Cywilizacja

Dwa miliony demonstrantów przeciw aborcji. „Trzeba wyjść na ulice. To jest walka”

23 marca 2018 roku, Warszawa: 50 tysięcy uczestników marszu proaborcyjnego. 25 marca 2018 roku, Argentyna: 2 miliony demonstrantów w obronie życia. Protestanci, katolicy, żydzi, muzułmanie.

Osiedla dla wierzących. Katolickie getto czy azyl dla chrześcijan?

Pierwsze w Polsce budowane specjalnie dla katolików - z kaplicą, przedszkolem i różańcem dla mieszkańców.

zobacz więcej
Dwa dni po tym jak przez ulicę Warszawy przeszedł czarny marsz przeciwników obywatelskiego projektu ustawy „Zatrzymaj Aborcje” południowoamerykańskie media i agencje fotograficzne zalały zdjęcia zupełnie innych manifestacji. Dominowały na nich błękitno białe flagi, transparenty, na których powtarzało się hasło „Vale toda vida” – „Każde życie ma znaczenie” oraz gigantyczny model 12 tygodniowego dziecka niesiony przez uczestników marszu.

Na żądanie Zachodu

Tak 25 marca Argentyńczycy manifestowali w dniu dziecka nienarodzonego w Buenos Aires. I choć nie ma zgody co do tego ile osób wyszło na ulicach argentyńskiej stolicy (w zależności od tego kto podaje szacunkowe dane wahają się one od 20 do 150 tys. osób), to filmy z dronów pokazują szerokie aleje Buenos Aires zalane manifestantami w biało-błękitnych barwach na niemal całej trasie czterokilometrowego przemarszu z Plaza Italia aż przed wydział prawa Uniwersytetu Buenos Aires.

Nie wszyscy mogli przyjechać na centralny marsz do stolicy, bo Argentyna, to gigantyczny kraj – granicę północną od południowej dzieli blisko 5 tys. km. Dlatego też marsze za życiem organizowano w niemal każdej stolicy prowincji, w dziesiątkach większych miast, ale także w mniejszych miasteczkach. Przez kraj przeszło 222 marsze za życiem i według szacunków organizatorów tego dnia na ulicę wyszły 2 miliony osób w całej Argentynie.

Uczestników zmobilizowało to, że argentyński Kongres (parlament) przyjął pod obrady projekt ustawy legalizującej aborcje na życzenie przygotowany przez organizacje feministyczne.

Zawiązana w 2005 r. Campaña Nacional por el Derecho al Aborto Legal Seguro y Gratuito (Narodowa Kampania na Rzecz Prawa do Aborcji Legalnej, Bezpiecznej i Darmowej) projekt w Kongresie przedstawiała w ostatnich latach sześciokrotnie. W marcu złożyła go po raz siódmy i deputowani zdecydowali się przyjąć go pod obrady.
Zdecydowało o tym stanowisko prezydenta Mauricio Macriego, który nie zarządził dyscypliny wśród deputowanym swojej partii Cambiemos pozostawiając im wolną rękę w sprawie projektu. – Jesteśmy bardzo rozczarowani politykami. Przed wyborami w ogóle nie podnosili tematu aborcji, nie mówili jaki mają do niej stosunek, a teraz chcą ją liberalizować. Ludzie czują się oszukani i między innymi dlatego tak licznie wyszli na ulice – mówi portalowi tygodnik.tvp.pl Alejandro Geyer, jeden z głównych koordynatorów argentyńskich marszów za życiem.

Do Argentyny wrócił niespełna rok temu. Przez 20 lat mieszkał we Włoszech. Został poproszony przez znajomych o zaangażowanie się w przygotowanie marszu i dlatego zdecydował się na powrót do kraju.

Przygotowania trwały od listopada. – Prezydent debatą o aborcji chce odwrócić uwagę społeczeństwa od problemów gospodarczych. Teraz o niczym innym się nie mówi – zaznacza Geyer i zwraca uwagę, że to organizacje międzynarodowe i kraje zachodnie, do których zwraca się o pomoc gospodarczą, naciskają na Mauricio Macriego, by zliberalizował prawo aborcyjne.

