Historia

Klątwa Bońka. Jak upadała polska piłka nożna

Upadek nie nastąpił z dnia na dzień i nie ma jednego meczu, który zapoczątkował degrengoladę. Ale faktem jest, że w drugiej połowie lat 80. zeszłego stulecia polska piłka zaczęła szybko spadać w światowej hierarchii. Jeszcze w 1986 roku nasza drużyna była pewnym uczestnikiem finałów mistrzostw świata i liczyły się z nią najważniejsze reprezentacje futbolowe. W kadrze nie brakowało świetnych zawodników, a kibice wciąż mieli nadzieję na puchar. Ale to właśnie wtedy zaczęła się zapaść, która trwała aż 16 lat.

– Nie mamy dobrej pozycji startowej na kolejne lata i nie ma co tego ukrywać – przyznał kapitan reprezentacji Polski Robert Lewandowski, mówiąc w nowej książce Sebastiana Staszewskiego „Tajemnice kadry” o przyszłości obecnej drużyny.

– Życzyłbym sobie i kibicom, aby szybko pojawili się nowi Lewandowski, Błaszczykowski czy Grosicki, bo niedługo może się okazać, że z tych naszych wielkich meczów zostaną tylko wspomnienia – dodał dość pesymistycznie.

Ostatnie przygotowania

Biało-czerwoni szykują się do swojego pierwszego meczu podczas finałów mistrzostw świata w Rosji. Pierwszy mecz, z Senegalem, już 19 czerwca.

WSZYSTKO O MUNDIALU 2018 W SPECJALNYM SERWISIE TVP SPORT! TRANSMISJE Z MECZÓW W TVP
Kibice liczą, że Polakom uda się co najmniej awansować z mundialowej grupy z Kolumbią, Senegalem i Japonią. Co byłoby wydarzeniem, które nie miało miejsca od 32 lat, gdy ostatni raz nasza drużyna wyszła z grupy na MŚ.

Kto odejdzie z drużyny po mundialu?

Ale coraz więcej kibiców, zaglądając w metryki piłkarzy, zastanawia się, jaka będzie ta reprezentacja po mundialu, gdy ruszą Liga Narodów, a potem eliminacje do Euro 2020.

Mówi się, że karierę reprezentacyjną niedługo mogą skończyć m.in. Jakub Błaszczykowski (32 lata), Kamil Glik (30 lat), Łukasz Piszczek (33 lata), Michał Pazdan (30 lat) i Łukasz Fabiański (33 lata). Nie jest też pewne, czy stery kadry wciąż będzie dzierżył selekcjoner Adam Nawałka, który po 4,5 roku z kadrą może szukać nowych wyzwań.

Palili kurę, a popiół wcierali sobie w ciało. Rzucali czary. Wciskali fetysze w murawę...

Dla polskich piłkarzy afrykańscy rywale nie należeli do najłatwiejszych.

zobacz więcej
Czy niedługo zobaczymy zatem nową reprezentację? I czy dostarczy nam ona tyle radości, co chłopcy Nawałki?

Podobna sytuacja była w 1986 roku. Reprezentacja Polski, z gwiazdą światowego formatu Zbigniewem Bońkiem, czwarty raz z rzędu jechała na mistrzostwa świata. Kibice już prawie nie pamiętali, jak to jest oglądać światowy czempionat bez naszych piłkarzy.

Na mundialu w Meksyku grały wtedy 24 drużyny, a Polska była jednym z 14 reprezentantów Europy. Co ciekawe, nasz zespół losowany był z pierwszego koszyka (obok Włoch, RFN, Francji, Brazylii i Meksyku). Trafiliśmy na Anglię, Maroko i Portugalię.

Co to za styl?

