Historia

Jak uliczni zadymiarze, lewaccy bojówkarze, narkomani i seksualni fanatycy zawładnęli naszą wyobraźnią

Walka o pokój i miłość na świecie zaczęła się na uniwersytetach. We Francji poszło o seks. A dokładnie o zakaz przebywania chłopców w dziewczęcym akademiku. Bodaj najbardziej spektakularnie o pokój walczył John Lennon. Wraz z Yoko Ono wylegiwał się całymi dniami w drogim apartamencie w hotelu Hilton i podejmował kolejne delegacje dziennikarzy.

Charles Manson – guru wszystkich psychopatów świata

Śmierć hipisa, który zamordował rewolucję

zobacz więcej
Maj 1968 roku to bodaj najgłupsza rewolta współczesnego Zachodu. O co w niej chodziło? O zbudowanie świata, w którym wszyscy będą się kochali? Przyznacie Państwo, że bardziej infantylny postulat w życiu publicznym trudno sobie wyobrazić.

Jest to jednak – wbrew pozorom – postulat niezwykle groźny. I choć dziś, gdy po półwieczu od tamtych wydarzeń, brody dawnych hipisów mocno już spłowiały, w głowach większości z nich ciągle pulsuje ten sam ogień młodości: kochaj się i nie walcz, pozostań dzieckiem i nigdy nie stań się dorosły.

Nic dziwnego, że cywilizacja, w której odrzucono doświadczenie wszystkich poprzednich pokoleń, uznając tym samym kulturę za opresyjny kaganiec nałożony na wolność, przeżywa dziś recydywę barbarzyństwa.

Bo co to właściwie znaczy kochać wszystkich? Wszystkich bez względu na różnice? Gdy się temu przyjrzymy, okaże się, że świat urządzony przez „wieczne dzieci” ma być niezwykle okrutny. Pokolenie 1968 roku i jego współcześni potomkowie nie kochają przecież wszystkich – ich utopia jeszcze nie nadeszła. Będą o nią walczyć do upadłego, nie odpuszczą dopóki ludzie będą się różnić już nie tylko światopoglądem czy narodowością, ale także płcią i pochodzeniem.

Mamy stać się amorficznymi istotami pozbawionymi myśli, języka i rodziny. Nic nie będzie nas dzielić, połączy nas bezpostaciowość. Przyszły ziemski raj będzie w rzeczywistości piekłem na ziemi.

Bajka o powszechnej równości mającej wybawić ludzkość od konfliktów jest dziś niemal powszechnym wyznaniem nowej religii, która każe bezwzględnie walczyć z każdym, kto się jej jeszcze opiera i tkwi w starym świecie.

Weterani ulicznych zadym, lewaccy bojówkarze, narkomani i seksualni fanatycy wcielili się dziś w nowe autorytety, stali się kapłanami obowiązującej doktryny. Za ich sprawą wokół rewolty 1968 roku zbudowano wiele mitów mających przekonać nas o jej pozytywnym przesłaniu, sprawić, abyśmy widzieli w niej nową ewangeliczną opowieść o triumfie dobra nad złem, triumfie, który stanie się udziałem całej ludzkości, gdy tylko zdołamy wyplenić resztki dawnego świata.

Majtki spadały szybciej niż LSD

Jako pierwszych misjonarzy nowej religii zwykle przedstawia się hipisów: kolorowych, pogodnych, młodych ludzi – mieszkańców przyszłego raju. Chyba nie przypadkiem hipisi nosili zwykle długie włosy i brody, dość klarowne skojarzenie z Chrystusem niosącym światu pokój i miłość. Ale to nie Chrystus był ich przewodnikiem lecz ludzie zgoła od Niego bardzo odlegli.
„Peace, Love and Happiness” („pokój, miłość i szczęście”) to hasła festiwalu w Woodstock, jaki odbył się między 15 a 18 sierpnia 1969 roku. Fot. PAP/Retna
Inspiracją dla hipisów byli amerykańscy bitnicy. Nazywano tak nieformalny ruch skupiający egzaltowanych artystów świadomie izolujących się od reszty społeczeństwa i czerpiących natchnienie z eksperymentowania z narkotykami.

