Rozmowy

Nie będę jak Olisadebe. Zakochałem się w Polce i w Polsce

– Nasz kraj jest w najlepszym momencie swojej historii od 400 lat. Nigdy nie znaczyliśmy tyle w Europie i na świecie. Obecnie nawet cudzoziemcom w Polsce jest dużo łatwiej, bo każdy młody Polak potrafi komunikować się po angielsku, a rynek pracy rozwinięty i otwarty – mówi Patrick Ney, Brytyjczyk, który uznał Polskę za swoją ojczyznę. Wystąpił o obywatelstwo i prosi Polaków o wsparcie – listy referencyjne.

Język polski brzmi dla niego jak fale uderzające o burtę statku, a szeleszczące głoski działają hipnotyzująco. Patrick Ney, słynny Brytyjczyk nagrywający materiały o historii Polski, wyrasta na popularyzatora naszego kraju na miarę Normana Daviesa. Jest wersją 2.0, bo zamiast wydawać książki, działa na YouTube i Facebooku. Jego krótkie filmy o rotmistrzu Witoldzie Pileckim czy św. Maksymilianie Kolbe, jak również te rozwiewające polskie mity czy opisujące, dlaczego warto kochać Polskę, zyskały już w sumie 26 milionów wyświetleń.

TYGODNIK.TVP.PL: Masz bardzo krótko obcięte włosy i dopiero teraz zauważyłem sporą bliznę na lewej stronie twojej głowy…

PATRICK NEY:
To pamiątka po zdarzeniu, które kompletnie odmieniło moje życie. Dokładnie trzy lata temu, 2 maja 2015 roku w Dzień Flagi, gdy na Stadionie Narodowym rozgrywany był finał Pucharu Polski, zostałem zaatakowany na ulicy, prawdopodobnie przez kibiców z Poznania. Nie wiem, jak to się stało, co się stało, ale obudziłem się w szpitalu z pękniętą czaszką i dużym krwiakiem mózgu. Został usunięty po operacji neurologicznej.

O rany.... Byłem pewien, że w naszym kraju doświadczyłeś samych dobrych rzeczy…

Nie mam z tym problemu. Nie mam żadnego żalu do osób, które to zrobiły. Dziś traktuję nawet to zdarzenie jak błogosławieństwo. Mógłbym spotkać się ze sprawcami tego pobicia, napić się piwa, wybaczyć. Długi pobyt w szpitalu, listy pożegnalne, które napisałem do rodziny, pozwoliły mi zrozumieć, że mam przed sobą jeszcze jakieś 50 lat życia i muszę coś sensownego zrobić w jego dalszej części.

Zdecydowanie lepiej dochodzić do takiego wniosku bez potłuczonej czaszki.

Wiem, że może to brzmi głupio, ale to zdarzenie – zagrożenie życia, pobyt w szpitalu, który był torturą – nauczyło mnie kochać innych ludzi. Na szpitalnej sali przebywał ze mną starszy pan. Narzekał, marudził, jęczał tak, że przez to wszystko marzyłem o wyrzuceniu go razem z łóżkiem przez okno. W pewnym momencie moje nastawienie się zmieniło, zacząłem o niego dbać. Nauczyłem się o niego troszczyć. Praktycznie wszystko, co w moim życiu w Polsce wydarzyło się później, jest konsekwencją tych kilku tygodni. Uświadomiłem sobie, że zegar mojego życia tyka z każdym dniem. Mam taki plan, żeby na koniec moja córka powiedziała, że może być ze mnie dumna.

Ja z kolei nie jestem dumny z tego, że w Dzień Flagi nie spotkałeś się z naszą legendarną gościnnością.

