Rozmowy

Kiedyś nie zamykano mieszkań, bo ufano sąsiadom. Blokersi tworzyli hip-hop. Dziś to pustkowia, ziemia staruszków

W latach 90. najsmutniejszą grupą społeczną byli ludzie, którzy niedawno przybyli do miast i urządzili się w blokach za cenę sprzedaży ziemi, gospodarstw czy innych nieruchomości na prowincji. Odczuwali duży awans społeczny, kulturowy i symboliczny, ale po chwili okazało się, że ta „zdobycz” już jest niemodna, nie imponuje. Bloki spadły o kilka pięter w dół na drabinie prestiżu – mówi reżyser i dziennikarz Cezary Ciszewski.

W poniedziałek 16 kwietnia o godz. 20 w TVP Kultura rusza emisja, nadawanego raz w tygodniu, sześcioodcinkowego dokumentu „Blok” w reżyserii Tomasza Knittla.

Osiedla dla wierzących. Katolickie getto czy azyl dla chrześcijan?

Pierwsze w Polsce budowane specjalnie dla katolików - z kaplicą, przedszkolem i różańcem dla mieszkańców.

zobacz więcej
TYGODNIK.TVP.PL: Tematem serialu „Blok” jest wpływ masowego budownictwa drugiej połowy XX wieku na społeczeństwo i kulturę PRL i III RP. Powstające od lat 50. blokowiska miały rozwiązać problem mieszkaniowy w miastach. Tymczasem w ciągu mijających trzech dekad przestały się one kojarzyć z awansem cywilizacyjnym. Czy słusznie?

CEZARY CISZEWSKI: Rzadko mówi się o tym, że początkowo duże osiedla spajała bardzo specyficzna więź, że dość łatwo było o wytworzenie się na tej „nowej ziemi” szczególnego rodzaju wspólnoty. Wynikało to z tego, że znaczna część mieszkańców, nowych lokatorów, przyjeżdżała ze wsi. Ludzie ci przybywali do miasta, do miejsca, w którym był przemysł, i dostawali mieszkania właśnie na nowych blokowiskach. Na wielu osiedlach takie osoby stanowiły dominującą część – od 50 do 70 proc. – ludności. Przywozili swoje obyczaje, wzorce zachowań, sposoby spędzania wolnego czasu itp. Cechą charakterystyczną było wtedy na przykład to, że – podobnie jak na wsiach – mieszkania nie były zamykane, bo ludzie ufali sobie nawzajem, sąsiadom, mieszkańcom pobliskich bloków.

Dziś jednak blokowiska przywołują na myśl brak realnych więzi społecznych.

Początkowo jednak było właśnie zaufanie. I ono sprawiało, że łatwo powstawała identyfikacja z osiedlem i jego mieszkańcami. Następowało wyraźne wyodrębnienie się osiedla spośród innych takich skupisk. Nierzadko tożsamość tworzyła się w oparciu o poczucie więzi z pojedynczym blokiem. Pamiętam, że wokół takich identyfikacji toczyło się całe dzieciństwo – to były rozmaite „wojny”, rywalizacje, mecze itp. – osiedla z osiedlem, bloku z blokiem. Na tej bazie intensyfikowały się więzi grupowe, powstawała solidarność w grupie rówieśniczej, więc w efekcie blokowiska, które nierzadko są portretowane jako swoiste „pustynie społeczne”, tętniły życiem.
Cezary Ciszewski (kadr z serialu „Blok” ). Fot. TVP
Ale to przeszłość. Co wyróżnia dzisiejsze blokowisko?

Gdy odwiedzam znajomych, którzy wciąż mieszkają w blokach, to często zadaję im pytanie o to, kogo z sąsiadów znają – na klatce, korytarzu. Bardzo często dowiaduję się, że znają obecnie mało kogo, bo wiele z tych mieszkań jest przeznaczonych na wynajem, wciąż zmieniają się lokatorzy. Mamy dziś zupełnie inną mobilność społeczną – gdy tylko ktoś osiągnie choć niewielki sukces, to opuszcza blokowisko i przenosi się do apartamentowca lub domu jednorodzinnego. Trwa nieustanny ruch i on również nie sprzyja identyfikacji z otoczeniem czy tworzeniu się więzi. W warszawskich blokowiskach coraz więcej jest imigrantów zarobkowych z całej Polski, a nawet z zagranicy, studentów spoza stolicy. To wszystko są chwilowi lokatorzy, a znacznie mniej jest mieszkańców „wrośniętych” w to miejsce.

