Kultura

Ostatnie kuszenie polskiego oficera

Świetne, nieoczywiste i wielopłaszczyznowe widowisko teatralne. Sztuka, która w niebanalny sposób łączy historyczny teatr faktu z uniwersalną opowieścią zadającą współczesne pytania o granice politycznego kompromisu, odpowiedzialności elit za swój naród czy pułapki nowoczesności. „Inspekcja” Grzegorza Królikiewicza – dokończona po śmierci reżysera przez jego syna Jacka Raginisa-Królikiewicza – miała swoja premierę w Teatrze Telewizji 9 kwietnia, a teraz można ją oglądać na vod.tvp.pl

Prędzej wysadzę nasze linie kolejowe, niż wezmę udział w inwazji na Polskę...

Premier Pál Teleki uważał, że Żydzi są wrogami narodu węgierskiego i zmierzają do jego „judaizacji”. Ale we wrześniu 1939 roku nie zamierzał iść ramię w ramię z Adolfem Hitlerem - odmówił wsparcia agresji III Rzeszy na Polskę.

zobacz więcej
Powodem powstania sztuki i jej kwietniowej premiery w Teatrze Telewizji jest kolejna, 78 rocznica mordu katyńskiego – wydarzenia niezmiernie ważnego i symbolicznego dla współczesnej polskiej historii. Niektórzy historycy twierdzą wręcz, że Katyń – i późniejsze kłamstwo o tej zbrodni – był kamieniem węgielnym PRL-u. Temat był już eksplorowany przez popkulturę, najbardziej pamiętany jest pewnie film Andrzeja Wajdy, niemniej nie można powiedzieć, by dramat katyński był artystycznie rzeczą zgraną. Jest jednak trudny głównie z powodu pokusy ubrania tej historii wyłącznie w martylologiczny kostium.

W „Inspekcji” udało się jednak od tego uciec. Powiem więcej, Grzegorz Królikiewicz, który projektował całe przedsięwzięcie (miał to być jego wielki powrót do Teatru Telewizji) zaskakuje już samym ustawieniem opowieści o internowaniu polskich jeńców przez Sowietów.

Otóż głównym bohaterem sztuki, przez którego losy śledzimy dramat polskich oficerów, uczynił on asa radzieckiego wywiadu – majora Wasilija Zarubina (w tej roli doskonale zaprezentował się aktor łódzkiego Teatru im. Stefana Jaracza Mariusz Ostrowski). To przez jego okulary oglądamy cały spektakl.

Czerwony prymus

Zarubin to bardzo interesująca postać o bogatej szpiegowskiej biografii. Od 1920 roku w Czeka, początkowo w Departamencie Gospodarczym. Następnie w 1923 roku awansuje na naczelnika wydziału ekonomicznego OGPU we Władywostoku, gdzie jest odpowiedzialny za zwalczanie szmuglu narkotyków i broni z Europy do Chin.

W 1925 roku rozpoczyna zawrotną karierę w wywiadzie. Łącznie przebywa za granicą około 25 lat, z czego 16 jako tzw. „nielegał” w wielu krajach Zachodu (Francja, Dania, Niemcy). Jako szef radzieckiej rezydentury w Niemczech udaje mu się zwerbować jednego z przywódców nazistowskiej SA.

Wreszcie to on w latach 1941 – 1944 w Stanach Zjednoczonych tworzy siatkę tajnych agentów, dzięki której sekret amerykańskiej bomby atomowej zostaje przechwycony.

Zanim jednak „bolszewicki prymus” (do dziś uczą się o nim w podręcznikach młodzi adepci FSB) osiągnie swój największy sukces, zostaje skierowany jako pełnomocnik operacyjny Zarządu do spraw Jeńców Wojennych NKWD do obozu kozielskiego w celu rozpracowania przebywających tam polskich jeńców wojennych.

Rosjanin ma wytypować tych potencjalnie najbardziej podatnych do współpracy. W przyszłości, gdy radziecka władza będzie tego potrzebować mieliby stać się twarzą „nowej” podległej Sowietom Polski. Reszta niechętna „reedukacji” zostanie zamordowana, ale to wiemy my widzowie z 2018 roku. Polscy oficerowie, nawet nie przypuszczają, że stawką tej gry jest ich życie.
Inspekcja
Zarubin jest w sytuacji bez wyjścia. Działa pod silną presją samego Józefa Stalina (mimo wszystko rozczarowująca kreacja Piotra Głowackiego). „Wielkiego językoznawcy” nie wolno zawieść ani rozczarować; w „radzieckim raju” kara za taką nieudolność mogłaby okazać się ostateczną.

Zresztą akcja sztuki nie rozpoczyna się na przełomie 1939/1940 roku tylko wcześniej, gdy Zarubin w wyniku „wielkich czystek” w 1938 roku popada w niełaskę - do niedawna hołubiony, nagradzany funkcjonariusz radzieckich służb specjalnych trafia do więzienia. Gdy służby więzienne nagle wyciągają go z celi (a dzieje się to po egzekucji na Nikołaju Jeżowie, który promował Zarubina), oficer NKWD jest przekonany, że prowadzą go na rozstrzelanie.

