Kultura

Homoseksualista, mąż włoskiej hrabiny. Polski książę, amerykański producent, żydowski dysydent

Nie sposób sobie wyobrazić polskiej kinematografii okresu międzywojennego bez Michała Waszyńskiego. Żaden twórca filmowy nie nakręcił w II RP tylu obrazów, co on.

„Dybuk”, reż. Michał Waszyński
Był mistrzem różnych gatunków – sukcesy odnosił zarówno reżyserując komedie, jak i dramaty. Na swoim koncie miał wielkie przeboje tamtego czasu – wystarczy wymienić: „Jego ekscelencję subiekta”, „Antka policmajstra”, „Znachora” czy „Gehennę”. Lansował takie ówczesne gwiazdy jak: Eugeniusz Bodo, Mieczysława Ćwiklińska, Adolf Dymsza, Jadwiga Smosarska.

Po wybuchu drugiej wojny światowej znalazł się na terenach okupowanych przez Armię Czerwoną. Został zesłany na Syberię. Następnie zaciągnął się do armii generała Władysława Andersa.

Dokumentował na taśmie filmowej jej szlak bojowy aż do Europy (w tym bitwę pod Monte Cassino). Te wydarzenia posłużyły mu też jako kanwa obrazu fabularnego „Wielka droga” z roku 1946, zrealizowanego za pieniądze Ośrodka Kultury i Prasy II Korpusu Polskiego.

Intrygujący i tajemniczy

Do Polski Waszyński już nie wrócił. Zrobił natomiast karierę producenta filmowego na Zachodzie. Był znaczącą postacią w Hollywood. Stał się promotorem między innymi Claudii Cardinale, Avy Gardner, Audrey Hepburn, Sophii Loren. Zmarł w roku 1965 w Madrycie.

O tym bardzo zasłużonym dla polskiej kultury XX wieku reżyserze traktuje film „Książę i dybuk” Elwiry Niewiery i Piotra Rosołowskiego. W ubiegłym roku otrzymał on nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji jako najlepszy dokument o kinie.

Kim w istocie był Michał Waszyński? – takie pytanie zdają się zadawać twórcy „Księcia i dybuka”. Odpowiedź właściwie nie pada. Choć Niewiera i Rosołowski ujawniają znane fakty, to jednak bohater ich filmu pozostaje do końca postacią intrygującą i tajemniczą. Dlatego mamy do czynienia z pasjonującą opowieścią.
Aktorzy Eugeniusz Bodo (z lewej) i Adam Brodzisz (z prawej) w towarzystwie reżysera Michała Waszyńskiego (w środku) podczas realizacji filmu „Głos pustyni”, rok 1932. Fot. NAC-IKC
Urodzony w roku 1904 w Kowlu na Wołyniu Waszyński naprawdę nazywał się Mosze Waks. Pochodził z żydowskiej rodziny, wychowującej go zgodnie z zasadami judaizmu. Młody Waks uważał jednak religię i tradycję za okowy, z których chciał się wyzwolić. W latach 20. znalazł się w Warszawie i już jako Michał Waszyński rozpoczął karierę w kinematografii.

Przez całe swoje dorosłe życie próbował kreować siebie jako kogoś innego niż był.

Przedstawiał się jako Polak i katolik – po wojnie na Zachodzie ludzie brali go za polskiego księcia, który w swojej, opanowanej przez komunistów, ojczyźnie pozostawił wielki majątek.

Był homoseksualistą – czego bynajmniej w środowisku artystycznym nie krył już w międzywojniu – ale ożenił się z dużo starszą od siebie włoską arystokratką, hrabiną Marią Dolores Tarantini. Ta wkrótce po ślubie zmarła, a wdowiec odziedziczył po niej olbrzymią fortunę.

Jako Żyd Waszyński bynajmniej nie wzdragał się przed pracą we frankistowskiej Hiszpanii. A przecież miała ona wśród coraz bardziej wpływowych w kulturze europejskiej ludzi lewicy opinię kraju rządzonego przez antysemitów.

Chasydyzm i kabała

Nasuwają się skojarzenia z Zeligiem, tytułowym bohaterem komedii Woody'ego Allena z roku 1983, o czym zresztą Niewiera i Rosołowski mówili w jednym z wywiadów. Przypomnijmy, że chodzi o postać mężczyzny wykazującego cechy kameleona. W sposób nadzwyczajny Zelig upodabniał się pod względem zachowań, a nawet wyglądu fizycznego, do osób wśród których przebywał.



