Historia

Długogłowa arystokracja – kosmici, hybrydy, bogowie? Czyli o „cudach i dziwach, które ukrywa rząd”

Archeolodzy odkopują w różnych zakątkach świata czaszki wyglądające, jakby były z innej planety. Znajdowali je już sto lat temu i musieli zadawać sobie pytania: dlaczego ludzie, w tym zwłaszcza elity, chcieli niegdyś wyglądać jak posągi z Wyspy Wielkanocnej? Jakim cudem kultury odległe od siebie o tysiące kilometrów i lat wykorzystywały podobne metody zniekształcania głów? A przede wszystkim: po co komu czaszka boleśnie zdeformowana we wczesnym dzieciństwie? Genetyka i antropologia próbują dziś na to odpowiedzieć.

Pamiętamy Nefretiti, długogłową egipską piękność z XIV w p.n.e., utrwaloną w tysiącach powszechnie noszonych złotych medalików. Tak samo tajemnicze, jasnoskóre i rudowłose jajowate głowy z peruwiańskiego Paracas, sprzed trzech tysięcy lat. Czy właśnie rozszyfrowane genetycznie „Bułgarskie księżniczki”, odkryte na bawarskim cmentarzu z V w. n. e. Długogłowe, kruczowłose, o ciemnej karnacji, obce wśród otaczających je blondynów o niebieskich oczach i krągłych jak piłki czaszkach.
Zdjęcie popiersia Nefertiti w Nowym Muzeum w Berlinie. Fot. Wikipedia/Philip Pikart
Mgła autentycznej tajemnicy utrudnia próby naukowego rozwiązania zagadek, nad którymi już od lat całymi stadami siedzą ufolodzy, yetolodzy, nawiedzeni kaznodzieje i poszukiwacze zaginionych starożytnych cywilizacji. Na ogół doszukują się tu hybryd ludzi z kosmitami czy też mieszkańców innych planet, starotestamentowych olbrzymów oraz nieznanych gatunków człowieka. Czyli wszystkiego, co pozwala sprzedać 25-100 tys. egzemplarzy książki z cyklu „cuda i dziwy, które ukrywa przed tobą rząd światowy i naukowcy” za 9,99 USD sztuka.

Glob wydłużania czaszek

Wszyscy będziemy zombie

Po śmierci przez jakiś czas nasz mózg pracuje jak we śnie, a umysł wie, że umarliśmy. Nadal słyszymy, nawet widzimy z dużą ostrością, co się z nami dzieje. Niektóre zaś geny, aktywne tylko przed urodzeniem, wracają do działania właśnie wtedy, gdy nasz zgon jest medycznie niewątpliwy.

zobacz więcej
Dziś zniekształcaniem czasek zajmują się jedynie mieszkańcy melanezyjskiej Republiki Wanuatu. Jednak jeszcze sto lat temu podobne procedury były powszechne w Afryce subsaharyjskiej. A także we Francji (okolice Tuluzy), w zachodniej Rosji, Skandynawii i na Kaukazie. Wcześniej występowały wśród plemion Ameryki przedkolumbijskiej. Zarówno południowych, jak Olmekowie, Inkowie i Majowie, jak i północnych, np. Chinooka (Oregon) czy Czoktawowie (Missisipi).

Udokumentowano też archeologicznie wydłużanie głów na Półwyspie Bałkańskim we wczesnym średniowieczu. Pisana historia świata późnej starożytności zaświadcza także deformowanie głów przez Hunów i Alanów oraz podbitych przez nich wschodnich Germanów i Wandalów (np. Ostrogotów, Burgundów czy Rugiów), a także ludy Międzymorza. Plemiona Królestwa Kuszanów (dzisiejszy Indie północne, Pakistan, Tadżykistan, Uzbekistan i część Afganistanu) na przełomie er także przedstawiły w swych rzeźbach i ceramikach mężczyzn o wydłużonych czaszkach.

Wydłużanie i spłaszczanie głów stosowały również plemiona lukajańskie, zamieszkujące Wyspy Bahama czy aborygeni Australii. To tam w 1925 roku znaleziono sławną „Cohuna scull”, która na kilka ładnych lat zajęła antropologów pytaniem, skąd pochodzimy, jako gatunek: z Afryki czy/i z Australii? Zanim się nie okazało, że badany okaz jest efektem celowej deformacji.
Posągi na Wyspach Wielkanocnych, Polinezja. W chwili przybycia norweskiej ekspedycji archeologicznej stały tylko u podnóża wulkanu Rano Raraku, na którego zboczach zostały wyciosane. Mówi się o nich jako o „głowach wielkanocnych” - były zakryte przez osuwisko, a czaszki mają jajowaty kształt. Fot. Wikimedia
Wydłużone czaszki odkrywano także na Tahiti, Samoa i Hawajach. W V wieku przed naszą erą o istnieniu plemienia „Wielkogłowych” – dziś umieszczanego bądź to w Afryce północnej, bądź w Indiach – pisali Hipokrates, Hezjod i Pliniusz Starszy oraz kilku innych pomniejszych autorów.

