Cywilizacja

Antysemityzm we Francji przybiera na sile. Żydzi zaczynają się bać i wyjeżdżają do Izraela

Francuzi nie przyjmują do wiadomości, że mogliby być antysemitami. Dostrzegają w swoim kraju antysemityzm katolicki czy islamski, ale nie francuski. Ale mało kto we Francji w gronie ludzi "światłych" odważyłby się otwarcie poprzeć stanowisko Izraela w konflikcie z Palestyńczykami.

Brodaci chasydzi na dachach samochodów i tysiące domów publicznych. Agenci Mossadu i bezpańskie koty

Młodzi Żydzi tatuują sobie na przedramionach numery obozowe przodków, których zamordowano w niemieckich komorach gazowych

zobacz więcej
7 marca 2018 roku ósmy prezydent V Republiki, Manuel Macron zakrzyknął w swoim oficjalnym przemówieniu: „honte de la France!” – czyli „hańba Francji!”. Nie mówił o niereformowalnej i słabej oświacie, gwałtownie rosnącej niewydolności systemu ubezpieczeń społecznych ani nawet kilkunastoprocentowym bezrobociu, osiągającym 60 procent wśród młodych z przedmieść. Odniósł się do tego, co nazwał „plagą antysemityzmu”.

Nie mówił tego do narodu, a do „Conseil représentatif des institutions juives de France” (CRIF). Jest to powołane w 1944 roku federacyjne ciało samorządowe wyłaniane przez wszelkie żydowskie organizacje we Francji, zatem nie posiadające jednolitego oblicza politycznego, za to często określane jako lobby.

Trochę to zatem tak, jakby udał się był pan prezydent na konferencję biskupów Francji, by wygłosić wielkie przemówienie przeciw antyklerykalizmowi.

Jednak, aby walczyć z tą, jak to sam określił „plagą” „na wszelkich płaszczyznach, w tym w internecie”, trzeba przekonać przede wszystkim własne społeczeństwo - nieżydowskie.

Skażyła się policji

Wziąwszy pod uwagę, że Żydów jest we Francji obecnie jakieś pół miliona, pozostaje mu ująć swym krasomówstwem - bagatela - 66,5 miliona ludzi. Słowa tego przemówienia poszły jednak w świat, a i miały pewne - niewielkie - echo nad Sekwaną.

Oczywiście prezydent Macron nie przemówił bez przyczyny. Powody były poważne. Z roku na rok przemoc fizyczna wobec obywateli francuskich pochodzenia żydowskiego rośnie o jedną czwartą, podobnie jak celowe niszczenie żydowskich miejsc kultu i pochówku. Tyle oficjalne statystyki.

Najsmutniejsze jest że zaledwie dwa tygodnie po przemówieniu Macrona dokonał się chyba najbardziej odrażający z antysemickich aktów. Zasztyletowanie i następnie podpalenie w jej własnym pokoju w Paryżu 86-letniej, cierpiącej na Parkinsona, Mirellie Knoll. Kobieta przeżyła Shoah, wróciła do Francji po wojnie i tu została zamordowana.

Podejrzani o dokonanie zbrodni, Yacine Mihoub i Alex Carrimbacus, to dwudziestoparolatkowi, bezrobotni kumple z więzienia, z których jeden był od dzieciństwa sąsiadem pani Mirellie. Jak zeznają, gdy dokonywali mordu mówili: „to jest Żydówka, ona musi mieć pieniądze” oraz krzyczeli „Allahu Akbar”.

Prokurator nie miał wyjścia i musiał oficjalnie ogłosić już trzy dni po zbrodni, iż miała ona miejsce, gdyż ofiara „wyznawała w istocie lub w sposób domniemany konkretną konfesję religijną”. No już chyba bardziej owinąć w bawełnę zdania „była Żydówką” się nie da.

Francuzi, którzy masowo wzięli udział w kondukcie pogrzebowym zamordowanej pani Knoll, mają wiele pytań. Najpoważniejsze chyba brzmi: co się dzieje z policją i wymiarem sprawiedliwości?
Ta kobieta wcześniej poszła na komisariat. Cud, że jakiś w XI dzielnicy znalazła. Są bowiem w Paryżu i pod nim dzielnice pozbawione komisariatów, o czym przekona się każdy, komu nieznani sprawcy obrabują czy uszkodzą zaparkowany na ulicy na noc samochód. Na tymże komisariacie, do którego dotarła mimo sędziwego wieku i choroby, złożyła oficjalne doniesienie, że syn sąsiadki, człowiek z przeszłością kryminalną, grozi jej odebraniem życia.

