Cywilizacja

Wszyscy będziemy zombie

Człowiek „żyje” po śmierci znacznie dłużej, niż do niedawna uważano. A to oznacza, że należy wrócić do rozważenia „załatwionych” (jak się zdawało) problemów natury bioetycznej związanych na przykład z przeszczepem organów.

Śmierć jest potężna i pewna – tak od wieków poucza nas literatura i doświadczenie. Dlatego ludzka religijność od zarania próbuje osłabiać lęk przed umieraniem, obiecując życie po życiu. W innej formie, energetycznej, duchowej, a w końcu może także po zmartwychwstaniu we własnym ciele – w co wierzą katolicy.

Mimo tego lęk przed śmiercią jest wciąż powszechny nawet (lub zwłaszcza) dziś, gdy staramy się ją wszelkimi sposobami od siebie odsunąć. Odwlec za pomocą medycyny, schować za murami domów opieki dla chorych i starców, zbanalizować, pominąć w pop kulturze. W zapomnienie odeszły starosłowiańskie łzawnice, sarmackie pompe funebris, portrety trumienne. Coraz rzadziej zamawiamy u wielkich rzeźbiarzy statuy nagrobne. Chcemy się cieszyć życiem, a nie myśleć o śmierci.

10 minut po zgonie

A czym jest życie? Biolog odpowie: formą propagacji i ekspresji kwasów nukleinowych. Chemik raczej zapewni, że formą istnienia białka. Fizyk opowie nam coś o przeciwdziałaniu entropii. Lekarz… tu sytuacja jest trudniejsza.



Bo on nierzadko musi realnie i od ręki zdecydować, czy ktoś już jest martwy, czy jeszcze żywy. Jego decyzja jest brzemienna w skutki prawne, etyczne i po prostu medyczne. Od niej zależy, czy mamy do czynienia z ciałem czy z człowiekiem, czy konieczne jest podtrzymanie terapii, czy możliwe jest pobranie narządów do transplantacji dla innych chorych, często umierających, ludzi.

Gdzie te czasy, gdy łapano człowieka po prostu za przegub ręki i podkładano mu pod usta lusterko? Dziś – dzięki coraz czulszym sposobom monitorowania życia za pomocą sprzętu, który Cyrk Monty Pythona określał „maszyną robiącą PING!” – okazuje się, że w umarłym życie tli się jeszcze zupełnie sporym płomieniem. Zarówno na poziomie aktywności mózgu, funkcjonowania świadomości i umysłu, jak i aktywności genów w ciele, które oficjalnie uznano już za martwe, i którego godzinę zgonu lekarz już wpisał do dokumentów.

To przedziwne życie po śmierci trwa czasem sekundy, minuty, a czasem nawet i cały tydzień. I dotyczy to zarówno ludzi, jak i zwierząt. Niestety niewielu oficjalnie umarłych udaje się przywrócić życiu na drodze akcji resuscytacyjnej. Ale jest też pozytywna wiadomość – tacy zmarli nie biegają zazwyczaj bez przytomności po naszych ulicach i bezdrożach.
Zdarzało się, że pacjent słyszał i ze szczegółami zapamiętał wcześniejsze orzeczenie lekarskie o swojej śmierci. Fot. Flickr/M.Appelman
Aparatura badająca aktywność mózgu po tym, gdy aktywność serca ustała, nie myli się i nie można jej oszukać. A pewnego razu zdołała zarejestrować prawidłową falę mózgową nawet 10 minut po oficjalnym zgonie. Co więcej, jak twierdzili w marcu 2017 roku kanadyjscy autorzy tej obserwacji, lekarze z University of Western Ontario, w każdym z czterech szczegółowo pośmiertnie monitorowanych przypadków aktywność elektryczna mózgu była odmienna nie tylko co do czasu trwania, ale i charakteru oraz intensywności. Ta trwająca najdłużej przypominała zachowanie mózgu w czasie snu.

Mózg działa w odciętej głowie

Z kolei w październiku 2017 r. świat obiegła wiadomość, że dr Sam Parmia z New York University Langone School of Medicine i jego ekipa zdołali wykazać czynną świadomość oraz aktywność mózgu, zmysłów i pamięci, u pacjentów z zatrzymaniem akcji serca podczas i tuż po akcji reanimacyjnej. W kilku przypadkach przywrócony ostatecznie życiu pacjent słyszał i zrozumiał oraz ze szczegółami zapamiętał wcześniejsze orzeczenie lekarskie o swojej śmierci.

