Cywilizacja

Polska otarła się o piekło i od tego czasu szuka sposobów, jak wydobyć się ze straszliwego upadku

Potężniejsi od wszystkich bogów Europejczycy zbudowali imperium, w którym nikt już nie będzie potrzebował nawrócenia, bo każdy może być sobą – wyzwolonym spod władzy formy barbarzyńcą.

Kim jest Francuz, który broni Polaków?

– Od dwudziestu lat przyjmujemy ustawy, które tworzą oficjalną wersję francuskiej historii, a teraz dajemy lekcję Polsce? – pytał retorycznie Éric Zemmour.

zobacz więcej


Nadmiar jedności może być spowodowany
barbarzyństwem i prowadzić do tyranii.
– T.S. Eliot, „Uwagi ku definicji kultury”


Europejczyków tworzy zdolność radzenia sobie z problemem formy. Jednak nie jest ona wcale przejawem praktycznej mocy ani siły człowieka, lecz raczej zdolnością etyczną, z którą wiąże się opowiedzenie po stronie dobra. W istocie więc mówimy tutaj o zdolności do nawrócenia się, konwersji. Taki właśnie był los barbarzyńców, którzy zetknęli się z rzymską formą romanitas i dzięki niej, za sprawą chrześcijaństwa, przeszli przemianę i stali się współczesnymi Europejczykami.

Mówimy tutaj o zjawisku, które musi mieć bardzo głębokie podstawy teologiczne: czym jest owa zdolność do przemiany? Czym jest zdolność do nawrócenia się, która cały czas pozostaje obecna w naszej europejskiej kulturze i tożsamości, a bez której nie bylibyśmy w stanie przyjąć żadnej konkretnej formy, zbudować jakiejkolwiek cywilizacji, tylko pozostalibyśmy sam na sam z naszą niszczycielską, ślepą mocą, która zawsze w efekcie prowadzi do pustki?

Wybór dobra, odrzucenie zła

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto sięgnąć po przykład świętego Augustyna, biskupa Hippony. Jego życie przypadło na schyłek romanitas i on sam także doświadczył niszczycielskiej siły barbarzyńców. Umarł w Hipponie oblężonej przez Wandalów, którzy ogarnięci szałem niszczenia pustoszyli zachodnie wybrzeże Afryki Północnej.

Według Augustyna stworzenie jest niczym innym jak aktem uformowania. To pewna zdolność do nadania materii jakiejś formy. Oczywiście w boskim akcie stworzenia świata odnajduje się sama istota owego uformowania. Możemy w nim rozpoznać pewne wskazówki, jak należy rozumieć ludzkie działania, to znaczy nasze akty tworzenia – to, jak człowiek formuje, kształtuje otaczającą go rzeczywistość i dlaczego zmaga się przy tym cały czas z oporem materii.

Jak wiadomo, świętego Augustyna problem materii interesował bardzo żywo, a to ze względu spór, jaki przez większą część swego życia wiódł z manichejczykami. Starał się zbijać szkodliwy jego zdaniem – jak również zdaniem całego chrześcijaństwa – pogląd, wedle którego materia jest czymś przeciwstawionym ludzkiemu, ale także boskiemu tworzeniu, dzięki czemu zyskuje ona jakąś niebywałą samodzielność, urasta wręcz do rangi antybóstwa – przez co manichejczycy starali się wyjaśnić zjawisko zła.

Święty Augustyn zadaje więc sobie pytanie, czym jest materia i dlaczego stawia ona tak wielki opór. W XII rozdziale swoich „Wyznań” cytuje piękny fragment z Księgi Rodzaju (w tłumaczeniu Jakuba Wujka brzmi on bardzo trafnie i przejmująco): czytamy tam, że przed stworzeniem, przed aktem kreacji, ziemia była pusta i próżna. Święty Augustyn dochodzi do wniosku, że wbrew temu, co twierdzą manichejczycy, w materii nie ma nic demonicznego, nie ma żadnej autonomicznej siły destrukcji.