Dziś takie wyniki, jakie uzyskali wówczas, przyjęlibyśmy raczej z zadowoleniem. Polacy zremisowali bezbramkowo z Marokiem i pokonali 1:0 Portugalczyków po golu Włodzimierza Smolarka. Co prawda z Anglią przegrali 0:3, po trzech trafieniach słynnego Gary’ego Linekera w ciągu 25 minut, ale awansowali do 1/8 finału, czyli wykonali plan minimum.
Zbigniew Boniek nie pomógł, Polska przegrała 0:4 z Brazylią. Fot. arch. PAP/Peter Robinson
Jednak już wtedy z kraju płynęły narzekania na styl gry kadry Antoniego Piechniczka i zatrważającą nieskuteczność (jeden gol w trzech meczach).

Najlepszy mecz, ale...

Czarę goryczy przelał ostatni mundialowy mecz Polaków przed 16-letnią przerwą, czyli przegrane 0:4 starcie z Brazylią. Choć eksperci wskazywali, że pierwsze 45 minut Polaków było najlepsze na mistrzostwach, to naszym brakowało szczęścia pod bramką rywali. A jedynego gola w pierwszej połowie Brazylijczycy wbili z bardzo kontrowersyjnego rzutu karnego, podyktowanego przez arbitra Volkera Rotha z NRD, który stał się nad Wisłą wrogiem numer jeden.

Z kotła znów buchnie para?

Jedno krzesełko w Chorzowie kosztowało około 12 tys. zł.

zobacz więcej
Do tego Jan Karaś obił słupek, a Ryszard Tarasiewicz – poprzeczkę brazylijskiej bramki. Zaś po przerwie, gdy nasi zawodnicy odpuścili obronę walcząc o wyrównanie wyniku, stracili kolejne gole.

Na „pocieszenie” Zbigniew Boniek i Władysław Żmuda przeszli do historii MŚ. Niestety nie pięknymi akcjami, czy bramkami. Pierwszy dostał żółtą kartkę i stał się pierwszym piłkarzem, który otrzymał napomnienie na trzech mundialach. Drugi wszedł na boisko w końcówce meczu, aby stać się pierwszym i jedynym Polakiem, który wystąpił na czterech MŚ oraz wyrównać ówczesny rekord w liczbie meczów na mistrzostwach – miał ich 21, tyle co Niemiec Uwe Seeler.

Klątwa Piechniczka

– Zbychu grał tak, jak wszyscy, czyli kiepsko – komentował w „Piłce Nożnej” styl gry syna i całej drużyny Józef Boniek. – Jedna przewrotka w meczu z Brazylią wprawdzie przypomniała światu, że mój syn coś potrafi, ale liczyliśmy na więcej – dodał ojciec kapitana kadry.

Nie da się ukryć, że styl gry na MŚ w Meksyku zwiastował przyszłe problemy kadry, a do historii przeszła klątwa, którą Piechniczek i Boniek rzucili na polską piłkę podczas wywiadu z Dariuszem Szpakowskim dla TVP.
Antoni Piechniczek rzucił klątwę na polską piłkę (fot. arch. PAP/ Teodor Walczak)
– Dwa razy wprowadziłem zespół Polski do finałów mistrzostw świata, raz zdobyliśmy brązowy medal, raz weszliśmy do grona 16 najlepszych drużyn. Wystarczy. Odchodzę! – mówił selekcjoner. – Życzę mojemu następcy, aby żegnał się z kadrą z podobnym, a nawet lepszym dorobkiem – zakończył.

A Zibi dodał, żeby docenić to, co udało się wywalczyć i że polscy kibice jeszcze zatęsknią za awansami. Jego słowa okazały się prorocze.

Media podkreślały, że tragedii w polskiej piłce jeszcze nie ma, bo w końcu byliśmy wśród 16 najlepszych drużyn globu, ale wielkiej drużyny też nie mamy.

