Kultura

Po polsku w Izraelu. Emigracja pomarcowa chętniej wyrzekała się polskości, niż Żydzi, którzy wyjechali z Polski po 1956 roku

Nie znali z domu jidisz ani hebrajskiego. Po polsku mówili, pisali i myśleli i choć z różnych powodów przestali Polskę uznawać za swoją ojczyznę, to polski pozostał ich ojczystym językiem. W sobotnie wieczory w ich dzielnicach była kiełbasa, wódka i nie rzadko „Góralu, czy ci nie żal”.

Szacuje się, że wojnę przetrwało około 350 tysięcy polskich Żydów, z czego większość na terenach Związku Radzieckiego. Tuż po wojnie Polskę opuściło ok. 150 tysięcy do 1947 roku i jeszcze jakieś 30 tysięcy do roku 1949. Polska była dla nich cmentarzem, złym wspomnieniem, miejscem, gdzie po Zagładzie nie mogli się odnaleźć. Powracający ze wschodu nie spotykali krewnych i znajomych, tego świata, który zginął bezpowrotnie.

Kiedy nowy ustrój się ustabilizował, czyli po roku 1949, z Polski nie mógł emigrować nikt. Trwało to do 1956 roku, kiedy do władzy powrócił Władysław Gomułka i na jakiś czas odkręcono śrubę we wszystkich dziedzinach życia - uchylono też szlabany graniczne. Do Izraela wyjechało wtedy ponad 50 tysięcy Żydów.
Maria Lewińska, dziennikarka i pisarka, Tel Awiw
W latach 1956 – 58 każdy, kto chciał mógł wyjechać, a Izrael chętnie przybyszów przyjmował - co nie było takie łatwe tuż po wojnie, bo do 1948 roku Palestyną zarządzali Brytyjczycy, którzy jak mogli ograniczali przyjazdy Żydów, aby uniknąć konfliktów z Arabami.

Analfabeci z wyższym wykształceniem

Alija - tak w Izraelu nazywa się napływ Żydów - gomułkowska (czyli ta z okresu początków rządów Gomułki w Polsce po roku 1956) różniła się od wszystkich innych fal emigracyjnych z Polski do Izraela. W krótkim czasie przyjechała z Polski bardzo duża grupa ludzi.

Powojenna fala wychodźców z Polski, choć większa, była bardziej rozłożona w czasie i z powodu stanowiska władz brytyjskich musiała w znaczącym procencie rozjechać się po świecie. Ważniejsze od „uderzeniowego” charakteru aliji gomułkowskiej było jednak to, że 30% przybyszów z PRL było pracownikami umysłowymi oraz inteligencją pracującą.
Nie znali z domu jidisz ani hebrajskiego. Po polsku mówili, pisali i myśleli i choć z różnych powodów przestali Polskę uznawać za swoją ojczyznę, to polski pozostał ich ojczystym językiem. Mogli opuścić Polskę, gorzej było z polskim, bo języka, w którym człowiekowi w dzieciństwie odkrywa się świat się nie wybiera.

Jak określiła tę grupę, a raczej sytuację, w jakiej się znaleźli Maria Lewińska, dziennikarka i pisarka, byli w Izraelu analfabetami z wyższym wykształceniem. W Polsce byli inteligencją i urzędnikami, w Izraelu byli jak niemowlęta, bezradni, gdy próbowali i musieli zrobić choćby krok poza swoje środowisko.

Hebrajski nie przypomina żadnego języka europejskiego, a żydowskość w religii, obyczaju i kulturze zostawili za sobą już dawno ich rodzice jeszcze w starym kraju. Maria Lewińska wspomina, jak było w Polsce: „Nie obchodziliśmy świąt. Polskie były nie nasze, a nasze nie wiedzieliśmy kiedy są”. Wielu z czasem osiągnęło biegłość w hebrajskim, inni poprawność. Prawdziwymi Izraelczykami – także językowo – zostały dopiero ich dzieci.
Irit Amiel, pisarka, Tel Awiw
Latami trwała nauka nowego kraju i języka, a ci, o których mówimy, owe 30% z aliji gomułkowskiej (czyli tych, którzy opuścili Polskę w latach 1956-58), byli przyzwyczajeni do codziennego obcowania ze słowem pisanym. Musieli mieć swoją prasę i swoje książki. Chcieli wiedzieć, co się dzieje w ich nowym kraju, starym kraju i na świecie. Czekały na nich rożne efemeryczne i małonakładowe wydawnictwa po polsku i jeden prawdziwy dziennik, założony przez tych, którzy przyjechali po wojnie.

Księgarz z Drohobycza

Mówiąc o tym dzienniku trzeba podać dwa tytuły: „Nowiny Izraelskie” i „Nowiny Poranne”. Władze Izraela chcąc jak najszybciej integrować przybyszy z różnych stron nie pozwalały na wydawanie gazety codziennej w języku innym, niż hebrajski. W związku z tym jedne „Nowiny” wychodziły w dni nieparzyste, inne w parzyste pod tą samą redakcją.

