Kultura

Rozpustnik i antysemita. Klasyk, ale i postmodernista. Za życia sam stał się literaturą

Zmarły 22 maja Philip Roth nie był największym pisarzem amerykańskim ostatniego półwiecza, ale dla Ameryki był pisarzem najważniejszym. Od debiutu zmagał się z żydowską tożsamością czy może raczej to Żydzi z klasy średniej zmagali się z nim.

Amerykańskie obozy koncentracyjne? USA musiały zapłacić 1,6 miliarda dolarów odszkodowań

Pierwszy obóz założono w Manzanar w Kalifornii. W sumie powstało 10 podobnych obiektów – po dwa w Kalifornii, Arkansas i Arizonie, po jednym w Utah, Wyoming, Kolorado i Idaho. Przeszło przez nie ok. 110 tys. ludzi.

zobacz więcej
Słowem, które chyba najczęściej pojawia się w tytułach prasowych i internetowych po śmierci Philipa Rotha, jest bodaj przymiotnik „seminal”, czyli „wpływowy”, a zarazem „nasienny”. To celowy, nieprzesadnie zabawny, choć wymowny chwyt, bo autora „Amerykańskiej sielanki” nierzadko postrzegano jako obsesjonata, przede wszystkim seksualnego.

Widziano w nim antysemitę i tropiciela antysemityzmu, mizogina i piewcę wolności seksualnej, klasyka i postmodernistę, autora przełamującego tabu i utrwalającego stereotypy.

Wzloty duszy i moralne upadki

I może właśnie ten krótki katalog „Philipów Rothów wyobrażonych” najlepiej pokazuje, jak niejednoznaczną Amerykanin był postacią. Przez całą twórczość interesowało go tak naprawdę zderzanie wysokiego z niskim, natury z kulturą, tożsamości indywidualnej ze zbiorową, wzlotów duszy z moralnymi upadkami.

Ale błędem byłoby zamykanie go w jakiejś zgrabnej formule, Roth starał się bowiem zrobić, jak to ujął, „wszystko, co tylko mogłem, środkami, jakie miałem do dyspozycji”.

A to oznaczało dla niego przede wszystkim portretowanie Ameryki od czasów wzbierającego faszyzmu lat 30. (we Franklinie Delano Roosevelcie widział największą indywidualność tamtejszej polityki, nieomal zbawcę narodu; „Spisek przeciwko Ameryce”), przez II wojnę (epidemia polio z 1944 roku w „Nemezis”), szalejący makkartyzm („Wyszłam za komunistę”), wojnę w Korei („Wzburzenie”), wojnę w Wietnamie („Amerykańska sielanka”), po rządy Billa Clintona i skandal z Moniką Lewinsky („Ludzka skaza”). Choć uchodził za rozpustnika, to większość życia spędził przy pulpicie, niczym benedyktyn, pisząc na stojąco, żeby chronić kręgosłup. Owszem, pisywał powieści autobiograficzne, bywał – w mniej i bardziej otwarty sposób – małostkowy wobec byłych partnerek (zwłaszcza angielskiej aktorki Claire Bloom, z którą był związany niemal 20 lat i którą wielu krytyków widziało w Eve Frame, Żydówce-antysemitce z „Wyszłam za komunistę”), jednak tak naprawdę nigdy się nie odsłaniał.

Być może najciekawsze literacko są te jego książki, które uchodziły za najbardziej autobiograficzne: „Fakty”, „Operacja Shylock” czy „Przeciwżycie” to bodaj najciekawsze przykłady pseudoautobiografizmu II połowy XX wieku. Roth zszywał swoich bohaterów (swoich Rothów, Zuckermanów, Kepeshów) tak misternie, że oddzielenie literackiej kreacji od świadectwa było właściwie niemożliwe.

Bez godnego spadkobiercy

Od debiutu – zbioru „Goodbye, Columbus” z 1959 roku, na który złożyło się pięć opowiadań i tytułowy tekst będący, jak to się określa po angielsku, „novellą”, czyli długim opowiadaniem – zmagał się z żydowską tożsamością czy może raczej to Żydzi z klasy średniej zmagali się z nim, uważając nierzadko za antysemitę, co znalazło wyraz w scenie opisanej w „Faktach”, gdy po sukcesie pierwszej książki na nowojorskim college’u pytają go, czy pisałby takie same historie, gdyby żył w nazistowskich Niemczech.
Philip Roth zgarnął właściwie wszystkie prestiżowe nagrody, jakie mógł, poza literackim Noblem. Fot. Reuters/Eric Thayer
Po tamtym pamiętnym wieczorze przysiągł, że nie będzie już pisał o Żydach. Ale światową sławę przyniosła mu powieść, w której do tematyki żydowskiej tożsamości wrócił: „Kompleks Portnoya”. Tym razem jednak Roth wstrzelił się we właściwy moment – zmagający się z młodzieńczą seksualnością i marzący o gojkach Portnoy okazał się bohaterem na miarę dokonującej się właśnie rewolucji seksualnej.

Rok Trumpa. Permanentna niepewność

Irena Lasota: Prezydent nigdy nie obiecywał Amerykanom więcej demokracji, tylko, że „przywróci Ameryce wielkość”. A wielkość jest jeszcze trudniejsza do zmierzenia niż demokracja.

zobacz więcej
Ale największe powieści Rotha – „Wyszłam za komunistę”, „Amerykańska sielanka”, „Spisek przeciwko Ameryce” – zwykle koncentrowały się na zderzeniu postaw etycznych albo – jak niezrównane „Dziedzictwo” czy jego późne dzieła – były bolesnym, intymnym zapisem skazanych na porażkę zmagań z ułomną cielesnością i czasem.

Autor „Kompleksu Portonoya” zgarnął właściwie wszystkie prestiżowe nagrody, jakie mógł (ich wyliczenie zajęłoby więcej miejsca niż ten tekst). Poza literackim Noblem, co kompromituje tę nagrodę o wiele bardziej niż niedawny skandal bukmachersko-seksualny.

Roth był większy niż Nobel. Stał się literaturą, której poświęcił życie. Odziedziczył Amerykę od Saula Bellowa i napisał ją na nowo. Na razie nie doczekał się godnego spadkobiercy.

– Krzysztof Cieślik
Zdjęcie główne: Philip Roth portretował Amerykę. Czas rządów Billa Clintona i skandalu z Moniką Lewinsky pokazał w „Ludzkiej skazie”. Fot. Reuters
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Polski los, amerykańskie wzruszenia
Czekając na trzeci sezon „Stuleci Winnych”.
Kultura Poprzednie wydanie
Niewierny twardziel, magnum 44 i polityka
Przyjaciel Reagana, zwolennik McCaine’a, sympatyk (chwilowy) Trumpa, poplecznik Bloomberga.
Kultura wydanie 22.05.2020 – 29.05.2020
Od Górniak do Harrelsona. Fake newsy celebrytów
Wymyślony koronawirus, niebezpieczne szczepionki, groźna sieć 5G…
Kultura wydanie 22.05.2020 – 29.05.2020
Inspirowała Kantora. Miała talent i pecha żyć, kiedy ton sztuce...
Została dostrzeżona już na studiach, ale dokonania Marii Stangret-Kantor nie były tak popularne, jak jej męża.
Kultura wydanie 15.05.2020 – 22.05.2020
Ostatnia rewolucja w świecie dobrobytu
Krytyka rządów sprzed 1979 roku, która utorowała Margaret Thatcher drogę do władzy, współbrzmiała z głosami muzyków punkowych.