Ale powtarzam, że ja się nie gniewam. Zresztą na temat polskiej gościnności mam nadal bardzo dobre zdanie. Od momentu, kiedy przyjechałem do rodziny swojej ówczesnej dziewczyny Polki, gdy przyjęto mnie w niezwykły sposób i karmiono czymś niezrozumiałym dla Brytyjczyka, a jednocześnie bardzo przyjemnym. W Polsce wszystko było egzotyczne, ciekawe, żaden bazar nie wyglądał jak w Anglii.

Młodzież z bogatego świata rozczula się, gdy ogląda zacofane kraje.

Ale ja naprawdę poznałem Polskę. Nigdy nie byłem Brytyjczykiem, który siedzi w Warszawie, spotyka się w angielskim pubie ze swoimi anglojęzycznymi znajomymi, pije Guinnessa i ogląda ligę angielską, nie interesując się tym, co dzieje się w Polsce. Pracując w oddziale handlowym Ambasady Brytyjskiej, miałem szansę objechać cały kraj, miejsca, do których nie docierają zwykli obcokrajowcy. A jak było mi mało, wyruszałem na przykład na dwutygodniową pieszą wędrówkę po Mazurach. Z rodakami praktycznie nie utrzymywałem kontaktów towarzyskich, strasznie zależało mi na tym, żeby poznać język, jak najwięcej ludzi. Dlatego dobrze wiem, że Polska to nie jest tylko Warszawa.

Wiem, czym jest dla ciebie Polska – z twojego wiersza. Jest piękny, polskie dzieci mogłyby się go uczyć w szkole.



Dziękuję. Od tego wiersza wszystko się zaczęło. W trakcie wspomnianej, samotnej wędrówki pieszej po Mazurach, zacząłem pisać teksty po polsku i później powstał wiersz „Czym jest Polska”. Udostępniłem go na Facebooku, a niespodziewanie po kilku dniach miałem milion wyświetleń! Dziś moje filmy na kanałach mają już ich ponad 20 milionów.

Później coraz więcej ludzi zaczęło śledzić moje konto na Facebooku, przewrotnie nazywane PaddislawWedrowniczek. Ludzie pisali mi w wiadomościach, że się wzruszyli do łez. To wszystko uświadomiło mi, że może nie będę wielkim politykiem ani wielkim biznesmenem, ale przez moje filmy mogę dotrzeć do Polaków i choć troszkę wpływać na sposób ich myślenia o sobie, a w efekcie – zmieniać ten kraj.

Wyciągam historię z kloaki

– Kiedy pojawiają się w świecie głosy, że Polacy byli współsprawcami Holokaustu, to nie mogę pozwolić, by imię Polski było szargane – mówi Dariusz Malejonek, twórcą projektów „Panny Morowe”, „Panny Wyklęte” i teraz – „Panny Sprawiedliwe wśród Narodów Świata”.

zobacz więcej
A co chciałbyś zmienić w Polsce?

Nie patrz na to, co Polska może zrobić dla Ciebie, ale co Ty możesz zrobić dla Polski (śmiech). Parafraza słów Kennedy'ego, które zawsze były dla mnie jedną z ważniejszych sentencji w historii polityki. Czasami sądzę, że za dużo oczekujemy od innych, od polityków, a za mało od siebie.

Zacznijmy od tego, że jestem zafascynowany Polską, dobrze to wiedzą wszyscy widzowie. Nasz kraj jest w najlepszym momencie swojej historii od 400 lat. Nigdy nie znaczyliśmy tyle w Europie i na świecie. Obecnie nawet cudzoziemcom w Polsce jest dużo łatwiej. Praktycznie każdy młody Polak potrafi komunikować się po angielsku, to jeszcze rynek pracy jest tak rozwinięty i otwarty, że można się tu spokojnie odnaleźć.

Czy nie jesteś jednak wyjątkiem potwierdzającym regułę? Ludziom Zachodu nadal trudno zrozumieć Polskę czy zaadaptować się u nas.