Najbardziej znany z nich, poeta Allen Ginsberg, zwierzył się, że doznał objawienia w chwili, gdy masturbując się nad tomikami „Pieśni niewinności” i „Pieśni doświadczenia” usłyszał głos ich autora – angielskiego poety Williama Blake’a, a następnie poinformował swoje sąsiadki, że właśnie ujrzał Boga. Sąsiadki, niestety, zatrzasnęły przed nim drzwi.

Ginsberg pomieszkiwał z psychologiem klinicznym Timothym Leary, znanym głównie z propagowania grzybków halucynogennych. Leary, którego prezydent Richard Nixon nazwał w 1970 roku „najbardziej niebezpiecznym człowiekiem w Ameryce” umiejętnie łączył ćpanie z seksem. W tym celu zorganizował komunę „pionierów psychodelii”, gdzie – jak powiadali jego sąsiedzi – „majtki spadały szybciej niż LSD”.

Ginsberg, podobnie jak inni bitnicy, znajdował się pod dużym wpływem Leary’ego i regularnie korzystał z dostarczanych przez niego narkotyków. Kiedyś goły i naćpany ogłosił, że jest Mesjaszem. „Przychodzę głosić miłość do całego świata. Wyjdziemy na ulicę i będziemy nauczać ludzi, aby przestali się nienawidzić” – powiedział Leary’emu, po czym postanowił zadzwonić w tej sprawie do Nikity Chruszczowa, I sekretarza KC KPZR w latach 1953–1964 i premiera ZSRR w latach 1958–1964.

Ostatecznie dodzwonił się do pisarza Jacka Kerouaca, któremu polecił, aby ten zebrał natychmiast „ciemnych aniołów światła” i „rozpoczął rewolucję”. Tak narodziło się współczesne „przesłanie miłości”.

Szalały bojówki, płonęły domy

„Przesłanie miłości” kojarzy się dziś często ze zdjęciami Johna Lennona, który wraz z Yoko Ono, wylegiwał się całymi dniami w drogim apartamencie w hotelu Hilton, walcząc w ten sposób „o pokój” i podejmując kolejne delegacje dziennikarzy zwabionych tą niecodzienną manifestacją.

W rzeczywistości buntownicy śmiali się z egzaltowanego muzyka. Marcello Flores, historyk, a w 1968 roku uczestnik rewolty w Rzymie, wspominał, że wśród młodych ludzi „panowała dość powszechna akceptacja siły jako metody konfrontacji”, a Gerd Koenen, również historyk, a pod koniec lat 60. radykalnie lewicowy student z Niemiec, przyznawał, że „szalały bojówki, wybuchały strzelaniny i płonęły domy.”

Mick Jagger z „The Rolling Stones” – zamiast mitrężyć jak Lennon czas na leżenie w łóżku – śpiewał w 1968 roku w utworze „Street Fighting Man”, że nadszedł czas, aby walczyć na ulicy („The time is right for fighting in the streets”), a młodzi ludzie chętnie podchwytywali te słowa.

W Niemczech młodzieżowa rewolta osiągnęła apogeum po zamachu na przywódcę buntu Rudiego Dutschke, który w kwietniu 1968 roku został ciężko postrzelony przez robotnika Josefa Bachmana. Spektakularne akcje przerodziły się w końcu w regularny terror, gdy część najbardziej radykalnych buntowników utworzyła RAF – Frakcję Czerwonej Armii, znaną także jako banda Andreasa Baadera i Ulrike Meinhof.

Wspomniany wyżej Koenen, zapytany o co walczyli terroryści, odpowiedział, że nie mieli żadnego programu. Co więcej, przeprowadzane przez RAF zamachy były uważane w kręgach lewackiej młodzieży za „dziecinadę”. Chodziło bowiem o wzniecenie prawdziwego powstania, podczas którego zbrojne armie miały przelewać krew wroga. „Byliśmy bardziej radykalni od RAF, choć – chwała Bogu – nie zajmowaliśmy się niczym innym jak zadrukowywaniem tysięcy stron papieru” – mówił w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” Gerd Koenen.
Daniel Cohn-Bendit (w środku) znany jako „Czerwony Dany”, jeden z najaktywniejszych uczestników paryskiego maja ‘68. Fot. PAP-CAF/EPA
Z kolei we Francji – wbrew mitom lewackich weteranów – przyczyną buntu nie były wcale rewolucyjne idee, lecz rzecz prozaiczna. Poszło bowiem o seks. A dokładnie o zakaz przebywania chłopców w dziewczęcym akademiku. Uniwersytet w podparyskim Nanterre był jednym z wielu nowych obiektów zbudowanych dla zaspokojenia potrzeb pokolenia powojennego wyżu demograficznego.

