Felietony

Życie drugiej jakości. Alfiemu Evansowi nie dano szansy

Historia małego chłopca ze szpitala w Liverpoolu to symboliczna zapowiedź nadchodzącej nowej epoki.

Zmierzch współczesnej cywilizacji humanistycznej. Tak można by określić obecną epokę. Symptomy się mnożą. Algorytmy portali społecznościowych przejmują nad nami kontrolę, usiłują wpływać na to, co kupujemy, na kogo głosujemy, a nawet na nasze humory. Autonomiczne samochody nie potrzebują już naszego udziału – zawiozą nas gdzie chcemy (a niebawem mogą stać się tak autonomiczne, że wywiozą nas w tylko sobie znanym kierunku).

Roboty nie tylko potrafią prowadzić z nami skomplikowane konwersacje, ale też roznoszą potrawy w restauracjach, co okazuje się trudniejsze od rozmów z ludźmi, bo nazbyt często rozlewają zupę. Na Dalekim Wschodzie produkuje się erotyczne lalki o skórze miękkiej, jak ludzka, i o ludzkich reakcjach, potrafiące udawać orgazm równie dobrze, jak prawdziwe kobiety.

Najbardziej wyraźny symptom pojawił się jednak w ostatnich dniach. To sprawa małego Alfiego umierającego na nieuleczalną chorobę w szpitalu w Liverpoolu. Celowo piszę, że chłopiec jest umierający, a choroba nieuleczalna. Nie zamierzam tu roztrząsać kwestii medycznych, za uczciwe uznaję diagnozy brytyjskich lekarzy, którzy uznali, że chłopca uratować nie potrafią.

Jeszcze do niedawna sytuacja była prosta: nikt nie był w stanie przed dłuższy czas podtrzymywać życia umierającego człowieka. Jeśli umierał to umierał – i żadna ludzka siła nie była w stanie tego zmienić. Dziś – paradoksalnie, dlatego, że medycyna poczyniła wielkie postępy – coraz częściej to my sami (rodzina, lekarze, sędziowie) musimy podejmować decyzje o odesłaniu człowieka na inny świat.

Pojawiło się pojęcie „uporczywej terapii”. Wszyscy się zgadzają, że państwo – publiczna służba zdrowia – nie musi przez długi czas w sztuczny sposób, ponosząc duże koszty, utrzymywać przy życiu człowieka, który bez wsparcia skomplikowanych medycznych urządzeń żyć nie będzie, a wyleczyć się go nie da.

Sprawa Alfiego wygląda jednak nieco inaczej. Bo znaleźli się ludzie, którzy gotowi są podtrzymywać chłopca przy życiu i ponosić koszty „uporczywej terapii”. Jednak brytyjski sąd uznał, że lepiej by chłopiec umarł, niż żeby wyjechał do szpitala we Włoszech. Aby nie przedłużać jego cierpień.

I tu wracamy do zmierzchu naszej cywilizacji. Humanizm się wynaturzył, stał się zaprzeczeniem samego siebie. Afirmacja istoty ludzkiej, dążenie do tego, aby ludzie – wszyscy ludzie – mieli zapewnione szczęście, godność, aby mogli się rozwijać, zamieniły się w egoizm i kult „jakości życia”. W imię tej „jakości” kobieta potrafi przeprowadzić aborcję, bo „60 metrów kwadratowych ze wszystkimi książkami i zabawkami dzieci jest trochę ciasne”. W imię „jakości życia” – aby już się nie męczyli cierpiąc na przeróżne choroby lub choćby wchodząc po schodach – uśmierca się niedołężniejących staruszków w szwajcarskich ośrodkach eutanazyjnych, teoretycznie za ich zgodą. Choć coraz częściej ma w tym udział rodzina, która także po śmierci dziadka lub babci polepszy swoją „jakość życia”.

Alfie – mam wrażenie – także padł ofiarą tego kultu. Brytyjski sędzia nie tylko stwierdził, że ratowanie chłopca nie ma medycznego sensu. Posunął się znacznie dalej – zakazując przewiezienia go do Włoch postanowił, że życia tak marnej jakości ratować nie wolno.

Trochę w tym eutanazji, trochę eugeniki, wiele okrucieństwa i bezduszności. Najbardziej jednak przerażające jest to, że historia małego Brytyjczyka może być zapowiedzią tego, co czeka ludzkość w nadchodzącej nowej epoce po-humanizmu.

– Dominik Zdort
Zdjęcie główne: Brytyjski sąd uznał, że lepiej by chłopiec umarł, niż żeby wyjechał do szpitala we Włoszech. Na zdjęciu: Policjanci pilnują szpitala w Liverpoolu. Fot. Getty Images/Anthony Devlin
Zobacz więcej
Felietony Poprzednie wydanie
Apostoł Zła. Przeciwnik Stalina, który chciał zastąpić Boga
Był rozwiązłym playboyem i piekielnie inteligentnym człowiekiem. Zamachowiec zabił go uderzeniem czekana w tył głowy.
Felietony Poprzednie wydanie
Malarz ludzkiej pracy, który wyglądał na boksera
Do malowania używał nawet twarożku.
Felietony Poprzednie wydanie
Wilki
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Bzzz
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Poprzednie wydanie
Wcieliła się w Violettę Villas, jest urodzoną królową balu
Łukasz Orbitowski: To ona rozdaje karty. Żadnej pracy się nie boi