Historia

Padli ofiarą najkrwawszego zamachu w historii sportu

Ich piłkarze są jedynymi na świecie, którzy bili się o mundiale w eliminacjach trzech różnych federacji kontynentalnych, bo rywale nie chcieli się z nimi mierzyć. Sportowcy tego kraju wywalczyli zaledwie jeden złoty medal olimpijski przez kilkadziesiąt lat startów. A najgorsze, że padli ofiarą najkrwawszego zamachu w historii nowożytnego olimpizmu. Mowa o Izraelu i jego reprezentantach.

Ten mecz miał być częścią obchodów 70-lecia powstania państwa Izareal. W sobotę 9 czerwca reprezentacja tego kraju miała zagrać w Jerozolimie z jednymi z najlepszych piłkarzy świata – kadrą Argentyny. Dla „Albicelestes” zaś miał to być ostatni sparing przed startem w mundialu 2018. Ale w ostatniej chwili mecz odwołali.

Zmusiły ich do tego tysiące wiadomości, nawołujących do rezygnacji ze spotkania z Izraelem. Torpedowały one piłkarzy, Argentyński Związek Piłki Nożnej i nawet światową FIFĘ. Powodem była interwencja izraelskich sił na granicy ze Strefą Gazy, gdzie Palestyńczycy protestują m.in. przeciwko otwarciu ambasady amerykańskiej w Jerozolimie.

W owych żądaniach wobec „Albicelestes” pojawiały się nawet pogróżki, że jeśli będą dążyć do sparingu, to Palestyńska Federacja Piłkarska rozpocznie ogólnoświatową kampanię przeciwko kandydaturze Argentyny na gospodarza mistrzostw świata w 2030 roku. Tak deklarował szef tej organizacji Jibril Rajoub, zachęcając przy tym arabskich kibiców do palenia koszulek i zdjęć słynnego napastnika Lionela Messiego. – On jest wielkim symbolem, więc weźmiemy go na celownik. Wezwiemy do zaprzestania kibicowania mu – powiedział Rajoub.
WSZYSTKO O MUNDIALU 2018 W SPECJALNYM SERWISIE TVP SPORT! TRANSMISJE Z MECZÓW W TVP
Messi wkrótce zadeklarował w jednym z wywiadów, że „nie może grać z ludźmi, którzy zabijają niewinne palestyńskie dzieci". – Musimy odwołać mecz, ponieważ jesteśmy przede wszystkim ludźmi, a w dalszej kolejności piłkarzami – powiedział. Jak podał argentyński dziennik „Clarin”, argentyński związek odwołał spotkanie, bo martwił się również o bezpieczeństwo piłkarzy podczas meczu. 10 czerwca wylecą do Rosji, gdzie rozpoczną mundial 16 czerwca mierząc z Islandią, potem z Chorwacją i Nigerią.

Izrael został mocno dotknięty. Jak podał jeden z miejscowych dziennikarzy, żydowska federacja piłkarska ma zamiar wystąpić do FIFA o wyrzucenie Argentyny z mundialu w Rosji z powodu „religijnej dyskryminacji”.

Czekanie na medal

A to tylko jeden z wielu podobnych epizodów w historii izraelskiego sportu, która jest kompletnie odmienna od wszystkich innych na świecie. Oprócz porażek i zwycięstw, są w niej bowiem również wydarzenia niecodzienne i takie, w które wręcz ciężko uwierzyć, a nawet tragiczne. Izrael napotyka trudności tam, gdzie spodziewa się idei fair play.

Kraj, który powstał w maju 1948 roku, już cztery lata później został przyjęty do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego i mógł od tamtej pory rywalizować na arenach igrzysk.
Izraelczykom walka o medale szła jednak jak po grudzie, bo dopiero w w 1992 roku w Barcelonie – czyli 40 lat od olimpijskiego debiutu – wywalczyli jakiekolwiek miejsca na podium. Kibiców uszczęśliwiło dwoje judoków. Najpierw srebrny medal wywalczyła 25-letnia wówczas Yael Arad, a potem brąz dołożył 22-letni Oren Smadja.

