Historia

Zemsta córki i odzyskany honor. Granatowy patriota

Podpułkownika Aleksandra Reszczyńskiego „osądziła” bojówka prosowieckiej Gwardii Ludowej, która włamała się do jego domu, uwięziła żonę i córkę. Wyrok śmierci wykonano o brzasku, strzałem z pistoletu w tył głowy. Tak zginął komendant główny Polskiej Policji Generalnego Gubernatorstwa, współpracownik Armii Krajowej. 5 marca mija 75 lat od jego śmierci.

Czwartego marca 1943 roku wypadał Tłusty Czwartek. Była już noc, gdy przed domem przy ulicy Krasińskiego 4 w Warszawie zatrzymało się auto osobowe. Wysiadł z niego wysoki mężczyzna z teczką pod pachą oraz paczką owiniętą szpagatem w dłoni. Zanim szofer odjechał upewnił się, że pasażer wszedł do bramy i następnie – do klatki schodowej. To był ppłk. Reszczyński w ostatnich chwilach swego życia.

Dalszy ciąg wydarzeń znamy z dwóch źródeł. Relacji córki oficera Hanny Reszczyńskiej oraz raportu dowódcy bojówki Gwardii Ludowej Franciszka Bartoszka ps. „Jacek”. Wraz z trzema podkomendnymi (spośród nich rozszyfrowano tylko Zygmunta Bobowskiego) tuż przed wybiciem godziny policyjnej dostał się do mieszkania zajmowanego przez rodziną Reszczyńskich, udając pracowników gazowni czy też elektrowni. Cztery kobiety przebywające w lokum – matka, teściowa i córka Reszczyńskiego oraz służąca – zostały skrępowane, po czym zamknięte w spiżarni.
Komendant Policji Państwowej Krakowa Aleksander Reszczyński w towarzystwie niezidentyfikowanych osób, na dachu Pałacu Prasy. Lipiec 1935 roku. Fot. NAC/ Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny
Policjanta, obezwładnionego jeszcze na schodach, wprowadzono do pokoju i tu odbył się wielogodzinny „sąd” nad nim. Wyrok śmierci wykonano o brzasku. Następnie napastnicy opuścili mieszkanie, zabierając co wartościowsze przedmioty.

Ppłk. Reszczyński zginął dokładnie w trzecią rocznicę podpisania przez Józefa Stalina dokumentu umożliwiającego eksterminację polskich jeńców. Czy katem był „Jacek”, czy też zrzucił to zadanie na któregoś z podwładnych? Ktokolwiek nacisnął cyngiel, wykonał strzał jak zawodowiec. Przyłożył lufę pistoletu do potylicy ofiary. Pocisk pozostał w głowie denata. Krwi było stosunkowo mało. Być może, by stłumić huk, strzelano przed poduszkę, bowiem obok ciała leżała rozpruta pościel.

Malowani krwią

Bartoszek, późniejszy „Jacek”, w latach 30. podczas studiów w stołecznej Akademii Sztuk Pięknych związał się z mocno lewicującym środowiskiem plastycznym. Uchodził za obiecującego twórcę (czego dowodzą otrzymane stypendia naukowe na studia we Włoszech i Francji). Utrzymywał się z pędzla oraz posady przewodnika po Muzeum Narodowym.

Był typem bojownika. Rozbrajał i zabijał Niemców. Rozkręcał tory, wykolejając w ten sposób niemieckie transporty wiozące posiłki na front wschodni. Organizował zamachy na lokale Nur für Deutsche (tylko dla Niemców). W akcjach zbrojnych często towarzyszył mu Zygmunt Bobowski, uczelniany kolega relegowany z ASP za komunizowanie. Obaj należeli do grupy artystycznej Czapka Frygijska, powstałej z inicjatywy Komunistycznej Partii Polski. Jej członkami byli też przyszli koryfeusze socrealizmu: Helena i Juliusz Krajewscy oraz Mieczysław Berman.
Tramwaj „Tylko dla pasażerów Niemców”. Widoczna tabliczka „Nur für deutsche Fahrgaste”. Fot. NAC/Wydawnictwo Prasowe Kraków-Warszawa/ Theuergarten Ewald
Bartoszek i Bobowski przeżyli Reszczyńskiego o niespełna dwa miesiące. Ich śmierć wciąż upamiętnia tablica wmurowana w ścianę kamienicy przy Krakowskim Przedmieściu. Zginęli 14 maja 1943 roku podczas karkołomnego napadu na znajdujący się tam bank „Społem”, sąsiadujący – przez jezdnię – z gmachem Komendy Policji.

