Felietony

Rewolucja pożera własnych ojców. Polański w szponach politycznej poprawności

Jeśli członkowie Akademii Filmowej postanowili być przyzwoici dlatego, że po akcji #metoo obawiają się, iż będą piętnowani, martwią się o swoje kariery, albo po prostu im wstyd – to dobrze. Nawet jeśli ta godna postawa etyczna, jaką jest uczciwość, została na nich wymuszona, należy się cieszyć.

Czyżby Amerykańską Akademię Filmową opanowali chrześcijańscy fundamentaliści? Słyszałem, że w USA ewangelikalni chrześcijanie są bardzo wpływową grupą, ale żeby aż tak? Jak udało im się zawładnąć instytucją, która jeszcze niedawno stanowiła awangardę światowego postępu, strażnicę równości i swobód obywatelskich i świątynię wolnej miłości?

Jak to możliwe, że Amerykańska Akademia Filmowa wydaliła ze swoich szeregów Romana Polańskiego? Jak to możliwe, że przyjęła standardy, których nie powstydziłaby się porządna, konserwatywna i religijna instytucja? Wszak jeszcze niedawno nie bacząc na to, że w 1978 roku zgwałcił 13-latkę, w tym samym środowisku wielbiono go, a nawet przyznawano mu Oscary.

Oczywiście to nie chrześcijańscy fundamentaliści skłonili amerykańskich filmowców do podjęcia tej decyzji. To kolejna fala politycznej poprawności pod hasłem #metoo wymiotła polskiego reżysera z Akademii. Rozumiem, że gdy padł wniosek o usunięcie z grona członków tej instytucji Billa Cosby’ego za molestowanie, ktoś poszedł po rozum do głowy i zapytał: skoro wyrzucamy wybitnego komika, to dlaczego mamy pozostawiać wybitnego reżysera, który zgwałcił przed laty dziewczynkę?

Kiedyś się mówiło, że rewolucja pożera własne dzieci, dziś można skonstatować, że rewolucja połyka własnych ojców. Hollywood przez lata tworzyło atmosferę sprzyjającą obyczajowym swobodom, walczyło z konserwatyzmem, zabiegało o przywileje dla mniejszości i emancypację tych, których uważało za uciśnionych. Głosząc żądania coraz bardziej absurdalne (na przykład takie, aby do Oscarów nominowano większą liczbę kandydatów o innym niż biały kolorze skóry), coraz bardziej się radykalizując, używając języka coraz brutalniejszego wobec ludzi, których uważało za swoich wrogów, zapędziło się aż na pozycje swoich przeciwników. Być może niektórych to przeraża, mnie raczej śmieszy. A przede wszystkim cieszy.
31.10.2014
Akurat w tej sytuacji nieważne, skąd bierze się przyzwoitość, czy z wiary w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, czy z innych źródeł, z których pochodzą te uniwersalne wartości. Jeśli członkowie Akademii Filmowej postanowili być przyzwoici dlatego, że po akcji #metoo obawiają się, iż będą piętnowani, martwią się o swoje kariery, albo po prostu im wstyd – to dobrze. Nawet jeśli ta godna postawa etyczna, jaką jest uczciwość, została na nich wymuszona, należy się cieszyć. Jak powiedział pewien francuski filozof: hipokryzja to hołd składany cnocie przez występek.

Ciekaw jestem, co sobie teraz myślą nasi rodzimi zwolennicy politycznej poprawności? Jak się czuje wielki reżyser, który dawał do zrozumienia, iż nic w tym nagannego, że Polański „ponad trzydzieści parę lat temu w Los Angeles, które jest miastem szczególnie swobodnych obyczajów, skorzystał z usług jakiejś nieletniej prostytutki”? Jak się czuje inny wybitny twórca, który po aresztowaniu Polańskiego w Szwajcarii płakał, że „siedemdziesięcioparoletniego człowieka trzymano w zamknięciu przez dziesięć miesięcy, że zabrano mu dziesięć miesięcy życia”?

Dla nich, i dla innych, którzy usprawiedliwiali czyn Romana Polańskiego oparciem była nieugięta postawa Hollywood, które potrafiło wybaczać i nagradzać wielkich twórców, nawet jeśli okazali się małymi ludźmi. Dziś Akademia Filmowa – co także mnie zaszokowało – nieoczekiwanie zaczęła stosować standardy, które można nazwać etycznymi. Nie, nie miejmy wielkich nadziei. Przemysł filmowy może rzucić wściekłej widowni na pożarcie paru skompromitowanych starszych panów, ale nie przestanie zatrudniać mężów zdradzających żony. Ostracyzm nie dotknie aktoreczek puszczających się na prawo i lewo, ani nawet tych, które raz po raz dokonują aborcji.

Roman Polański na pewno – gdyby brać pod uwagę jedynie jego filmowe dokonania – zasługiwałby na członkostwo Amerykańskiej Akademii Filmowej. Jest autorem wielu świetnie zrobionych, naprawdę pięknych filmów. Ale to dobrze, iż w końcu komuś w Hollywood przyszło do głowy, że aby być członkiem Akademii nie wystarczy robić piękne filmy, lecz – przepraszam za patos – trzeba mieć też piękną, czystą duszę.

– Dominik Zdort
Zdjęcie główne: Roman Polański na planie filmu "Ghostwriter" z aktorką Kim Cattrall. Fot. TVP
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Apostoł Zła. Przeciwnik Stalina, który chciał zastąpić Boga
Był rozwiązłym playboyem i piekielnie inteligentnym człowiekiem. Zamachowiec zabił go uderzeniem czekana w tył głowy.
Felietony Poprzednie wydanie
Malarz ludzkiej pracy, który wyglądał na boksera
Do malowania używał nawet twarożku.
Felietony Poprzednie wydanie
Wilki
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Bzzz
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Wcieliła się w Violettę Villas, jest urodzoną królową balu
Łukasz Orbitowski: To ona rozdaje karty. Żadnej pracy się nie boi