Historia

Kmicic, który chciał zostać Führerem

Walczył w armiach Serbii i Czarnogóry, w Legionie Czechosłowackim i w „białej” armii Kołczaka. A na koniec zapragnął być faszystowskim przywódcą swojego kraju.

Znaczki emitowane przez Legion Czechosłowacki w Rosji w roku 1919. Fot. Wikimedia
„Ile krajów, tyle faszyzmów” chciałoby się powiedzieć, patrząc na międzywojenną Europę. Jak nie reksiści Degrelle’a w Belgii, to Brytyjska Unia Faszystów. A już w Europie Środkowej – najgorzej: Legion Michała Archanioła w Rumunii, strzałokrzyżowcy na Węgrzech, od Helsinek po Rygę – ruchy weteranów wojskowych, z najbardziej znanymi Żelaznymi Wilkami na Litwie, no a Piłsudski - wiadomo.

Jedyna ostoja demokracji – nad Wełtawą. Można by westchnąć jak w Asteriksie: „Cała Europa została podbita przez autorytaryzm... Cała? Nie! Jeden, jedyny kraj, zamieszkały przez nieugiętych Czechów, wciąż stawia opór.”.

Niby tak. Ale jednak najbardziej malowniczy – niedoszły - dyktator Mitteleuropy dorastał na Morawach i marzył o parteitagach na Vaclavskim Namesti. Syn ziemi czeskiej, generał Radola Gajda.

Od apteki do Legionu Czechosłowackiego

Z tym „synem ziemi czeskiej” to o tyle przesada, że wódz, którego czekała tak sławna przyszłość, w lutym 1892 roku przyszedł na świat nie na ziemiach Korony św. Wacława, lecz w Kotorze – najdalej wysuniętej na południe bazie marynarki austro-węgierskiej, macierzystym porcie jej Piątej Floty, dzisiejszej perle Czarnogóry.

Co gorsza, dziecię nazywało się wówczas Rudolf Geidl – po ojcu, mocno zniemczonym oficerze C.K. armii. Po rychłym przejściu ojca na zasłużoną emeryturę i powrocie do rodzinnego majątku na Morawach, rodzina wróciła jednak do dawnej wersji nazwiska, Rudolfa zbohemizowano zaś dodatkowo na Radolę.

Młodzieniec od początku zdradzał oznaki niespokojnego ducha: w 1907 piętnastolatka wyrzucono z miejscowego gimnazjum, przez dwa lata uczył się farmacji w miejscowej aptece (przypadek wielu młodych ludzi, marzących o karierze wojskowej), lecz i tam nie zagrzał miejsca: jako poborowy piechoty odsłużył swoje w austrowęgierskim wówczas Mostarze, potem zaś zaczął szukać szczęścia niedaleko miejsca urodzenia: zatrudnił się w aptece z Szkodrze (Shkodër), miasteczku albańskim, gdzie jego wyniesione z Moraw talenty farmaceutyczne były aż nadto wystarczające.

Szanse na karierę kondotiera pojawiły się wraz z wybuchem Wielkiej Wojny. Młody Radola znalazł się na rozdrożu: obowiązek wzywał go w szeregi armii austro-węgierskiej, która właśnie wypowiedziała wojnę Serbii. Wiedeń daleko, Serbia blisko: Gajda zaciąga się jako ochotnik do armii serbskiej, przedstawiając się jako absolwent czeskiego gimnazjum osiąga stopień chorążego. Czując jednak, że pozycję ma nienajsilniejszą, dostaje się w niejasnych okolicznościach do przyfrontowej niewoli, ratuje się brawurową ucieczką i zaciąga tym razem do miniaturowej armii czarnogórskiej, gdzie dzięki swej wiedzy farmaceutycznej rychło promowany jest na kapitana.
Legion Czechosłowacki pozuje przy ciałach zabitych bolszewików. Nikolsk Ussuryjski, rok 1918. Fot. Wikimedia
Gdy jednak koledzy zaczynają powątpiewać w jego kompetencje, a siły serbskie i czarnogórskie pod naporem Austriaków rozpoczynają dramatyczny, zimowy odwrót przez łańcuchy górskie Prokletija, Gajda dezerteruje po raz kolejny, po czym – podając się tym razem za Rosjanina – przepływa na rybackim kutrze wąski w tym miejscu Adriatyk i trafia do rosyjskiej misji humanitarnej w San Giovanni di Medua.

