Rozmowy

Jesteśmy dziećmi Wszechświata. Zgłębianie Kosmosu to poszerzanie wiedzy o Stwórcy

– Religia mówi o nieśmiertelności, o niebie. Dla mnie, jako naukowca, niebo religijne jest wręcz tożsame z niebem realnym – mówi doktor astronomii Bogdan Wszołek. W Rzepienniku Biskupim w Małopolsce buduje własne Obserwatorium Astronomiczne i laboratorium kosmiczne. – Buduję własnymi rękami i wyłącznie za swoje pieniądze. Żadnych grantów, żadnej pomocy unijnej, bez pomocy sąsiedzkiej, w klimacie nawet takiej szemranej wrogości i pogardy, że to niepotrzebnie, że to jakaś moja fanaberia – opowiada.

TYGODNIK.TVP.PL: O czym pan myśli, patrząc w niebo?

BOGDAN WSZOŁEK:
Że jest wielką tajemnicą. Rozgwieżdżone niebo to najciekawszy temat do kontemplacji. Widok ten przenosi nas do granic ludzkiej wyobraźni, jakby chciał nam wykrzyczeć, że celem ostatecznym człowieka jest coś, co leży poza obszarem naszej planety. Jeśli się poddamy takiemu myśleniu, wyniknie z niego bardzo dużo dobrego dla życia tu, na Ziemi, dla naszej egzystencji, ponieważ budzi to tęsknotę za lepszym życiem, za życiem wiecznym. Chce się oderwać od Ziemi i zagłębić w te przestrzenie, które zapraszają nas swoim blaskiem. Tym bardziej są atrakcyjne, jeśli nasz zachwyt podparty jest wiedzą astronomiczną.

To zmobilizowało pana do budowy własnego obserwatorium astronomicznego?

W połowie lat 90-tych poleciałem na obserwacje na Kaukaz, zabierając ze sobą 15-letniego wówczas miłośnika astronomii z Krakowa, który obecnie jest znanym w świecie astronomem. Mieszkaliśmy na wysokości 2600 metrów i nocami prowadziliśmy obserwacje spektroskopowe gwiazd. Podczas naszych dziennych spacerów latały nad nami orły, ich cienie głaskały pagórki i nasze głowy. To było takie podniosłe i wzywające do nieba. Wtedy się zatrzymałem i powiedziałem, że trzeba zbudować własne obserwatorium. Dla tego chłopaka byłem jak jakiś guru, więc nie mogłem rzucać słów na wiatr i się wycofać, słowo się rzekło, nie było odwrotu. Miałem już wtedy ponad czterdzieści lat, toteż zakasałem rękawy marząc, by udało się zrealizować projekt w ciągu dwóch dekad. I się udało.
Religia pobłażająca lenistwu, hamuje rozwój i oddala perspektywę życia wiecznego w niebie, rozumianym jako Wszechświat – mówi dr Bogdan Wszołek, który zbudował prywatne obserwatorium astronomiczne. Rzepiennik Biskupi koło Tarnowa (woj. małopolskie), 18.07.2015. Fot. PAP/Paweł Topolski
Na górskiej polanie w lasach Pogórza Karpackiego gromadzi pan sprzęt, który – choć profesjonalny – miał trafić na złom. To między innymi 9-metrowy radioteleskop, który wcześniej pracował w Centrum Satelitarnym w Psarach koło Kielc.

Rozpocząłem budowę w 1998 roku. Od 2006 roku przez cztery lata starałem się w Watykanie o pozyskanie metrowego teleskopu Schmidta z Castel Gandolfo. W swojej kategorii jest to jeden z największych teleskopów na świecie. W Polsce byłby największym w ogóle. Jezuici watykańscy uznali ostatecznie, że mi go nie odstąpią. Niszczeje tam bezczynnie już od ponad 20 lat i choć jest całkowicie sprawny, w najlepszym razie będzie stanowił na miejscu eksponat muzealny.

