Felietony

Raz, dwa, trzy – antysemitą jesteś ty!

Andrzej Wajda przywiózł kiedyś na festiwal w Cannes swój film „Korczak”. Na konferencji po projekcji Wajdę zaatakował Claude Lanzman za antysemityzm filmu. Jako że kolega francuski nie przytaczał argumentów, Wajda zapytał, czy on widział film. Oczywiście, że nie widział – z oburzeniem wyjawił Lanzman. Nie będzie przecież narażał swoich nerwów na oglądanie antysemickiego filmu, bo film polski na tematy żydowskie jest antysemicki. Dlaczego tak? No bo tak.

Polonia bezsilna i lekceważona.
Dlaczego amerykańscy politycy się z nią nie liczą?

Bezczelność burmistrza Stevena Fulopa obudziła polską społeczność w Stanach Zjednoczonych.

zobacz więcej
W tle sporu o miejsce pomnika katyńskiego w Jersey City w USA ukazało się inne zjawisko, najdelikatniej mówiąc – co najmniej interesujące. Otóż burmistrz tego miasta nazwał Marszałka Senatu RP, trzecią osobę w naszym państwie, kolejno: „znanym antysemitą”, „białym nacjonalistą” i „osobą zaprzeczającą Holokaustowi”. Zrobił to na swoim koncie twitterowym, czyli miejscu zdającym się być dzisiaj równie ważnym, co pierwsze strony topowych gazet.

No to po kolei. W Polsce pan marszałek Stanisław Karczewski nie jest znany z antysemityzmu. Nawiasem mówiąc, jedynym znanym antysemitą w polskiej polityce był niejaki Leszek Bubel, ongiś folklorystyczny kandydat na prezydenta. Lech Wałęsa też robił jakieś aluzje mogące być uważane za antysemickie w zamierzchłych czasach swojej pierwszej kampanii prezydenckiej. I od tego czasu nic.

Czy burmistrzowi Fulopowi chodziło o bycie znanym wyłącznie z antysemityzmu, czy też także z czegoś innego? Znany antysemita Henry Ford był także znany z z czegoś innego, kto wie, czy nie bardziej. Inny znany antysemita Karol Marks był też przede wszystkim znany z czegoś innego. Nie rozstrzygniemy tego, ale wiedząc, że wykształceni Amerykanie nie odróżniają Poland od Holland trudno przypuścić, aby Stanisław Karczewski był Stevenowi Fulopowi znany z czegoś innego, niż sławny za oceanem „polski antysemityzm”.
Burmistrz Jersey City Steven Fulop (drugi od prawej) udziela ślubu parze kobiet – Meredith Greenberg i Leorze Pearlman, 21 października 2013 roku. Kilka dni wcześniej New Jersey stało się 14 stanem amerykańskim, który zalegalizował małżeństwa homoseksualne. Fot. REUTERS/Shannon Stapleton
Tajemnicza jest droga i niejasny sposób, w jaki nasz Marszałek Senatu został nie tylko antysemitą, ale w dodatku znanym. Nieznana jest wypowiedź, czy postępowanie pana marszałka, które by mogło być uznane za antysemickie przez najbardziej skrupulatnego łowcę antysemitów, pod warunkiem, że będzie on przy zdrowych zmysłach. Jest jeden trop – pogląd, że wszyscy Polacy są antysemitami, no to wtedy pan marszałek, oczywiście, także. Przekonanie, że tak jest, jest mocno ugruntowane szczególnie w USA, ale również w wielu kręgach akademickich i artystycznych Europy.