A jak to wpływa na poczucie społecznego prestiżu mieszkańców tych miejsc?

Robiliśmy kiedyś z naszą grupą dokumentalną w ramach projektu „Miasto w Komie” różne inicjatywy związane z blokiem na Bródnie. To był taki „podupadły” blok. Zamieszkiwało tam wiele starszych osób. Wspominały, że dawniej, gdy się wprowadziły, przez pierwsze lata zamieszkiwania tam ludzi łączyło mnóstwo wspólnych spraw, zawiązywały się przyjaźnie, kwitło intensywne życie społeczne i towarzyskie, było wiele aktów wzajemnej pomocy i zainteresowania. To wszystko uległo zmianie. Podczas tej naszej akcji rzucał się w oczy czynnik upływu czasu, pod dwoma względami. Po pierwsze, ci ludzie mieli poczucie straty statusu społecznego – mieszkać w bloku znaczyło coś zupełnie innego dawniej, gdy się tam wprowadzali, a co innego oznacza obecnie. Po drugie, zmieniły się kwestie zdrowotne – to są starsi, schorowani, słabi ludzie, którzy często nie mają już sił i możliwości prowadzenia aktywnego życia, więc zamykają się w czterech ścianach. Dzisiejsze blokowiska często przypominają pustkowia.

Kiedy nastąpiła zmiana?

Był taki moment w latach 90., kiedy bloki i ich mieszkańcy stracili swój status. W ciągu krótkiego czasu w największych miastach nastąpiło zachłyśnięcie się nowym budownictwem – apartamentowcami, grodzonymi osiedlami, kodami na domofonach, podziemnymi garażami itp. Bloki straciły wtedy swój blask. Pamiętam, że najsmutniejszą grupą społeczną byli wtedy ludzie, którzy niedawno przybyli do tych miast – lub przybyły ich dzieci – i urządzili się w blokach za cenę sprzedaży ziemi, gospodarstw czy innych nieruchomości na prowincji. Oni wtedy odczuwali duży awans społeczny, kulturowy i symboliczny, ale po chwili okazało się, że ta „zdobycz” już jest niemodna, nie imponuje, bo bloki spadły o kilka pięter w dół na drabinie prestiżu. Sądzę, że ta tendencja będzie się pogłębiała.

Czy młodzież z blokowisk też jest bierna i nie tworzy żywej wspólnoty w oparciu o swoje miejsce zamieszkania?

Wychowałem się na blokowisku, ale odszedłem stamtąd, jak wiele innych osób. Nie mam dzisiaj już szczegółowego wglądu w takie miejsca. Ale nawet przy pobieżnych kontaktach z nimi widać, że nie istnieje tam taki rodzaj wspólnego życia, jaki był obecny kilka dekad temu. Zmieniło się samo otoczenie – w moich czasach blokowiska obfitowały w wiele niezagospodarowanych miejsc. Mieliśmy przeróżne „bazy” w chaszczach, eksplorowaliśmy nieużytki, notorycznie tworzyliśmy „dzikie” boiska we wszystkich możliwych miejscach – to wszystko pobudzało dziecięcą i młodzieżową kreatywność. Ale zmienił się także styl życia. Dziś czas młodzieży wypełniają komputery, wirtualna rzeczywistość. Nawet gdy dzieciaki siedzą pod blokiem – w znacznie mniejszych grupach niż dawniej – to każdy wpatrzony jest w ekran własnego smartfona.
Maja Komorowska (kadr z serialu „Blok” ). Fot. TVP
Co w takim razie z subkulturą hip-hopową? Jeden z najpopularniejszych stereotypowych wyobrażeń blokowisk mówi, że są one „pustynią kulturalną”. Jednak inny, równie silny, odwołuje się do wizji, w której blokowiska są żywe i twórcze właśnie za sprawą subkultury hiphopowej.