Dlaczego naprawdę zginął Gagarin

Aleksander Bondariew: Przebieg śledztwa w sprawie przyczyn katastrofy, w której śmierć poniósł pierwszy człowiek w kosmosie, pokazuje, że w ZSRR honor munduru był ważniejszy niż prawda.

zobacz więcej
W roku 2010 dowiedziałem się, że instrumenty ze sprywatyzowanego Centrum Satelitarnego w Psarach koło Kielc, dawnej fortecy kosmicznej na potrzeby Układu Warszawskiego, mają być zniszczone. Zdołałem uratować od złomowania cztery z siedmiu olbrzymich nowoczesnych anten satelitarnych. Jedna z nich działa już na nowo w moim obserwatorium. Kupiłem ją po cenie złomu, rozebrałem i na nowo złożyłem u siebie. Na razie uruchomiłem ją w trybie odbiorczym, tryb nadawczy jest ewentualnie zadaniem przyszłości. Podobnie zdobyłem też w 2014 roku naziemną amerykańską stację satelitarną o średnicy czaszy 5,4 m. Antena pracowała wcześniej dla wojska w Satelitarnym Centrum Operacji Regionalnych w Komorowie.

Anteny radiowe mają szerokie zastosowanie. Mogą służyć do telekomunikacyjnej obsługi tego wszystkiego co w kosmosie lata, ale równie dobrze mogą rejestrować naturalne promieniowanie radiowe dochodzące z Kosmosu, czyli emitowane przez ciała niebieskie, takie jak Księżyc, Słońce, planety, galaktyki czy materia międzygwiazdowa. Obie nasze anteny pracowały wcześniej jako instrumenty telekomunikacyjne. Pierwsza obsługiwała satelity geostacjonarne, pośredniczące w przesyle informacji na kosmiczną skalę odległości, druga zaś obsługiwała na „ścianie wschodniej” amerykańskiego wojskowego satelitę zwiadowczego.

Na wyposażeniu obserwatorium są też teleskopy optyczne do obserwacji nieba. Zbudowano je dla celów naukowych, ale też edukacyjnych.

Mam między innymi półmetrowy teleskop. Po II wojnie światowej Polonia Amerykańska sprezentowała profesjonalną optykę Uniwersytetowi Jagiellońskiemu. Stamtąd optyka trafiła najpierw do Polskiego Towarzystwa Miłośników Astronomii, a w końcu do mnie. W oparciu o tę optykę i przy pomocy lokalnych miłośników astronomii zbudowaliśmy całkiem przyzwoity teleskop. W niedalekiej przyszłości może się uda tu zainstalować profesjonalny teleskop robotyczny, osiągalny zdalnie przez Internet.
Obserwatorium ma służyć głównie profesjonalistom. Taki był mój pierwotny zamysł. Okazuje się jednak, że ciekawość ludzka przerasta trudy niedostępności miejsca i ściągają tu turyści, indywidualni oraz grupy zorganizowane. Chcą obserwować i chłonąć pogadanki astronomiczne. Staramy się w miarę możliwości wychodzić na przeciw tym oczekiwaniom i stopniowo poszerzamy naszą ofertę dydaktyczną. Zdajemy sobie sprawę, że takie pierwsze kontakty z astronomią zapadają bardzo głęboko w świadomości ludzkiej.

A uczą pokory?

Nie byłbym taki pewny. Jeżeli ktoś wcale nie zna tego uczucia, to jednorazowy i powierzchowny kontakt z astronomią nic tu nie pomoże. Dopiero pogłębiona refleksja na temat nieba, człowieka, czy choćby drzewa lub kwiatu będą uczyć pokory.

Poszedł pan nie tylko w stronę astronomii, ale też astronautyki. Na terenie obserwatorium powstaje laboratorium kosmiczne, w którym naukowcy mają trenować na potrzeby załogowych lotów kosmicznych.

Budowa laboratorium zaczęła się w 2015 roku. Istnieje już hamownia silników rakietowych, a powstaje kompleks astronautyczny o charakterze badawczym i dydaktycznym. Kompleks ten ma przyjąć formę habitatu, czyli budynku przystosowanemu do warunków naturalnych panujących np. na Księżycu czy na Marsie. W habitacie takim można będzie m.in. przeprowadzać analogowe misje kosmiczne. Oznacza to, że dla zamkniętej grupy analogowych astronautów/kolonizatorów tworzy się imitację czegoś, co kiedyś będzie realizowane daleko poza Ziemią.