Problem polega na tym, że autonomiczna siła destrukcji, stawiająca opór i nie pozwalająca nam ogarnąć rzeczywistości w uporządkowany, rozumny sposób, nie pozwala nam jej ukształtować – jest pusta, próżna, ponieważ nic nam nie daje i niczego nie jest w stanie stworzyć. Tak naprawdę to właśnie ta pustka ślepej mocy, którą widzimy w gwałtownej śmierci i zniszczeniu, napawa nas największą grozą.
Święty Augustyn mówi, że wyłącznie poprzez uformowanie nasz świat żyje w czasie i jest światem historycznym. Na zdjęciu Św. Augustyn z Hippony na obrazie pędzla Philippe'a de Champaigne'a. Fot. Wikimedia
Zło według świętego Augustyna jest pustką – mówiąc inaczej: próżnią albo chaosem, niebytem. Jeżeli zatem spojrzymy z tej perspektywy na akty stworzenia, które podjął Bóg, tworząc nasz świat, jak również kiedy popatrzymy na akty tworzenia podejmowane przez każdego z nas – każdego człowieka w historii – to zobaczymy prawdziwy sens tego, co robimy.

Bóg, stwarzając świat z niczego, obrócił zło w dobro. Poprzez akt stworzenia człowiek otrzymał wskazówkę, w jaki sposób powinien postępować w swoim działaniu. Ludzkie postępowanie ma za każdym razem głęboki wymiar etyczny, ponieważ człowiek nie jest w stanie stworzyć niczego trwałego, sensownego i rozpoznawalnego, jeżeli u podstawy jego działania nie znajduje się etyczna decyzja, która stanowi wybór dobra i odwrócenie się od zła, czyli od pustki.

Tylko pod tym warunkiem ludzie mogą kształtować rzeczywistość, tworzyć świat, porządkować go i wprawiać w ruch – czyli również czynić go rzeczywistością historyczną. Święty Augustyn mówi wprost, że wyłącznie poprzez uformowanie nasz świat żyje w czasie i jest światem historycznym, jedynie dzięki temu istnieje jakieś wczoraj, dziś i jutro. Ale u podstaw tego wszystkiego leży etyczna decyzja człowieka – wybór dobra i odrzucenie zła.

Czasy saskiego błazeństwa

Wróćmy teraz do podziału Europy na Północ i Południe. Jeśli pójdziemy za myślą świętego Augustyna, to możemy wyraźnie zobaczyć, że podział ów odnosi się do nabycia zdolności pozytywnego ustosunkowania się do formy, co staje się możliwe dopiero dzięki tej podstawowej decyzji etycznej, którą człowiek podejmuje, gdy idzie ku dobru.

Wybór ten pozwala nam pozytywnie oddziaływać na rzeczywistość. Można więc powiedzieć, że forma to nic innego jak ludzkie akty tworzenia, które w praktyce oznaczają zdolność pozytywnego odniesienia się do rzeczywistości. I chodzi tutaj nie o żadną moc tych aktów, ale przede wszystkim o ich wymiar etyczny, o czym dzisiaj – we współczesnej kulturze – bardzo często zapominamy.

Wskazuję na ich wymiar etyczny, ponieważ są efektem wewnętrznego nawrócenia. Zmagania z formą, jak również podstawowy w tej kwestii podział na Północ i Południe, będą z tego względu szczególnie mocno związane z chrześcijaństwem, które pokazało nam sens nawrócenia. W historii Europy chodzi o nawrócenie się barbarzyńcy z Północy, który w zetknięciu z porządkiem Południa rozpoznaje swoją wewnętrzną pustkę. Rozpoznaje swoje zło, dzięki czemu potrafi się od niego odwrócić i uzyskać zdolność pozytywnego kształtowania rzeczywistości.

To właśnie zdolność nawrócenia się ku dobru, jego pozytywne rozpoznanie i przyjęcie – coś, co znajdziemy nawet na samym dnie pustki barbarzyństwa – stanowi o podstawie i istocie europejskiej kultury, podstawie, bez której nie da się jej w ogóle pomyśleć. Jednocześnie zdolność ta stanowi o istocie polskości.

