Kultura

Władza nakazała zniszczyć wszystkie kopie tego filmu. Dlaczego uznała go za niebezpieczny?

Był autorem tylko jednego filmu fabularnego, ale jakże ważnego. Dla Polaków – bo ukazuje zaginiony świat dawnych Kresów Rzeczypospolitej. Dla Żydów – bo uświadamia, jak głęboko ich kultura jest zakorzeniona w historii środkowej Europy i Rosji.

Jeden z ciała kolegi zrobił nadzienie do pierożków. Drugi zgwałcił 37 dziewczynek. Kolejny poderżnął gardła 19 ofiarom

Witajcie w Czarnym Delfinie! Statystycznie, na jednego więźnia przypada tu pięć morderstw. Maniacy seksualni i kanibale mają pojedyncze cele. Pozostali siedzą po dwóch, czterech, dobierani według właściwości psychologicznych. Wszyscy pod obserwacją 24 godziny na dobę.

zobacz więcej
W jednej ze scen filmu fabularnego „Komisarz” (1967), wyreżyserowanego przez Aleksandra Askoldowa, biją dzwony cerkiewne i kościelne, a na targu przekrzykują się żydowscy handlarze i ukraińscy chłopi, tańczą Cyganie. Niestety świat pokazany w tym filmie – oparty na wspomnieniach pochodzącego z Berdyczowa pisarza Wasilija Grossmana – nie mógł być pokazany w radzieckich kinach. Berdyczowscy Żydzi nie mogli zostać przypomniani sowieckiej publiczności dlatego, że jacyś ich (prawdopodobni) potomkowie walczyli wówczas w Gazie z Arabami. Film przeleżał na półkach dwadzieścia lat.

„Komisarz” był debiutem Askoldowa, wychowanego w Moskwie potomka Żydów z dawnych wschodnich terenów równie dawnej Rzeczypospolitej. W Rosji zresztą innych Żydów (nie licząc drobnych społeczności na Kaukazie czy z Buchary) nigdy nie było. Cała społeczność pojawia się tam dopiero po rozbiorach Rzeczypospolitej, a władze carskie próbowały ograniczyć jej istnienie do terenów wtedy zagarniętych, czyli tzw. strefy osiedlenia.

Sytuacja się powoli zmieniała, ale dopiero rewolucja 1917 roku ostatecznie pozwoliła Żydom na osiedlanie się w całym kraju. Nim przyjdą kolejne prześladowania, wielu z nich się wybije, zrobi kariery w państwie sowieckim. Wśród nich ojciec Aleksandra Askoldowa – Jakow, późniejsza ofiara czystki z 1937 roku, jaka wielu zasłużonych komunistów posłała tam, gdzie jeszcze niedawno wysyłali oni swoje ofiary.

Czerwonoarmistka ma prawo kochać

Stalinowska miotła czyściła skuteczniej niż carska. Rodzina rozstrzelanego Jakowa przetrwała, ale musiała swoje odcierpieć. Aleksander Askoldow jednak ukończył po wojnie filologię, wstąpił do Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego, asystował legendarnej sowieckiej minister kultury Jekatierinie Furcewej. Zapowiadało się, że zrobi szybką i wielką karierę. Jako trzydziestolatek ukończył reżyserię filmową w Moskiewskim Wszechzwiązkowym Instytucie Filmowym. „Komisarz” był nie tylko jego debiutem, ale i pracą dyplomową.

Pierwowzorem literackim filmu było opowiadanie „W mieście Berdyczowie” Wasilija Grossmana – pierwszego w ZSRR pisarza (nie licząc Ili Erenburga, ale on miał zawsze specjalne przywileje), który przełamywał tabu wokół sowieckich Żydów. Kolejne paroksyzmy antysemityzmu, o którym zresztą do dziś nie chce się w Rosji pamiętać, prowadziły do cenzury i ukrywania żydowskich przodków. Swoje zrobił tez Holokaust, którego społeczności zamieszkujące na Ukrainie i Białorusi nie przetrwały. Zerwała się więc więź potomków Żydów ze Słucka z ich korzeniami.