Era Łazarka

Po mistrzostwach wiele się zmieniło w polskiej kadrze, ale niestety wyniki z roku na rok były coraz gorsze. Pierwszy raz rozpisano konkurs na selekcjonera. Wygrał je 49-letni wówczas Wojciech Łazarek, który w poprzednich latach wprowadził do ekstraklasy Zawiszę Bydgoszcz i dwukrotnie zdobył mistrzostwo i Puchar Polski z Lechem Poznań.
Od początku jednak zwracano uwagę, że trener radzący sobie w piłce klubowej, gdzie cały czas jest z piłkarzami, niekoniecznie udźwignie rolę selekcjonera. Relacje trenera Łazarka z mediami były coraz gorsze, a nie pomagały im trudny charakter szkoleniowca oraz coraz słabsze wyniki.

Stara gwardia odchodzi

Zespół opuścili też tacy zawodnicy, jak Józef Młynarczyk, Władysław Żmuda, Stefan Majewski i Andrzej Buncol. Powoli żegnał się z nią też sam Boniek, z którym nowemu selekcjonerowi wyraźnie nie było po drodze.

W nowej drużynie prym mieli wieść Jan Urban, Ryszard Tarasiewicz, Waldemar Prusik, Józef Wandzik czy Dariusz Wdowczyk, czyli wciąż zawodnicy z nazwiskami. Ale trener lubił zmieniać skład i sprawdzać coraz to nowych graczy, więc podczas jego trzyletniej kadencji w koszulce z orłem na piersi zagrało aż 68 piłkarzy!
Wojciech Łazarek został selekjonerem w 1986 roku (fot. arch. PAP/Leszek Fidusiewicz)
A przecież początki Łazarka były obiecujące, bo eliminacje Euro 1988 Polacy zaczęli od wygranej 2:1 z Grecją i wyjazdowego remisu z faworytem grupy – Holandią. Potem przyszły wysokie wygrane w sparingach z Norwegią i Finlandią. Wydawało się więc, że z tą naszą piłką wcale nie jest źle.

Zatańczyć z Kopciuszkiem

Do czasu. W kwietniu 1987 roku Polacy zagrali eliminacyjny mecz z Cyprem, czyli wtedy outsiderem grupy. Dziś zespół z Wyspy Afrodyty wciąż jest dużo niżej notowany od Polaków, ale są w Europie słabsze reprezentacje. Wówczas był to jednak zupełny Kopciuszek, który w meczach wyjazdowych eliminacji MŚ i ME nigdy nie zdobył nawet punktu.

Spotkanie rozegrano pierwszy raz w historii w Gdańsku i był to ukłon w stronę trenera Łazarka, który jako piłkarz wiele lat grał w miejscowej Lechii, także karierę trenerską rozpoczynał właśnie w Trójmieście.
Mecz z Cyprem zapisał się w annałach polskiej piłki jako jeden z największych blamaży. Selekcjoner wystawił co prawda ultraofensywny skład: z Janem Urbanem, Dariuszem Dziekanowskim, Janem Furtokiem, Włodzimierzem Smolarkiem i Mirosławem Okońskim. Ale nikomu na grząskim, błotnistym boisku nie udało się trafić do siatki.

Wynik 0:0 poszedł w świat, nie było już wątpliwości, że z reprezentacją jest coraz gorzej. Wśród kibiców krążyło coraz więcej plotek, że niektórzy piłkarze traktują zgrupowania reprezentacji jako czas dobrej zabawy, a Łazarek zupełnie nad tym nie panuje.

Soczysty język

– Szło nam jak k... w deszcz – komentował po latach ów mecz z Cyprem Łazarek, w rozmowie z „Przeglądem Sportowym”. Trener, słynący w środowisku piłkarskim z ciętego języka, przyznawał, że kibice wciąż wypominają mu tamto spotkanie, które sprawiło, że cała gra w eliminacjach ME całkiem się posypała.

Biało-czerwoni przegrali potem m.in. z Grecją i Holandią (Oranje grali piąty raz nad Wisłą i odnieśli dopiero pierwsze zwycięstwo) i pożegnali się z marzeniami o Euro 88.
Polska nie potrafiła w Gdańsku pokonać Cypru (fot. arch. PAP/Stefan Kraszewski)
Nad Wojciechem Łazarkiem i reprezentacją wisiały coraz ciemniejsze chmury, a zbliżały się eliminacje MŚ Włochy 1990. Kibice byli pewni, że skoro od lat Polakom udawało się awansować, tak samo będzie i tym razem.

