Felietony

Antychryst nie będzie podobny do Hitlera czy Stalina. To raczej ktoś w typie George’a Sorosa

Władimir Sołowjow proroczo obnażył mentalność zsekularyzowanych Europejczyków XXI wieku. Oni potrzebują chrześcijaństwa jako czegoś, co rozwiązuje problemy społeczne lub stanowi rodzaj psychoterapii, a nie jako drogi zbawienia.

Władimir Sołowjow, portret pędzla Nikołaja Jaroszenki, rok 1892. Fot. Wikimedia
Osoba Antychrysta przywodzi dziś wielu ludziom na myśl przede wszystkim horrory. Skoro – jak twierdzi wiele współczesnych autorytetów – Bóg umarł, to nasuwa się wniosek, że i Jego antagonistów trzeba między bajki włożyć.

Powstają zatem książki i filmy, które straszą demonicznymi istotami, ale bynajmniej nie po to, żeby czytelników i widzów ostrzegać przed czyhającym na nich duchowym niebezpieczeństwem. Chodzi tylko o wywołującą emocje rozrywkę.

Tymczasem sprawa jest poważna, o czym przypomina „Krótka opowieść o Antychryście” Władimira Sołowjowa, wznowiona właśnie przez Wydawnictwo AA w przekładzie Anieli Czendlik. Ten nieduży tekst ukazał się w roku 1900 i stanowi dopełnienie dialogu filozoficznego „Trzy rozmowy”. Autor kreśli wizję przyszłości inspirowaną Pismem Świętym, tradycją Kościoła i „zdrowym rozsądkiem”.

Wszystko zaczyna się w XX stuleciu. Europa toczy boje z islamem. Ten moment wykorzystują Chiny i Japonia, które dokonują jej podboju. Po pół wieku udaje się jednak najeźdźców wypędzić, a to dzięki procesom, których kulminacja następuje w XXI stuleciu.

Ukrzyżowany jest obcy zarówno mnie, jak i tobie…

Elity polityczne Starego Kontynentu łącząc siły przeciw wrogom zaczynają bowiem rezygnować z partykularnych interesów państwowych. Znikają resztki instytucji monarchistycznych, a ich miejsce zajmuje „związek bardziej lub mniej demokratycznych państw – Stany Zjednoczone Europy”. Wiodącą rolę w tym podmiocie odgrywają masoni, którzy chcą „ustanowić jednoosobową władzę wykonawczą z nieograniczoną swobodą działania”. Ich kandydatem staje się tajemniczy „człowiek przyszłości”. Jest on przedsiębiorcą i filantropem, związanym z kręgami wojskowymi i finansowymi. Występuje jako orędownik praw zwierząt i przezwyciężenia różnic między religiami. Pisze książki. Jego główne dzieło ma wymowny tytuł: „Otwarta droga do pokoju i powszechnego dobrobytu”.

Tym, co determinuje „człowieka przyszłości”, jest pewne przeżycie mistyczne. Zostaje on mianowicie wybrany przez tajemniczą postać, aby zrealizować misję mesjańską, lecz odmienną od tej, która była udziałem Jezusa Chrystusa. Podczas tego swoistego aktu inicjacji słyszy między innymi: „Synu mój najmilszy, w tobie mam upodobanie. Dlaczego mnie nie szukałeś? Dlaczego czciłeś tamtego głupca i jego ojca? Ja jestem twoim bogiem i ojcem. Zaś tamten, nędzarz, Ukrzyżowany, jest obcy zarówno mnie, jak i tobie”.

Kim zatem jest „człowiek przyszłości”? Sołowjow nie pozostawia złudzeń: „Ten cudowny pisarz nie tylko wszystkich pociąga, ale jest miły dla każdego, tak więc spełnią się słowa Chrystusa: »Przyszedłem w imieniu Ojca mego, a nie przyjęliście Mnie. Gdyby jednak przybył kto inny we własnym imieniu, to byście go przyjęli« [J 5,43. Przecież, by zostać przyjętym, trzeba być przyjemnym”.

Ale jak to? Przecież jeśli już założyć, że zapowiadane w Apokalipsie św. Jana przyjście Antychrysta nie jest fikcją, to nie sposób sobie wyobrazić, że będzie to ktoś, kto – tak jak „człowiek przyszłości” – chce niczym George Soros wyeliminować ze świata bolączki trapiące ludzi. Raczej należałoby się spodziewać kogoś pokroju Hitlera lub Stalina.

Satanizm dla lemingów. Czy zaspokoi religijne potrzeby klasy średniej?