Wśród młodzieńców szturmujących żeńską bursę był Daniel Cohn-Bendit, student niemieckiego pochodzenia, znany też jako „Czerwony Dany”. Po zamieszkach, jakie wkrótce wybuchły w Nanterre, Cohn-Bendit został karnie wydalony z Francji, gdy znaleziono przy nim schemat ładunku wybuchowego. Dziś ówczesny niezaspokojony student jest posłem do Parlamentu Europejskiego z ramienia Partii Zielonych. Życiorys Cohn-Bendita dowodzi, że nawet zwykły popęd seksualny może stać się furtką do kariery politycznej.

Bunt połączony z robotniczymi strajkami niebawem przeniósł się na ulice Paryża i ostatecznie przyczynił się do rezygnacji generała Charles’a de Gaulle’a, po tym jak prezydent przegrał zarządzone przez siebie referendum. Dzięki temu burdy urządzane przez studentów nabrały rangi poważnego, wręcz epokowego, wydarzenia.

Dawni terroryści wciąż znajdują perwersyjną przyjemność w obrażaniu uczuć bliskich swoich ofiar

Ze wszystkich stron otoczyły ich samochody. Padło 91 strzałów. Kierowca polityka i wszyscy jego ochroniarze zginęli na miejscu. Były premier został wepchnięty do wozu, który ruszył z piskiem opon.

zobacz więcej
Jeden zamach dziennie

Amerykańska walka o pokój także rozpoczęła się na uniwersytetach. Działające w nich lewicowe organizacje młodzieżowe takie jak SDS (Studenci na rzecz Społeczeństwa Demokratycznego) czy Weather Underground zastraszały wykładowców. SDS proklamowała się w 1968 roku jako „organizacja rewolucyjna” i przeprowadziła okupację budynków Uniwersytetu Columbia w Nowym Jorku.

Z kolei założyciel Weather Underground (wówczas nazywanej jeszcze seksistowsko Weathermen) Mark Rudd słynął z tego, że podczas wykładów atakował profesorów wrzeszcząc: „Do ściany, chu…!” „Nie ma chyba rzeczy, która bardziej załamywałaby naszych wrogów niż ten okrzyk. Dostrzegali wtedy, do jakiego stopnia zerwaliśmy z ich normami, jak bardzo weszliśmy w brutalność, nienawiść i obsceniczność” – chełpił się Rudd.

Weather Underground za swoje najważniejsze zadanie uznali szczególnego rodzaju solidarność z Murzynami. Wychodząc z założenia, że biali urodzili się splugawieni „przywilejem zapewnianym przez kolor skóry” próbowali – w imieniu Murzynów – wyrównywać dawne rachunki. Białe niemowlęta uznawano konsekwentnie za „świńskie dzieci” i zalecano, aby pozbywać się ich.

Coraz bardziej radykalny Rudd nie poprzestawał na wulgarnej retoryce i ogłosił początek „wojny” ze Stanami Zjednoczonymi. W czasie trwającej od września 1969 do maja 1970 roku akcji terrorystycznej jego ludzie przeprowadzili 250 zamachów, co daje imponującą średnią niemal jednego zamachu dziennie. Podczas przygotowywania ataku na klub podoficerów armii amerykańskiej, zamachowcy niechcący sami się wysadzili. Rudd ocalał i przez wiele lat ukrywał się przed policją. Ostatecznie został wykładowcą matematyki w Albuquerque.
Najbardziej pamiętana demonstracja poparcia dla Czarnych Panter miała miejsce na olimpiadzie w Meksyku w 1968 roku. Fot. PAP/Newscom
Pomimo zniesienia segregacji rasowej, ciągle radykalizowały się również środowiska murzyńskiej młodzieży. Prezydent Lyndon Johnson – człowiek, który wydawał się szczerze wierzyć w dobre intencje innych – chciał temu zapobiec i ogłosił akcję afirmatywną, której celem było naprawienie krzywd wyrządzonych czarnoskórej ludności. Dzięki akcji Murzyni zyskali preferencje w dostępie do szkół wyższych. Jak się jednak okazało, często przyjmowano nie tych, którzy mieli lepsze wyniki, ale tych, którzy – pomimo słabych ocen – byli uważani za bardziej rewolucyjnych, a zatem „bardziej czarnych” niż inni.