Dwa miesiące, tysiąc mówców

Argentyński parlament już zaplanował debaty plenarne nad liberalizacją prawa aborcyjnego. Zaczynają się 10 kwietnia. Będą odbywać się dwa razy w tygodniu. Każdy z 257 senatorów ma prawo zgłosić do debaty po czterech mówców, więc poza samymi deputowanymi głos będzie mogło zabrać przeszło tysiąc osób.

Kancelaria izby niższej Kongresu przewiduje, że debata może potrwać do końca maja, a może nawet i dłużej. Jednocześnie będą trwały prace nad zgłoszonymi projektami w kilku komisjach. Jeśli deputowani izby niższej przyjmą projekt liberalizacji prawa aborcyjnego, trafi on pod obrady 72 osobowego Senatu.

– Nie dopuścimy do tego. Jesteśmy zmobilizowani – mówi Geyer. – Myślę, że udało się nam przekonać wielu ludzi, że o prawo do życia nie da się walczyć siedząc przy biurku przed klawiaturą komputera, ale trzeba wyjść na ulice. To jest walka. Nasi oponenci wiedzą to od dawna.

W Argentynie zakaz wykonywania aborcji zniesiono w 1921 r. Można ją przeprowadzić legalnie, ale tylko w kilku przypadkach: kiedy ciąża jest wynikiem gwałtu, kiedy dotyczy kobiety opóźnionej lub niepełnosprawnej umysłowo oraz gdy zagrożone jest życie lub zdrowie matki.

– Tyle, że to jest teoria, bo lekarze wymigują się od kierowania kobiet na legalna aborcję, sprawa trafia do sądu, czas leci, płód rośnie i mija czas na zabieg – wyjaśnia Joana, 30 letnia doktorantka biologii mieszkająca w Buenos Aires wspierająca kampanię proaborcyjną. I dodaje, że dokonanie aborcji bez tych wskazań może skończyć się karą zarówno dla do kobiety jak i tych, którzy w usunięciu ciąży pomagali.
Na plakacie: "Życie zaczyna się od zapłodnienia a nie od konsensusu". Buenos Aires, 25 marca 2018. Fot. Marcha Por La Vida Argentina 2018
Głośny był przypadek Belén – 27-latki z prowincji Tucumán – skazanej na 8 lat za usunięcie ciąży. Kiedy siedziała w więzieniu organizacje feministyczne wywierały tak silną presjęe, że Belén zwolniono po 2 latach odsiadki.

Projekt feministycznej organizacji Campaña Nacional proponuje rewolucję w przepisach. Do 14 tygodnia aborcja ma być dostępna na żądanie dla każdej kobiety, w ciągu pięciu dni od wyrażenia takiego żądania i bezpłatnie w placówka publicznej służby zdrowia.

– I nie jest to wcale najdrastyczniejsza z propozycji – mówi Geyer. – Złożonych do Kongresu zostało pięć czy nawet sześć różnych projektów. Są w nich też takie zapisy, wedle których kobieta w trudnej sytuacji, bo na przykład straciła pracę, nie ma z czego żyć, może usunąć ciążę nawet w ósmy miesiącu! Proponuje się także, by 13 latka mogła usunąć ciążę bez wiedzy i zgody rodziców – wylicza.

Social media przede wszystkim

Marsze zorganizowane w Argentynie 25 marca to efekt współpracy 100 różnych organizacji, które zdecydowały się połączyć swoje siły. Założenie organizatorów było takie, że marsze dla życia będą ponad podziałami politycznymi i religijnymi. Prosili by manifestanci powstrzymali się od transparentów z politycznymi hasłami.