I co? Ano nic. Francuzi, nic się nie stało! Media nie wspominają, czy doszło do zwolnienia oficerów lub prokuratora, którzy z doniesieniem staruszki nic nie zrobili. A dziennikarze, jakże dyskretnie, nie drążą tematu. Jeden z morderców był pod obserwacją „antyterrorystyczną” już od lat. Jak bardzo, bardzo wielu innych sprawców mordów we Francji. Właściwie niemal wszyscy dotąd autorzy zamachów terrorystycznych, które miały miejsce we Francji w ciągu ostatnich kilku lat.

To był „oficjalnie” najpoważniejszy „incydent” od stycznia 2015 roku, gdy arabscy zamachowcy wzięli zakładników w koszernym supermarkecie w Porte de Vincennes pod Paryżem. Wtedy pochodzący z Mali i wyznający islam pracownik owego sklepu (nielegalnie zatrudniony nielegalny imigrant) uratował życie wielu klientów, zamykając się z nimi w chłodni. Dziś już obywatel francuski pan Lassana Bathily, zajął miejsce w synagodze podczas nabożeństwa żałobnego pani Knoll. I podobnie jak prezydent Macron, pojawił się na jej pogrzebie.

Napisałam „oficjalnie”, bo gdy w kwietniu 2017 roku pobito na śmierć we własnym mieszkaniu w paryskiej dzielnicy Belleville i wyrzucono przez balkon ciało 65-letniej emerytowanej lekarki Sarah Attal-Halimi, prokuratura, a zwłaszcza media, milczały. Pochodzący z Mali morderca, Kobili Traoré, 27-letni narkoman i diler, szybciutko schronił się w szpitalu psychiatrycznym. Mimo tego, a może dlatego, że darł się na całą ulicę „Allahu akbar” i cytował wersety z Koranu, gdy dokonywał swej zbrodni.

Wyjeżdżają do Erec

Aż do lipca, gdy rodzina zamordowanej złożyła zażalenie na działanie wymiaru sprawiedliwości i zaczęła poruszać media, w śledztwie nic, ale to literalnie nic, się nie działo. Skarga i zeznania sąsiadów, przez których mieszkanie – po sterroryzowaniu lokatorów – morderca dostał się do apartamentu dr Attal-Halimi, obudziła wymiar sprawiedliwości.

Ale sprawca nadal nie wylądował w areszcie. Dopiero we wrześniu 2017 prokurator określił przestępstwo jako „zabójstwo na tle antysemickim”. Oficjalnie takie określenie zbrodni „wyciekło” do prasy z sądu w lutym 2018.

Także w Strasbourgu, gdzie społeczność żydowska, zwłaszcza ortodoksyjna, jest liczna i wpływowa, 18 sierpnia 2016 roku miał miejsce poważny, na szczęście nie śmiertelny, akt antysemicki. Starszy mężczyzna w kipie spokojnie idący po Avenue des Vosges padł ofiarą nożownika wrzeszczącego „Allahu akbar!”.

Po obezwładnieniu przestępcy okazało się, że jest on znany miejscowemu wymiarowi sprawiedliwości, jako że w 2010 roku w podobnych okolicznościach zasztyletował Żyda na Placu gen. Jean-Baptiste Klebera. I od tego czasu miał wariackie papiery. Tym razem jednak nie wywinął się sprawiedliwości.
Jeszcze 10 lat temu w Strasbourgu mieszkało od 16 tysięcy Żydów. Na zdjęciu młoda żydowska para przechodząca obog Synagogi Pokoju. Fot. Getty Images/Sean Gallup.
Strasbourg to szczególne miejsce. Od wieków osiedlali się tu Żydzi – ponoć dlatego, że wnętrze miasta to wyspa otoczona rzeką Ill, co daje znaczne możliwości „legalnego” wydłużenia drogi dozwolonej do przejścia w szabat.