Taka praktyka zastosowana na Uniwersytecie Cornella w stanie Nowy Jork szybko się zemściła. Wiosną 1969 roku grupa czarnoskórych studentów wbiła przed uczelnią zapalony krzyż, co miało wywołać poczucie zagrożenia ze strony Ku-Klux Klanu. Na uczelni wybuchły zamieszki, dzięki którym murzyńskim radykałom udało się przejąć kontrolę nad uniwersytetem.

Jedną z hołubionych dziś legend tamtych czasów są Czarne Pantery – radykalna organizacja murzyńska. Jej członkowie prowadzili m.in. „monitoring” działań policji, aby wychwytywać wszelkie przejawy rasizmu. Kończyło się to licznymi bójkami i strzelaninami.

Co ciekawe, Czarne Pantery walcząc z rasizmem, same prezentowały skrajnie populistyczny i rasistowski program, żądając dla Murzynów gwarantowanej płacy, mieszkań i edukacji opartej na historii czarnoskórej ludności. Jednocześnie pochodzący z Karaibów Stokely Carmichael pełniący funkcję „honorowego premiera Czarnych Panter” groził, że Black Power to ruch, którego celem jest zmiażdżenie wszystkiego, co stworzyła zachodnia cywilizacja.

Warto wspomnieć, że Black Power to znacznie szerszy niż Pantery ruch murzyński, w którym aktywni byli czarni nie tylko z USA. Równie jednak jak Pantery nacjonalistyczny i rasistowski.

Pożądanie na wojnie z faszyzmem

Według wielu badań, które przeprowadzono w tym okresie, amerykańscy buntownicy wcale nie stanowili większości wśród młodzieży. Wywodzili się oni najczęściej z zamożnych rodzin o lewicowych przekonaniach. Niezłe wykształcenie, uprzywilejowana pozycja, polityczne przesilenie oraz wzrost znaczenia mediów były czynnikami, które z czasem pozwoliły im wysunąć się na czoło rewolty.

Wojna w Wietnamie, wokół której rozpaliły się potem najgorętsze emocje, budziła niechęć głównie wśród osób powyżej 50. roku życia. Dwudziestolatki stały się jej przeciwne dopiero pod koniec lat 60., gdy gwałtowna propaganda antywojenna sięgnęła zenitu. To wtedy organizacja Weterani Wietnamu Przeciwko Wojnie, którą przez pewien czas kierował John Kerry, późniejszy sekretarz stanu w administracji Baracka Obamy, przeprowadziła debatę, czy powinno się mordować polityków wspierających wojnę. A słynny czarnoskóry bokser Muhammad Ali odmówił służby w wojsku słowami: „Wietkong nigdy nie nazwał mnie czarnuchem”.

Europejskie grupki zbuntowanej młodzieży – podobnie jak ich amerykańscy rówieśnicy – również sprzeciwiały się wojnie w Wietnamie i widziały w niej walkę „światowego proletariatu” z zachodnim imperializmem. Do lektur obowiązkowych należał Marks, Trocki i Mao.
Pomimo zniesienia segregacji rasowej, ciągle radykalizowały się środowiska murzyńskiej młodzieży. Fot. Hulton Archive/Getty Images
Młodzi ludzie zaczytywali się też pismami Theodora Adorno i Herberta Marcuse. Obaj filozofowie pochodzili z Niemiec i obaj żyli w przeświadczeniu, że europejska cywilizacja jest źródłem nacjonalizmów oraz wszelkiego zła. Dlatego doszukiwali się przejawów faszyzmu w każdym niemal ludzkim działaniu.