Wszyscy jesteśmy czarni. O pochodzeniu kolorów skóry

Człowiek współczesny, gdy emigrował z Afryki, był ciemnoskóry, co w jego dawnej siedzibie zabezpieczało przed nowotworami skóry i w ogóle wymarciem. W Eurazji, gdzie musieli sobie radzić z niedostatkiem UVB, ten „filtr słoneczny” stał się szkodliwym dla zdrowia balastem.

zobacz więcej
Procedura ta jednak z pewnością jest starsza niż pismo. Najdawniejsze euroazjatyckie szczątki ludzkie ze śladami wydłużenia czaszki pochodzą z pre-neolitu, zarówno z terenu dzisiejszego Iraku, jak i Azji Południowo-Wschodniej, i mają ok. 9 tysięcy lat. Najstarsze na świecie zdeformowane celowo głowy znaleziono w pierwszej połowie XX w. na kilku stanowiskach archeologicznych w Australii i mają od 9 do 14 tysięcy lat. Wyglądają zaś one tak, jakby należały do obdarzonego płaskim czołem i wydatnymi łukami brwiowymi, ale mniejszą mózgoczaszką Homo erectus, gatunku pra-człowieka, wymarłego definitywnie jakieś 140 tys. lat temu. To jednak nie H. erectus przeżył w Australii kolejne 100 tys. lat, a H. sapiens sapiens deformował głowy swoim dzieciom. Stąd owe czaszki mają mózg takiej objętości, jak nasz własny.

No i po co to wszystko?

Czasami deformacje nie służyły samej zmianie kształtu, a były efektem ubocznym działań mających ochronić dziecko przed uszkodzeniami główki w najwcześniejszym okresie niemowlęcym. Tak właśnie, za pomocą dość ciasno obwiązanych chust, francuscy chłopi zniekształcali mimochodem głowy swoich dzieci.

Ludzie-chimery na części, czyli dr Frankenstein wiecznie żywy

Jeden procent ludzkich komórek w świni to już człowiek, czy jeszcze świnia? A dwa procent? A pięćdziesiąt?

zobacz więcej
Aby trwale zdeformować ludzką czaszkę w sposób zamierzony, trzeba zacząć to robić u maksymalnie miesięcznego niemowlęcia. Procedura trwa około pół roku. Czyli obejmuje czas dynamicznego wzrostu głowy dziecka i kostnienia szwów czaszkowych.

Właściwie wystarczyłoby regularnie i długotrwale masować odpowiednio główkę noworodka. Prościej jednak – za pomocą taśm, sznurów i deseczek – daje się np. wydłużyć czoło, zachowując krągłość ciemienia i szczytu czaszki. Nosidełka ze specjalnym opuszczonym drewnianym daszkiem pozwalają głowę wydłużyć i spłaszczyć jednocześnie. Te dwie podstawowe deformacje nie są w stanie zmienić objętości puszki mózgowej. Aczkolwiek głowa, a przez nią i sam posiadający ją człowiek staje się wyższy od tych, którzy jako niemowlęta nie zostali poddani niewątpliwie bolesnej procedurze deformacyjnej.

I w dużej, społeczno-kulturalnej mierze o to właśnie chodzi, żeby głowa władcy czy arystokraty wystawała ponad przeciętny lud. Złośliwcy mogą powiedzieć, że w związku z tym łatwiej ją ściąć. Samo jednak wybijanie się z tłumu dodaje autorytetu. I od razu wiadomo, z kim się ma do czynienia.

Oto nowo odkryty, choć największy ludzki organ. Chroni inne narządy i… rozsiewa raka?

Rureczki niczym kanały wypełniają nasze ciało. Są dosłownie wszędzie. Dlaczego nikt ich dotąd nie widział?

zobacz więcej
Łatwo do tego dołożyć szczyptę metafizyki czy mitologii – a to o pochodzeniu od bogów, a to o byciu bliżej nieba, gdzie zamieszkują… Ach ci prymitywni, niepiśmienni wieśniacy całego świata, wierzący sto czy tysiąc lat temu w takie nienaukowe bzdury!