A tak poważnie: w Strasbourgu jest dobry biznes, dobrzy ludzie, a w dodatku jest pięknie. Istnieje tu nawet dzielnica, przez samych jej mieszkańców nazywana „gettem”, pełna sklepów, restauracji, chederów (religijnych szkół żydowskich), pralni, piekarni i gabinetów lekarskich prowadzonych przez i dla ortodoksów.

Jest wielka synagoga - od 2015 roku regularnie strzeżona przez wojsko z długą bronią automatyczną i izraelskich agentów w charakterystycznych czarnych kurtkach z bronią krótką. Jest tam żydowska szkoła i przedszkole.

Taki mały świat, pokazujący swą okazałość w piątek po południu i sobotę rano, gdy młode kobiety w perukach bądź nakryciach głowy oraz mężczyźni w kapeluszach, z obowiązkowymi cicit (frędzlami) przy koszulach, oraz chłopcy w kipach idą gremialnie na modlitwy. I jest coroczna ceremonia miejska zapalania chanukowych świec i objadania się pączkami na Placu Bordoux.

Jednak nawet z takich naprawdę przyjaznych i odwiecznych sobie miejsc, jak Strasbourg Żydzi wyjeżdżają do Erec (Ziemi Izraela).

Antysemickie „incydenty” można wymieniać dalej: 12 stycznia 2016 nauczyciel żydowskiej szkoły w Marsylii zaatakowany maczetą przez kilkunastoletniego kurdyjskiego chłopca – imigranta z Turcji. Życie uratowała mu – dosłownie – Biblia, której spory egzemplarz w rekach ofiary przyjął na siebie wiele cięć zbrodniczego narzędzia. 18 listopada 2015 – również Marsylia – trzech sprawców na motorze wykrzykując antysemickie brednie zasztyletowało innego żydowskiego nauczyciela i zbiegło. 24 października 2015 trzech marsylskich Żydów przed wejściem do synagogi zaatakowanych przez nożownika. Luty 2015 – atak nożownika w Nicei na żołnierza ochraniającego lokalną synagogę. Wcześniej mord na uczniach żydowskiej szkoły w Toulouse w 2012 roku, który naprawdę wstrząsnął krajem. Ataków i pobić żydowskich chłopców wyróżniających się na ulicy czy w szkole kipą przez arabskie dzieci nikt już właściwie nie liczy. Itd., itp.

Salon antysyjonistyczny

Łącznie „aktów na tle antysemickim” zgłaszanych jest policji i żandarmerii kilkaset rocznie. Bywa 250, bywa 900. Więcej, gdy daleko stąd wybucha kolejna intifada.

Takie sytuacje wywołują strach. A co za tym idzie, jak widać na przykładzie Strasburga, wspólnoty się kurczą. Żydzi decydują się na emigrację z Francji. Bezpośrednio po ataku na koszerny market w 2015 zanotowano niemal 8000 takich, chyba trzeba to nazwać – ucieczek.

Po polsku w Izraelu. Emigracja pomarcowa chętniej wyrzekała się polskości, niż Żydzi, którzy wyjechali z Polski po 1956 roku

W sobotnie wieczory w polskiej dzielnicy w Tel Awiwie była kiełbasa, wódka i nie rzadko „Góralu, czy ci nie żal”.

zobacz więcej
Wyjeżdżają głównie młodzi ludzie, często już po studiach. Widzą dla siebie lepszą przyszłość poza Francją. Mówią o tym chętnie. Telewizja pokazuje reportaże. Spotykają się one ze zrozumieniem publiczności. Ta bowiem wyraźnie mówi: „to nie jest antysemityzm francuski – to jest antysemityzm we Francji”.

I w jakimś głębokim sensie właściwie nie czuje się za nic odpowiedzialna, skoro wszelkie oficjalne siły polityczne od ekstremy prawicowej po lewicową są w stanie ręka w rękę iść szpalerem na kolejnych i kolejnych białych marszach. Bezradność.