Adorno przekonywał, że autorytarne struktury działają pod przykryciem norm moralnych, dlatego narzucanie seksualnej wstrzemięźliwości nieuchronnie musi prowadzić do faszyzmu. Z kolei Marcuse określił ówczesne europejskie państwo dobrobytu jako najskrajniejszą formę faszyzmu, tak przebiegłą, że ludzie nie zdają sobie nawet sprawy z nieszczęścia, jakie ich spotkało i z tego, że sami mogą być faszystami.

Niekwestionowanym autorytetem zrewoltowanej młodzieży był austriacki psychiatra Wilhelm Reich, który uznawał, że popęd seksualny i sadyzm wzajemnie się wykluczają, a więc żądze – dotąd uznawane za słabości – są w życiu człowieka bardzo pożądane. Teoria ta tak przypadła do gustu młodym radykałom, że z myśli Reicha wyprowadzili wniosek, iż seksualne pożądanie może być formą rewolucyjnej energii zdolnej nawet zniszczyć faszyzm.

John Lennon, zanim jeszcze zaśpiewał swój hymn o lepszym świecie („Imagine”) nakręcił nawet – być może pod wpływem tej teorii – piętnastominutowy film o swoim penisie, rejestrując jego stopniową erekcję.

Erekcję Lennona doceniliby na pewno członkowie działającej w tym czasie w Berlinie Zachodnim tzw. Komuny 1, którzy obok nieskrępowanego seksu, postulowali też zniesienie własności prywatnej i podpalanie supermarketów w Berlinie, aby zafundować drobnomieszczańskim mieszkańcom wrażenie „płonącego Wietnamu”. Na wzór zachodnioberlińskiej komuny zaczęły w Niemczech powstawać inne wspólnoty młodych, w których pozbywano się wszystkiego, co przypominało dom i „drobnomieszczańską rodzinę”. Usuwano drzwi ze wszystkich pomieszczeń oraz likwidowano „represyjne stosunki dwóch osób”, co oznaczało prawo do seksu każdego z każdym.

Jeśli dzisiaj czytamy o tym wszystkim ze zdziwieniem albo nawet zażenowaniem, to oznacza, że pokolenie 1968 roku nie zdołało całkiem zawładnąć naszymi umysłami. Oznacza jednak również, jak niewiele wiemy o najnowszej przeszłości i jak łatwo poddajemy się podsuwanym nam legendom.

Gerd Koenen, w tamtym czasie zatwardziały lewak i maoista, przyznaje dziś samokrytycznie, że niektórzy ludzie biorący udział w majowej rewolcie ‘68 roku mają dziś znacznie bardziej krytyczny stosunek do tych wydarzeń niż ich współcześni apologeci. Rozpowszechnione kiedyś mity trzymają się ciągle bardzo dobrze. A wraz z nimi ich konsekwencje.

– Konrad Kołodziejski

Autor jest publicystą tygodnika „Sieci” oraz portalu „wPolityce.pl”
Zdjęcie główne: John Lennon i Yoko Ono w marcu 1969 roku przez tydzień demonstrowali w obronie pokoju. Protest odbył się w luksusowym apartamencie w hotelu Hilton w Amsterdamie. Fot. PAP/ Photoshot
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Katolickie kina i radio, a na niebie samoloty Milicji...
Jak polski święty stworzył medialne imperium. Alleluja i do przodu?
Historia Najnowsze wydanie
Wyszukana medycyna… troglodytów
Uzdrawiająca moc kamieni i tatuaży. Nasz europejski przodek – Ötzi – 5 tysięcy lat temu ze znawstwem i pieczołowicie dbał o nadwyrężone zdrowie.
Historia Najnowsze wydanie
Prawie jak jeansy, prawie jak Chanel, prawie dostępne...
„Teksasy”, „Paprykarz”, „Frania” czy „Brutal”? Kultowe wyroby PRL.
Historia Najnowsze wydanie
Spóźniony prezent dla Stalina. Jak Finowie Rosjan upokorzyli
Snajper Simo Häyhä zabił 505 sowieckich żołnierzy, zyskując przydomek „Biała Śmierć”.
Historia Najnowsze wydanie
Piłsudczycy w morzu poznańskich endeków
„Liczę serio na Paderewskiego, jest zgodny ze mną prawie we wszystkich punktach, jest nawet bardziej zaciekłym «federalistą» i on będzie Dmowskiego moderował...” – mówił Piłsudski.