To wszystko miało swój moment, swoją falę wznoszącą, na tej fali popłynęło całe pokolenie. W pewnym sensie wychowywałem je, gdy przed laty prowadziłem program WuWuA w TVP. Zgłaszały się wtedy – na początku obecnego stulecia – po prostu tabuny dzieciaków, które miały jeden cel: opowiedzieć swoimi kawałkami, swoją twórczością, o życiu pod blokiem. O swoich załogach, przeżyciach, rzeczywistości wokół nich. Było to pokłosie lat transformacji, biedy, problemów społecznych, które razem stworzyły pewien „moment” socjologiczny i całą generację o podobnych problemach i środkach wyrazu. Dziś już nie ma takiej sytuacji i takich potrzeb. Obecnie dzieciaki nie muszą spędzać czasu na blokowiskach, a nawet nie chcą, a często nie mogą – są monitorowane, nadzorowane, pod ciągłą opieką rodziców, nawet jako starsze nastolatki. W znacznej mierze skończyły się czasy przesiadywania pod blokami, manifestowania swojej kultury, identyfikowania się z osiedlem.

Mają alternatywę?

Dziś młodzież skupia się wokół innych spraw – w przestrzeni wirtualnej wokół gier RPG czy kanałów na YouTube’ie, a w przestrzeni realnej wokół klubów odwiedzanych przez różne grupy. Bloki straciły swój kulturotwórczy sens i potencjał, szczególnie wśród młodzieży. Wystarczy spojrzeć, kto wystąpił w serialu „Blok” – mało kto ma poniżej 40 lat. Również hip-hop z czasów jego największego rozkwitu, tworzenia się fundamentów ruchu, jego legend, to dzisiaj kwestia nostalgiczna. Ważna dla naszej generacji – tak ważna, że będziemy ją wspominali i pamiętali zawsze. Kiedyś z moim dobrym kumplem Vieniem (raper, wokalista, producent muzyczny – przyp. red.) zastanawialiśmy się, czy będziemy słuchali hip-hopu na starość, przy kominku, w kapciach. Doszliśmy do wniosku, że tak, bo to są hymny naszego pokolenia, związane z tym, co najcenniejsze, czyli ze wspomnieniami. Ale dzisiaj są już kolejne pokolenia dzieciaków i one mają inne punkty odniesienia.
Vienio (kadr z serialu „Blok” ). Fot. TVP
Jak w takim razie wyobraża pan sobie przyszłość blokowisk?

Bloki odchodzą. Zmieniliśmy się jako społeczeństwo, mamy zupełnie inne aspiracje i potrzeby. Oczywiście jeszcze długo będą istniały blokowiska jako część substancji mieszkaniowej, ale uważam, że straciły potencjał tworzenia więzi społecznych oraz fermentu kulturowego. Warto też pamiętać, że w blokowiskach było też wiele negatywnych zjawisk – brzydoty, stresów, konfliktów sąsiedzkich.

–rozmawiał Remigiusz Okraska

Cezary Ciszewski – reżyser, dziennikarz, fotograf, aktywista społeczny. Prezes Fundacji Monte Wideo i Foto (Tożsamość Poprzez Obraz). Absolwent Łódzkiej Szkoły Filmowej, wykładowca Uniwersytetu Warszawskiego. W 2006 roku stworzył ruch filmowy „Miasta w Komie”. Wprowadził na ekran telewizyjny pierwszy program na świecie w całości kręcony telefonem komórkowym. Laureat wielu nagród.


Zdjęcie główne: Kadr z serialu „Blok”. Fot. TVP
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
Międzynarodowa pomoc humanitarna rujnuje
Antony Loewenstein: Pomoc humanitarna jest jednym z elementów neokolonializmu. W obecnej formie uzależnia odbiorców od darczyńców.
Rozmowy Najnowsze wydanie
Ksiądz jest jak samolot
Kościół to szpital, w którym leczą chorzy lekarze – cytuje papieża ks. dr Bogusław Nagel, krajowy duszpasterz Apostolatu Modlitwy za Kapłanów Margaretka.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Liczą się pieniądze, spryt i skuteczność
Marek Dzikowicz: Ważny jest tylko rezultat, więc czasami Chińczycy uciekają się do moralnie wątpliwych wyborów.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Do UE wchodzi się na zasadach Brukseli i wychodzi na jej zasadach
Dariusz Rosiak: Ponieważ Polaków można było obrażać bez posądzenia o rasizm, sporo wycierpieli. Stali się symbolem zagrożenia falą imigrantów z Europy Wschodniej
Rozmowy Poprzednie wydanie
Zaczęliśmy się wstydzić smutku i cierpienia
Jan Jakub Kolski: UB trzy razy wykopywało wuja z grobu, żeby sprawdzić, czy na pewno nie żyje. Dziadkowie musieli na to wszystko patrzeć.