Andrzej Wajda przywiózł kiedyś na festiwal w Cannes swój film „Korczak”. Na konferencji po projekcji Wajdę zaatakował Claude Lanzman za antysemityzm filmu. Jako że kolega francuski nie przytaczał argumentów, Wajda zapytał, czy on widział film. Oczywiście, że nie widział – z oburzeniem wyjawił Lanzman. Nie będzie przecież narażał swoich nerwów na oglądanie antysemickiego filmu, bo film polski na tematy żydowskie jest antysemicki. Dlaczego tak? No bo tak.
Andrzej Wajda podczas konferencji na temat filmu „Katyń”, nominowanego do Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny, styczeń 2008 rok. Fot. REUTERS/Kacper Pempel
Ten przykład ilustruje stan umysłu stojący za ubraniem Stanisława Karczewskiego w antysemityzm – bo marszałek jest Polakiem, co było do udowodnienia. Po synapsach w wielu amerykańskich mózgach snuje się siwy dym zamiast serotoniny. Poglądy zdecydowane są często tym bardziej zdecydowane, im są mniej skomplikowane i dalej im od rzeczywistości, nie tylko w tej kwestii zresztą. Ale co z tym „znany”? Komu, gdzie i od kiedy znany? Nie wszystko da się zrozumieć przez ocean, nawet czytając twittera, i może niekoniecznie trzeba.

Natomiast „biały nacjonalista” to pojęcie typowo amerykańskie i mówi o rasizmie. Żeby być rasistą, trzeba mieć w życiu taką szansę. To znaczy – mieć kontakt z ludźmi innych ras niż własna i to chyba przez czas jakiś dłuższy, żeby poczuć swoją rasową wyższość, a ich niższość niosącą zagrożenie białej – oczywistej dla rasisty – dominacji. Trwałe nastawienia bardziej emocjonalne niż racjonalne kształtują się w dzieciństwie, wieku dorastania i wczesnej młodości.

Urodzony w 1955 roku w Warszawie Stanisław Karczewski mógł widzieć Afrykanów i Azjatów w kinie i telewizji. Czy to wystarczyło, by ich znielubił? Może to był złowrogi wpływ „Murzynka Bambo” Juliana Tuwima, lektury jego pokolenia? Mogła zawinić też „Chata wuja Toma” Harriet Beecher – Stowe, bo „Przygody Tomka Sawyera” i „Przygody Hucka” Marka Twaina już raczej nie.

W życiu realnym wczesny nastolatek w latach 70- tych mógł zobaczyć Afroamerykanów na estradzie Sali Kongresowej podczas Jazz Jamboree. Kongresowa w czasach świetności Jazz Jamboree to najgorsze miejsce do zostania białym nacjonalistą, bo polska – i biała jak najbardziej – widownia czciła tych artystów jak półbogów. Gdzie przyszły pan marszałek mógł mieć jeszcze szansę?
Warszawa 1988 rok. Jazz Jamboree, na zdjęciu Miles Davis. Fot. PAP/Andrzej Rybczyński
Na przełomie lat 60-tych i 70-tych dorastający marszałek mógł, przy odrobinie szczęścia, spotkać na ulicy czarnoskórego studenta, było ich wtedy trochę na Politechnice i na Akademii Medycznej. Potem zniknęli. Ich kraje zeszły z drogi postępu i socjalizmu, i stypendia peerelowskie się skończyły. Wszystkich około 20 studentów z Afryki, przebywających jednocześnie w Warszawie, można było zobaczyć w sobotnie wieczory przez szybę klubu „Trzy kontynenty” na tyłach Teatru Wielkiego. Może pan marszałek przez tę szybę zainfekowany rasizmem został, bo do środka by nieletniego nie wpuścili.

Nie wygląda to obiecująco dla Stevena Fulopa, ale o takich jak on pisał Janusz Szpotański:
„Miłością płonąc do abstraktów, szczególnie nienawidzą faktów.
Fakty teoriom bowiem przeczą, co jest karygodną rzeczą”.
Szpotański pisał to wprawdzie o lewackich, ale jednak inteligentach, lecz nie bądźmy drobiazgowi.

Teraz „Holocaust denier”, zaprzeczający Holokaustowi. Nikt nie słyszał, nikt nie czytał, ale skoro zaprzecza, to jednak jakoś pan marszałek musi zaprzeczać. Nowy David Irving? Senat przyjął nowelizację ustawy o IPN – to o to chodzi. Uchwalenie braku zgody i penalizacja posądzeń, że Polska brała czynny udział w Zagładzie Żydów, jest zaprzeczeniem Holokaustu. Niezgoda na wzięcie na siebie cudzego sprawstwa jest – wedle tej gimnastyki umysłowej – zaprzeczeniem faktu zaistnienia zbrodni.