Grossman łamał te nieformalne zasady, nie rezygnując z przywoływania niemile widzianych motywów nawet podczas stalinowskiej akcji antyżydowskiej na przełomie lat czterdziestych. Był również pionierem w ZSRR, jeśli chodzi o opisywanie Zagłady. To jemu, jako korespondentowi wojennemu, zawdzięczamy jedne z pierwszych tekstów o działaniach Einsatzgruppen na Wschodzie, czy o obozie w Treblince.

Grossman wreszcie przedstawiał chaos dawnych Kresów (zresztą były chyba nimi i dla Polski, i dla Rosji) jako multikulturową wspólnotę. Nie bał się prawdy o Wojnie Domowej i Rewolucji, a we „Wszystko płynie” zostawił najbardziej przejmujący obraz Wielkiego Głodu.
Sowieckie dzieła z tamtego okresu przyznawały prawo do miłości nawet czerwonoarmistce. Kadr z filmu „Komisarz” (1967), reż. Aleksandr Jakowlewicz Askoldow. Fot. printscreen z YT
Gdy Askoldow wziął na reżyserski warsztat debiut Grossmana, pisarz już nie żył, ale atmosferę jego utworów w filmie odnajdziemy. Historia wyemancypowanej za sprawą rewolucji kobiety, która doszła w Armii Czerwonej do rangi komisarza, i goni Petlurę lub Polaków na Ukrainie, była – jak na sowieckie kino – bardzo odważna. Kobieta zachodzi w ciążę, decyduje się spędzić kilka miesięcy w małym miasteczku, by w spokoju urodzić dziecko – to wszystko jeszcze by przez cenzurę przeszło.

„Czterdziesty pierwszy” i inne sowieckie dzieła z tamtego okresu przyznawały prawo do miłości nawet czerwonoarmistce. Ale nie mogły ścierpieć tego, że zamieszkała ona z rodziną żydowskiego handlarza, naprawiacza garnków z Berdyczowa i szanowała jego prostą mądrość.

Był rok 1967 i Żydzi byli albo syjonistami z Izraela, walczącymi z Arabami wspomaganymi przez ZSRR, albo wichrzycielami domagającymi się prawa do emigracji z Kraju Rad do Izraela.

Kierownik sali

Dawny Berdyczów miał być zapomniany. Reżyserowi zaproponowano, by Żydów zastąpić Tatarami, na ówczesnym etapie propagandy –znośniejszymi. Ale Askoldow na kompromis nie poszedł. I tak zakończyła się jego błyskotliwa kariera w „raju robotników i chłopów”.

Gdy znikałeś w Związku Sowieckim, to „na całego”. Nakazano zniszczyć wszystkie kopie filmu Askoldowa. Ale znalazł się odważny człowiek, który przechował jedną z nich. Nie byle kto – Siergiej Gierasimow, legenda sowieckiego kina i filmowej pedagogiki.

Askoldowa usunięto z partii komunistycznej i ze szkoły filmowej, w której tenże Gierasimow wykładał. Uznany został za „artystycznie nieprzydatnego”. Zastanawiał się nad emigracją do Izraela, ale nie było szans, aby sowieckie władze wyraziły na to zgodę.