W 2016 roku przeprowadziliśmy w naszym obserwatorium pierwszą tego typu misję. Uczestniczyło w niej przez tydzień sześcioro analogowych astronautów. Wyjścia badawcze na zewnątrz odbywali w odpowiednich kombinezonach wyposażonych w szereg czujników. Mieli do dyspozycji łazik-robot. Wszystko po to, aby astronauci mieli wrażenie, że są daleko od Ziemi.
Dla zamkniętej grupy analogowych astronautów/kolonizatorów tworzy się imitację czegoś, co kiedyś będzie realizowane daleko poza Ziemią – opowiada o swoim laboratorium kosmicznym Bogdan Wszołek. Fot. Pixabay
W globalną obsługę tej pierwszej oraz dalszych misji angażuje się moja córka Agata, doktor neurobiologii i astrobiolog po stażu w Europejskiej Agencji Kosmicznej. Zaczęliśmy w Rzepienniku, ale promieniujemy na całą Polskę i świat. Córka zorganizowała kolejny habitat w hangarze na lotnisku w Pile oraz chce stworzyć jeszcze lepszy w Wyższej Szkole Oficerskiej Sił Powietrznych w Dęblinie. Niezależnie od tego projektuje i koordynuje budowę wspaniałego habitatu w Indiach.

Nie kusiło pana, by samemu polecieć w kosmos?

Kusiło. Ta pokusa sprawiła, że mając 18 lat zdecydowałem się podjąć studia astronomiczne i lotnicze. Wtedy w kosmos nie poleciał jeszcze żaden Polak. Sądziłem, że jeśli się odpowiednio wykształcę, to mogę być tym pierwszym. Myślałem naiwnie, że przyjdzie moment, kiedy trzeba będzie w kosmosie umieścić astronoma. I to miałem być właśnie ja! Przebadano mnie dokładnie w Dęblinie i okazało się, że zdrowotnie nadaję się świetnie do podjęcia studiów w Wyższej Oficerskiej Szkole Lotniczej – tak się wówczas nazywała tamtejsza uczelnia. Postanowiłem wtedy, że najpierw będę na Uniwersytecie Jagiellońskim studiował astronomię, a zaraz po otrzymaniu dyplomu pójdę na drugie studia do Dęblina, bo tam przyjmowali do 25. roku życia.

Plany jednak miały spełnić się połowicznie. Pod koniec drugiego roku moich studiów astronomicznych Mirosław Hermaszewski stał się pierwszym „orłem Rzeczypospolitej”. Moja myśl o pierwszeństwie prysła, ale lot Polaka w kosmos odebrałem jako dobrą wróżbę dla realizacji moich astronomiczno-kosmicznych planów. Jednak pojawiła się dziewczyna, obecnie moja żona, która postawiła ultimatum: albo ona, albo latanie. Ostatecznie do Dęblina wprawdzie poszedłem, ale tylko w ramach służby wojskowej. Latać samolotem też się w końcu nauczyłem, tyle że nie na wojskowych myśliwcach, lecz na sportowej Cesnie. Doktorat zrobiłem w oparciu o obserwacje astronomiczne wykonane przez obserwatorium umieszczone na orbicie okołoziemskiej. Mrzonkę o locie w kosmos przekazałem córce Agacie. A nuż poleci, a nuż będzie pierwszą Polką w kosmosie? Czas pokaże...
Magdalena – moja dziewczyna, narzeczona, żona – też studiowała astronomię i dobrze mnie rozumiała, wspierała w tym, co robiłem w stronę nieba. Połączyła nas miłość do gwiazd (śmiech). W wakacje 1980 roku, przed naszym ślubem, wyjechałem na miesiąc do Wiednia, aby zarobić tam na obrączki i wesele. Umówiliśmy się, że co wieczór o tej samej porze oboje będziemy patrzeć na gwiazdę Wega z gwiazdozbioru Lutnim – ona z Częstochowy, ja z Wiednia. W ten sposób będziemy mieć ze sobą łączność. Bo listy szły wtedy do Polski przez miesiąc! Rozłąka była bolesna, lecz to patrzenie na Wegę pozwoliło nam poczuć przez chwilę, że jesteśmy razem. Taka kosmiczna łączność. Żadne reżimy, żadna cenzura nie były w stanie nas zatrzymać w tym kontakcie. To było bardzo romantyczne. Cyprian Kamil Norwid pisał, że „w gwiazdach ręka pisuje Boża”.

Dziewczyny jak sprężyny

Przemysław Babiarz o Bogu, kobietach i teatrze.

zobacz więcej
Gdzie indziej odnotował też:
„Po piękno na to jest, by zachwycało
Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.
I tak, zachwyt pięknem rozgwieżdżonego nieba i ciężka praca przy budowie obserwatorium prowadzą mnie nieustannie ku zmartwychwstaniu!

Wracając do pytania: mimo ogromnej młodzieńczej chęci odbycia lotu w kosmos, nie żałuję, że nie wyszło. Delektuję się tym, że mogę tego kosmosu „dotykać” poprzez analizę danych z teleskopów kosmicznych. Z radością konsumuję dobrodziejstwa wypracowane w ramach rozwoju astronautyki, choćby używając telefonu komórkowego czy Internetu. Cieszę się, że pasja kosmiczna mnie nie opuszcza i to, że przechodzi ona na moje dzieci.