Przybysze z aliji gomułkowskiej założyli swój „Kurier Powszechny” i po dwóch latach powstał dziennik „Nowiny Kurier”, który udało się już pod tą nazwą wydawać codziennie. Nie wypada, ale warto wspomnieć, że polska ulica w Tel – Awiwie nazywała swoją gazetę w skrócie k..winami.
Tyleż wulgarne, co protekcjonalnie swojskie i pieszczotliwe. Emigranci z łaski Gomułki przechodzili w obszar hebrajszczyzny i wymierali, a mimo to „Nowiny Kurier” dopiero w 1992 roku musiał przekształcić się w tygodnik i w takiej formie dotrwał do roku 2009, gdy ostatecznie przestał istnieć.

W 1982 wyszedł ostatni numer „Przeglądu” magazynu literackiego obecnego na rynku izraelskim 33 lata. Nie wychodzą już „Akcenty” almanach literacki z wczesnych lat dziewięćdziesiątych. Nie istnieje już także inny almanach, „Kontury”, wydawany przez Związek Autorów Piszących po Polsku w Izraelu, który docierał do czterech bibliotek uniwersyteckich w Polsce.
Ryszard Loew, pisarz, redaktor i bibliograf, Tel Awiw
Przestały już wychodzić w Izraelu ostatnie książki pisane po polsku i „skończyła się w Izraelu przygoda polszczyzny”, jak podsumował zjawisko zamieszkały w Tel – Awiwie Ryszard Loew, redaktor, pisarz, bibliograf, wydawca – człowiek instytucja dla literatury polskiej w Izraelu. Ostatni pisarze piszący po polsku w Izraelu starają się wydawać w wydawnictwach polskich, bo tu jest czytelnik.

Instytucją w prawdziwym znaczeniu tego słowa była założona w 1958 roku księgarnia Edmunda i Ady Neusteinów przy ulicy Allenby w Tel- Awiwie. Edmund Neustein księgarskiego fachu nauczył się jeszcze w Drohobyczu, gdzie – nawiasem mówiąc - jednym z jego nauczycieli gimnazjalnych był Bruno Schulz. Pan Edmund dopóki to było możliwe sprowadzał wszystkie nowości z Polski i w swojej ofercie mógł konkurować z księgarniami w starym kraju.
Po wojnie sześciodniowej, gdy PRL zerwał stosunki z Izraelem, sprowadzał nadal - przez Londyn i Amsterdam. Umiał sprowadzić wszystko w krótkim czasie. Ale lokal w pasażu podziemnym przy Allenby był nie tylko księgarnią. Był to salon literacki i miejsce, gdzie się spotykają ludzie, którzy się nie widzieli latami, albo poznawali się u Neusteina. Nieocenione miejsce życia literackiego i życia społecznego polskich Żydów w Izraelu.

Jaki przystojny Żyd…

To, co po polsku powstało w Izraelu jest literaturą polską, bo ta jest jedna i niepodzielna. Co oczywiste nie jest literaturą krajową, ale także nie jest literaturą emigracyjną, a tylko do tych dwóch rodzajów literatury polskiej jesteśmy przyzwyczajeni. O przybyszach do Izraela mówi się potocznie „emigracja”, którą w rzeczywistości nie są. Nie przyjechali tu na jakiś czas, aby gdy warunki polityczne lub ekonomiczne w kraju się poprawią do niego wrócić. Oni w chwili wyjazdu już wiedzieli, że to na stałe.
Dlaczego wyjechali?

Ci słabo zasymilowani i akulturowani do polskości chcieli być w swoim otoczeniu. W Polsce po wojnie nie było już żydowskich dzielnic w miastach, a pamięć Zagłady kładła się cieniem na codzienność. Ci, którzy zostali w stalinowskim PRL-u, bo nie chcieli przekraczać zielonych granic, a może nie uważali tych trudów za potrzebne, bo liczyli na komunistyczny internacjonalizm, bardzo szybko się pakowali po dojściu Gomułki do władzy.

Jedni mieli dość życia w systemie, gdzie w prawdzie antysemityzm był zabroniony, ale wiele z tego, co potrzebne do normalnego życia także było zabronione. Inni coraz gorzej czuli się w Polsce, gdzie stanowili coraz bardziej folklorystyczne enklawy mówiących w jidisz rzemieślników i robotników rozlokowanych w kilku małych miastach na Dolnym Śląsku.

Motywacja do emigracji osób określanych (w kategoryzującym wszystko i wszystkich PRL-u) jako pracownicy umysłowi oraz inteligencja pracująca nie była taka sama dla wszystkich. Ci, którzy czynnie budowali ten system obawiali się pogorszenia swojej sytuacji życiowej i może jakichś rozliczeń.

