Rozmowy

Wujku Wołodia, jak będzie potrzeba, zginiemy dla Ciebie...

Pracownikom rosyjskiej fabryki trolli, aby zrozumieli amerykańską scenę polityczną, puszczano serial „House of Cards”. Mieli zakaz promowania Rosji czy Władimira Putina. Mieli się skupiać wyłącznie na propagandzie antyzachodniej, na nastawianiu Amerykanów przeciwko swojemu rządowi – opowiada reportażystka Barbara Włodarczyk. W niedzielę wybory prezydenckie w Rosji.

Barbara Włodarczyk w czasie realizaji odcinka "Podziemny Sewastopol" w cyklu "Szerokie tory". Fot. TVP/Bartłomiej Kłębowski
TYGODNIK.TVP.PL: Telewizja w Rosji przegrywa z internetem?

BARBARA WŁODARCZYK:
Skądże! Z internetu korzysta tam co najmniej 50 milionów ludzi, ale nadal 90 procent społeczeństwa uznaje telewizję za najważniejsze medium, z którego czerpią wiedzę o świecie i swoim kraju.

Oczywiście państwową telewizję?

Wszystkie najważniejsze stacje telewizyjne są albo państwowe, albo powiązane z Kremlem. Właścicielem prywatnej stacji RBK jest np. biznesmen Grigorij Bieriozkin blisko związany z władzami. Jedynie internetowa telewizja „Dożdż” ma opozycyjny charakter, ale jej zasięg jest niewielki m.in. ze względu na płatny dostęp.

I co takiego mówią Rosjanom telewizje powiązane z władzą?

Tłumaczą świat zgodnie z linią Kremla. Programy publicystyczne są emitowane w prime time i trwają po kilka godzin! To codzienne widowiska, w których aż kipi od emocji. Zwłaszcza, jak bierze w nich udział bardzo porywczy polityk – lider nacjonalistów Władymir Żyrynowski, który kolejny raz startuje w wyborach prezydenckich. Swoją oponentkę Ksenię Sobczak nazwał niedawno odrażającą babą i prostytutką. Miała szczęście, że nie rzucił się na nią z pięściami. W Rosji bijatyki w studiu wcale nie są rzadkością.

Największą siłę oddziaływania mają jednak nie programy informacyjne czy publicystyczne, ale filmy i seriale. Bo są dobrze robione, ciekawie i z rozmachem. To one w odpowiedni sposób wyjaśniają rzeczywistość, interpretują historię. Tak, jak np. serial o Breżniewie, Katarzynie Wielkiej czy Chruszczowie.

Ostatnio rekordy popularności bije film „Ruch do góry” o radzieckich sportowcach, którzy pokonują Amerykanów. Film opisuje legendarny mecz siatkówki między ZSRR I USA na Olimpiadzie w Monachium w 1972 roku. Rosjanie wygrali w ostatnich 3 sekundach. Pokazali swoim rywalom, że są wielcy. Rosja zawsze mierzyła swoją pozycję poprzez porównanie z USA. Film powstał właśnie teraz nieprzypadkowo. To odpowiedź na wykluczenie Rosji z Olimpiady w Korei Południowej i oskarżenia o systemowy doping.

Dla kontrastu, kilka dni temu statuetkę Oskara otrzymał dokument „Ikarus” opowiadający o dopingowym oszustwie Rosji sterowanym przez władzę i służbę bezpieczeństwa w czasie igrzysk w Soczi.

Afera dopingowa to porażka wizerunkowa Rosjan, ale media starają się ją zniwelować. Grigorij Rodczenkow, antydopingowy specjalista, który ujawnił proceder, to przecież agent FBI i człowiek zupełnie niewiarygodny, bo leczył się psychiatrycznie po próbie samobójczej [Barbara Włodarczyk puszcza „oczko” – red.]. Film „Ikarus” i cała afera dopingowa – jak tłumaczą media - to uderzenie w Rosję, za to że wstała z kolan i nie słucha się Zachodu, zwłaszcza Ameryki.

W dokumencie “Goodbye America” fenomenalnie pokazałaś schizofreniczny stosunek Rosjan do Ameryki.

