. W 1958 r., razem z Bernardo Provenzano na zlecenie Liggia najpierw zabił Navarrę, a potem konsekwentnie wybijał jego zwolenników

Z biegiem czasu okazało się, że Toto Riina przerósł swojego mistrza, czyli Liggia. Zabijał z radością, z całą pewnością sam zamordował kilkadziesiąt osób. Zlecił też kilkaset zabójstw, w tym m.in. w 1992 r. zorganizował skuteczne zamachy na walczących z mafią sędziów: Giovanniego Falcone i Paola Borselino.


Rozpętał też mafijną wojnę na Sycylii, dzięki której udało mu się przejąć kontrolę nad całą cosa nostrą. Media pisały o nim „capo di tutti capi”. W gangsterskich starciach zginęło ponad 200 osób.

Rozkręcał też z sukcesem handel narkotykami i nawiązał współpracę ‘ndranghetą. Każdego, kto mu stawał na drodze – mafiosów, polityków, urzędników i policjantów – bezlitośnie usuwał.

Mafijne królowe z 'ndranghety. Wśród nich budząca strach Polka

Edyta K. jest pierwszą Polką sądzoną we Włoszech za przestępstwa związane z mafią.

zobacz więcej
Riina zabijał też członków rodzin tych, którzy mu podpadli. Kazał m.in. porwać 12-letniego Giuseppe di Matteo, syna jednego ze swoich współpracowników. Chłopca przez dwa lata trzymano w niewoli, potem na rozkaz Riiny uduszono, a ciało rozpuszczono w kwasie. Miał to podobno zrobić osobiście nastoletni wtedy syn Belvy.

Za jego rządów zmienił się sposób działania cosa nostry. Wcześniej mafiosi dbali, by niewiele wiedziano o ich działalności. Zaś Riina wiele robił na pokaz, stosował politykę zastraszania. Zorganizował też serię zamachów w Rzymie, Mediolanie i Florencji. Jednocześnie włoska policja i organy ścigania zaczęły skuteczniej niż do tej pory walczyć z przestępczością zorganizowaną.

Ścigano go 24 lata. Nic dziwnego, miał możnych protektorów, m.in. wielokrotnego premiera Włoch i lidera Chrześcijańskiej Demokracji Giulia Andreottiego. Ostatecznie trafił do więzienia w 1993 r. Skazano go 26 razy na dożywocie. Nigdy nie wyraził skruchy za to, co robił.


W więzieniu, jak większość mafijnych bossów, miał się świetnie. Nadal rządził cosa nostrą. Do 2011 r. trzymano go w placówce o zaostrzonym rygorze i miał – teoretycznie – ograniczony kontakt ze światem zewnętrznym.

W 2017 r. Riina zmarł w więzieniu. Miał 87 lat. Jego adwokat walczył, by przestępca mógł ostatnie chwile życia spędzić na wolności, co wzbudzało oburzenie Włochów.
Bernardo Binu Provenzano – bezwzględny „mózg kurczaka”

Współpracownik Liggio, kumpel i następca Toto Riiny, znany z uwielbienia do zadawania przemocy i zabijania. Miał przydomek „Traktor”, ponieważ bez litości usuwał ludzi. Miażdżył wszystkich, którzy stanęli na jego drodze.

Nazywano go też „Księgowym”, bo doskonale zarządzał mafijnymi interesami. Liggio nie doceniło go należycie. Podobno zwykł mawiać, że choć Provenzano bosko strzela, to ma „mózg kurczaka”.

Urodził się w Corleone, zmarł w 2016 roku w więzieniu, gdzie odsiadywał dwudziestokrotne dożywocie. Po raz pierwszy miał zabić w wieku 25 lat. Jego ofiarą był Michele Navarra. Szacuje się, że miał na rękach krew co najmniej 53 osób. Ilu tak naprawdę kazał odebrać życie, dokładnie nie wiadomo.