– To był marsz obywatelski, nie wspierali nas żadni politycy i żadne instytucje. W marszach wzięli udział zarówno ateiści jak i przedstawiciele wielu religii: chrześcijanie, żydzi, a także muzułmanie, choć w Argentynie jest ich bardzo niewielu. Ważnego wsparcia udzielili nam wierni kościoła ewangelickiego, których wielu wzięło udział w marszach. Wsparli nas księża z interioru, poparła nas także część katolickich biskupów. Nie liczymy na duże wsparcie Kościoła katolickiego, bo w Argentynie w przeciwieństwie do Polski czy Peru, gdzie to kardynał organizuje marsze dla życia, Kościół nie jest tak silny, a poza tym jego zaangażowanie się zawsze wzmaga ataki na nas ze strony naszych oponentów i mediów – mówi Alejandro Geyer.

I dodaje, że ważne było stworzenie siatki współpracowników, którzy koordynują działania w terenie – spotykają się z ludźmi w parafiach, pozyskują lokalne organizacje do współpracy, w bezpośrednich kontaktach z mieszkańcami informują o zagrożeniach związanych z wniesionym do Kongresu projektem.

– Podstawą działania są jednak media społecznościowe. Jeśli chcesz zorganizować takie wydarzenie, musisz być ze swoim przekazem wszędzie. Na Facebooku, Instagramie, Twitterze, na Youtube – mówi Geyer. Najwyraźniej aktywność w social mediach zmobilizowała zwłaszcza młodych Argentyńczyków, bo jak zaznacza Geyer 70 proc. uczestników marszów to ludzie młodzi –17,18,19 - latkowie.
"Tak dla życia". Buenos Aires, 25 marca 2018. Fot. Marcha Por La Vida Argentina 2018
Cristian Battelo mąż i ojciec z Córdoby w środkowej Argentynie – drugiego pod względem wielkości miasta w tym kraju – był jednym z uczestników marszu dla życia w Córdobie. Według różnych szacunków wzięło w nim udział od 20 do 60 tys. osób. – Policja mówiła nawet w pewnym momencie o 100 tys., bo ludzi przybywało – mówi.

Przyznaje, że sam o marszu dowiedział się z mediów dzięki informacjom od znajomych. – Dostawałem dziesiątku zaproszeń przez WhatsApp i w zasadzie tak ludzie informowali się nawzajem. W Córdobie mamy trzy kanały lokalne, ale tylko jeden podał krótką informację o marszu dla życia, choć pełne agresji protesty feministek pokazują często – mówi Battelo.

Ze wsparciem lekarzy

Sam nie uczestniczył w organizacji marszu, zdecydował się wziąć w nim udział spontanicznie. Hasła pod jakimi szli manifestanci doskonale pamięta.

– Ważny też jest jasny i dobitny przekaz – ocenia Geyer. – Nasz brzmiał: brońmy dwóch osób: matki i dziecka. Żeby ludzie się zaangażowali, wyszli na trzy godziny na ulicę trzeba im pokazać konsekwencje, jakie może przynieść wprowadzenie nowej ustawy a mianowicie śmierć tysięcy niewinnych dzieci – mówi.

Manifestujący na argentyńskich ulicach sprawnie odpowiadali na hasła, które wylansowały feministki.

Kiedy te dopominają się bezpiecznej, pewnej aborcji uczestnicy marszów dla życia przypominali, że w aborcji pewne jest tylko to, że umrze dziecko. Feministki chcą darmowej aborcji, a manifestanci pro-life przestrzegli, że za aborcję zawsze ktoś drogo zapłaci.

Argentyńskie zwolenniczki aborcji twierdzą, że w nielegalnych zabiegach usunięcia ciąży ginie przeszło 100 kobiet rocznie, więc za sztandarowe swoich hasło „zielonych marszów” wybrały „ni una menos” (ani jedna mniej). Uczestnicy marszów dla życia krzyczeli z kolei „que viven los dos” – niech żyją oboje.
"Ich matki powiedziały aborcji: nie" - głosi platat. Buenos Aires, 25 marca 2018. Fot. Marcha Por La Vida Argentina 2018
– Flagi transparenty, koszulki, to wszystko przygotowali ludzie, którzy zdecydowali się wyjść na ulice. Model 12 tygodniowego dziecka, który widać na zdjęciach z marszu w Buenos Aires zrobiła grupa młodzież. Przywieźli go w częściach z oddalonego o 60 kilometrów La Plata – opowiada koordynator argentyńskich marszów.