Francuzi bowiem wierzą, iż odrobili solidnie dwie lekcje. Dzięki obowiązkowej lekturze Emila Zoli, przerobili materiał związany z haniebna sprawą Dreyfusa. Dzięki zaś powojennemu goleniu kobiet, które sypiały z żołnierzami okupantami, poradzili sobie z antysemityzmem Vichy. Który zresztą nazwano, nawet w szkolnych podręcznikach, „antysemityzmem katolickim”, a nie francuskim, co polepszyło samopoczucie Francuzów nawet bardziej, niż publiczne golenie kolaborantek. No skoro reżim Petaina był katolicki, a nie francuski, jest jasnym, że taki był również jego antysemityzm. Wszelkie zaś wcześniejsze „akty antysemityzmu” da się spokojnie zwalić na obciętą głowę monarchii. Cbdo.

Kto jest odważny, niech jednak spróbuje podczas konwersacji w środowisku ludzi "światłych", chociażby uniwersyteckim, otwarcie poprzeć stanowisko Izraela w konflikcie z Palestyńczykami. Większe faux pas uczyniłby ów śmiałek jedynie przychodząc na uniwersyteckie party nago i robiąc publicznie kupę na środku.

Francja dzisiaj to miejsce, gdzie „Vive la Palestine!” jest zasadniczo oficjalną deklaracją ludzi z tzw. towarzystwa. Francuski salon, zwłaszcza ten czytający „Libération” czy „Le Monde”, jest powszechnie antysyjonistyczny. W walce, jak to jest często określane, Dawida z Goliatem, w sposób oczywisty popiera Dawida. Czyli Palestyńczyków.

Mania równości

Francuzi nie mają sobie tego w żaden sposób za złe i nie kojarzą z postawą antysemicką. Nie oburza zatem owego środowiska graffiti „Vive la Palestine” wymalowane na siedzibach żydowskich organizacji studenckich.

Uważają, że wszelkie religie en mass (no może z wyjątkiem buddyzmu) to samo zło i ciemnota. Zamachy są tu zatem postrzegane raczej jako zderzenie dwóch religii (a niech je diabli porwą!), nie zaś zderzenie cywilizacji judeo-chrześcijańskiej z islamską.

Tak jak ofiarami padają żydowscy nauczyciele przed szkołami, tak i księża katoliccy przy ołtarzu. Bezbronni ludzie w miejscach publicznych i domach.
Francuscy żołnierze ochraniają żydowską szkołę w Paryżu, styczeń 2015 r.. Fot. REUTERS/Gonzalo Fuentes
Według przeprowadzonego w 2014 roku badania opinii społecznej, co trzeci obywatel Francji „posiadał antysemickie poglądy” – choć powiem szczerze, nie udało mi się dotrzeć do zadanych wówczas pytań. Stąd niekoniecznie wiadomo, czy owe „poglądy” dotyczyły kominów Auschwitz czy wolnej Palestyny, a może jeszcze czego innego - np. twierdzenia, że Żydzi są bogatymi wyzyskiwaczami robotników (bo i takie poglądy nie są rzadkie).

Niemało dałoby się też zebrać wypowiedzi, które można odbierać jako antysemickie, gdyż dotyczą prominentnych działaczy partii lewicowych, których pochodzenie etniczne jest powszechnie znane. Choć nie każdy, który wieszał psy na Dominiku Straus-Kahnie jest antysemitą. Powiedziałabym raczej, że większość jego krytyków antysemitami nie jest.

Być może zatem jednostkowe negatywne doświadczenia mieszają się tu z emocjami politycznymi. A przede wszystkim z odczuciami drugiego imigranckiego pokolenia muzułmanów. Pokolenia, którego nikt nie uczy, że w czasie wojny Żydzi znajdowali schronienie przed wywózką do obozów w wielkim meczecie Paryża pod patronatem imama Si Kaddour Benghabrita.

Niechęci do Żydów sprzyja francuska mania „równości” – niezrealizowany sen Rewolucji. „Skoro walczymy z muzułmańską burką, powinniśmy też walczyć z żydowskim kapeluszem w miejscu publicznym” – słyszałam to wiele razy.

Choć w zasadzie trudno mi określić ludzi, którzy tak mówili, jako antysemitów czy islamofobów. Oni po prostu chcą równości wszystkich wobec wszystkiego oraz tego, by żadna religia nie uzewnętrzniała się w żaden sposób.

O co chodzi z naleśnikiem?