Faktycznie, przeciętny Brytyjczyk słabo odnalazłby się w Polsce. Kilka lat temu spotkałem w Polsce rodaka, który miał dziewczynę Polkę. Chciał coś zmienić w życiu, więc spytał: Mówisz, że fajna jest ta Polska, można tu znaleźć pracę? Dopytałem, jaki ma fach. Stolarz. Radzę więc: Świetnie, ale to nie jest najlepiej płatny zawód w Polsce, może mógłbyś uczyć języka? Jego reakcja: Ja, języka?! Przecież jestem stolarzem!

To doskonale ilustruje różnicę w mentalności i elastyczności ludzi. Kiedy Polacy przenosili się do Anglii, zmieniali profesję, potrafili się odnaleźć w każdych warunkach. Pracując wcześniej w Wielkiej Brytanii, odwiedzałem wiele firm i zawsze znajdowałem w nich jakiegoś Polaka, który przechodził błyskawiczną ścieżkę awansu. Zaczynał w fabryce, pracując przy taśmie, a później ktoś dostrzegał w nim potencjał czy fakt, że jest wykształcony i awansował go do pracy w biurze.



Na szczęście nie jesteś stolarzem.

(śmiech) W Anglii istnieją podziały społeczne, które nazywamy „loterią pocztową”, bo to, jaki masz kod pocztowy, czyli miejsce zamieszkania, wpływa na całe twoje życie. Moją rodzinę w latach 90. było stać, by dobrze mnie wykształcić. Ukończyłem stosunki międzynarodowe, zostałem asystentem posłanki Partii Pracy. Moje pierwsze lata w Polsce nie były łatwe, ale byłem przekonany, że warto pozostać, choć wszyscy moi przyjaciele myśleli, że jestem wariatem.

Rozbudźmy ambicje Polaków

Piotr Kaszczyszyn: Nie musimy porzucać dziedzictwa karabinu i krwi, ale potrzebujemy także muzeum cywilizacji, które będzie opowiadać historię polskiej modernizacji gospodarczej.

zobacz więcej
I zamiast robić karierę polityczną w Wielkiej Brytanii, wylądowałeś w Polsce?

Nigdy nie chciałem zostać politykiem, ale praca w polityce naprawdę była ciekawa. Moja przygoda z Polską zaczęła się... w Afryce. Byłem wolontariuszem organizacji humanitarnej w Sierra Leone, ten kraj po wojnie domowej był zdecydowanie najgorszym do życia i najbiedniejszym miejscem świata. Fatalnie się tam zatrułem. Jak wróciłem do Anglii, to poszedłem do pobliskiego pubu uzupełnić elektrolity (śmiech). Tam obsługiwała mnie barmanka z Polski, a ja, ośmielony kilkoma kuflami, prowadziłem flirt na tyle skutecznie, że została moją dziewczyną. Jak się okazało, zakochałem się nie tylko w Polce, ale i w Polsce.

Zakochałeś się w Polsce? Ile razy już słyszałem taką historię!

Ale to prawda! Szybko przekonałem się, że jeżeli Polak nazywa kogoś przyjacielem, to znaczy co innego i o wiele więcej niż angielskie „friend”. To słowo po polsku bardzo zobowiązuje. Gdy pojawiłem się w Polsce, miałem podobną sytuację do większości obcokrajowców — przybywałem z kraju o wyższym poziomie życia, stać mnie było na prawie wszystko, a przebywanie tutaj było naprawdę egzotyczne — nikt w Wielkiej Brytanii jeszcze nie znał Polaków, gdyż masowy napływ rozpoczął się w momencie, w którym ja poznawałem ten kraj z bliska.

I co najbardziej cię dziwiło?

Obyczaj wpychania się do kolejki. W Anglii kolejka to rzecz święta. A w Polsce zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał znaleźć się przed wszystkimi. Szokiem kulturowym było dla mnie gapienie się, czyli patrzenie w miejscu publicznym w oczy osoby nieznajomej. W angielskiej kulturze jest to odbierane jako coś napastliwego i niegrzecznego. W Polsce to sposób na nawiązanie kontaktu czy okazanie sympatii.