Powiedział pan kiedyś w jednym z wywiadów, że astronom karmi się światłem. Czym dla pana jest światło?

Światło to rzeczywiście sedno astronomii. Dziś astronom „karmi się” głównie promieniowaniem elektromagnetycznym – światłem w jego pełności, w jego części widzialnej i niewidzialnej. I choć czerpiemy też informacje o Wszechświecie poprzez rejestr cząstek promieniowania kosmicznego oraz fal grawitacyjnych, to w żadnej mierze nie są one w stanie konkurować z informacjami niesionymi przez światło. Dostęp do najgłębszych tajników przyrody jest możliwy tylko przy wykorzystaniu światła. Tajemnica istoty samego światła jest bodajże największa. Jeśli zostanie rozstrzygnięta i zrozumiemy dogłębnie naturę światła, to prawdopodobnie przejdziemy do kolejnej fazy rozwoju cywilizacji.
Osoby wierzące powiedzą, że światłość jest Bogiem. „Ja jestem światłością Świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia”.

Tak, bardzo wcześnie zwrócono uwagę na atrybuty światła i nie dziwią konteksty w jakich się je przywołuje. Za serce ujmuje słowo „oświata”. A z tą oświatą to tak dobrze ostatnio nie jest! Ale mnie mocno zastanawia, skąd święty Jan Paweł II wziął pomysł wprowadzenia do modlitwy różańcowej czwartej części – tajemnicy światła. Chciało by się rzec, że wprost od Ducha Świętego. Choć poszczególne dziesiątki w tytułach są umocowane religijnie, to mistyczny ogląd z pozycji przyrodnika dodaje sprawie właściwej głębi i iście boskiego blasku! (Tradycyjny cykl różańcowy oddawał chronologię wydarzeń biblijnych, był złożony z 3 cykli po 5 dziesiątek Zdrowaś Maryjo: Narodzenie – Męka – Zmartwychwstanie, czyli Tajemnice radosne – bolesne – chwalebne. W 2002 r. papież zaprezentował dodatkowe Tajemnice światła: chrzest Jezusa w Jordanie, cud w Kanie Galilejskiej, wzywanie do nawrócenia, przemienienie na górze Tabor, ustanowienie Eucharystii – red.).

Bóg z audiobooka

Krzysztof Czeczot opowiada o niezwykłej „Biblii Audio”. W 113-godzinnej dźwiękowej adaptacji brało udział ponad 300 aktorów i muzyków, ale też bezdomni, uzależnieni, a nawet niesłyszący. Prymas Polski i naczelny rabin Polski wspólnie przeczytali fragment Pisma Świętego. 10-tysięcznym tłum wykrzyczał starotestamentową kwestię „Niech żyje król”. Nagrywano też w Izraelu, wykorzystując odgłosy ulic, targów, zwierząt.

zobacz więcej
Z jednej strony mamy więc umocowanie światła w kategoriach teologicznych, chrześcijańskich, a z drugiej strony otwieramy się na racjonalizm. Chyba przyszła pora w rozwoju dziejowym ludzkości, żeby się poważniej niż dotąd zabrać za zagadnienie światła, bo teraz są już odpowiednie instrumenty, aby je dokładniej badać. Wypatrujmy zatem nowego Oświecenia!

Czy wiedza astronomiczna pogłębia pana wiarę w istnienie Boga, czy raczej rodzi wątpliwości?