Jeszcze kilka lat temu ignorancja Francuzów – także tych wykształconych – na temat kultury i obyczajów żydowskich była wręcz kuriozalna. (Zresztą dotyczy to kultury i obyczajów chrześcijańskich czy muzułmańskich również). Zdania: „A dlaczego niektórzy studenci nie chcą przyjść na egzamin… mówią, że mają jakieś święto Jom coś tam” albo: „A dlaczego Eva nie przychodzi do labu jak wszyscy w sobotę i po zamążpójściu nosi perukę?”, „A dlaczego Mathieu nigdy nie chodzi z nami razem na lunch do restauracji, tylko ma swoje pudełko z jedzeniem?” były na porządku dziennym i dotyczyły dobrze znanych kolegów z pracy na uniwersytecie.

Dziś jednak niezaprzeczalnie świeckie instytucje wydają kalendarze z zaznaczonymi świętami trzech religii monoteistycznych. Więcej też prezentuje się filmów dokumentalnych pokazujących żydowską kulturę. Także kościół katolicki i zbory protestanckie czynią więcej, by judaizm chrześcijanom francuskim nieco przybliżyć.

Ale we Francji generalnie się żyje nie tyle obok, co bez tradycji (o ile nie chodzi o tradycyjne potrawy, typu naleśniki na święto Matki Boskiej Gromnicznej – nikt nie wie, o co chodzi, ale każdy je je). Obyczaj jako kategoria kultury nie istnieje czy nie ma znaczenia – takie mam odczucie. Jakiejkolwiek by nie był proweniencji.
Francuskie naleśniki na święto Matki Boskiej Gromnicznej. Wikimedia
Nienawiść do Tory i ludu, który ją niesie na swych barkach, to zasadniczo wyraz ignorancji, zabobonu, rasizmu i ksenofobii. Ma ona – jak wszelkie inne negatywne zjawiska społeczne – różne korzenie, ekonomiczne, polityczne i historyczne. Francja ma dziś bardzo wiele problemów i brak wizji, jak sobie z nimi poradzić.

Duchowa pustka, brak wzorców wychowawczych i brutalizacja stosunków w szkołach, rosnąca frustracja ekonomiczna, coraz większa alienacja elit, poczucie zagrożenia atakiem terrorystycznym – można długo wymieniać.

A niepopularna władza ma zakusy na ograniczenie wolności Internetu i widać, że szalenie chce skorzystać z okazji do walki z antysemityzmem w sieci.

A co na to wszystko Bóg? Bóg, jak mówi odwieczna żydowska pieśń Vehi she amda, zawsze czuwał nad swym ludem i dalej będzie czuwać. Także w hiperlaickiej Francji.

– Magdalena Kawalec-Segond
Zdjęcie główne: Żydowski cmentarz w Cronenbourgu niedaleko Strasbourga, styczeń 2010. Fot. REUTERS/Vincent Kessler
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
O polskim szpiegu w Rosji to jest historia
39-letni Aleksandr Worobiow został aresztowany pod zarzutem zdrady i szpiegostwa. I jest to pierwsze w historii Federacji Rosyjskiej aresztowanie z takiego paragrafu urzędnika tak wysoko umiejscowionego w hierarchii władzy.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Eutanazja wprowadzana tylnymi drzwiami. Powodują śmierć z głodu...
Dlaczego szpital nie zgodził się na przeniesienie mężczyzny do ośrodka opieki, gdzie byłby on karmiony i poddawany fizjoterapii? Dlaczego lekarze usiłowali wymusić na rodzinie zgodę na jego odwodnienie?
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Za 10 ziaren można było kupić usługi prostytutki, a za 100 –...
Było kluczową walutą Majów i jego braki mogły przyczynić się do ich upadku – odkryli archeolodzy. Znaleźli też najstarsze ślady picia czekolady: w Ekwadorze, sprzed ponad 5000 lat.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
„Łoszarik”, czyli kosmiczna katastrofa w głębinach
Z jakiego powodu elitę dowódczą rosyjskiej floty wsadzono do podwodnej, supertajnej jednostki i dlaczego zginęła?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Piłka nożna nie dla kobiet?
Polskie kadrowiczki grały bez nazwisk na strojach i koszulki prały w domu, a najlepszą zawodniczkę roku nagrodzono… voucherem na kurs gotowania. W tym czasie na świecie damski futbol się rozwijał.