A więc oprawca Polaków jest zarazem ofiarą sowieckiej machiny terroru, system stworzony przez Stalina jest wszechogarniający. Oglądamy prawdziwe „świeckie” piekło.

Walka o polską duszę

Dzięki świetnie napisanemu scenariuszowi poznajemy jakże zróżnicowaną paletę polskich postaw. Wszystko to osadzone w postindustrialnej, jakby wyjętej z filmów Piotra Szulkina, scenografii kręconej na terenie łódzkiej elektrociepłowni EC2. Kadry doskonale współgrają ze świetnymi, ciasnymi ujęciami Piotra Bojarskiego. Tak oto otrzymujemy alegoryczny obraz Związku Radzieckiego: państwa-maszyny chcącej przemielić i zniewolić kolejne swoje ofiary.

Przedstawiona historia w głębszym, metafizycznym sensie pokazuje „pojedynek szachistów” o rząd dusz, prowadzony pomiędzy diabolicznym, prezentującym psychologiczne metody śledcze Zarubinem, a uzbrojonymi w „honor i Boga” polskimi oficerami. Ujęcie to urasta do miana biblijnej metafory. Niektóre sceny można by nawet porównać do ostatnich godzin z życia Jezusa.

Zarubin prowadząc makiaweliczną grę pozorów wykorzystuje strach i niepewność swoich ofiar, wystawia je na ostateczną próbę charakterów. Pamiętajmy, w obozie w Kozielsku lwią część więźniów tworzyli nie zawodowi oficerowie, lecz żołnierze rezerwy. W czasach pokoju byli to profesorowie, lekarze, adwokaci, artyści, inżynierowie czy duchowni.

Niektórzy z nich skutecznie manipulowani okazywali słabość i zdezorientowanie. Rozmawiając z Zarubinem, który nie przypominał „sowieckiego bezpieczniaka”, chcieli mu wierzyć. To swoiste „ostanie kuszenie” dotyczyło nie posągowych bohaterów, ale prawdziwych ludzi. Spektakl, co uważam za dużą zaletę, nie chce ubrązowić oficerów – dzięki temu wybrzmiewa tragizm ich kondycji.
"Inspekcja" Grzegorza Królikiewicza i Jacka Raginisa - Królikiewicza. Fot. TVP/Antoni Woodley
Używając tego historycznego kostiumu autorzy spektaklu stawiają uniwersalne pytania. Najlepiej oddaje to scena, gdy Zarubin tłumaczy Wacławowi Komarnickiemu, późniejszemu emigracyjnemu ministrowi sprawiedliwości (niezła kreacja Radosława Pazury), że jego patriotyzm jest anachroniczny, nieprzystający do nowych czasów, że „nowoczesność” – a tym samym przyszłość – są po jego (Zarubina) stronie. W słowach tych pobrzmiewa echo współczesnych pytań o globalizację. Warto i w ten sposób spojrzeć na ten spektakl.

To, co oglądamy w „Inspekcji” to zdarzenia udokumentowane, choć – jak mówi Raginis-Królikiewicz – mamy tylko okruchy informacji o tym, co zdarzyło się w Kozielsku. Najbogatszym źródłem informacji są wspomnienia profesora ekonomii, prawnika i pisarza Stanisława Swianiewicza (dobra rola Marcina Kwaśnego). Niektóre sceny „Inspekcji” są modyfikacjami jego tekstu. Tak jest chociażby z decydującą rozmową między Henrykiem Minkiewiczem-Odrowążem a Zarubinem. To jedna z kluczowych scen spektaklu. Sędziwy generał (wielka rola Zygmunta Malanowicza), który mimo sztuczek trafnie odczytuje intencje młodego majora NKWD, niczym bergmanowski rycerz z „Siódmej pieczęci”, postanawia zasiąść do gry z diabłem. – Może Pan uratować 10 tysięcy ludzi tworząc Polską Armię – kusi Minikiewicza Zarubin. W domyśle sugerując, że człowiek należący do elity swojego narodu powinien taką właśnie ryzykowną decyzję podjąć. – Tyle, że – odpowiada polski generał – zgoda na taką propozycję oznacza akces do sowieckiej, a nie polskiej elity.

Fatalizm historii

Ten dialog z „Inspekcji” nawiązuje do wielkich dzieł „szkoły polskiej”; do filmów Wajdy „Popiół i diament”, ale i do jego postscriptum, czyli nakręconego w 1992 roku „Pierścionka z orłem w koronie”. Cyrograf, który proponuje Zarubin polskim oficerom, to dylemat immamentnie zanurzony w Polskiej historii.