Holokaust był faktem historycznym i doprowadził do niego nie polski, a niemiecki fanatyczny antysemityzm.
Oświęcim, luty 2018 roku. Marszałek Senatu Stanisław Karczewski oprowadza przewodniczącyego Senatu Hiszpanii Pio Garcię-Escudero po Byłym Niemieckim Nazistowskim Obozie Koncentracyjnym i Zagłady KL Auschwitz. Fot. PAP/Stanisław Rozpędzik
Wycieranie sobie klawiatury antysemityzmem i Holokaustem przy lada okazji sprawi, że za jakiś czas te pojęcia dla wielu ludzi nie będą za wiele znaczyły. Wydaje się, że szczególnie winni mieć to na względzie Żydzi, jak Steven Fulop i nie tylko on, z uwagi na pamięć pomordowanych przodków. Ale tylko się wydaje.

Katyń – bez przebaczenia

Polscy robotnicy, którzy odkryli groby, na miejscu postawili dwa drewniane krzyże i powiadomili Niemców. Nie było innego sposobu, by świat się o tej zbrodni dowiedział.

zobacz więcej
A jak doszło do tweetów pana Fulopa, bo były i inne, na przykład ten, że nie spotka się z przedstawicielami rządu polskiego – kraju, który chce ukryć swą rolę w Holokauście – w sprawie usunięcia bądź przeniesienia w inne miejsce pomnika katyńskiego w Jersey City?

Otóż marszałek Stanisław Karczewski w radiowej Jedynce powiedział: „Sytuacja jest naprawdę skandaliczna, bardzo dla nas przykra”. Marszałek z urzędu opiekuje się Polonią, stąd taka reakcja. Polonia New Jersey i innych stanów postawiła pomnik za składkowe pieniądze legalnie, w 1991 roku, i pan marszałek postanowił reprezentować jej uczucia i interesy.

Kiedy komórka codziennego nasłuchu Polskiego Radia w ratuszu Jersey City poinformowała Stevena Fulopa o wypowiedzi marszałka, burmistrz zareagował. Użył słów, o których wiedział, że spotkają się ze zrozumieniem jego wyborców i sponsorów jego kampanii. W USA wobec Polaków jest to pałka – klisza antysemicka. Wiedzą tam, że żeby pozbawić Polaków wszelkich racji, trzeba zagrać na tę nutę. Pewnie nie raz sprawdzono, że to działa. Dlaczego działa, to już temat na inną opowieść.

A tak przy okazji, co ma wspólnego mord katyński na polskich oficerach z domniemanym antysemityzmem Polaków, rzekomym zaprzeczaniem przez nich Holokaustowi i rasizmem w pakiecie?

Nic nie ma wspólnego. Z tego klucza mogą w przyszłości być traktowani Polacy we wszystkich rozmowach z USA o czymkolwiek. Oby nie, ale pierwsza jaskółka już wyleciała w Jersey City.

– Krzysztof Zwoliński
Zdjęcie główne: Marszałek Senatu Stanisław Karczewski podczas inauguracji Festiwalu Kultury Żydowskiej „Warszawa Singera”. Koncert kantoralny „Ahava Raba - pokój, miłość, muzyka” w Synagodze Nożyków, 2017 rok. Fot. PAP/Rafał Guz
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Epoka nowych Neronów
Czy w Unii Europejskiej Biblia zostanie zakazana?
Felietony Najnowsze wydanie
Gdy papież nie pocieszał, ale stawiał nam zadania
„10 Słów Jana Pawła II”
Felietony Najnowsze wydanie
Niechciany VIP... pożegnanie?
Andrzej Krauze dla Tygodnika TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Tomek i jego drużyna
Prawie 30 lat po śmierci Alfreda Szklarskiego ukazuje się 10. część kultowego cyklu – tym razem to podróż na Alaskę.
Felietony Najnowsze wydanie
Lider
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.