Jako chrześcijanin, katolik, wierzę w to co głosi Kościół. Zdrowa wiara jest fundamentem społecznego ładu, stymuluje poprawne zachowania, poucza z grubsza jak żyć. Natomiast w kategoriach prawdy przyrodniczej nie kierujemy się wiarą, tylko racjonalnym myśleniem naukowym, domagającym się ścisłego dowodu. Im bardziej ktoś jest oświecony – czy to w naukach przyrodniczych, czy ogólno-filozoficznych – tym dyskurs odnośnie istnienia Boga odbywa się na wyższym poziomie. Nie sądzę, żeby jakikolwiek poważny uczony mógł kwestionować istnienie Boga jako Stwórcy Wszechświata. Chociaż spotkałem w USA astronoma, dla którego wiara w Boga stoi w opozycji do uczoności. Według niego, albo się przed sobą udaje naukowość, albo religijność. Albo jedno i drugie. Jego zdaniem, nie można być prawdziwie wierzącym w istnienie Boga i jednocześnie być autentycznym badaczem przyrody. Za kontrprzykład podałem mu postać Johannesa Keplera – nic lepszego nie noszę w zanadrzu dla zwolenników takiej skrajnej biegunowości dla nauki i religii. (niemiecki matematyk, astronom i astrolog, którego nazwiskiem nazwano prawa ruchu planet; w swoich pracach używał argumentów religijnych, wychodząc z założenia, że Bóg stworzył świat zgodnie z inteligentnym planem, który można poznać za pomocą rozumu; określał swoją astronomię „fizyką niebieską” – red.).
Jesteśmy dziećmi Wszechświata. Bo środowiskiem człowieka nie jest tylko to, co najbliżej nas. To jest cały Kosmos. On cały musiał być i działać, żebyśmy tu i teraz byli tacy, jacy jesteśmy. Każdy pierwiastek chemiczny naszego ciała musiał być kiedyś wyprodukowany we wnętrzu gwiazdy. Kiedyś więc odsłoni się relacja między człowiekiem a Wyższą Instancją, bo zgłębianie tajników Kosmosu to tak naprawdę poszerzanie wiedzy o Stwórcy Wszechświata. Religia mówi o nieśmiertelności, o niebie. Dla mnie, jako naukowca, niebo religijne jest wręcz tożsame z niebem realnym. U gruntu religii jest kontemplacja nieba astronomicznego. Od niej dopiero idziemy ku religii, idei stworzenia, życia wiecznego, zmartwychwstania. Religie sugerują, że udział człowieka w zmartwychwstaniu i życiu wiecznym będzie określonym w czasie „przejściem fazowym”, dokonanym bezpośrednio przez samego Boga i w czasie znanym tylko Jemu.

„Gwiezdne wojny”. Mity, religie, metafory

George Lucas stworzył Moc, by obudzić duchowość w młodych ludziach, którzy będą oglądać jego film.

zobacz więcej
Z pozycji nauk przyrodniczych można na religijne obietnice spojrzeć inaczej. Bardziej jako na zadania do wykonania przez ludzkość, niż jako leniwe czekanie, że Bóg zrobi sam to wszystko dla człowieka. Nawet jeśli tak miałoby ostatecznie być, to człowiek powinien ludzkimi siłami dążyć do osiągnięcia nieśmiertelności. Dopiero nieśmiertelny człowiek będzie prawdziwym dziedzicem Wszechświata. Leniwy człowiek nie podoba się Bogu. Religia pobłażająca lenistwu, hamuje rozwój i oddala perspektywę życia wiecznego w niebie, rozumianym jako Wszechświat.

Widać, że sacrum jest dla pana ważne, skoro patronką obserwatorium jest Królowa Polski, święta Jadwiga Andegaweńska. Skąd taki szczególny sentyment do tej postaci?

Szacunek do niej miałem od najmłodszych lat, od kiedy wraz z mamą zacząłem odwiedzać Katedrę na Wawelu. Zawsze na dłużej zatrzymywaliśmy się przy białym sarkofagu świętej Jadwigi. Mama z powagą mówiła o niej, jako o świętej królowej wyróżniającej się pośród innych władców ogromną dobrocią i mądrością. To mnie zachwycało. Podczas nauki w liceum w Bieczu mieszkałem w internacie, który był usytuowany w szpitalu gotyckim, ufundowanym przez królową Jadwigę. Przez trzy lata mieszkałem w tym średniowiecznym budynku. Z Biecza poszedłem studiować na Uniwersytet Jagielloński, który też zawdzięczamy Jadwidze. Jak Jan Paweł II kanonizował Jadwigę na Błoniach w Krakowie, z całą rodziną uczestniczyłem w nabożeństwie, nabierając motywacji i sił duchowych do rozpoczęcia budowy obserwatorium w Rzepienniku. W Rzepienniku, gdzie w kościele parafialnym królowa Jadwiga widniała w malowidle ściennym i od wielu pokoleń była przez wiernych traktowana jak święta. Byłem stale jakby w zasięgu jej delikatnego wpływu. Kiedy więc w trakcie budowy zacząłem zastanawiać się nad nazwą przyszłego obserwatorium, pierwsza myśl wybiegła w stronę królowej Jadwigi. Oficjalnie nadaliśmy imię obserwatorium 8 czerwca 2015 roku, podczas uroczystego nabożeństwa.
Zresztą zaraz po tym, jak zdecydowałem się uczynić królową Jadwigę patronką obserwatorium, miało miejsce zdarzenie, które mnie w tym zamiarze utwierdziło. W czerwcu 2003 roku kosiłem trawę przy budowanych kopułach obserwatorium. Zamachnąłem się kosą i nagle zauważyłem pośród zielska piękny storczyk. Odłożyłem kosę i powąchałem cudowny kwiatek. Z wczesnego dzieciństwa pamiętałem ten unikat botaniczny. Znałem nawet trzy miejsca jego występowania w Rzepienniku Biskupim. Mniej więcej na początku lat 70-tych kwiatek ten definitywnie zaniknął w naszych okolicach, by po ponad 30 latach przywitać mnie znowu i to na placu mojej budowy! Odebrałem to jako znak, że królowa Jadwiga zgadza się opiekować moim obserwatorium, bo jest przecież królową kwiatów – pobliskiej miejscowości nadała nazwę Kwiatonowice. Dziś wiem, że podkolan biały, bo tak się ten storczyk nazywa, jest bardzo wrażliwy na zanieczyszczenie środowiska i występuje tylko w najczystszych ekologicznie miejscach. Od tamtej pory te storczyki można oglądać każdego czerwca na terenie obserwatorium. Nie znam drugiego miejsca ich występowania, ani w Rzepienniku, ani w Polsce. Najbliżej od obserwatorium spotkałem je na połoninach huculszczyzny.