Mroczna, gęstniejąca atmosfera. Leśny krajobraz, w tle słychać niepokojące dźwięki. Czy w okalającym domostwo lesie drzemią jakieś tajemnicze siły? Duchy, ufoludki? – zastanawia się Filip Memches

zobacz więcej
Czy jednak aby na pewno? Odpowiedzi na to pytanie padają między innymi w komentarzach do „Krótkiej opowieści”, które znalazły się w jej wznowionym wydaniu. Chodzi o tekst rekolekcji wielkopostnych, wygłoszonych w Watykanie w roku 2007 przez nieżyjącego już kardynała Giacomo Biffiego oraz fragment książki Benedykta XVI „Jezus z Nazaretu”.

Szczególnie warte zacytowania są słowa papieża: „Kusiciel nie jest do tego stopnia nachalny, żeby nam wprost zaproponował adorowanie diabła. Proponuje nam opowiedzenie się za tym, co rozumne, za prymatem świata zaplanowanego, od początku do końca zorganizowanego, w którym Bóg może mieć swe miejsce jako sprawa prywatna, jednak bez możliwości wtrącania się w nasze istotne zamiary”.

W moim ciele nie mieszka dobro…

Sołowjow proroczo obnażył mentalność zsekularyzowanych Europejczyków XXI wieku. Oni potrzebują chrześcijaństwa jako czegoś, co rozwiązuje problemy społeczne lub stanowi rodzaj psychoterapii, a nie jako drogi zbawienia. Pojęcie grzechu uważają za relikt średniowiecza, w dodatku kojarzący się z rozbudzaniem w nich poczucia winy.

Chyba że chodzi o zasługujące na napiętnowanie zachowania, takie jak dyskryminacja Innego – imigranta, osoby nieheteronormatywnej, przedstawiciela jakiegoś ginącego gatunku zwierząt itd. Wtedy pojęcia grzechu można użyć jako pałki ideologicznej, która jest niezbędnym narzędziem budowy „nowego wspaniałego świata” i perswadowania politycznym przeciwnikom, że są oni moralnie kimś gorszym. Po co Bóg, skoro człowiek jest na tyle rozumną istotą, że może walczyć o dobro, wdrażać je bez Niego?

Tyle że historia pokazuje, iż natura ludzka jest zawodna. Św. Paweł w Liście do Rzymian (7,18-23) ujął tę kwestię następująco: „Jestem […] świadom, że we mnie, to jest w moim ciele, nie mieszka dobro; bo łatwo przychodzi mi chcieć tego, co dobre, ale wykonać - nie. Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. Jeżeli zaś czynię to, czego nie chcę, już nie ja to czynię, ale grzech, który we mnie mieszka. A zatem stwierdzam w sobie to prawo, że gdy chcę czynić dobro, narzuca mi się zło. Albowiem wewnętrzny człowiek [we mnie] ma upodobanie zgodne z Prawem Bożym. W członkach zaś moich spostrzegam prawo inne, które toczy walkę z prawem mojego umysłu i podbija mnie w niewolę pod prawo grzechu mieszkającego w moich członkach”.

Rzecz jasna „Krótkiej opowieści” nie należy traktować w kategoriach jakiejś przepowiedni przyszłości. To ponadczasowe rozważania nad osobowym złem, które fałszywie upodabnia się do osobowego dobra na przestrzeni całych dziejów.

– Filip Memches
Władimir Sołowjow ostrzega: Antychryst bywa też w formach kojarzonych z dobrem, ideałami, pokojem – mówi Filip Memches
Zdjęcie główne: Antychryst (z lewej) i Szatan. Fragment fresku Luki Signorellego "Kłamstwa Antychrysta" (ok.1500-1504) z katedry w Orvieto. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Żaby
Andrzej Krauze komentuje dla portalu tygodnik.tvp.pl.
Felietony Najnowsze wydanie
Wspiera Putina i Cerkiew, podtrzymuje pamięć o ZSRR. Strażnik...
Nikitę Michałkowa oburza, że Rosjan określa się mianem „okupantów”. – Okazuje się, że okupowaliśmy republiki bałtyckie, okupowaliśmy Ukrainę – grzmiał reżyser.
Felietony Najnowsze wydanie
Serena
Rysunki Piotra Młodożeńca na portalu tygodnik.tvp.pl.
Felietony Poprzednie wydanie
Dla reklamy
Andrzej Krauze komentuje dla portalu tygodnik.tvp.pl.
Felietony Poprzednie wydanie
Green
Rysunki Piotra Młodożeńca na portalu tygodnik.tvp.pl.