Jeszcze na początku lat 90. Ameryka była dla Rosjan synonimem luksusu, lepszego państwa. Dziś większość postrzega ją negatywnie. Jako wroga i konkurenta. USA oskarżane są chęć dominacji nad całym światem i odebranie Moskwie jej stref wpływów. Rosjanie nie wierzą, że takie narody jak Gruzini czy Ukraińcy dobrowolnie przejmują wartości zachodnie i chcą się integrować z UE.
Goodbye America
Antyamerkanizm stał się oficjalną ideologią Kremla. Niektórzy politycy twierdzą, że wszystkie problemy Rosji to wina USA. Władimir Żyrynowski oskarżył nawet Waszyngton o spowodowanie… powodzi na Dalekim Wschodzie i upadek meteorytu w Czelabińsku.

Co ciekawe, wizerunek Władimira Putina przez wiele lat kreowała amerykańska firma PR „Ketchum”. Przedstawiciele rosyjskich władz krytykują USA, ale wysyłają tam swoje dzieci na studia, trzymają pieniądze w tamtejszych bankach, a na narty jeżdżą do Kolorado. W filmie „Goodbye, America” rozmawiam z prokremlowskim politologiem, który złorzeczy na Amerykę, ale ma na sobie koszulę amerykańskiej marki…

Ale żeby aż mścić się na Amerykanach wpływając na wynik wyborów prezydenckich?

Rozumiem że nawiązujesz to farmy troli z Petersburga, która w 2016 roku zakłócała przebieg amerykańskich wyborów prezydenckich. Niedawno wspomniana internetowa telewizja „Dożdż” opublikowała wywiad z byłym pracownikiem takiej „fabryki”. Opowiedział, że działania odbywają się na dwóch frontach: wewnętrznym i zagranicznym. Zewnętrzny miał priorytetowe znaczenie, zwłaszcza dział amerykański. Jego pracownicy byli starannie szkoleni. Aby zrozumieć amerykańską scenę polityczną oglądali serial „House of Cards”.

Zdaniem informatora, pracownicy fabryki troli mieli zakaz promowania Rosji czy Władimira Putina. Mieli się skupiać wyłącznie na propagandzie antyzachodniej, na nastawianiu Amerykanów przeciwko swojemu rządowi.

A co z Polską? Czy jest propaganda antypolska?

Polska nie jest najważniejszym krajem dla Rosji. Także w sferze medialnej. Bogata rosyjska telewizja państwowa nie ma nawet w Warszawie stałego korespondenta. Przekazy z Polski pojawiają się głównie przy okazji afer. Od lat mamy w Rosji łatkę dyżurnego rusofoba.

To już nie te czasy, kiedy uczono się tam języka polskiego, by móc przeczytać „Przyjaciółkę” czy „Przekrój”, które wnosiły powiew zachodniego świata. W ZSRR polskie korzenie nobilitowały. Dla młodego pokolenia Rosjan Zachód zaczyna się na granicy niemieckiej, a nie na Bugu.

I na jachtach w Monte Carlo...

Nawiązujesz do bogatych Rosjan, którzy stanowią elitę finansową Londynu czy Paryża, ale nie przesadzajmy. Tylko kilkanaście procent Rosjan ma zagraniczny paszport. Rosyjscy nuworysze są bardzo widoczni, bo żyją z rozmachem, tak jakby każdy dzień miał być ostatnim. Wiedzą, że w każdej chwili mogą stracić swój majątek. Jak np. Michaił Chodorkowski, który 10 lat spędził w więzieniu.

Na targach milionerów w Moskwie, producenci dóbr luksusowych mówili mi, że nie ma lepszych klientów od bogatych Rosjan. Nigdy się nie targują i sięgają zawsze po towary z najwyższej półki.

Ludzie władzy Rosji to nadal ludzie radzieccy?