Jeśli tak, to Waszyński był wręcz archetypicznym przypadkiem Żyda, który w swojej tożsamości narodowej (a w tym przypadku również i religijnej) upatrywał czegoś, co go upośledzało. Ale znamienne, że chcąc pozbyć się tego rzekomego brzemienia nie wybrał kosmopolityzmu, nie zgłosił akcesu choćby do ruchu komunistycznego, co uczynił inny polski reżyser pochodzenia żydowskiego Aleksander Ford. Filmy Waszyńskiego poświęcone armii generała Andersa mogły świadczyć o polskim patriotyzmie tego twórcy.

A jednak Niewiera i Rosołowski przekonująco pokazują, że Michał Waszyński w głębi duszy pozostał Mosze Waksem. Bądź co bądź to on nakręcił jeden z najbardziej niesamowitych filmów polskich okresu międzywojennego – „Dybuka”.

Ten obraz z roku 1937 był ekranizacją dramatu Szymona An-skiego pod tym samym tytułem. Został zrealizowany w jidysz, jego targetem mieli być Żydzi.

„Dybuk” nawiązywał do mistycyzmu żydowskiego, do chasydyzmu i kabały. Opowiadał o dwóch przyjaciołach, Nissenie i Senderze, którzy złożyli sobie obietnicę, że jeśli ich dzieci będą odmiennej płci, wówczas, gdy dorosną, zawrą małżeństwo.

Polska, raj dla Żydów?

„Jeśliby Bóg nie dał Żydom Polski jako schronienia, los Izraela byłby rzeczywiście nie do zniesienia” – pisał rabin Mojżesz ben Izrael Iserles.

zobacz więcej
I rzeczywiście, Senderowi urodziła się córka Lea, a Nissenowi syn Chonen. Tyle że matka Lei umarła przy porodzie, natomiast Nissen utonął w rzece.

Po 18 latach Chonen przypadkiem poznał Leę i się w niej zakochał. Z wzajemnością. Ale Sender nie zamierzał dotrzymać dawnej obietnicy. Stał się bogatym człowiekiem i chciał wydać córkę, wbrew jej woli, za kogoś majętnego.

W tej sytuacji Chonen, pragnąc zdobyć Leę, uciekł się do magicznych zaklęć. Odrzucił Boga, wezwał na pomoc szatana. I – rażony ponadnaturalną siłą – padł trupem.

Kiedy nadszedł dzień ślubu Lei, duch zmarłego Chonena – dybuk - wstąpił w nią. Nawet sławny cadyk z Miropola okazał się wobec tej sytuacji bezradny. Lea umarła i połączyła się z ukochanym na zawsze.

Reguły i uczucia

Można „Dybuka” interpretować w kategoriach melodramatu. To film o nieszczęśliwej, romantycznej miłości, nie znajdującej dla siebie miejsca w patriarchalnym świecie, w którym władzę sprawuje pieniądz.

Ale można na ten obraz spojrzeć też z innej strony. To opowieść o żydowskim poczuciu wyobcowania. O parze nieszczęśliwych kochanków, dla których świat władzy patriarchalnych Żydów, jest – paradoksalnie – tym samym, czym dla narodu żydowskiego świat nieprzyjaznych mu gojów. Dopiero śmierć Chonena i Lei oznacza ich powrót do Ziemi Obiecanej, gdzie już nie muszą żyć wbrew własnym uczuciom, wbrew regułom, które im narzuca ten świat. Waszyński nie odciął się od swojej tożsamości, nie przestał być Mosze Waksem. Jednak swoją niechęć do tradycyjnej społeczności żydowskiej wyraził za pośrednictwem filmu odwołującego się właśnie do żydowskiego kodu kulturowego.

Został żydowskim dysydentem. Takim, który nie chciał mieć nic wspólnego z wiarą swoich przodków. Ale nie mógł zarazem oszukać samego siebie, że przestała ona być dla niego ważnym punktem odniesienia.

– Filip Memches
Zdjęcie główne: „Dybuk” w reżyserii Michała Waszyńskiego. Na zdjęciu: dybuk wstępuje w Leę (w tej roli Lili Liliana, która specjalnie na potrzeby filmu nauczyła się jidysz). Fot. archiwum
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.