Arad stała się ulubienicą kibiców i bohaterką w swoim kraju. Pierwszy raz na macie stanęła w wieku 8 lat, a żeby być coraz lepszą, trenowała z męską reprezentacją. Jakiś czas zgłębiała tajniki judo także w dalekiej Japonii. Walkę o złoto w Barcelonie przegrała z Francuzką Catherine Fleury, dla której był to jedyny medal olimpijski.

Wicher na macie

„To był dzień, który nastąpił po 15 latach ciężkiej pracy. Weszłam na matę niczym wicher, po rozgrzewce, która wypędziła ze mnie wszystkie demony lęku. To był dzień, gdy zdobyłam pierwszy medal dla Izraela” – pisała Arad w swoich wspomnieniach.

Cztery lata później w Atlancie mogła jeszcze zdobyć brąz, ale z powodu infekcji wirusowej przegrała decydującą walkę i ostatecznie zakończyła zmagania na 6. miejscu. Dziś wciąż jest jednym z najpopularniejszych sportowców w Izraelu i szkoli kolejne pokolenia judoków. Srebrnego medalu nie wywalczył dotąd ponownie żaden z jej rodaków.

Rodzynek na desce

Poza jedyną wicemistrzynią olimpijską, Izrael ma obecnie siedmioro brązowych medalistów i tylko jednego mistrza olimpijskiego (dla porównania: Polska z letnich i zimowych igrzysk przywiozła do tej pory 75 złotych medali).

Mowa o Galu Fridmanie, który w Atenach, w 2004 roku, mając 29 lat, wywalczył złoto w windsurfingu (piąte miejsce zajął wówczas Przemysław Miarczyński). Fridman to też jedyny w Izraelu multimedalista olimpijski, bo z Atlanty, cztery lata wcześniej, przywiózł brąz.

Fridman od małego był skazany na żeglowanie, bo jego imię – „Gal” – w języku hebrajskim znaczy „fala”, a chłopak dorastał w kibucu Sedot Jam, na wybrzeżu Morza Śródziemnego.

Pod okiem taty

Do windsurfingu przekonał go ojciec. Pierwszy raz pływał na desce mając 7 lat. Cztery lata później brał już udział w zawodach.

Podczas igrzysk w 2004 roku do ostatniego, 11. wyścigu, walczył o złoto z Grekiem Nikolaosem Kaklamanakisem. Udało mu się wygrać i został mistrzem olimpijskim.

– Do końca byłem skupiony na tym, żeby robić wszystko według planu. Gdy pojawiała się jakaś czarna myśl, natychmiast ją odpychałem - mówił po dekoracji. – Czułem, że patrzy na mnie cały Izrael. Mam nadzieję, że po mnie przyjdą kolejni złoci medaliści – dodał. Na razie jednak nie przyszli.
To były jak dotąd najjaśniejsze momenty w olimpijskiej historii Izraela. I były raczej wyjątkami, bo więcej było tych złych, przykrych i... zaskakujących. Jak choćby ten z 1988 roku, z Seulu, gdy Eldad Amir i Joel Sela mieli szansę na medal w żeglarstwie.

Zakaz startu

Dwóch Izraelczyków długo utrzymywało się na miejscu medalowym, ale traf chciał, że jeden z wyścigów przypadł w Jom Kippur. To Dzień Pojednania, jedno z najważniejszych świąt żydowskich, o charakterze pokutnym, podczas którego Żydzi muszą powstrzymać się od wszelkiej aktywności. Izraelski duet nie mógł więc tego dnia wystartować, w efekcie stracił ważne punkty. Gdyby żeglarze popłynęli, niemal na pewno mieliby medal.