Mordował kobiety „rozwiązłe”. Ogłuszał siekierą, wbijał w ciało noże, dłuta, gwoździe

Ma na koncie co najmniej 81 ofiar. Największy seryjny zabójca w kraju.

zobacz więcej
Obecne elity władzy cały czas krytykują Zachód, ale żyją dużo lepiej niż dygnitarze w czasach ZSRR, mają na Zachodzie konta i nieruchomości. Dlatego są ostatnimi, którzy byliby zainteresowanymi powrotem systemu radzieckiego. Dla nich oznaczałoby to śmierć. Jak mówi znany socjolog w filmie „Made in USSR” – ZSRR bezpowrotnie umarł, ale żyje człowiek radziecki. Jest to człowiek, który umie się przystosować do najgorszych warunków życia i najbardziej opresyjnego systemu. Człowiek, który nie walczy o swoje interesy. Nawet jeśli ma gówniane życie. W filmie socjolog opowiada dowcip, który to świetnie ilustruje. Dwóch facetów stoi w rowie z łajnem aż po szyję. Jeden z całych sił przeklina władzę sowiecką. A drugi strofuje go: „Nie rób fal”! Czyli siedź cicho, bo będzie jeszcze gorzej.

Skąd zatem nostalgia za tamtymi czasami?

To jest przede wszystkim nostalgia za sowieckim mocarstwem, z którego słowem liczył się świat. W myśl rosyjskiego powiedzenia „Kogo się boją tego szanują”. To także nostalgia za państwem opiekuńczym, za stabilizacją. W Moskwie przez ponad 30 lat nie zmieniały się ceny przejazdu metrem! Przez 3 dekady bilet kosztował tylko 5 kopiejek. Nostalgia za stabilizacją przesłania starszemu pokoleniu pamięć o łagrach, cenzurze i zamkniętych granicach.

Natomiast młodzi ludzie mają bardzo nikłą wiedzę na temat realiów życia w ZSRR. Moim rozmówcom z rożnych środowisk wydaje się np., że wtedy było tyle samo towarów co teraz. Byli zdziwieni, gdy powiedziałam im, że w słynnym domu towarowym GUM zawsze były kolejki. Jedynie dygnitarze w nich nie stali, bo mieli wydzielone stoiska. Mogli się tam też ubierać prezenterzy telewizyjni, ale tylko od pasa w górę i tylko raz na kilka miesięcy.

Tęsknią, bo nie pamiętają że ich ojcowie byli wysyłani na śmierć w Afganistanie?

Po zakończeniu II wojny światowej rosyjscy żołnierze walczyli nie tylko w Afganistanie. Także w Czeczenii, Mołdawii, Gruzji. Teraz w Syrii. Tzw. Afgańcy, czyli weterani wojny w Afganistanie jeżdżą jako ochotnicy do Donbasu. Pokazałam to w filmie „Święta wojna Rosjan”. Moskwa oficjalnie nie przyznaje się, że na Ukrainie walczą regularne siły zbrojne, ale dziennikarze z Petersburga ujawnili np. że pod Pskowem na cmentarzu niedaleko garnizonu wojsk powietrzno-desantowych pojawiło się kilkadziesiąt nowych mogił.

Sprawę wyciszono. Zamknięto usta członkom rodziny i poinformowano, że żołnierze zginęli w trakcie manewrów wojskowych przy granicy z Ukrainą. W Moskwie słyszałam taki gorzki dowcip: „My Rosjanie jesteśmy biedni, bo ciągle ktoś na nas napada. A to Ukraińcy na Ukrainie, a to Syryjczycy w Syrii”…

I nikogo to nie oburza, że młodzi ludzie giną w imię zupełnie absurdalnych interwencji?

Dla większości obrona interesów mocarstwa to święty obowiązek. Nie bez powodu nazwałam swój film „Święta wojna Rosjan”. Nie tylko dla Putina, ale dla wielu Rosjan utrata wpływów na Ukrainie to katastrofa. Zwrócenie się Kijowa w stronę Unii Europejskiej to dla nich policzek. My nie potrafimy tej logiki zrozumieć.
Mauzoleum Lenina w Moskwie. Fot. REUTERS/Maxim Shemetov
Wśród dorosłych Rosjan nadal sporo jest mentalności pionierów, pokoleń zaprogramowanych poprzez komunistyczną indoktrynację?

Po upadku Związku Radzieckiego pionierzy zniknęli z większości szkół, ale dziś odradzają się na nowo. Co roku przed mauzoleum Lenina na Placu Czerwonym lider komunistów wiąże czerwone chusty setkom dzieci. Wg szacunków, organizacja oparta na sowieckich tradycjach liczy kilkaset tysięcy.