Tropy z przeszłości

Formalnie GL zlikwidowała ppłk. Reszczyńskiego za kolaborację z Niemcami. Ale wiadomo, że podpadł on komunistom już przed II wojną światową, w II RP, uczestnicząc w tłumieniu protestów robotniczych w Krakowie wiosną 1936 roku. Policja otworzyła ogień do pracowników okupujących zakłady Semperit, zginęło 10 robotników, kilkadziesiąt osób – w tym policjantów – zostało rannych. Wydarzenia te mocno wpłynęły na postrzeganie sanacji przez lewicę. Bobowski obserwował potem proces uczestników zamieszek z ław dla publiczności.

Jesienią 1939 roku Reszczyński uniknął niewoli sowieckiej i nie trafił do bezimiennego grobu w Katyniu. Jednak likwidacja takich jak on była jednym z celów Gwardii Ludowej, zbrojnego ramienia Polskiej Partii Robotniczej, politycznej ekspozytury Sowietów.

Ciekawe jest to, że mocodawca specgrupy, powojenny komendant Milicji Obywatelskiej Franciszek Jóźwiak, chciał za młodu wstąpić do policji państwowej, lecz go nie przyjęto. Miało to miejsce w latach 20. w Lublinie, gdzie wówczas służył Reszczyński.
Kongres Niemieckiej Partii Socjalistycznej, kwiecień 1954 r., w Berlinie. Goście partii, od lewej: towarzysz Waldeck Rochet (Komunistyczna Partia Francji), tow. Julius Duris (Komunistyczna Partia Czechosłowacji, minister finansów) i gen. Franciszek Joźwiak, ps. Witold, członek Biura Politycznego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej, minister kontroli państwowej, wcześniej szef Sztabu Głównego GL i komendant główny MO. Fot. Wikimedia/Bundesarchiv Bild 183-24000-0172/Heilig, Walter
Nie wiadomo, czy się zetknęli, ale to właśnie towarzysz „Witold” zlecił Bartoszkowi akcję przy Krasińskiego 4. Pisze o tym we wspomnieniach Józef Światło, dowodząc, iż Jóźwiak wysłał też Bartoszka na pewną śmierć w nieprzygotowanym skoku na bank, ponieważ ten był kochankiem jego żony Heddy.

Dwa powody

Można domniemywać, iż Reszczyński nie zignorował w grudniu 1939 roku odezwy Generalnego Gubernatora Hansa Franka, powołującej policjantów RP do służby władzom okupacyjnym, z dwóch powodów: osobistego i ideowego.

Niestawienie się na to wezwanie groziło śmiercią, a podpułkownik był podobno zbyt odpowiedzialny, by zostawić rodzinę samej sobie. Miał niepracującą żonę i małoletnią córkę, więc mógł się obawiać o ich los. Bezpodstawnie, jak się okazało, gdyż wdowa Marta – poetka i osoba nieszczególnie praktyczna – poradziła sobie po jego śmierci nadzwyczaj dobrze.

Co do powodów ideowych, to oficer zapewne sądził, że bardziej przyda się ojczyźnie żywy, nawet z przyklejoną etykietką kolaboranta, niż jako martwy bohater.
Komendant Policji Państwowej w Krakowie Aleksander Reszczyński przed katedrą na Wawelu. Fot. NAC/IKC, sygn. 1-B-32-1
Był jednym z trzech dowódców policji granatowej w Generalnym Gubernatorstwie i losy każdego z nich potoczyły się tragicznie. Następca Reszczyńskiego, Franciszek Przymusiński, mimo silnych powiązań z Niemcami, okazał się patriotą. Po Powstaniu Warszawskim nadal usiłował być policjantem (w Łowiczu), przez co skończył w gułagu. Zresztą dojechał tam już martwy – zmarł w transporcie zesłańców. Zaś poprzednik Reszczyńskiego, Marian Kozielewski, nawiasem mówiąc starszy brat Jana Karskiego, znalazł się w jednym z pierwszych transportów do Auschwitz, wyszedł stamtąd i dalej funkcjonował w konspiracji. Po wojnie musiał uciekać z Polski. Pracował w USA jako lokaj i nocny stróż. Nie mogł pogodzić się w losem uchodźcy. Popełnił samobójstwo.