Gdy oglądałem tę scenę przypomniała mi się „propozycja” cara Pawła I Romanowa, złożona uwięzionemu po bitwie pod Maciejowicami Tadeuszowi Kościuszce. Ignacy Potocki w sztuce Radosława Paczochy „Kościuszko. Ostania bitwa” (spektakl można zobaczyć w łódzkim Teatrze Nowym im. Kaźmierza Dejmka) przekonując do aktu wiernopoddańczego pierwszego Naczelnika Państwa, mówił: „dotychczas prowadziłeś żołnierzy bądź na śmierć, bądź na zwycięstwo. A teraz masz szansę poprowadzić rodaków do życia, nie do śmierci. I to będzie zwycięstwo! Wyrwać jeńców z rąk wroga! Musisz tylko jak my wszyscy, przysiąc carowi, że go kochasz i będziesz mu wierny”.
"Inspekcja" Grzegorza Królikiewicza i Jacka Raginisa - Królikiewicza. Fot. TVP/Antoni Woodley
Kościuszko uznał władzę cara, a ten uwolnił 20 tys. polskich żołnierzy, którzy dopiero co bili się za wolność z Rosjanami. Z więzień wyszli: generał Tomasz Wawrzecki, charyzmatyczny szewc Jan Kiliński czy poeta Julian Ursyn Niemcewicz. Kościuszko się na to zgodził ryzykując swoim honorem – Minkiewicz odmówił. Dorzućmy jeszcze dylemat generała Władysława Sikorskiego z grudnia 1941 roku, akceptującego układ z ZSRR by doprowadzić do zwolnienia polskich więźniów Gułagu.

Kto postąpił słusznie – Kościuszko i Sikorski czy Minkiewicz? Czy sędziwy generał postępując inaczej mógł uratować swoich żołnierzy przed strzałem w tył głowy w Katyniu? Czy ci, którzy uciekliby od kaźni, oparliby się sowietyzacji? Czy w ogóle można snuć taką alternatywę, bo cała oferta była pułapką?

A może rację miał – w obliczu tego nierozwiązywalnego dylematu – pisarz Józef Mackiewicz, który już po II wojnie światowej w 1947 roku twierdził: „Społeczeństwo, które strzela, nigdy się nie da zbolszewizować. Bolszewizacja zapanowuje dopiero, gdy ostatni żołnierze wychodzą z ukrycia i posłusznie stają w ogonkach. […] na emigracji woła się wielkim głosem: „Nie strzelać! Nie dać się sprowokować! Wytrwać spokojnie!”. Tak zupełnie jak mówił Hacha (prezydent utworzonego przez Hitlera Protektoratu Czech i Moraw. Po wojnie aresztowany pod zarzutem kolaboracji – M. M.), który nawoływał: „Niech dzieci idą spokojnie do szkoły!”. Tylko, że Hacha miał przed sobą przemoc zagrażającą wyłącznie ciału narodu, nie jego duszy.”

Wielkie pytania

Grzegorz Królikiewicz należał do tych twórców, którzy nigdy nie bali się poruszać wielkich spraw tyczących polskiej historii. Jedną z nich jest pytanie, gdzie leży cienka granica między trudnym kompromisem, a zdradą. Ważniejszym jednak od odpowiedzi na to pytanie winno być zrozumienie dylematów, przed którymi stawali polscy bohaterowie „Inspekcji”. Skoro „historia jest nauczycielką życia” to okoliczności katyńskiego dramatu są dla Polaków lekcją obowiązkową. Spektakl Teatru Telewizji bez nadmiernego patosu o tym opowiada a przede wszystkim uczy nas pokory wobec przeszłości.

– Mikołaj Mirowski
Zdjęcie główne: "Inspekcja" Grzegorza Królikiewicza i Jacka Raginisa - Królikiewicza. Fot. TVP/Antoni Woodley
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Brytania rozwydrzonych i brutalnych możnych
Mordy, egzekucje i gwałty są na porządku dziennym. Na drogach grasują bandyci. Nowa powieść Kena Folletta szturmuje szczyty list bestsellerów.
Kultura Najnowsze wydanie
Mistrz kung-fu i cza-czy. Przyjaciel Polańskiego. Bruce Lee
Uczył reżysera samoobrony, a ten rewanżował mu się nauką jazdy na nartach. „Wejście smoka” miało premierę już po śmierci mistrza, „a producenci, którzy tak długo traktowali go z pogardą, zgarniali miliony” – wspominał Polański.
Kultura Poprzednie wydanie
Wróg judaizmu, wielbiciel kobiet. Woody niczego nie żałuje
Podziwia Szymborską i ujawnia szczegóły wizyty w rezydencji Polańskiego na Lazurowym Wybrzeżu.
Kultura wydanie 13.11.2020 – 20.11.2020
Mord pośród malin zaskakująco żywotny
To jest świat prawdziwie odjechany, gdzie śmiech miesza się z przerażeniem.
Kultura wydanie 30.10.2020 – 6.11.2020
W Narodowym: o strasznym łańcuchu pokoleń
Piotr Zaremba: Czy przywoływanie klasycznego już scenariusza filmowego Ingmara Bergmana ma sens dziś – w obliczu pandemii, która niszczy wszystkim życie?