Od 2016 roku istnieje też „dziecięca formacja wojskowa” – „Junarmia”. A w interenecie można obejrzeć teledysk, w którym uczniowie szkoły kadeckiej śpiewają, że jak Putin wezwie ich na ostateczny bój, to będą z nim. „Wujku Wołodia, jak będzie potrzeba zginiemy dla Ciebie”…

Rosja: wiara bez miłości

Filip Memches: Rosja jawi się krajem nieodpowiedzialnych mężczyzn i samolubnych kobiet. Tworzą oni związki, w których przekazywanie życia jest przekleństwem, a nie błogosławieństwem.

zobacz więcej
9 maja to nadal w Rosji najważniejsze święto?

Dla większości Rosjan zwycięstwo nad faszyzmem to główny powód do dumy narodowej. Każdy Rosjanin Ci powie, że 9 maja to wielkie święto. W tej sprawie panuje zgodność zarówno w środowisku prokremlowskim, jak i opozycyjnym. W rocznicę zakończenia II wojny światowej ludzie spontanicznie wręczają weteranom kwiaty. Naprawdę!

W Rosji nie ma rodziny, w której ktoś by nie zginął lub nie ucierpiał w czasie wojny. Inna sprawa, że władze przekształciły to święto w propagandowy rytuał, który ma przypominać, że Rosjanie każdemu mogą dać odpór. To bardzo pomaga w tworzeniu współczesnego mitu o potędze Rosji.

Ale w narodowej mitologii Rosji też nie ma miejsca na prawdę.

Zbrodnię katyńską ukrywano przez 50 lat! Wielu Rosjan poznało prawdę o niej dopiero dzięki filmowi Andrzeja Wajdy. „Katyń” wyemitowano na kanale federalnym w najlepszym czasie antenowym… po katastrofie samolotu w Smoleńsku. Wciąż bardzo nikła jest też wiedza na temat Paktu Ribbentrop – Mołotow.

W filmie „Święta wojna Rosjan” rozmawiam na wsi pod Petersburgiem z dwiema emerytkami. Kiedy jedna z nich przekonuje mnie, że Rosja nigdy na nikogo nie napadła, odpowiadam jej, że napadła np. na Polskę 17 września 1939 roku. – W 39 roku??? – dziwi się kobieta. – Z historii wiem, że była fińska wojna i wojna na Dalekim Wschodzie, ale żeby była jakaś wojna z Polską, to nie słyszałam.

Do jakiej tradycji odwołuje się Putin: Piotra Wielkiego czy Lenina?

Rosyjski prezydent wiele razy podkreślał, że jego idolem jest Piotr Wielki, tyran i wizjoner. Portret tego cara wisiał podobno na honorowym miejscu w gabinecie Putina w Petersburgu. Piotr Wielki sprawił, że z rosyjskim imperium zaczęto się liczyć. Putin też o tym marzy, ale jednocześnie nie likwiduje mauzoleum Lenina, który rozwalił carską Rosję.

To jest najbardziej rozpoznawalny symbol Moskwy i radzieckiej epoki. Mumia przywódcy bolszewickiej rewolucji spoczywa w mauzoleum na Placu Czerwonym od 1924 roku! Raz na półtora roku przechodzi gruntowną renowację. Dopóki mauzoleum nie zniknie z centrum Moskwy, dopóty nie można będzie powiedzieć, że Rosja ostatecznie zerwała z radziecką epoką.

Nie zmienia to jednak faktu, że Lenin jest dla obecnej władzy postacią kłopotliwą. Doprowadził przecież do obalenia rządu, by na ruinach ustroju budować nowe państwo. Rosjanie boją się rewolucji. Fenomen nostalgii za Związkiem Radzieckim oraz sukces Putina mają swoje źródło w latach 90. To były naprawdę traumatyczne czasy dla większości Rosjan. Trzycyfrowa inflacja, przestępczość, masowa pauperyzacja społeczeństwa, bandycka prywatyzacja. Ludzie miesiącami nie dostawali pensji.
"Goodbye America". Film dokumentalny z 2015 roku, reżyseria Barbara Włodarczyk. Fot. TVP
Putinowi poszczęściło się, bo kiedy przyszedł do władzy miał 8 lat z rzędu koniunktury na ropę. Wszyscy odczuli poprawę. Dlatego większości Rosjan nie zraża do Putina ani rozpędzanie demonstracji, a nie wyroki opozycjonistów, ani zabójstwa lub pobicia dziennikarzy, którzy krytykowali Kreml. Na prowincji często słyszę zdanie: Oby już nigdy nie było tak jak za Jelcyna. Dlatego opozycja wywodząca się z lat 90. nie cieszy się dużym poparciem.