Ale mogliby też wiele stracić. Ich koledzy w innej żeglarskiej konkurencji postanowili wypłynąć mimo religijnego zakazu. Spadła na nich za to lawina krytyki, zostali natychmiast wydaleni z reprezentacji i odesłani do domu.
Izraelscy olimpijczycy często musieli się też mierzyć z niesportową postawą rywali. Jedna z najgłośniejszych takich sytuacji miała miejsce w Atenach, w 2004 roku. Irański judoka Arash Miresmaeili – dwukrotny mistrz świata, ówczesny chorąży reprezentacji i faworyt do złota – nie stanął wówczas do walki z izraelskim przeciwnikiem Ehudem Vaksem.

Zwykły przypadek?

Oficjalnie dlatego, że niespodziewanie o dwa kilogramy przekroczył normę wagową. Ale od początku nikt nie miał wątpliwości, że to nie jest przypadek, bo tak doświadczony zawodnik nie mógł nieumyślnie popełnić błędu. Domysły szybko zostały potwierdzone oficjalnie.

Przedstawiciele Irańskiego Komitetu Olimpijskiego oznajmili, że ich reprezentanci dostali wytyczne, aby unikać rywalizacji ze sportowcami z Izraela. Miresmaeili sam wkrótce przyznał, że nie stanął naprzeciw żydowskiego rywala, by „oddać hołd cierpiącym Palestyńczykom”.

Judoka w Iranie został powitany jak bohater i dostał finansową premię za „wartościowe postępowanie”. Choć nie przywiózł żadnego krążka, tamtejszy komitet olimpijski przyznał mu taką samą nagrodę, jak złotym medalistom.

Do podobnej sytuacji doszło w Rio de Janeiro w 2016 roku, gdy Joud Fahmy z Arabii Saudyjskiej nie stanęła do walki z Gili Cohen. Oficjalnie judoczka nabawiła się podczas treningu kontuzji ręki i stopy, ale byłoby to nadzwyczajne zrządzenie losu.

Dla wszystkich jest oczywiste, że powodem tych zachowań jest trwający od dziesiątek lat konflikt oraz wojny izraelsko-arabskie.

Bez podania ręki

Dlatego jeszcze na tych samych igrzyskach doszło do innego incydentu. Egipski judoka Islam El Shahaby co prawda stoczył walkę z Orem Sassonem, którą przegrał, ale gdy Izraelczyk chciał mu po starciu podać rękę, ten odmówił.



Z kolei przed ceremonią otwarcia igrzysk sportowcy z Libanu nie chcieli jechać jednym autobusem z reprezentantami Izraela. Ci ostatni ostatecznie pojechali innym pojazdem, aby nie eskalować napięcia.
Najczarniejsza karta dziejów nowożytnego olimpizmu również dotyczy Izraela. Podczas igrzysk w Monachium, w 1972 roku, doszło do zamachu terrorystycznego w wiosce olimpijskiej.

Dramatyczne godziny

5 września o świcie ośmiu członków palestyńskiej organizacji „Czarny Wrzesień” wdarło się do pomieszczeń, zajmowanych przez izraelską reprezentację. Pojmano 11 Izraelczyków: zapaśników, sztangistów, sędziów i trenerów. Dwóch zginęło zaraz po ataku, gdy podjęli próbę walki z napastnikami. Dziewięciu pozostałych czekało kilkanaście godzin dramatu.

Po długich negocjacjach niemieckie władze zgodziły się, aby terroryści i zakładnicy udali się na jedno z pobliskich lotnisk. Tam doszło do strzelaniny. Niestety, akcja policji była przeprowadzona katastrofalnie i wszyscy pojmani zginęli. Najmłodszą ofiarą był zapaśnik Mark Slavin, który miał 18 lat, najstarszą zaś trener strzelectwa, 53-letni Kehat Shorr.

O sporym szczęściu mógł mówić trener ciężarowców Tuvia Sokolsky. Gdy napastnicy weszli do budynku, szybko wyskoczył przez okno pokoju, dzięki czemu przeżył. Pomógł mu współlokator, sędzia zapaśniczy Josef Gutfreund, który przytrzymał drzwi, co dało koledze czas na ucieczkę.