Z Włoch zostaje przerzucony do Odessy, gdzie próbuje jeszcze sił w miejscowych jednostkach ochotniczych tworzonych wśród jeńców serbskich, ostatecznie jednak jesienią 1916 roku trafia w szeregi Legionu Czechosłowackiego.

Od Kołczaka do Červenobilich

Dzieje Legionu Czechosłowackiego są nie najgorzej znane: za radą i protekcją zachodnich Sprzymierzonych stworzony na rosyjskich ziemiach z czeskich i słowackich jeńców odegrał stosunkowo niewielką rolę w zmaganiach I wojny światowej (po raz pierwszy Legioniści weszli do działań zbrojnych w lipcu 1917 roku pod Zborowem, na obrzeżach Tarnopola), za to kapitalną – podczas rosyjskiej wojny domowej i równie doniosłą – w niepodległej Czechosłowacji.

A skoro Legion – to i Gajda. W chaosie, jaki nastąpił po rewolucji bolszewików, rychło doszedł (w wieku 26 lat!) stopnia generała po czym, wystąpił wbrew stanowisku Legionowej starszyzny, która postanowiła wycofać się z rosyjskiej awantury. Poparł ówczesną nadzieję białych – admirała Aleksandra Kołczaka i jego Rząd Syberyjski w Omsku. Rząd był początkowo koalicyjny, ale w listopadzie 1918 roku Kołczak, przy wydatnym wsparciu gen. Gajdy i jego ludzi dokonał przewrotu.

Walczyli ramię w ramię od Uralu do Kazania – w czerwcu 1919 roku Gajda, który łatwo zrażał się do ludzi, porzucił Kołczaka i ruszył śladami reszty Legionu, zawadzając jeszcze po drodze o Władywostok, gdzie podjął się małego, nieudanego zamachu stanu przeciw miejscowemu plenipotentowi Kołczaka, gen. Olegowi Rozanowowi; większość organizatorów poszła pod ścianę, Gajdę, którego legioniści wielbili jak Kmicica, oszczędzono.

W pół roku później wrócił, via Mandżuria i Stany, do über-demokratycznej Czechosłowacji, w której aktywiści lewicowi mieli mu za złe, że poparł Kołczaka, aktywiści prawicowi – że zdradził Kołczaka, masy go uwielbiały („waleczny jak Jan Žižka, wódz husytów”), a rząd – mocno obawiał się popularności i ambicji generała.
Radola Gajda (siedzi pierwszy z lewej) z admirałem Aleksandrem Kołczakiem (siedzi drugi z lewej) w Jekaterynburgu, rok 1919. Fot. Wikimedia
Generała? Wysokie stopnie czasu wojny budzą czasem wątpliwości, teczka awansowa, jak wiemy, zaginęła gdzieś między Mostarem, Sycylią, Odessą a Władywostokiem, stanęło więc w końcu na tym, że Gajda zachowa stopień w zamian za dwa lata spędzone poza krajem, na kursach w najbardziej renomowanej w tym czasie w Europie paryskiej École Militaire. Jak mawiają kolejarze Kolei Transsyberyjskiej: „tisze jedziesz, dalsze budiesz”.

Wytrzymał. Wrócił. Dostał mianowanie na komendanta 11 Dywizji Piechoty w Koszycach na Słowacji. Niespokojny duch, czym prędzej zaczął nawiązywać kontakty z ruchem „Červenobili” – nie, to nie polskie podziemie, to jedna z pierwszych protofaszystowskich formacji w Czechosłowacji – a w prasie nawoływać do zbrojnego zrewidowanie granicy z Węgrami.

I nadal cieszył się sympatią większości weteranów Legionu, którzy – jak to weterani – w miarę upływu lat coraz przychylniej oceniali swoje zasługi, coraz bardziej cierpko patrząc na „cywilów, którzy dochrapali się posad na naszych plecach” – czytaj, prezydenta Masaryka i ministra Eduarda Beneša. A Gajda właśnie opublikował, w sporym nakładzie, swoje wspomnienia…

Od portretów do degradacji

Dzięki poparciu oficerów w roku 1924 zostaje zastępcą szefa sztabu. Awans? A może zamknięcie w złotej klatce: „W Pradze przynajmniej będziemy go mieć na oku” – skomentował nominację Masaryk. Gajda promenuje się po Pradze, gra na znaną skądinąd nutę „oficerowie lepsi niż skorumpowani politycy” i pozuje do portretów. To z tamtych czasów pochodzi ten najbardziej znany, z jasnym niebem w tle i baretkami orderów na piersi.