Przez kolejne lata Aleksandr Askoldow żył i pracował trzymając się w cieniu. Realizował dokumenty o legendarnych sowieckich ciężarówkach „Kamaz”, następnie został kierownikiem w sali koncertowej „Rassija” w Moskwie. Tam doczekał pieriestrojki.
Reżyserowi zaproponowano, by Żydów zastąpił Tatarami, na ówczesnym etapie propagandy – znośniejszymi. Ale Askoldow na kompromis nie poszedł. Kadr z filmu „Komisarz” (1967), reż. Aleksandr Jakowlewicz Askoldow. Fot. printscreen z YT
Na fali pierwszych zmian, nowym szefem sowieckiego związku filmowców został powszechnie szanowany Elem Klimow, reżyser mistycyzującego arcydzieła „Idź i Patrz”. Nie było chyba dla rosyjskiej i sowieckiej kinematografii lepszego okresu – zaczęły powstawać dzieła odkłamujące historię, do kin trafiały filmy wcześniej zakazane. Wśród premier brakowało jednak „Komisarza”.

Dopiero publiczny gest Askoldowa na Moskiewskim Festiwalu Filmowym, kiedy upomniał się o swoje dzieło w obecności Roberta DeNiro i Wanessy Redgrave, doprowadził do tego, że ktoś go w archiwum odnalazł. Dzieło podmontowano, odnowiono i wysłano do Berlina, gdzie film dostał Srebrnego Niedźwiedzia. A po roku – nominację do Oscara w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego.

Zagionony świat

„Komisarz” szybko awansował do rangi klasyka. Przede wszystkim dlatego, że to świetny film, ale także z tego powodu, że w tej tematyce nie miał poważnej konkurencji. O ile w literaturze mamy „Armię Konną” Budionnego i wiele dzieł polskich oraz ukraińskich, to w kinie nikt nie potrafił podjąć tematu postrewolucyjnego chaosu na Ukrainie. To film cenny także dla polskiego widza, bo ukazuje zaginiony świat dawnych Kresów Rzeczypospolitej. Miłośnicy kultury żydowskiej odkryją zaś dzięki „Komisarzowi”, jak głęboko jest ona zakorzeniona w historii środkowej Europy i Rosji.

Aleksandr Askoldow nie nakręcił już żadnego filmu. Po upadku komunizmu wyemigrował z Rosji. Ostatnie trzy dekady życia spędził jako wykładowca, pomiędzy amerykańskimi, włoski, szwedzkimi i niemieckimi wydziałami wiedzy o filmie i reżyserii. Zmarł kilka dni temu w Göteborgu, w wieku prawie dziewięćdziesięciu lat. Światowe media jego śmierci nie zauważyły.

– Łukasz Jasina

Zdjęcie główne: Kadr z filmu „Komisarz” (1967), reż. Aleksandr Jakowlewicz Askoldow. Fot. printscreen z YT
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Botoks w twarzy i sztuczny uśmiech. Czy polityczny celebryta ma...
Berlusconi to ostentacyjny playboy przekonany o tym, że swoim stylem bycia może sobie zjednać społeczeństwo, o którego poparcie się ubiega.
Kultura Najnowsze wydanie
Polska ginie, my żyjemy. Nadwiślańskie egzorcyzmy
Dwaj pisarze, którzy wsiedli do czerwonego tramwaju, zostawiając za sobą przystanek Niepodległość. 60 lat temu miały premierę ważne dla Polaków filmy, zrealizowane na podstawie ich książek.
Kultura Najnowsze wydanie
Głośny satyryk i cicha noblistka
Poezja Wisławy Szymborskiej zdobyła trwałe uznanie, podczas gdy twórczość Janusza Szpotańskiego nie wytrzymała próby czasu.
Kultura Poprzednie wydanie
Ancymon i cierpiętnik. Dwa pakty z diabłem
Przykłady Stanisława Cata-Mackiewicza i Aleksandra Wata pokazują, że w XX wieku światopoglądowe wolty mogły być wywołane zarówno doświadczeniem totalitaryzmu, jak i słabością charakteru.
Kultura wydanie 30.11.2018 – 7.12.2018
Niepodległość Polski czy niepodległość macic?
Tej wystawie przyświeca wyrazista ideologia, w której szwarccharakterem jest europejska, chrześcijańska i patriarchalna cywilizacja stojąca na straży seksizmu, rasizmu bądź homofobii.