Marsze dla życia postarały się o wsparcie lekarzy. W Buenos Aires ubrani w białe lekarskie fartuchy wypełnili scenę ustawioną przed wydziałem prawa uniwersytetu.

– Nie mówię o żadnej ideologii, ani o żadnej religii, tylko o czystej nauce. Nauka mówi, że życie zaczyna się od zapłodnienia – przekonywał dr Fernando Secin. – W chwili zapłodnienia przenoszona jest informacja genetyczna od rodziców do nowej istoty ludzkiej. Ta informacja genetyczna mówi nam, jaka będzie przyszłość tej osoby, czy będzie wysoka, niska, z ciemnymi włosami, czy z włosami blond. Ona nadaje osobie charakter, niepowtarzalność i niezależność, bo tu chodzi o nową istotę ludzką – mówił.

Holocaust w Planned Parenthood

Nie bez znaczenia było też wsparcie argentyńskich marszów przez działaczkę pro life Patricię Sandoval – urodzoną i wychowaną w Kalifornii córkę meksykańskiej pary. Niezwykle energiczna Sandoval na scenie opowiedziała swoje świadectwo, potem powtarzała jej w wywiadach telewizyjnych, prasowych, radiowych.

Jako nastolatka dokonała aż trzech aborcji. – Lekarze mówili mi, że jestem za młoda, żeby być matką. Miałam 19 lat. Lekarka powiedziała mi: „Patrcia nie przejmuj się. Jesteś zdenerwowana? To trwa pięć minut. Zrobiłam dwie aborcje mojej córce, sama miałam aborcję rok temu. Wszystko będzie dobrze” – opowiadała o swoich doświadczeniach zgromadzonym wokół sceny przed wydziałem prawa.

– Mówili mi, że to tylko zlepek komórek – wspominała Sandoval i wyliczała także konsekwencje jakie ją spotkały po dokonanych aborcji: depresja, napady lęku, koszmarne sny, anoreksja. – Nikt mi nie powiedział, że jest coś takiego jak syndrom proaborcyjny – mówiła.

W wywiadzie dla telewizji América 24 opowiedziała, że wierzyła w lansowany przez edukatorów seksualnych „bezpieczny seks” i dlatego trzykrotnie zaszła w ciąże. Po trzech aborcjach w wieku 19, 20 i 21 lat wciąż uważała, że aborcja to prawo kobiety. – Kiedy mój chłopak prosił, żebym nie usuwała ciąży, bo chce zostać ojcem powiedziałam mu, że to moje ciało i moja decyzja – wspominała.
Strona internetowa Patricii Sandoval. Fot. printscreen
Kiedy związek się rozpadł, przeprowadziła się do innego miasta i zatrudniła w klinice aborcyjnej potężnej sieci Planned Parenthood.

– Myślałam, że będę tam pomagać kobietom. Zatrudnili mnie jako pielęgniarkę, a nie miałam do tego przygotowania, nie byłam wykształcona w tym kierunku, nie miałam doświadczenia. Odbierałam telefony, ale także asystowałam przy aborcjach i wtedy zobaczyłam, czym ona jest. Przy pierwszej spodziewałam się, że zobaczę zlepek komórek bo tak mi zawsze mówili. A zobaczyłam fragmenty ciała, dziecko poćwiartowane, z otwartą z przerażenia buzią, jakby krzyczało nie mogąc się bronić. W tej klinice uczono mnie oszukiwania kobiet. Mówiono mi, żeby nigdy nie używać słowa „dziecko”, „mama”, „tata”, „on”, „ ona” . Nie możesz tam używać żadnego słowa, które nadaje godność, łącznie ze słowem „płód”. Kiedy robiliśmy USG nigdy nie można było pokazać tego kobiecie, żeby nie zobaczyły prawdy. Mówili mi, że nie można opowiadać o tym, co dzieje się za drzwiami kliniki, ale ja wam teraz mówię: to jest holocaust, to jest zabijanie ludzi – opowiadała milczącemu dziennikarzowi.