Polskie korzenie

Sokolsky miał polskie korzenie, bo urodził się podczas II wojny światowej w getcie lwowskim. Gdy chłopiec ukrywał się w piwnicy z matką, w ich budynek uderzyła bomba lotnicza. Strop piwniczny cudem się nie zawalił.

Po wojnie zamieszkał w polskim Wałbrzychu. Nasz kraj opuścił w 1959 roku. Co ciekawe, rok po zamachu w Monachium, dokładnie tego samego dnia, urodziła mu się córka. W ostatnich latach często odwiedzał Polskę.
Same igrzyska w 1972 roku zostały zawieszone, a flagi – olimpijską i większości państw uczestniczących w zawodach – opuszczono do połowy masztu. Jedynie kraje arabskie odmówiły uczczenia pamięci zabitych.



Pojawiły się głosy, aby zakończyć olimpijską rywalizację, ale szef MKOl, 85-letni Amerykanin Avery Brundage się na to nie zgodził. – Igrzyska muszą trwać! – podkreślił. Jednak tuż po imprezie ustąpił ze stanowiska, po 20 latach urzędowania.

Bez hymnu

Olimpijska historia Izraela jest naznaczona przykrymi i dramatycznymi zdarzeniami. Ale afronty spotykały też sportowców na innych imprezach. Np. w 2013 roku tunezyjski tenisista Malej Jaziri nie stanął do meczu z Izraelczykiem na turnieju we Francji. Z kolei w 2017 roku judoka Gili Cohen wygrał zawody w Abu Dhabi, w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale... nie odegrano mu hymnu, a na maszt wciągnięto flagę międzynarodowej federacji judo.

Łatwo nigdy nie mieli też izraelscy piłkarze, którzy latami mogli czuć się jak grupa wyrzutków. Reprezentacja tego kraju rywalizowała o udział w mistrzostwach świata aż w trzech różnych kontynentalnych federacjach, a z niektórymi rywalami zawodnicy nie grali od ponad 40 lat.

Najlepsze lata

W 1954 roku Izrael został przyjęty do Azjatyckiej Federacji Piłkarskiej i kolejne lata były najlepsze w historii tamtejszej piłki. W 1956 i 1960 roku reprezentacja została wicemistrzem Azji, a w 1964 r. nawet wygrała turniej, którego Izraelczycy byli gospodarzami.

Zwycięstwo przyszło wyjątkowo łatwo, bo większość azjatyckich krajów wycofało się z imprezy. Zrobiły to: Mjanma, Pakistan, Singapur, Kambodża, Indonezja, Japonia, Filipiny, Chiny, Afganistan, Cejlon i Iran. Bez eliminacji, z powodu braku rywali, awansowały Korea Południowa i Indie, a jedyną grupę eliminacyjną wygrał Hong Kong, przed Wietnamem, Malezją i Tajlandią.
Podobnie było podczas eliminacji MŚ 1958. Kolejni rywale nie przystępowali do gry z Izraelczykami, przez co wygrali oni eliminacje nie rozgrywając żadnego spotkania!

Dodatkowy baraż

FIFA nie chciała, aby jednym z finalistów mundialu został zespół, który nie rozegrał choć jednego meczu, więc zarządziła dodatkowy baraż między zespołem azjatyckim i europejskim. Izrael przegrał wtedy dwumecz z Walią i na MŚ nie pojechał.

Raz jednak udało się Izraelczykom awansować na mundial, w 1970 roku. I tu też nie mieli zbyt wyboistej drogi, bo choć zarządzono, że zespoły z Azji i Oceanii mają rywalizować razem, to do eliminacji przystąpiło ledwie siedem drużyn. Izraelowi wystarczyło pokonać tylko Nową Zelandię i Australię, aby znaleźć się na MŚ. Na meksykańskich boiskach przegrali zaś 0:2 z Urugwajem, ale też udało im się zremisować 1:1 ze Szwecją i 0:0 z Włochami.