Skądinąd widać, że generał był łasy raczej na popularność niż czystość ideową i rasową: autor portretu, Sándor Bortnyik, nie dość, że był Węgrem, to w tym czasie – aktywistą lewicującego Bauhausu, a po wojnie – najwybitniejszym węgierskim malarzem socrealistycznym.

Rudola flirtuje z kolejnymi kanapowymi partiami faszystowskimi – Ruchem Narodowym i jego odłamami, które w marcu 1926 zjednoczyły się w „Narodową Wspólnotę Faszystowską” (Národní Obec Fašistická, NOF), otwarcie wychwalającą Gajdę jako „nadzieję Czech”.

No i doigrał się! Po zamachu majowym w sąsiedzkiej Polsce rząd na Hradzie uznał, że trzeba dmuchać na zimne. Kiedy w dodatku rozległy się pogłoski, że Gajda zamierza wystąpić na ogólnokrajowym zlocie Czeskich Sokołów (ruch niby skautowy, ale posiadający wcale niedekoracyjne ciupażki i broń palną) uznano, że nie można dłużej czekać: 2 lipca prezydent Masaryk dymisjonuje generała, udzielając mu urlopu bezterminowego, a prokuratura wszczyna śledztwo.
Herb Narodowej Wspólnoty Faszystowskiej. Fot. Wikimedia
„Sprawa Gajdy” podzieliła polityków i społeczeństwo. Zarzuty, jakie postawiła mu prokuratura – przekazanie Sowietom tajnych dokumentów mobilizacyjnych Francji, do których uzyskał dostęp jako student École Militaire - wydają się wyssane z palca. Inna rzecz, że beztroski Gajda nie zachował należytej ostrożności ani w kontaktach z bolszewicką agenturą, ani z rodzimymi partiami, ani z wysłannikami Mussoliniego, którzy ciekawi byli środkowoeuropejskiego strongmana.

W kilku kolejnych procesach udowodniono mu tak niewiele, że w lutym 1928 r. wykpił się ostatecznie degradacją do stopnia szeregowca i dożywotnim wykluczeniem z szeregów armii. Ale co mu tam szeregowiec, skoro rok wcześniej został przez Wielką Radę NOF jednogłośnie wybrany Najwyższym Wodzem?

Najwyższy Wódz postanawia walczyć o uznanie czynem i piórem: publikuje w 1927 traktat wojskowy „Wojna i my”, w którym ubolewa nad brakiem wojskowego ducha u Czechosłowaków i zaleca wypowiedzenie wojny Niemcom i Austrii w celu uzyskania nabytków terytorialnych na Łużycach i nad Dunajem. Odzew jest umiarkowany, podobnie jak na kolejny traktat, banalną pochwałę „państwa korporacyjnego”, ale NOF w międzyczasie przystąpił do wyborów parlamentarnych, zdobywając solidny 1 procent głosów.

Od ataku na koszary do wojennej konspiracji

Gajda próbuje pracy organicznej, stara się pozyskiwać elektorat wiejski, który najbardziej ucierpiał w latach Wielkiego Kryzysu, ale nie zaniedbuje i akcji bezpośredniej: w nocy z 21 na 22 stycznia 1934 sześćdziesięciu aktywistów NOF, zbrojnych w pałki, butelki i czeskiego ducha bojowego atakuje koszary i arsenał w Židenicach na przedmieściach Brna. Szturm, wobec faktu, że eksgenerał nim nie dowodził, załamał się po kilkunastu minutach i nadejściu patrolu żandarmerii wojskowej, ale zaangażowanie Gajdy nie budziło wątpliwości.

Sądy pierwszej instancji potraktowały szturmowców z Židenic wyrozumiale, ale w sprawę znów wmieszał się Masaryk: po rewizji wyroku przez Sąd Najwyższy Gajda trafia na pół roku do więzienia o zaostrzonym rygorze. Nie przeszkadza mu to w 1935 roku poprowadzić najbardziej skutecznej kampanii NOF, który nie został zdelegalizowany: Narodowa Wspólnota Faszystowska zdobywa 167 tysięcy głosów (na południu Czech poparcie dla niej sięgało 10 proc.) i sześć mandatów, z których jeden przypada Najwyższemu Wodzowi.