Nagranie programu od razu znalazło się na Facebooku i Youtubie. – Zgrałem ten wywiad i udostępniłem na portalu społecznościowym. Jeszcze nigdy żaden mój post nie wywołał tylu reakcji, nie był tyle razy udostępniany, komentowany. Słowa tej dziewczyny nikogo nie mogły pozostawić obojętnym – mówi Cristian Battelo.

Przyznaje, że choć jest osobą wierzącą, to dotąd jakoś nie zastanawiał się nad kwestią aborcji. – Teraz wysłuchałem wielu argumentów, chyba nabrałem świadomości. Jeśli potrzebny będzie kolejny marsz, to ja na niego pójdę i myślę, że inni też pójdą. Tam, na ulicy, zawiązała się między nami jakaś wspólnota, panowała życzliwość – mówi.

Deputowani podzieleni

Marsze z 25 marca pozwoliły argentyńskim działaczom pro life się policzyć i nabrać pewności siebie. Jednak sami podkreślają, że ich oponenci są dobrze zorganizowani. 8 marca stolice Argentyny opanowali uczestnicy zielonych marszów skandujący „Aborto legal, ya!” – „aborcja legalna, teraz”.

Szacunki (tu też są bardzo rozbieżne) podają, że za aborcją manifestowało od 50 do 350 tys. osób. Campaña Nacional co chwila organizuje lokalne zgromadzenia. Jest aktywna w mediach społecznościowych, a na rozpowszechnianych w sieci grafikach osób z zielonymi chustami można nawet znaleźć pastorkę kościoła zielonoświątkowego.
O demonstracjach szeroko informowały argentyńskie media. Fot. ptintscreen
Campaña Nacional por el Derecho al Aborto Legal Seguro y Gratuito przekonuje, że w Argentynie, w której nie ma legalnej aborcji dokonuje się ich aż 500 tys. – w podziemnych klinikach, w warunkach zagrażających życiu kobiety. Zwraca uwagę, że dotyczy do w dużej mierze kobiet młodych, nastolatek.

Z danych Funduszu Ludnościowego Narodów Zjednoczonych wynika, że w Argentynie dziecko rodzi 68 kobiet w wieku 15-19 na 1000 (w Polsce 14 na 1000), a matki poniżej 15 roku życia nie są rzadkością. Campaña Nacional winą obarcza brak edukacji seksualnej w szkołach.

Celeste McDougall, jedna z aktywistek Campaña Nacional twierdzi, że odrzucenie projektu będzie oznaczało negowanie czegoś co i tak się dzieje pomimo restrykcyjnego prawa oraz wydanie wyroku na życie tysięcy kobiet. – Walczymy o uznanie naszych praw. Wymagamy od naszych deputowanych tego by zostawili na boku swoje opinie osobiste i religijne, swoje przekonania moralne i przyjęli projekt dla całej naszej populacji. My kobiety jesteśmy obywatelkami drugiej kategorii w naszym kraju, który nie uznaje naszego prawa do decydowania o własnym ciele. Będziemy domagać się respektowania naszego prawa. To jest dług jaki demokracja ma nam do spłacenia – mówi nam McDougall.

Podobne argumenty padały podczas prezentacji aborcyjnego projektu w argentyńskim Kongresie. Działaczka na rzecz praw człowieka i lewicowa deputowana Victoria Donda, grzmiała, że sprzeciwienie się projektowi nie oznacza, że jest się za życiem. – Oznacza to, że odbiera się kobietom gwarancje opieki medycznej – pełnej i bezpiecznej. Trzeba skończyć z tym przestępstwem patriarchatu – mówiła.