Ta szczególna cecha pozwoliła europejskim wspólnotom i narodom ukształtować własne, niepowtarzalne sposoby życia. Wyczucie znaczenia formy i szacunek dla niej prowadzą do nadania kształtów dalece niejednorodnej, nazbyt konkretnej, ale właśnie dlatego wieloznacznej i chaotycznej substancji – rzeczywistości historycznej; pozwalają zapanować nad nią i wyodrębnić z tej masy narody i kultury Europy, swoiste, o wyłącznie własnym stylu i urodzie. I tak jest przez wieki.
Witold Gombrowicz utrzymywał, że czasy saskie są symbolem straszliwego upadku polskości. Na zdjęciu obraz Jana Matejki "August III Sas". Fot. Wikimedia
Tyle że nam, Polakom, przydarzyła się po drodze katastrofa. Według Gombrowicza Polska w XVIII wieku wypadła z własnej formy. Czasy saskie są symbolem owego straszliwego upadku polskości, będącego dla autora „Trans–Atlantyku” wydarzeniem tak dojmującym i granicznym, że – jak twierdził – nigdy dotąd Polska tak blisko nie otarła się o piekło.

Jest w tym spostrzeżeniu coś ważnego – ostrzeżenie, że chaos, dosadny realizm i pogarda dla autonomiczności formy przybliżają nas zawsze do owej ziejącej grozą pustki opisywanej przez świętego Augustyna. „I niewiele warta jest myśl o Polsce i Polakach, która z lekceważeniem pomija okres saskiego błazeństwa” – powiada Gombrowicz, ponieważ to właśnie na wiek XVIII przypada największy „kryzys piękności polskiej, który postawił nas oko w oko z Brzydotą, z Rozwiązłością naszą (…) wiek sklerotycznego, starczego zesztywnienia i zarazem tępego rozwydrzenia, kiedy to rozbrat pomiędzy formą a instynktem wytworzył przepaść”.

Trzeba tamten upadek dokładnie studiować, aby zrozumieć polski kłopot z formą, przekleństwo słabej polskiej formy. Znaczące pod tym względem spostrzeżenie zapisał o Polakach monsieur Bernardin de Saint–Pierre, kiedy w 1764 roku zjechał do Warszawy: „Ta łatwość przenoszenia się z miejsca na miejsce nadaje ich czynom znamię niestałości, i w tym właśnie wyraża się niemal cała ich wolność. Nie ma narodu, który by równie szybko zapominał zarówno o zniewagach, jak o dobrodziejstwach. Polacy kierują się interesem chwili, nie mając na względzie przyszłości i nie korzystając z nauk przeszłości”. Bezkształtna materia jest bez piękności, bez uroku i bez formy życia. Wydaje się więc, że o ile Polska w XVI wieku miała pewność własnej formy i potrafiła pięknie nad nią pracować, demonstrując niezachwianą moc kształtowania, o tyle po doświadczeniu XVIII wieku utraciła ją i wciąż szuka sposobów, aby ją odzyskać.

Wybór między modernizacjami

W tym samym czasie, kiedy Polacy utracili najbardziej oczywisty instrument kształtowania własnego życia – państwo, dokonała się także wielka zmiana w samej Europie. Nazwaliśmy ją wcześniej całkowitym odwróceniem wektorów. Zaproponowana przez oświecenie nowa definicja Zachodu oraz odkrycie orientalizmu (zwierciadła, w którym odtąd zachodnia kultura będzie się z upodobaniem lub trwogą przeglądać) sprawiły, że dawny podział na Północ i Południe utracił swoją sprawczą moc na rzecz Zachodu i Wschodu.

Wraz z tym zmieniło się także całkowicie samo rozumienie formy i stosunek do niej. Zamiast nawrócenia ku dobru, stanowiącego wcześniej warunek ukształtowania różnych form życia w Europie, pojawia się pragnienie powszechnego samozbawienia, samodoskonałości ludzkości, pojętych jako rodzaj panowania spełniającego się w obietnicach modernizacji.