Z drugiej strony Polacy tak naprawdę są w kontaktach międzyludzkich dość zamknięci, nie nawiązują relacji tak szybko i na luzie, jak ludzie z Wysp. Do tej pory nie rozumiem, że dla was tak trudne jest rozpoczęcie rozmowy z kimś nieznajomym. Mam nadzieję, że stosunek do innych ludzi, nie tylko obcych, będzie się w Polsce zmieniał. Natomiast teraz jestem tak przyzwyczajony do polskich norm, że zwracam uwagę na dziwne zwyczaje Brytyjczyków!
Obcy nas nie rozpieszczali...

Znam dobrze historię Polski. Wcześniej, już od dziecka, bardzo interesowałem się I i II wojną światową. W moim pokoju w domu w Ipswich zawsze było mnóstwo modeli samolotów, książek o obu wielkich konfliktach XX-wieku. Niezbyt wiele jednak wiedziałem o tym, co działo się w kraju, w którym II wojna światowa się rozpoczęła. Starsi ludzie wspominali o kimś, kto brał udział w wojnie albo zginął na wojnie. W Polsce nagle dowiedziałem się, że to tragiczne doświadczenie może dotyczyć bez wyjątku każdej rodziny, zostawiając trwały ślad na całym narodzie. Czytałem książki Normana Daviesa, zaczynałem interesować się bardziej historią II wojny na polskich ziemiach. Wcześniej znałem głównie historię z punktu widzenia Brytyjczyków lub Amerykanów. Później, gdy zamieszkałem w Polsce, chłonąłem każdą opowieść starszych ludzi, z którymi miałem zaszczyt rozmawiać.



To prawda, każda rodzina ma taką wojenną historię.

Wstydzę się tylko jednego pytania, które zadałem babci mojej koleżanki, ale ono było kluczowe dla zrozumienia postrzegania historii przez Polaków. Zapytałem, kogo nienawidzicie bardziej: Niemców czy Rosjan? Odpowiedziała, że Rosjan. Było to dla mnie kompletnym szokiem. Nas w szkole uczono, że to naziści byli największym złem XX-wiecznej historii świata. Nie rozumiałem, że Polacy wycierpieli tak dużo od Rosjan, którzy byli przecież sprzymierzeńcami Brytyjczyków. Później dowiedziałem się, że historia II wojny światowej nie zakończyła się w Polsce w roku 1945.

Do niedawna u nas też o tym nie mówiono. Teraz upamiętnianie Żołnierzy Wyklętych weszło do młodzieżowej kultury.

To jest troszkę związane ze środowiskiem kibicowskim, ale to wspaniała sprawa i niełatwa do prostego wyjaśnienia. Poza Polską nikt nie wie o żołnierzach, którzy walczyli długo po wojnie, ostatni aż do lat 60-tych! Tymczasem młodzi ludzie zakładają koszulki upamiętniające Wyklętych, ja też zakładam takie rzeczy z dumą.



Tak samo z upamiętnieniem Powstania Warszawskiego. Osobiście zawsze 1 sierpnia chodzę na Powązki i widzę, jak dużo młodych ludzi upamiętnia rocznicę.

Nie zdajecie sobie sprawy, jaką wartością jest to, że młodzi ludzie w Polsce chcą pamiętać o historii. Trochę o niej zapomnieliśmy na Zachodzie. Dla młodych ludzi to są zamierzchłe historie. Dlatego tak bardzo imponują mi Polacy, upamiętniający bohaterów podziemia niepodległościowego.

Musimy pracować w czapkach z daszkiem

Zastałem tu narrację, że największą ofiarę poniosły Niemcy i Związek Sowiecki! – mówi dr Karol Nawrocki, historyk, nowy dyrektor Muzeum II Wojny Światowej.

zobacz więcej
Historia potrafi jednak dzielić Polaków.