Autorem jedynego mundialowego gola dla Izraela jest 73-letni obecnie Mordechai Spiegler, który w reprezentacji grał w latach 1963-77 i zdobył w niej rekordową liczbę 33 bramek.
Stosunki Izraela z sąsiednimi krajami arabskimi były coraz gorsze i kolejne państwa nie chciały rozgrywać z nim meczów. Pojawiły się więc głosy, aby wykluczyć izraelskich piłkarzy z rozgrywek azjatyckich.

Bez Izraela

Ostatecznie taki wniosek złożył w 1974 roku Kuwejt. Przeprowadzono głosowanie i stosunkiem głosów 17 do 13, przy sześciu wstrzymujących się, Izrael został usunięty z azjatyckiej federacji.

W tym samym roku Izraelczycy rozegrali ostatni w historii mecz z Iranem, przegrany na wyjeździe 0:1. Od tamtej pory piłkarze z tego kraju nie rywalizowali na boisku z arabskimi drużynami.

I tu pojawił się kłopot, co zrobić z reprezentacją Izraela? W eliminacjach MŚ 1978 grała ona jeszcze w strefie Azji i Oceanii, ale grupy rozlosowano tak, aby nie trafiła na zespoły arabskie.

Cztery lata później Izraelczycy zagrali w eliminacjach europejskich, choć nie byli członkami UEFA, czyli europejskiej federacji.

Jeszcze ciekawiej zrobiło się przed MŚ 1986. Izrael oraz Chińskie Tajpej dołączono do osobnej strefy Oceanii, gdzie te dwie drużyny walczyły z Nową Zelandią i Australią.

Podobnie było w 1990 roku, kiedy Izraelczycy byli bliscy sukcesu, bo wygrali eliminacje i walczyli w międzykontynentalnym barażu z Kolumbią o awans. Reprezentacja z Ameryki Południowej wygrała dwumecz minimalnie 1:0.

Dopiero od 1991 roku Izrael jest członkiem UEFA i rywalizuje z ekipami Starego Kontynentu. Jednak bez sukcesów.

Polacy grali z Izraelem 11 razy, z czego wygrali pięć meczów, a dwa przegrali. Co ciekawe, w latach 1966-88 obie reprezentacje nie spotkały się ani razu.

– Piotr Wilczarek
Zdjęcie główne: Zamachowcy podczas igrzysk w Monachium, w 1972 roku (fot. arch. PAP/DPA)
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
SLD-PSL: koalicja z wrogiem
Postkomuniści i ludowcy po 1989 roku już razem tworzyli wspólne rządy. Ale nie było to współpraca łatwa.
Historia Najnowsze wydanie
Pół wieku na Woronicza. Kultowe miejsca, pamiętne programy
Jedna z pierwszych telewizyjnych emisji zakończyła się podtruciem artystów i ekipy. Dlaczego? Bo studia szykowane w pośpiechu na 25-lecie PRL miały podłogi z klejem nie przystosowanym do wysokiej temperatury lamp.
Historia Najnowsze wydanie
Telewizyjna kronika agonii
Trudno w najnowszej historii znaleźć przykład konfliktu lepiej udokumentowanego audiowizualnie niż rozpad Jugosławii.
Historia Najnowsze wydanie
Granice II RP podpaliły mniejszości narodowe. Dwie V kolumny
W przeciwieństwie do zachodnich rejonów kraju, na wschodzie trudniej mówić o wyszkolonych karnych oddziałach dywersantów.
Historia Poprzednie wydanie
Tomasz Kot w roli „Władcy piorunów”. Kim był Nikola Tesla?
Syn popa i popadii, wynalazca prądu zmiennego. Bez niego nie byłoby kart zbliżeniowych, bezprzewodowych ładowarek i dronów.