Ale zaraz… czy i my nie uważamy, że ludzie o wysokich czołach są inteligentniejsi i piękniejsi od tych o czołach niskich? Czyż nie myślimy w kategoriach alf różniących się od epsilonów właśnie na poziomie, pardone mon mot, czerepu? Nie różnimy się zatem znacznie od Papuasów, którzy też tak uważają.

Dzieciom deformowano głowy, by dać im lepsze perspektywy w życiu społecznym – wyjaśnia w swej publikacji z 2012 roku specjalista od tego tematu Michael Obladen z Uniwersytetu Medycznego w Berlinie. Innym celem było uchronienie głowy przed określonym sposobem myślenia. Wierzono bowiem, że pewne myśli zamieszkują konkretne obszary głowy, dlatego ma sens ich zmniejszanie czy zwiększanie. Wśród motywacji do deforomowanie czaszek wymienia się też to, iż były one oznaką statusu człowieka wolnego, a nie niewolnika. A także uznanie, iż odkształcona głowa jest piękniejsza lub też bardziej męska i władcza od zwyczajnej, z jaką nas Pan Bóg stworzył.
Być może jednak cała ta kulturowa poszewka przykrywa zwykłą, wymuszoną ewolucyjnie potrzebę zapewnienia dziecku przeżycia. Okazuje się bowiem, że całkiem współczesna i bardzo skuteczna kampania przeciwdziałania SIDS (zespołowi nagłej śmierci noworodków) – polegająca na namawianiu rodziców, by kładli dziecko wyłącznie na plecach, co zabezpiecza je przed bezdechem wynikłym z leżenia na brzuszku – przyniosła również inny nieprzewidziany efekt. A mianowicie płaskogłowie.

Dziś SIDS dopada już tylko sześcioro na 10 tysięcy dzieci, czyli w wyniku wspomnianej kampanii jego częstość spadła o połowę. Tym samym jednak pokaźnie wzrosła częstość efektów estetycznych, samo płaskogłowie nie ma bowiem wielkich następstw medycznych.

Kogo mleko zabija, kogo uzdrawia? Komu szkodzi - i dlaczego są to Azjaci, Afrykańczycy, Latynosi oraz... Finowie

Fermentowanie mleka pozwala je lepiej trawić. A to nasi praprzodkowie dali tę technologię światu! Na Kujawach wytwarzano ser już 6 tys. lat temu.

zobacz więcej
Skąd wiemy, że nasi neolityczni przodkowie nie dokonali podobnej obserwacji dotyczącej bezdechu niemowląt? Może po prostu, na samym początku, próbowali uniknąć śmierci własnych dzieci? A potem, jak to zwykle bywa w cywilizacji, dorobiono do tego całą ideologię?

„Rasa” wielkogłowych – legenda i genetyka

Trzeba też pamiętać, że niektórzy z taką niestandardową głową się po prostu urodzili. Niewątpliwie i oni stali się źródłem mitów i zapisów w dziełach starożytnych autorów albo wzorem do naśladowania podczas procedury deformacji głowy u ludzi „normalnych”.

Są choroby, jak wodogłowie, które potrafią znacząco powiększyć czaszkę dziecka. Dziś radzimy sobie z tym chirurgicznie, jednak starożytność nie znała takich metod. Są też choroby o podłożu genetycznym, jak kraniosynostoza. Polega ona na zrośnięciu się i przedwczesnym skostnieniu co najmniej jednego ze szwów czaszkowych. To powoduje na ogół wydłużenie głowy, gdyż mózg może rosnąć tylko w tych kierunkach, gdzie głowa nadal może się rozrastać.



Na podstawie wizerunków medycy przypisują to schorzenie faraonowi Echnatonowi i jego rodzinie, w tym synowi Tutanchamonowi i żonie Nefretiti. Wziąwszy pod uwagę i inne cechy – jak wydłużone palce, pogrubiałe stawy, wydłużoną szyję i „kobiecość” sylwetki – domniema się również występowanie w tym rodzie tzw. zespołu Antleya-Bixlera.

Z kolei analiza radiologiczna mumii Tutanchamona pozwoliła ustalić, iż na pewno cierpiał on na inną chorobę układu kostnego, zespół Kippel-Feila, gdzie zrastają się ze sobą kręgi szyjne kręgosłupa. Tak wielka akumulacja potencjalnych zmian genetycznych nie dziwi, jeśli wziąć pod uwagę, że Tutanchamon był synem Echnatona i jego siostry, tenże zaś też pochodził z podobnie wsobnego związku. Ludzie o nie tak błękitnej krwi, za to o wielkich aspiracjach, musieli może deformować swym dzieciom głowy, by były „jak królowie”.