Złośliwy los

Nie mieli jednak szczęścia. Losowana z drugiego koszyka Polska trafiła na silnych Anglików i Szwedów oraz Albańczyków. A do tego znalazła się w jednej z trzech grup ledwie 4-zespołowych, z których bezpośredni awans – inaczej niż w grupach z 5 drużynami – uzyskiwał tylko zwycięzca. Zespoły z drugich miejsc musiały patrzeć na rozstrzygnięcia w innych grupach, bo tylko dwa najlepsze miały otrzymać promocję.

– Trudno powiedzieć, aby los był łaskawy, ale nie ma też powodów do wielkich narzekań – komentował wyniki losowania Łazarek.
Większym realistą był Włodzimierz Lubański, który od razu stwierdził, że o mistrzostwach świata możemy zapomnieć. – Biorąc pod uwagę umiejętności, prezentowane przez polską drużynę w ostatnim czasie, trzeba powiedzieć, że w swojej grupie eliminacyjnej ma niewielkie szanse na awans – podkreślił. „Bez dobrej gry daleko nie zajedziemy” – wyrokował też na pierwszej stronie „Przegląd Sportowy”.

Ligowe cuda

Atmosfera wokół futbolu w Polsce była coraz gorsza. Nie dość, że kadra nie dawała kibicom powodów do radości, to jeszcze rozgrywki ligowe budziły coraz więcej podejrzeń, a w relacjach z ekstraklasowych kolejek pojawiały się wręcz oskarżenia, że nie są to mecze fair play.

Bywało, że podawano... suche wyniki, z adnotacją, że nie ma co opisywać „marnych komedii, wystawianych przez marnych komediantów”. W efekcie coraz słabsza liga przekładała się na coraz słabszą reprezentację.

Sportowcy jak gwiazdy rocka

Polski sport ma się średnio, za to reklama ze sportowcami – świetnie.

zobacz więcej
Eliminacje MŚ 1990 zaczęły się dość słabo, choć zwycięsko, w październiku 1988 roku. Wymęczone 1:0 w Chorzowie ze słabą Albanią, po golu Krzysztofa Warzychy w końcówce, chluby na pewno nie przynosiło. Wiadomo było, że o wszystkim rozstrzygną wiosenne wyjazdowe starcia ze Szwedami i Anglikami w kolejnym roku.

Pechowy samolot

Majowy mecz w Sztokholmie był niezwykle zacięty. Polacy grali jak równy z równym, a nad Raasundą latał samolot z wielkim napisem „Polska, gola!”, wynajęty najpewniej przez jakiegoś Polonusa.

Mimo to gospodarze na kwadrans przed końcem wbili nam gola i wydawało się, że to już koniec emocji. Jednak w 87. minucie z rzutu wolnego wyrównał Ryszard Tarasiewicz. Wyjazdowy remis nie byłby złym wynikiem przed kolejnymi meczami. Niestety, znów dał o sobie znać pech... Arbiter, nie wiedzieć czemu, doliczył aż cztery minuty do regulaminowego czasu gry i właśnie w ostatniej, po pewnym zamieszaniu, Szwedzi strzelili zwycięską bramkę.

Było pewne, że awans do finałów MŚ znacznie się oddala. – Gratuluję Szwedom, ale niech sędzia oceni we własnym sumieniu swoją decyzję o takim przedłużeniu gry – mówił po meczu podłamany trener Łazarek. Jego piłkarze mieli łzy w oczach.
Wojciech Łazarek podczas zgrupowania w Gdańsku, w maju 1989 roku (fot. arch. PAP/Wojciech Szabelski)
Meczem o wszystko miało być starcie z Anglią na Wembley. Polacy mieli tam zagrać dopiero po raz drugi. Wcześniej, w 1973 roku, wywieźli z jaskini lwa pamiętny remis 1:1, dający awans do MŚ 1974. Kibice mieli nadzieję, że historia się powtórzy.