Najbardziej zasłużeni dla poprzedniej odsłony komunizmu tracili stanowiska. Większość naturalnie nie pracowała w Urzędzie Bezpieczeństwa, milicji i w wojsku ani na eksponowanych stanowiskach partyjnych, ale coraz powszechniejsze wskazywanie na Żydów jako na winnych terroru stalinowskiego odczuwali wszyscy
Ojciec Renaty Jabłońskiej, poetki i autorki opowiadań, inżynier, usłyszał za sobą na ulicy w Łodzi: „Popatrz jaki przystojny Żyd”. Niby coś miłego. Po powrocie do domu powiedział rodzinie: „wyjeżdżamy!”. Zapewne nie tylko pan inżynier zapragnął żyć w miejscu, gdzie się jest tylko przystojnym, grubym, chudym, wysokim, niskim, bez tego słowa na „Ż”.

Głód polskiego słowa

Emigracja 1968 roku czuła i czuje się nadal wyrzucona z kraju. Emigracja 1956 wyjechała dobrowolnie, pomimo otaczającej ich nieprzychylnej atmosfery postalinowskiej. Wszyscy z tej aliji mówią, że chcieli wyjechać, emigranci marcowi, że musieli wyjechać. Ci z marca 1968 roku, to najczęściej przynajmniej trzecie zasymilowane pokolenie, Ci z 1956 dopiero drugie.

O ile paradoksalnie bardziej oddaleni od tradycji żydowskiej „marcowi” chcieli jak najszybciej wtopić się w Izrael i unikali kontaktu z polskością, to alija po październiku 1956 związki sentymentalne ze starym krajem pielęgnowała. W sobotnie wieczory w „Gomułkowie” (jak nazwano Ramat-Awiw, przedmieście Tel-Awiwu licznie zamieszkałe przez polskich Żydów) brydż, kiełbasa, wódka i nie rzadko „Góralu, czy ci nie żal”.
Maria Lewińska, dziennikarka i pisarka, Tel Awiw
Henryk Szafir, jeden z ostatnich redaktorów naczelnych „Nowin Kuriera”, sam emigrant marcowy, mówi, że w aliji 1956 był o wiele większy głód polskiego słowa, niż w jego środowisku. Musiało być także wielkie pragnienie wyrażenia swoich doświadczeń, skoro w Izraelu po polsku debiutowali literacko dorośli ludzie, którzy w Polsce nie opublikowali ani słowa.

Wydano tu setki książek, nie tylko wspomnieniowych, które najprawdopodobniej nie ukazały by się w starym kraju. I niekoniecznie z powodu cenzury. To sytuacja opuszczenia wszystkiego, co się znało, wyjechania z siebie jakby na inną planetę – Izrael to nie Szwecja – stworzyła dla wielu ciśnienie, zmusiła ich do tego, aby pisać. Wyrazić to jeszcze jedno niecodzienne doświadczenie, może o jedno za dużo, aby przejść nad nim do porządku dziennego.
Ci najlepsi literacko pisaliby pewnie i w Polsce, i rzeczywiście po 1989 roku zostali w Polsce zauważeni, wydaniami, nagrodami, wieczorami autorskimi. Renata Jabłońska pisze wiersze i opowiadania oniryczne. Pytana, gdzie się najlepiej czuje w Polsce czy w Izraelu, odpowiada – w samolocie. To żart, ale bez tego zawieszenia pomiędzy kulturami jej twórczość na pewno byłaby inna.

Na przemiał

Nie znani w PRL-u, przynajmniej oficjalnie, bo wielu drukowały polskie wydawnictwa emigracyjne z paryską „Kulturą” na czele, Leo Lipski, Miriam Akavia, Ida Fink, Irit Amiel, Natan Gross czy Aleksander Klugman mieszczą się w grupie autorów najlepiej piszących po polsku po wojnie. Pomimo otwarcia na świat Polski po 1989 roku ich nazwiska bardziej się kojarzą specjalistom, niż czytającej publiczności w kraju. Dziesięciolecia braku kontaktów Polski z Izraelem zrobiły swoje.
Ida Fink dostała w 2008 roku Nagrodę Izraela w dziedzinie literatury, jako jedyna nie pisząca po hebrajsku w historii tej nagrody. W ten sposób państwo Izrael uznało literaturę polską tworzoną u siebie za swoją. Polska i Izrael nie będą już mieć wspólnych pisarzy. Ida Fink nie żyje, jak coraz więcej pisarzy języka polskiego i ich czytelników.

W 2004 roku po śmierci Ady Neustein, która przeżyła męża o trzy lata, tysiące tomów z księgarni Neusteinów poszło na przemiał. Nikomu już nie były potrzebne.

– Krzysztof Zwoliński

Fragmenty wypowiedzi pisarzy pochodzą z materiałów do filmu dokumentalnego „Przechowane słowa” Ewy Żmigrodzkiej i Krzysztofa Zwolińskiego, przygotowywanego dla Telewizji Polskiej. Nagrania powstały dzięki pomocy Ministerstwa Spraw Zagranicznych RP.
Zdjęcie główne: Tel Awiw, lata 50-te, fot. Wikipedia
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.