Londyński werdykt

Hanna Reszczyńska pragnęła pomścić ojca. Podczas wojny była za młoda, aby działać w konspiracji. Kiedy już osiągnęła pełnoletność, przystała do Żołnierzy Wyklętych. Wzięła udział w zamachu na agenta bezpieki. Pełniła rolę przynęty. Akcja się nie powiodła. Zamachowców aresztowano, trzech stracono. Dla Hanny prokurator zażądał kary śmierci. Dostała 10 lat. Ułaskawił ją Bolesław Bierut za wstawiennictwem Juliusza Osterwy.
W roku 1977 z jej inicjatywy do sprawy Reszczyńskiego oficjalnie ustosunkowała się polska komisja działająca w Londynie. Wysocy rangą byli dowódcy Armii Krajowej orzekli: żaden z Sądów Specjalnych Polski Podziemnej nie wydał na niego wyroku śmierci, a poszkodowany był zasłużonym współpracownikiem Kontrwywiadu AK. Jak potem tłumaczono, Reszczyński z uwagi na przejawianą od początku służby w policji postawę apolityczności, nie należał do żadnej organizacji konspiracyjnej i odrzucił wystosowaną przez ZWZ propozycję wstąpienia do Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa. Jednak był ściśle związany z referatem 993/P Wydziału II Kontrwywiadu ZWZ-AK, któremu przekazał wiele cennych informacji.

Aleksander Reszczyński nie był zatem „funkcjonariuszem hitlerowskiego aparatu przemocy”, jak definiowali go nie tylko historycy usłużni władzy ludowej w rodzaju Ryszarda Nazarewicza, ale również Władysław Bartoszewski, który tak napisał o nim w pierwszym wydaniu swej fundamentalnej pracy „1859 dni Warszawy”. Po konsultacji z Kazimierzem Moczarskim zmienił zdanie i w drugim wydaniu książki poprawił już treść przypisu.

– Tomasz Zbigniew Zapert

Tekst oparty na książce Macieja Bernatta-Reszczyńskiego pt. „Niewygodny Polak”, Wydawnictwo Poznańskie, rok 2017
Zdjęcie główne: Komendant Policji Państwowej m. Krakowa Aleksander Reszczyński w rozmowie z dyrektorem koncernu prasowego Ilustrowanego Kuriera Codziennego Kazimierzem Dobiją. Fot. NAC/Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji
Zobacz więcej
Historia Poprzednie wydanie
Posełki w pierwszym Sejmie niepodległej Polski
50 parlamentarzystek II RP – nie stały się czarownicami i powychodziły za mąż.
Historia Poprzednie wydanie
Zapomniany gigant z Domu pod Gigantami
Był jednym z największych darczyńców w dziejach Polski, hojniejszym od najbogatszych magnatów. Jego dzieła zna niemal każdy Polak, choć prawie nikt nie wie, jak się nazywał.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Jak zabić czerwonego cara. Stalin na celowniku
Ribbentrop zaproponował Hitlerowi, że zaaranżuje konferencję z udziałem sowieckiego satrapy, podczas której osobiście zastrzeli go ze specjalnego długopisu pistoletu.
Historia wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Seks w służbie proletariatu
Ulicami przejeżdżały parady miłości, ich uczestnicy poprzebierani byli za duchownych, jedni całowali się i obmacywali, inni wykonywali sprośne gesty. Po rewolucji bolszewickiej w Rosji wybuchła rewolucja seksualna.
Historia wydanie 25.10.2019 – 1.11.2019
Zaszczuty polski bohater. Czyli czarnowidz, który miał rację
Przeciwko niemu ruszyła machina FBI, wywiad wojskowy i komuniści w USA. Przeciwnika sojuszy z Sowietami okrzyczano pomocnikiem Hitlera. Od obywateli Niemiec i Japończyków odróżniało go to, że nie siedział w obozie.