I mogło być tak pięknie, gdyby nie nadchodził zmierzch! Gajda jeszcze pod koniec lat 20. starał się nawiązać kontakty z politykami NSDPA, ale po Monachium zachowuje się najfatalniej jak można: z jednej strony oskarża rząd o brak bojowego ducha, z drugiej – stara się nawiązać porozumienie z Abwehrą i powołuje tajny „Legion Gajdy”, który w sprzyjających okolicznościach obalić ma władze i powołać proniemiecki rząd.
Wspomnienia Radoli Gajdy z własnoręczną dedykacją oraz plakat zapowiadajacy udział czeskich faszystów w wyborach. Fot. Wikimedia
Nie wziął pod uwagę, że będzie mieć wielu oponentów, wielu konkurentów – i że architekci Trzeciej Rzeszy wszędzie, gdzie usiłowali rozszerzyć swoje wpływy, woleli mieć za podporządkowanych partnerów raczej przedwojenne tradycyjne elity niż nieopierzonych imitatorów faszyzmu. Miotając się między Abwehrą, prezydentem krótkotrwałej II Republiki Emilem Hachą a niemieckimi dyplomatami, prezentując się jako ofiara Masaryka, Gajda utracił poparcie wszystkich.

Sześć wojennych lat przeczekał, według niektórych relacji wspierając nawet sieci kurierów i konspiratorów. Historia upomniała się o niego w maju 1945, kiedy został aresztowany pod zarzutem „faszyzacji kraju” (równie ochoczo używanym w tym czasie przez polskie MBP) oraz – jawnie absurdalnym – „współpracy z władzami okupacyjnymi”. Po dwóch latach ciężkiego śledztwa, podczas którego stracił wzrok, został warunkowo wypuszczony: zmarł w zapomnieniu w kwietniu 1948 roku.

Trzysta lat wcześniej

Czy miał szanse? W czeskim społeczeństwie lat 20. i 30.nie udawało mu się, jak widać, zbyt wiele: ani politykowanie, ani zamach nie zaprowadziły go na szczyty, choć w ręku miał poważne karty atutowe: legionową sławę, pogardę dla „cywilów w melonikach”, odwoływanie się do żywych w Czechach sentymentów pansłowiańskich i przybierających na sile – antyniemieckich. Wynik wyborczy z roku 1935 każe się zastanowić nad możliwą karierą Gajdy w kraju nie zburzonym przez wojnę. Rzut oka na początki jego kariery nie pozostawia jednak wątpliwości, że najlepiej czułby się na ziemiach czeskich trzysta lat wcześniej, podczas zmagań wojny trzydziestoletniej.

– Wojciech Stanisławski

Dziękuję za pomoc prof. Alexandrowi Hillowi, który udostępnił mi nieosiągalne w Polsce wydania „The Journal of Slavic Military Studies” traktujące o karierze gen. Gajdy
Zdjęcie główne: Portret olejny gen. Radoli Gajdy, pędzla Sándora Bortnyika. Fot. Wikimedia
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„Największy polski bandyta” i powstańcy w przyciasnych melonikach
Zdumiewa, że ani politycy PPS, ani obozu narodowego nie zdobyli się na większe zaangażowanie na Śląsku.
Historia Najnowsze wydanie
Blefowali, że pomogą Polsce. Rzeźnikowi postawili pomnik. I...
Brytyjczyków zmanipulował „mały, antysemicki szakal z Cieszyna”, pretensje Niemiec do Polski były uzasadnione, Churchill był niekompetentny, a potęga imperium i legendarne bitwy to złudzenie – tak konserwatysta obala mity swego narodu o „słusznej wojnie”.
Historia Najnowsze wydanie
„Albo Polska będzie wrogiem, albo przyjacielem Niemiec”
Hitler nie skorzystał z sugestii i nie rozmawiał z ministrem Beckiem z pozycji siły. Powtórzył jednak: Gdańsk jest niemiecki i prędzej czy później wejdzie w skład Niemiec.
Historia Poprzednie wydanie
Sojusznik zdradzony i zapomniany
Wojsko URL przyczyniło się do sukcesu ofensywy znad Wieprza, decydującej w Bitwie Warszawskiej, powstrzymując armię konną Budionnego w Zamościu i okolicach.
Historia Poprzednie wydanie
Ostatnia kanikuła przed burzą. Wakacje 1939
Kiepura śpiewa Rotę, Rydz-Śmigły odbiera defiladę, na ulicach pojawiają się „straszliwe zielonkawe ryje”, a społeczeństwo wpada w stan erotycznej fascynacji.