Mónica Macha, deputowana Frontu dla Zwycięstwa przekonywała z kolei pozostałych parlamentarzystów, że brak aborcji na życzenie powoduje śmierć przeszło 100 kobiet rocznie. – Rząd nie może na to pozwalać – mówiła.
Sęk w tym, że liczby podawane przez organizacje feministyczne i lewicowe deputowane są trudne do zweryfikowania. Zwolennicy aborcji na żądanie mówią o aż 500 tys. aborcji w Argentynie. – Liczba 500 tys. aborcji została podana w wyniku badania jakie zleciło ministerstwo zdrowia dwóm argentyńskim specjalistkom w dziedzinie demografii. Edith Pantelides i Silvia Mario przeprowadziły je w 2005 r. przy użyciu naukowej metody demograficznej. Badały wypisy ze szpitala kobiet, które zostały tam przyjęte w wyniku powikłań proaborcyjnych – mówi McDougall.

Na razie zwolennicy liberalizacji aborcji triumfują, bo udało im się przekonać deputowanych do debaty nad projektem. Jak może się zakończyć głosowanie? Na początku marca argentyński dziennik „Clarín” zapytał wszystkich parlamentarzystów jak zagłosują. Za liberalizacja prawa opowiedziało się 94, przeciw 102, 48 nie było pewnych lub nie chciało udzielić odpowiedzi. Żeby przyjąć projekt potrzebne jest 129 głosów.

Franciszek zrywa z Janem Pawłem

Tomasz P. Terlikowski rozważa, czy nauczanie obecnego papieża może prowadzić do uznania, iż w pewnych okolicznościach Bóg oczekuje od nas aborcji, eutanazji lub zdrady małżeńskiej.

zobacz więcej
Co powie Franciszek

Alejandro Geyer zapowiada, że obrońcy życia broni nie składają: – Teraz czeka nas dużo pracy. Musimy przygotować materiały dla deputowanych, zaangażować się w posiedzenia komisji, zaplanować wystąpienia, w których będziemy tłumaczyć parlamentarzystom dlaczego nie mogą glosować przeciwko życiu. Nie wykluczam jednak, że znów wyjdziemy na ulice.

Natomiast zwolennicy aborcji niepokoją się, że papież Franciszek mógłby wesprzeć przeciwników przerywania ciąży. – Papież jest Argentyńczykiem, ale mieszka we Włoszech, gdzie aborcja jest legalna od wielu lat podobnie jak w wielu innych krajach europejskich. Mam nadzieję, że nie będzie się wtrącał – uspokaja Victoria Donda w rozmowie z dziennikiem „El País”.

Podczas niedawnej pielgrzymki do Chile, gdzie właśnie zniesiono zakaz aborcji w trzech przypadkach, Franciszek na ten temat głosu nie zabrał.

– Agnieszka Niewińska

Zdjęcie główne: Marsze pro life w Argentynie zgromadziły 2 mln uczesników. Fot. Marcha Por La Vida Argentina 2018
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwa, które utraciły władzę
Kto nami rządzi? Facebook i Google. MKOl. i FIFA, VISA i Mastercard. Standard & Poor’s i Moody’s.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Krychowiak na warzywach. Czy można być idolem, nie jedząc mięsa?
Władysław Komar zdobył złoty medal olimpijski w 1972 roku. Wcześniej codziennie na obiad dostawał dwukilogramowy połeć pieczonej polędwicy wołowej.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Jądra motorem ewolucji
W mosznie ukrywa się wiele niedocenianej dotąd mocy. A wszystko za sprawą mutacji.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Żołnierze siłą trzymani w wojsku, czyli „maskirowka”
Rosyjscy wojskowi i politycy ukształtowali się w sowieckiej tradycji oszukiwania wroga.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy James zostanie Luną? Jak zmienić 7-latkowi płeć
Jeffrey Younger alarmował, że w „przemianę” jego syna w dziewczynkę zaangażowani są wszyscy, łącznie z instytucjami.