Chciałbym, żeby w Polsce podejście do historii było znacznie bardziej subtelne. Zupełnie nie rozumiem agresywnych reakcji, gdy ktoś mówi o kontrowersyjnych wydarzeniach, np. w Jedwabnem. Przecież w dziejach każdego narodu są jakieś ciemne karty. Dlaczego w Polsce mamy wierzyć, że akurat nie mamy żadnej, której troszkę musimy się wstydzić? Czy to w jakiś sposób zaprzecza tym wszystkim wspaniałym rzeczom, które Polacy robili w czasie wojny?

Powstanie Warszawskie też jest oceniane niejednoznacznie. Nie mam tu na myśli analiz historyków, tylko uczestników i bohaterów. Jeden z nich, Stanisław Likiernik wprost mówił, że obrona wolności nie musi być samobójstwem.

Trudno się z nim nie zgadzać. Jednak w Powstaniu jest coś wyjątkowego, w całej historii Polski. To, że zakończy się niepowodzeniem, było wiadomo już od pierwszych dni. Ale w tym wydarzeniu chodzi o postawę walki wbrew sprawie przegranej.

Polacy, w przeciwieństwie do innych krajów Europy, nigdy się nie poddali. Gdyby wszyscy mieli taką postawę od początku, może historii II wojny światowej wcale nie byłaby taka, jaką znamy.

Miałem zaszczyt rozmawiać z bohaterami tamtych dni, zadawać im pytanie o sens Powstania. W końcu jeden z rozmówców odpowiedział mi bardzo krótko: „Nikt, kto nie żył pięć lat pod okupacją niemiecką, nie jest w stanie zrozumieć motywacji młodych ludzi”. Jest jednak problem, jak wyjaśniać tę rocznicę swoim dzieciom, co im mówić?
Rodzice coraz mniej rozmawiają o historii z dziećmi. Doceniam, że podejmujesz ten temat i to w medium najpopularniejszym wśród młodzieży.

Moje filmy na Facebooku czy YouTube opowiadają o prawdziwych bohaterach takich, na których dziś młody człowiek może się wzorować. Rotmistrz Witold Pilecki – człowiek, który dobrowolnie z wyższej konieczności, dał się osadzić w obozie zagłady KL Auschwitz. Albo zakonnik Maksymilian Kolbe, który w tym samym obozie oddał życie za drugiego więźnia.

W filmie o Pileckim nie zapominam także o jego postawie przed wojną: ile zrobił dla swojej społeczności w okresie międzywojennym, jak bardzo pomagał ludziom, jak się angażował, poświęcając swój czas. To są postawy, które powinny stać się źródłem inspiracji dla polskiej młodzieży.

Nie mówi się zbyt wiele o religijności rotmistrza Pileckiego. Kibice nie pamiętają, że jego najważniejszą lekturą było „O naśladowaniu Chrystusa” Tomasza à Kempisa.

Nie jestem osobą wierzącą. Mimo to bardzo szanuję rolę, jaką katolicyzm odgrywa w społecznym życiu Polaków. Kiedyś bardzo zaimponowało mi to, jak religia potrafi jednoczyć Polaków, choćby na chwilę, poprzez to niedzielne: „Przekażcie sobie znak pokoju”.

Wspominasz o Polakach będących poza krajem. Sądzisz, że emigranci będą wracać do swojego kraju?

W Wielkiej Brytanii jest coraz więcej Polaków, którzy będą chcieli wrócić do Polski. To osoby, które osiągnęły sukces, nauczyły się funkcjonowania najbardziej rozwiniętej gospodarki rynkowej. Nawet nie zdajemy sobie sprawy, jaki to potencjał dla rozwoju polskiego biznesu. Zresztą możliwości polskiego biznesu i nowych technologii to temat jednego z internetowych programów, które prowadzę. To nie jest tak, że cały czas zajmuję się tylko historią.
SYMPATYCZNY ANGLIK WYCHWALA POLSKĘ
I jaki jest nasz potencjał?