Co innego Aleksiej Nawalny. Ten bloger, prawnik i demaskator korupcji nie ma nomenklaturowych obciążeń. Jest charyzmatyczny i odważny, czym imponuje młodzieży. Nawalny nie został jednak dopuszczony do kandydowania w wyborach, bo skazano go za nadużycia finansowe i ciąży na nim wyrok w zawieszeniu. Teraz wzywa do bojkotu głosowania. Czy uda mu się przekonać większość? Bardzo wątpię.

18 marca już w pierwszej turze wyborów, rozpocznie się „Dynastia Putinowów”.

W Rosji od lat krąży tako dowcip: W marcu 2018 roku odbędą się wybory prezydenta … Putina. I to mówi wszystko. To są wybory bez wyboru. Zagadką nie jest kto wygra, ale w jakim stylu wygra. Putin prześcignie Breżniewa jeśli chodzi o długość sprawowania władzy, bo będzie rządził 24 lat. Dłużej udało się to jedynie Stalinowi, który był u władzy ponad 30 lat.

Ambicją Putina jest 70-procentowa frekwencja i zwycięstwo z takim udziałem już w pierwszej turze. Podobno władze w regionach bardzo to sobie wzięły do serca… Największe poparcie Putin miał wtedy, gdy Moskwa zwyciężyła w Czeczenii, w wojnie Gruzją i tuż po aneksji Krymu. Te zwycięstwa bardzo dowartościowały Rosjan. Na jak długo? Tego nikt nie jest w stanie powiedzieć. Jak mówi pisarz Wiktor Jerofiejew: Rosja jeszcze długo będzie męczyć zarówno świat, jak i siebie, gdyż jest całkowicie nieprzewidywalna.

Orędzie Putina, w którym pokazał Florydę jako cel znajdujący się w zasięgu rakiet balistycznych, było dość spektakularne.

W czasie orędzia byłam akurat w Rosji. Widziałam, z jaką euforią zajmowały się tym tematem wszystkie telewizyjne programy publicystyczne. Na zasadzie „Ale im pokazaliśmy, niech się boją.” Kiedy zwracałam uwagę, że Rosja ma gospodarkę kilka razy mniejszą niż USA i nie wytrzyma nowego wyścigu zbrojeń, to w odpowiedzi słyszałam: „Nic to! Jak trzeba będzie, obronimy ojczyznę własnym ciałem. Nikt nas nie pokona!”

W ich odczuciu to nie jest Rosja jest zagrożeniem dla Zachodu, ale Zachód dla Rosji. Odnoszę też wrażenie, że Władimir Putin bawi się strachem, jaki wywołują w świecie jego wypowiedzi.

Ale boi się o swoje życie. Sama przekonałaś się, że to najlepiej chroniony polityk.

Kiedy Putin przyjechał 7. kwietnia 2010 roku do Katynia, to w lesie było ukrytych kilkudziesięciu ochroniarzy. Słyszeliśmy jakieś szelesty, ale nie wiedzieliśmy, co to jest. W ogóle nie było ich widać! Jak Putin wyjechał, to z lasu wyszło nagle kilkudziesięciu facetów.
Patriarcha Cyryl w czasie obchodów prawosławnych Świąt Bożego Narodzenia, styczeń 1918. Fot. REUTERS/Maxim Shemetov
Putin ma nawet swoich wyznawców.

Pod Niżnym Nowogrodem jest sekta, która uważa, że Władimir Putin jest kolejnym wcieleniem apostoła Pawła. Robiłam o tym reportaż. Przywódczyni sekty zwana matuszką Mariją przekonywała mnie, że Putin powtarza drogę apostoła Pawła, który kiedyś gnębił chrześcijan, a później stał się posłańcem Boga. – Putin pracował w KGB, ale zmienił się – mówiła mi Matuszka Marija.