Innego zdania byli jednak eksperci i komentatorzy. – Tamten mecz to już historia, a trzeba żyć teraźniejszością – podkreślał Jan Domarski, strzelec słynnego gola w starciu z Synami Albionu.

Polityczne przesilenie

Mecz, choć ważny dla naszej kadry, toczył się w cieniu wielkich historycznych wydarzeń politycznych. Niektórzy twierdzili potem, że gdy dogorywała polska piłka, rodziła się wolna Polska.

Starcie Anglia – Polska zaplanowano bowiem na 3 czerwca 1989. Dzień później odbyły się w naszym kraju pierwsze po II wojnie, częściowo wolne wybory parlamentarne. Nawet gazety sportowe, zapowiadając mecz, zachęcały do głosowania. W Londynie gościł w owym czasie prezydent USA George Bush, który niedługo potem odwiedził też Polskę. I to ta wizyta skupiała uwagę dziennikarzy.
Retro TVP: Anglia – Polska 3:0 (1989). Znów ten Lineker...
Polakom zmiany w ojczyźnie nie dodały skrzydeł. Byli tylko tłem dla rywali i przegrali 0:3. To przesądziło o tym, że pierwszy raz od 1974 roku polscy kibice nie zobaczyli na mundialu swoich piłkarzy.

Trener z tramwaju

Dopingowe imperium zła

Skala oszustw, na których zbudowano rosyjski sport, poraża. Po co im to wszystko było?

zobacz więcej
Był to też ostatni mecz kadry dla Wojciecha Łazarka. – Czy będę prowadził nadal drużynę narodową? To jest tak, jak z jazdą w tramwaju: jeden wsiada, drugi wysiada – skwitował po porażce selekcjoner.

Na pożegnanie eliminacji Polska wygrała z Albanią i zremisowała u siebie bezbramkowo z Anglią. Poległa też 0:2 w meczu ze Szwecją, wokół którego narosło wiele teorii spiskowych, że nie wszystkim zależało na pokonaniu przeciwników walczących z Anglikami o pierwsze miejsce (choć nikomu nic nie udowodniono).
Stery kadry przejął Andrzej Strejlau, ale i jemu nie udało się odwrócić złego trendu w polskiej piłce. Zapaść rodzimego futbolu była coraz większa.

Marazm... i co dalej?

W latach 90. polscy młodzi piłkarze pod wodzą Janusza Wójcika zdobyli co prawda srebrny medal olimpijski w Barcelonie, a Legia Warszawa awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Jednak były to tylko drobne epizody, które nie przełamały marazmu w naszej piłce.

Na MŚ Polacy wrócili dopiero w 2002 roku, a w 2008 premierowo awansowali na mistrzostwa Europy, ale renoma wśród rywali i seria sukcesów przyszły dopiero pod wodzą Adama Nawałki. W 2016 roku, czyli 30 lat po mundialu w Meksyku, Polska wyszła z grupy na wielkiej imprezie dochodząc do ćwierćfinału. Pierwszą porażkę na Euro we Francji poniosła w serii rzutów karnych z przyszłym zwycięzcą turnieju – Portugalią. Pytanie: jak sobie poradzi w Rosji?

– Piotr Wilczarek
Zdjęcie główne: Polacy podczas przegranego 0:4 meczu z Brazylią na MŚ 1986 (fot. arch. PAP/ Peter Robinson)
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.
Historia wydanie 25.10.2019 – 1.11.2019
Zaszczuty polski bohater. Czyli czarnowidz, który miał rację
Przeciwko niemu ruszyła machina FBI, wywiad wojskowy i komuniści w USA. Przeciwnika sojuszy z Sowietami okrzyczano pomocnikiem Hitlera. Od obywateli Niemiec i Japończyków odróżniało go to, że nie siedział w obozie.