W kilku ostatnich latach Polska naprawdę świetnie się rozwijała gospodarczo. Obroniliśmy się przed kryzysem ekonomicznym nękającym Europę. Weszliśmy jednak na poziom, który ekonomiści nazywają „pułapką średniego rozwoju”. Czyli jesteśmy już na tyle zamożnym krajem, że globalnym korporacjom przestaje się opłacać tworzyć tu miejsca pracy, bazujące na taniej sile roboczej.

Może to i lepiej, ostatnio w Tygodniku TVP pisaliśmy, że do roku 2030 nasze miejsca pracy i tak zastąpią automaty i sztuczna inteligencja.

Wiem, ale nie oznacza to, że należy rezygnować z ekspansji. W Polsce nadal jest za mało start-upów, mających potencjał podbijania rynków poza krajem. Przecież mamy ogromny potencjał naukowy, Polacy nadal zajmują dość wysokie miejsca w rozmaitych rankingach kompetencji w przedmiotach ścisłych. Dobrym wzorem dla Polski powinna być firma CD Project, która z lokalnego dystrybutora gier w latach 90. stała się jednym z najważniejszych producentów gier wideo na świecie. A mówimy o branży, która już kilka lat temu w USA prześcignęła rynek filmowy.

Zaraz usłyszymy znowu, że możemy być „drugą Irlandią”.

(śmiech) Nie, ale nie chcecie widzieć tego, co w Polsce jest dobre. Dlaczego nikt nie mówi o sukcesach polskich naukowców czy wysokich miejscach w rankingach edukacyjnych, jakie mają polscy uczniowie? Często zajmują miejsca wyższe niż uczniowie z Wielkiej Brytanii, gdzie dostęp do edukacji, a raczej jego brak dla wszystkich, utrwala społeczne rozwarstwienie. Nawet nie doceniacie tego, że macie tak równy dostęp do szkolnictwa! Nie doceniacie też, jak wiele od czasu akcesji do Unii Europejskiej, zmieniło się w Polsce, a nawet jak Euro 2012 zmieniło infrastrukturę.

Za chwilę jeszcze opowiesz o stadionach i autostradach zbudowanych na Euro 2012 (śmiech)?

Jesteśmy 23. największą gospodarką na świecie i 8. w Europie, rosną świetnie wszystkie najważniejsze wskaźniki. A gdy rozmawiamy z przeciętnym Polakiem, słyszymy ciągłe narzekania, brak wiary w siebie, albo drwinę – jak od ciebie.

Dlatego dobrze, że reklamujesz na swoim kanale na Facebooku „Narzekan forte”, lek pomagający zwyciężyć z narzekaniem.

Dziwi mnie zupełny brak wiary w siebie Polaków, a także przekonanie, że żyją w najgorszym miejscu na świecie. Nie rozumiem także takich pytań: Jak to, ty Anglik chcesz mieszkać w Polsce? Dlaczego??



No właśnie, ty, Anglik chcesz mieszkać w Polsce, dlaczego?

Po pierwsze nie Anglik, tylko Brytyjczyk. Nie płynie we mnie zbyt dużo krwi angielskiej. Tata jest pół-Irlandczykiem i pół-Belgiem, a mama pół-Szwedką i pół-Irlandką. Jako społeczeństwo jesteśmy narodowymi „kundlami”. W mojej klasie w szkole byli ludzie mający korzenie praktycznie w każdym miejscu na świecie.
Ale wolę mieszkać w Polsce, to kraj nieograniczonych możliwości. Poza tym zakochałem się w polskim języku, który brzmi dla mnie jak fale uderzające w burtę statku: „szszsz….” Oscar Wilde powiedział, że jak płonący krzak. Dla mnie zdecydowanie jak szum wody (śmiech). Chcę mieszkać w Polsce, bo tu spotkałem świetnych ludzi i tu spotkało mnie bardzo dużo dobrego.