To oczywiście kuriozalny i skrajny przykład, ale właśnie na takich przykładach dobrze widać pewne zjawiska. Marija wykorzystuje imię Putina, by przyciągnąć uwagę do swojej sekty. Bo wie, że prezydent cieszy się dużą popularnością. Prawosławni duchowni wiele razy zwracali się do lokalnych władz o likwidację sekty, ale widocznie uznali, że niezręcznie jest karać kogoś za miłość do Putina.

Na mentalnym ugorze Rosji ogólnie rodzą się nowe, synkretyczne kulty religijne.

To wypełnianie pustki, jaka powstała po upadku ideologii komunistycznej. Prawosławie deklaruje ponad 60% społeczeństwa. Religijność Rosjan jest jednak bardzo powierzchowna. Większość nie zna ani Biblii ani tradycji. Dlatego powstają różne sekty i wyznania będące miksem prawosławia, protestantyzmu, buddyzmu czy szamanizmu.

Najbardziej wierzącymi obywatelami Rosji są muzułmanie. Modlitwy odbywają się na chodnikach moskiewskich blokowisk…

Rosja to kraj o największej liczbie muzułmanów w Europie. Jest ich ponad 20 milionów. W odróżnieniu od Europy nie jest to ludność napływowa, ale rdzenna.

Ten wątek pojawia się w moim najnowszym filmie, który właśnie skończyłam. Pokazuje tam m.in piątkową modlitwę muzułmanów na ulicach Moskwy, bo w meczetach brakuje wtedy miejsca. W rosyjskiej stolicy są sklepy z towarami przygotowanymi wg zasad islamu, jest szpital dziecięcy wyspecjalizowany w obrzezaniu i klinika dla muzułmanek, gdzie lekarzami są same kobiety. Pojawiła się też przychodnia, w której za kilka tysięcy dolarów można zagęścić i przedłużyć brodę.

Film nosi tytuł „W kolejce po śmierć” i opowiada o Czeczenach, którzy wyjeżdżali z Rosji walczyć w ramach ISIS. Bohaterem jest Said z Groznego, który jako student trafił do Syrii, do tzw. Państwa Islamskiego. Udało mu się stamtąd wydostać, ale nie czuje się bezpiecznie, bo dla ISIS jest zdrajcą. A tzw. Państwo Islamskie ze zdrajcami postępuje okrutnie. Nie chcę zdradzać wszystkich wątków, zachęcam do oglądania filmu.

Wracając z Kaukazu do Rosji, to już w czerwcu dziennikarze będą relacjonować „potiomkinowski” mundial.

(śmiech) Pokazówki mają w Rosji długa tradycję. Zaczęło się, gdy XVIII wieku książę Potiomkin kazał budować atrapy pięknych domów na trasie przejazdu carycy Katarzyny. Miały przesłonić ponurą rzeczywistość, by nie psuć humoru władczyni. Ale w przypadku Mundialu to nie jest budowanie atrap. Na mistrzostwa powstają realne obiekty, prawdziwe stadiony i infrastruktura przygotowana zgodnie z wymaganiami FIFA.
Na projekty wizerunkowe Rosja nie żałuje pieniędzy. Soczi 2014. Fot. REUTERS/Brian Snyder
W czasie Igrzysk w Soczi Rosjanie stanęli na wysokości zadania zgodnie z zasadą: „zastaw się, a postaw się”. To dla Moskwy sprawa prestiżu. Na projekty wizerunkowe Rosja nie żałuje pieniędzy. W Moskwie słyszałam dowcip, że Igrzyska w Soczi i Mundial zostały przyznane Rosji po to, by ją wykończyć ekonomicznie. Faktycznie obie imprezy będą stanowiły koszt kilkudziesięciu miliardów dolarów.

„Zastaw się, a postaw” – kosztem czego?