Powstanie obserwatorium jest dla pana zwieńczeniem swych dokonań w astronomii?

Nie podchodzę do tego w ten sposób. Swoje miejsce w astronomii znaczę nie tylko na placu budowy obserwatorium. Jestem wciąż w akcji, na budowie i w nauce. Sił jednak z wiekiem ubywa. Obserwatorium buduję w przeważającej częsci własnymi rękami i wyłącznie za własne pieniądze, czyli ze średniej krajowej pensji adiunkta w polskiej uczelni wyższej. Żadnych grantów, żadnej pomocy unijnej, bez pomocy sąsiedzkiej, w klimacie nawet takiej szemranej wrogości i pogardy, że to niepotrzebnie, że to jakaś moja fanaberia. A ja cały czas myślę do przodu, jak rozwinąć to moje przedsięwzięcie. Chciałabym do końca swoich dni pracować nad swoim dziełem, by w możliwie najlepszej kondycji przekazać je potomności. Takie powołanie do działania u boku Uranii wcześnie w sobie poczułem i ono się wręcz nasila z czasem, a nie odpuszcza.

– rozmawiała Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia
Patronami honorowymi Obserwatorium Astronomicznego Królowej Jadwigi w Rzepienniku Biskupim są: Obserwatorium Astronomiczne Uniwersytetu Jagiellońskiego, Polskie Towarzystwo Astronomiczne i Stowarzyszenie Astronomia Nova.

TYGODNIK TVP, ul. Woronicza 17, 00-999 Warszawa. Redakcja i autorzy

Zdjęcie główne: Każdy pierwiastek chemiczny naszego ciała musiał być kiedyś wyprodukowany we wnętrzu gwiazdy – mówi dr Bogdan Wszołek, który zbudował prywatne Obserwatorium Astronomiczne i laboratorium kosmiczne. Fot. Pixabay
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Europa traci znaczenie. Centrum świata są Indo-Pacyfik i Chiny
Podwodne okręty atomowe mają potężny zasięg i mogą odegrać decydującą rolę w potencjalnym konflikcie z Chinami.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Przodkowie ożyli na stodołach
Murale inspirowane starymi fotografiami zwykłych ludzi. Chłopów, powstańców, nauczycieli, młynarzy - dziadków i rodziców. Polaków, Żydów, Rusinów...
Rozmowy Najnowsze wydanie
Pachnący pancerz i loki na Pawiaku. Kobiety w czasach okupacji
Na koniec walk chciały założyć modną sukienkę. Dbanie o siebie dawało im siłę i pokazywało Niemcom: „Nie złamaliście nas, żyjemy!”.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Angela Merkel rządziła za długo
Piotr Semka: Jej sukcesem jest nieformalny, aczkolwiek solidny sojusz Niemiec z Rosją.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Raki były zbyt powszechne, o kunszcie kucharskim świadczył...
W słodkiej bułce lądowała słonina. W kompocie – alkohol. Tryumfował wynalazek Szwajcara Juliusa Maggi, konserwy i kuchnia gazowa.