Ujęto go dopiero w 2006 r., przez 40 lat udawało mu się ukrywać przed wymiarem sprawiedliwości. Policja miała tylko jedno jego zdjęcie, zrobione w 1959 r. Jego ostatnim schronieniem przed odsiadką była skromna farma niedaleko Corleone. Gdy go aresztowano, powiedział do policjantów: „Nie zdajecie sobie sprawy z tego, co robicie”.

Kobiety mafii. Mistrzynie zbrodni, które nie cofną się przed niczym

Zabijają, zlecają zabójstwa i rządzą żelazną ręką.

zobacz więcej
Mówiło się, że to on przyczynił się do ujęcia Riiny. Gdy Belva trafił do więzienia, Provenzano zajął jego miejsce w rodzinie. Cosa nostra przestała wtedy być tak agresywna, jak za czasów Riiny. Można powiedzieć, że spokojniej zbijała pieniądze na haraczach, narkotykach i innych brudnych interesach. Zrezygnowała z konfrontacji, postawiła na przetrwanie.

Matteo Messina Denaro – morderczy dandys

Listę zamyka następca Provenzano, Matteo Messina Denaro. Jest w gronie uznanych za najniebezpieczniejszych włoskich przestępców. Wydano za nim międzynarodowy list gończy. Wszystko na nic.

Policja ma jego zdjęcie sprzed wielu lat i za pomocą nowoczesnych technik co jakiś czas „postarza” jego twarz, by portret uaktualnić. Prawdopodobnie na nic to się nie zda, bo Denaro miał się poddać operacji plastycznej w Bułgarii i zupełnie zmienić rysy. Ukrywa się już 24 lata.

Pochodzi z mafijnej rodziny, jego ojciec był szefem klanu Castelvetrano. Urodził się w 1962 r. W 1989 r. zabił hotelarza, który głośno skarżył się, że musi opłacać się mafii.

W lutym 1992 r. Riina wysłał Matteo razem z grupą mafiosów do Rzymu, by przeprowadzili zamachy na sędziego Giovanniego Falcone i ministra Claudia Martellego. Gdy już byli na miejscu, Belva wszystko odwołał. Denaro zorganizował też porwanie Giuseppe di Matteo.


Mówi się o nim, że zabija z łatwością. Wśród jego ofiar jest m.in. ciężarna narzeczona mafijnego kolegi.

Bywa nazywany „Chudy” (Siccu), albo „Diabolik” – to bohater popularnego we Włoszech komiksu. Zawsze był miłośnikiem luksusu, pięknych kobiet, drogich samochodów i zegarków.

Cosa nostra pod jego rządami ma się nieźle, zaczyna odrabiać straty z poprzednich lat. Wiadomo, że Denaro nawiązał kontakty z przedsiębiorcami z całych Włoch. Ma też układy z niektórymi politykami.

Włoska policja zacieśniła ostatnio krąg jego poszukiwań. W okolicach Trapani zatrzymano 17 osób podejrzanych o utrzymywanie bezpośrednich kontaktów z Denaro. Zarekwirowano dużo broni i dokumenty. On sam jednak nadal nie został schwytany.

– Beata Zatońska
Zdjęcie główne: Mafijni mordercy (fot. Shutterstock/ Phat1978)
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Będzie sobie życie… sztuczne
Można je zaprogramować, by precyzyjnie dostarczało leki i polowało na komórki nowotworowe.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wiedźmin wydrukuje trzustkę
Polska firma zaczyna produkcję szczepionek na COVID-19. Kolejne pracują nad lekami na raka, cukrzycę czy depresję.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sytuacja na granicy USA jest jak sprzed Trumpa, tylko gorsza
Złego białego ma zastąpić dobry niebiały. Zmiany demograficzne mogą dać władzę Demokratom na dziesiątki lat.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wstrząsnął establishmentem. Czy teraz idzie po władzę?
Mówi wprost, nazywając rzeczy po imieniu. Nic dziwnego, że okrzyknięto go „francuskim Trumpem”.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Jak eurokraci usiłują przejąć kontrolę nad Polską
Jan Rokita: Chodzi o oddanie rządów – przynajmniej na jakiś czas – zaufanym funkcjonariuszom instytucji unijnych.