Co będzie tematem twoich kolejnych materiałów?

Cele na dany rok wyznaczam sobie precyzyjnie, wypisując je zawsze w styczniu na tablicy w domu. Filmy, które oglądają moi widzowie to jest misja społeczna, którą pełnię. Poza budowaniem u Polaków poczucia dumy z własnej historii, co chyba mi się udało, chciałbym też zasypywać podziały w polskim społeczeństwie. A jest ich dużo.

Nigdy nie będę miał zamiaru stawać po czyjejkolwiek stronie w żadnym politycznym czy światopoglądowym sporze. Ludzie skupiają się na konfliktach, zamiast robić coś pozytywnego w swoim otoczeniu. W Wielkiej Brytanii jednostki bardziej angażują się społecznie i przekazują na organizacje społeczne większy procent swoich pieniędzy.

Czegoś ci jeszcze brakuje do szczęścia w Polsce?

Tak! Paszportu (śmiech). Złożyłem już aplikację, kilka lat temu zdałem egzamin językowy, mam już wszystkie dokumenty potrzebne do polskiego paszportu i czekam. Nawet spotkałem parę prezydencką w styczniu i zachęcali mnie do złożenia wniosku!



Niektórym wystarczyło powołanie do reprezentacji. Był taki Nigeryjczyk Emmanuel Olisadebe, dostał obywatelstwo bez znajomości języka, zagrał kilka meczów i tyle go widzieli.

Zapewniam oficjalnie, że nie będę jak Olisadebe. Zostanę nad Wisłą, a obywatelstwo chciałbym przede wszystkim, aby mieć prawo wyborcze.

Czynne czy bierne?

Może nie wszyscy wiedzą, że pracowałem w strukturach rządu Gordona Browna, poznałem troszkę świat brytyjskiej polityki. Mimo to wystarczy mi bierne prawo wyborcze, na tym etapie chcę tylko głosować. Jestem przekonany, że w demokracji politycy wcale nie mają aż takiej mocy sprawczej, jak im przypisujemy. Świat zmieniają ludzie.

– rozmawiał Cezary Korycki
Zdjęcie główne: Dziwi mnie zupełny brak wiary w siebie Polaków, a także przekonanie, że żyją w najgorszym miejscu na świecie - mówi Patrick Ney, Brytyjczyk starający się o polskie obywatelstwo. Fot. archiwum Patricka Ney'a
Zobacz więcej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Agnieszka Romaszewska: Polacy muszą włączyć się we wspólne...
Szefowa TV Biełsat rozważa, czy Białorusini mogą zarazić się etnicznym szowinizmem.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Reżyserki, etyczki, ministry… Najbardziej irytuje mnie gościni
Gombrowicz ironizował, że pisarka to gorszy rodzaj pisarza. A kiedy Wisława Szymborska dostała Nobla, w niektórych artykułach w uznaniu jej zasług pisano, że należy ją nazywać poetą, nie poetką.
Rozmowy wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
Polska czerpie niemałe przychody z bitcoina. Czy nad Wisłą są...
Będziemy płacili librą Facebooka albo walutą chińską. Chyba, że powstanie narodowy pieniądz cyfrowy.
Rozmowy wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Szeptuchy odwracają uroki, huculskie voodoo zabija wiedźmy
Znam mnóstwo zaklęć, więc znajomi czasami proszą mnie o pomoc. Jedna koleżanka powiedziała, że dzięki mnie zaszła w ciążę – opowiada etnolog badająca magię ludową.
Rozmowy wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Auta elektryczne będą jak hulajnogi
Dzisiejsze dzieci, gdy dorosną nie będą chciały mieć na własność samochodu spalinowego. Będą wypożyczać auta elektryczne – przewiduje Anna Skarbek-Żabkin, ekspert motoryzacyjny.