Nie analizowałam pod tym kątem budżetu państwa rosyjskiego, a byłoby to bardzo ciekawe… Przygotowania do Mundialu zbiegły się z kampanią przedwyborczą. Dlatego Putin nie mógł wprowadzić ostrych ciec. Wręcz przeciwnie. W Rosji wprowadzono właśnie dodatek za urodzenie pierwszego dziecka. „Becikowe: wynosi w przeliczeniu ok. 600 złotych miesięcznie.

Przed wyborami 2-3 razy podniesiono płace pracownikom wyższych uczelni, placówek naukowych i niektórych szpitali. To ważna sprawa zwłaszcza dla mieszkańców Moskwy, która mimo dewaluacji rubla wciąż jest bardzo droga.

Jak to mówił zmarły niedawno genialny rosyjski satyryk Władimir Zadornow: Moskwa przypomina bezdomnego, który założył smoking na brudną bieliznę.

(śmiech) Mówił też, że wolność słowa oznacza, iż naród ma prawo mówić, a władza prawo go nie słuchać.

„Ech jeszcze raz, nie ma ciepła, światło zgasło. Dlaczego kraj w ruinie nasz, skoro mamy ropę i gaz…”

To piosenka Wysockiego adaptowana przez współczesnych bardów. Nie tak dawno byłam na Syberii w rejonie, gdzie są złoża ropy. Tymczasem w wiejskich chałupach do tej pory nie ma ani gazu, ani wody… Dlaczego Rosja nie może być takim krajem jak inne?

Wiktor Jerofiejew autor książki „Encyklopedia rosyjskiej duszy” uważa, że Zachód kompletnie nie rozumie Rosji. Dlatego był pewien, że jest to potencjalny kraj demokracji na wzór europejski. W „Świętej wojnie Rosjan” Jerofiejew mówi: „Europa była naiwna, że po rozpadzie ZSRR okaleczona Rosja pokuśtyka w stronę Zachodu. Rosja pobiegła w stronę Wschodu”. W demokracjach zachodnich najwyższą wartością jest dobro jednostki. W Rosji liczy się przede wszystkim dobro ogółu. Bez względu na cenę.

W krajach demokratycznych społeczeństwo nie wybacza władzy mordów dziennikarzy na tle politycznym.

Dziennikarzy w Rosji zabijano także przed Putinem, w czasach Jelcyna. Kiedyś robiłam reportaż o Nadii, która jest bodyguardem VIP-ów. Niejedno widziała i zawsze ma przy sobie broń. Zapytałam ją czy zawód ochroniarza w Rosji jest bardzo niebezpieczny. - Na pewno nie bardziej niż Twój – odpowiedziała. A stałyśmy nad grobem Anny Politkowskiej – dziennikarki, która krytykowała Kreml. Została zabita w 2006 roku w centrum miasta, na klatce schodowej swojego domu…

– rozmawiał Cezary Korycki

Barbara Włodarczyk, polska dziennikarka specjalizująca się w tematyce wschodniej, była korespondentka TVP w Moskwie, dokumentalistka, autorka realizowanego dla TVP cyklu „Szerokie tory” oraz w filmów takich jak „Czeczeński tygrys Putina”, „Made in USSR”, czy nagrodzona Grand Pressem „Święta wojna Rosjan”.
Szalona miłość. Rosjanie i Putin
Zdjęcie główne: Przedwyborczy wiec poparcia dla Władimira Putina na stadionie Łużniki w Moskwie, marzec 2018. Fot. REUTERS/Maxim Shemetov
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
W Australii są piękne widoki, ale od polskich ciarki przechodzą
Polak, który uszył kurtki reprezentacji olimpijskiej Australii, opowiada o Polonii na antypodach i walce o utrzymanie nazwy najwyższego szczytu kontynentu Góra Kościuszki.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Wschodni blok się sypał, a w Polsce SB wciąż dobrze się miała
Członkowie komisji weryfikacyjnych nie mieli pojęcia o bezpiece – mówi Tomasz Kozłowski, historyk
Rozmowy Poprzednie wydanie
Piłsudski vs. Dmowski: Ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość
Dla Piłsudskiego państwo było ważniejsze niż demokracja. Dla Dmowskiego od demokracji ważniejszy był naród – mówi historyk Mariusz Wołos.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Stwórzmy polską Dolinę Krzemową
Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.
Rozmowy wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Łukaszenko puszcza oko do Zachodu
Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.