Krzepliwa starość

Drożdże piekarskie nic innego chyba nie robią w życiu, tylko się starzeją i ze starością walczą, skoro aż 883 spośród 6275 wszystkich ich genów jest w ów proces zaangażowanych. A ludzie?

zobacz więcej
Czy odkrywane w różnych zakątkach świata długogłowe czaszki są pozostałościami po jakiejś konkretnej „rasie” ludzi lub też konkretnym plemieniu, które rozprzestrzeniło się po świecie starożytnym? Dziś nauka odpowiada na to: raczej nie. Jedynie 10 laboratoriów na świecie w sposób profesjonalny bada „starożytne DNA”. Nie jest to bowiem proces trywialny.

Zatem wiele jeszcze przed nami odkryć być może zaskakujących. Dzięki tym uczonym wiemy, skąd wzięli się dzisiejsi Europejczycy, czy ile w nas neandertalczyka. I dzięki nim domyślamy się niezapisanych historii, bo to genetyka potrafi odkryć, skąd się wziął konkretny człowiek o przedziwnej anatomii i gdzie dziś żyją jego najbliżsi krewni.

W najnowszym numerze prestiżowego czasopisma naukowego PNAS opisali oni długogłowe „Bułgarskie księżniczki” z Bawarii. Według hipotezy autorów, te kobiety z V w. n. e., genetycznie odstające totalnie od reszty społeczności, wśród której zostały pogrzebane, pochodzą z ludu, który dziś zamieszkuje głównie Bułgarię. Tyle mówi ich DNA. Jako że mają wydłużone głowy (9 z nich monstrualnie, a 5 pośrednio), naukowcy sugerują arystokratyczne pochodzenie i jakieś nieopisane w historii małżeństwo polityczne czy też traktat, który przypieczętowały swoim przybyciem.

Nie przypominają one jednak ani genetycznie, ani zewnętrznie długogłowych ludzi z Paracas. Aczkolwiek ci ostatni, jeśli wierzyć oficjalnie nie opublikowanym naukowo doniesieniom, nie przypominają z kolei Indian. Brien Foerster – czyli autor wspomnianych książek „ukrywane cuda i dziwy” za 9,99 dolarów – głosi, że sfinansował badania genetyczne owych peruwiańskich przedkolumbijskich głów. A koledzy z klubów „Ancient Secrets Discoveries”, „Megalithomania” etc. ten news popularyzują. Podobno odziedziczony po matce DNA tych szczątków sprzed 3 tys. lat i ich grupy krwi nie są indiańskie, tylko z rejonu między Morzem Czarnym a Kaspijskim.

Zatem specjaliści od pozaziemskich cywilizacji oraz ich wpływu na nasze powstanie i los przestali twierdzić, że są to czaszki kosmitów czy hybryd z tymiż, ale że głowy te przybyły do dzisiejszego Peru wraz ze swymi właścicielami przez Pacyfik, a nie znacznie wcześniej przez zamarzniętą Cieśninę Beringa. Na podstawie nigdzie niepotwierdzonych oficjalnie badań radiologicznych uważają oni także, że najstarsze z owych głów wcale nie są zdeformowane, tylko takie po prostu przyszły na świat. Późniejsze zaś odkształcono dzieciom celowo, by lokalsi przypominali owych kaukaskich imigrantów. Skoro oficjalnie te sekwencje DNA nie są dostępne, to jednak tak, jak by ich wcale nie było.

Ludzie, okazuje się, wydłużali swoim dzieciom głowy od zawsze. W kilku kulturach był to proceder powszechny, w wielu innych dotyczący wyłącznie elity społecznej. Im bardziej zaawansowana będzie genetyka archaicznego DNA, tym więcej dowiemy się o pochodzeniu ludzi o długich głowach. Z pewnością dziś żadna inna nauka nie zdoła odpowiedzieć na pytanie, ile w nas, zwykłych okrągłogłowych zjadaczach chleba, owej długogłowej arystokracji sprzed wieków.

– Magdalena Kawalec-Segond,
biolog molekularny i mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii” (Adamantan, Łódź 2008)
Zdjęcie główne: Odkształcone czaszki Indian znad rzeki Kolorado. W kolekcji dr A.L. Fisher, Elkhart, Indiana. For. Wikimedia/Wellcome
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
„We the People”. Człowiek, którego głosem przemówił Wałęsa
Zatrzymał się na środku Marienplatzu i zaczął się rozglądać z zadumą. – Wiesz, tylu ludzi się tu kręci, a nie spotkałem ani jednego Murzyna – rzucił.
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.