To ona dostarcza teraz niezbędnych narzędzi do zbudowania cywilizacji nowoczesności, która będzie oznaczała ostateczne unicestwienie Rzymu, nie tylko w dosłownym znaczeniu roli papiestwa, lecz także jako kulturowego punktu odniesienia dla barbarzyńców oraz osi podziału Europy na Północ i Południe. Chrześcijaństwo przestaje być zbawcze, a staje się obciążeniem i skandalem. A romanitas, forma rzymska, zostaje zamieniona w martwą historię i wykopalisko archeologiczne.

Państwo zabite przez równość i demokrację

Stanisław August Poniatowski górował nad słynnym Giacomo Casanovą, który w pamiętnikach przyznaje się do stu metres. Królowi Stasiowi historycy liczą mocno ponad trzysta.

zobacz więcej
Podział na Wschód i Zachód jest więc symbolem modernizacji i panowania w Europie barbarzyńców, dla których forma przestała być metodą nawrócenia samych siebie, a stała się sposobem na bezwzględną dominację w imię własnej potęgi. Przez wyrzeczenie się związku ze swoimi kulturowymi źródłami, których nadrzędne znaczenie odsłania się wyłącznie na linii Północ-Południe, Europejczycy powrócili do stanu nieuświadomionych, choć nowoczesnych barbarzyńców, którzy sami dla siebie chcą być wzorcem i celem.

Potężniejsi od wszystkich bogów Olimpu, a nawet od wszechmocnego i srogiego Jahwe ze Starego Testamentu, Europejczycy zbudowali swoje barbarzyńskie imperium, w którym nikt już nie będzie potrzebował nawrócenia, bo każdy może być sobą – wyzwolonym spod władzy formy barbarzyńcą.

W tym nowym europejskim imperium, w którym w XIX wieku całkowicie zapanowały barbarzyńska naiwność i optymizm, Polacy nie tylko tracą pewność własnej formy i swoje państwo, ale również źródła, stanowiące o odrębności i swoistości ich formy – Południe. Mogą już tylko wybrać i określić się względem dwóch konkurujących ze sobą, nowoczesnych, barbarzyńskich modernizacji Zachodu lub Wschodu.

Czy uwolnią się kiedyś od tego przekleństwa? Czy odnajdą z powrotem drogę do swoich prawdziwych źródeł, które leżą na Południu, by znów pięknie i pewnie pracować nad własną formą?

– Marek A. Cichocki

Powyższy esej jest fragmentem książki „Północ i Południe. Teksty o polskiej kulturze i historii” autorstwa Marka A. Cichockiego, która ukazała się 22 maja 2018 r. nakładem "Teologii Politycznej". Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji
17.12.2017
Zdjęcie główne: Powstaje cywilizacja nowoczesności, która będzie oznaczała ostateczne unicestwienie Rzymu jako kulturowego punktu odniesienia dla barbarzyńców. Na zdjęciu strojacy w centrum stolicy Włoch pomnik Romulusa i Remuza z Wilczycą - symbol Rzymu. Fot. REUTERS/Alessandro Bianchi
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Pole bitwy w centrum światowego biznesu
Protesty trwają już czwarty miesiąc. – Najbardziej przerażające jest to, że się do nich przyzwyczailiśmy – mówi 19-letni aktywista John.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Dlaczego Putin pokochał Gretę Thunberg?
Czy urządzenia do wydobycia gazu i ropy oraz budynki mieszkalne na rosyjskiej Dalekiej Północy zawalą się?
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Memento mori. Jak przygotować się na szczęśliwą śmierć
Ilekroć spotkamy orszak pogrzebowy, ile razy usłyszymy o czyimś zgonie, mówmy do siebie: mnie to samo jutro czeka.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Nieśmiertelność. W ciekłym azocie czy w superkomputerze?
200 tys. dolarów kosztuje zamrożenie ciała po śmierci. A niebawem mogą powstać maszyny, które dadzą życie wieczne naszym mózgom.
Cywilizacja wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Nie wie strona lewa, co czyni prawa – czyli co mają wspólnego...
Dziś leworęcznych jest więcej, bo nikt już, mam nadzieję, nie „przestawia” ich na siłę.