Koniki polne smakują jak sardynki

Łukasz Łuczaj, przyrodnik: Larwy os, szerszeni czy mrówek są bezbronne i mięciutkie, tym samym łatwiej strawne. Gniazdo os obieramy jak cebulę, wyjadamy larwy i poczwarki.

zobacz więcej
Już w roku 2011 duński zespół naukowy udokumentował „wybuch”’ aktywności mózgowej szczurów – w głowach, które minutę wcześniej zostały szczurom obcięte. Trudno o bardziej radykalne zatrzymanie krwi płynącej do mózgu, niż dekapitacja. To dzięki takim eksperymentom jest jasne, że mózg i serce umierają osobno. Choć do niedawna funkcjonowało powszechnie przekonanie, iż za moment śmierci należy uznać ustanie akcji serca, co powoduje niemal natychmiastową śmierć mózgu z niedotlenienia.

To genialny pomysł na horror (zresztą wykorzystany już kilkukrotnie), bo gadające odcięte głowy oraz krążące po ulicach agresywne zombies są w dzisiejszej pop kulturze cool i trendy. A seriale o żywych trupach biją rekordy popularności.

Pierwotna fascynacja takimi tematami pochodzi po części z wierzeń, mitów i analiz antropologicznych, na ogół zaś jednak z obserwacji świata zwierząt, zwłaszcza zwierząt zakażonych wirusami, grzybami czy pasożytami. Bo to w świecie zwierząt ludzie najwcześniej dostrzegli życie po śmierci.

Gąsienica jak lunatyk

Kilka przykładów. Toxoplasma gondii (pierwotniak powodujący toksoplazmozę u kotów i chorobę odzwierzęcą u ludzi) w ciele człowieka potrafi – dzięki produkowanym substancjom – uczynić swe ofiary bardziej towarzyskimi, ale i bardziej lekkomyślnymi. Jednak wpływ wspomnianego pierwotniaka na mózg znacznie bardziej efektownie objawia się w świecie zwierząt. Zakażone gryzonie nie boją się kota, bo nie czują jego zapachu. Ten łapie je i zjada bez ceregieli, co zamyka cykl życiowy pasożyta, dając mu szansę na wydanie na świat postaci zakaźnych. Do tego pierwotniak potrzebuje otumanionej przez siebie myszy i żywiciela ostatecznego – kota.
Wirus kontroluje zachowanie gąsienicy brudnicy nieparki. Ta, zamiast obżerać się jedynie nocą, co ma w zwyczaju, wychodzi teraz na żer także w pełni dnia, niczym lunatyk au rebours. Fot. Flickr/followtheseintructions
Badając owady entomolog Kelli Hoover już w 2011 roku odkryła gen zwany egt. Gen ten u owadów, np. u brudnicy nieparki (motyla będącego wielkim szkodnikiem lasów), pozwala wirusom przejąć kontrolę nad żarłoczną gąsienicą, czyli stadium larwalnym motyla. Wirus zwiększa znacznie aktywność egt i powstrzymuje gąsienicę przed staniem się poczwarką. W jakim celu? Bo jako poczwarka owad już się nie objada, a więc przestaje karmić wirusa.

Wirus kontroluje także zachowanie gąsienicy. Ta, zamiast obżerać się jedynie nocą, co ma w zwyczaju, wychodzi teraz na żer także w pełni dnia, niczym lunatyk au rebours. Co więcej, na koniec wspina się na sam czubek drzewa, gdzie pod wpływem palącego słońca staje się wysuszonym woreczkiem pełnym potomnych wirusów. Z tej wysokości z łatwością, uniesiony wiatrem, wirus zaraża masowo kolejne gąsienice szkodnika.



Podobnie działa pasożytnicza mucha składająca jaja na ciele pracowitej pszczoły. Bidulka pszczoła – nieświadomy inkubator dla muszych dzieci – opuszcza nocą ul i zaczyna biegać po wyimaginowanych okręgach, niczym bezwolne zombie, zanim nie padnie martwa. Wtedy z jej ciała wydobędą się już odkarmione larwy muchy.

Nicień zmusza do samobójstwa

Istnieje też pasożytniczy nicień żyjący w polnych konikach. Ten obły robak wymusza na skolonizowanym przez siebie insekcie – już półżywym i pozbawionym zdolności kontroli własnego ciała – całkiem irracjonalne zachowanie: samobójczy skok do wody. Pasikonika diabli biorą, a nicień dzięki swym zdolnościom trafia do środowiska, gdzie może się rozmnożyć. Bo pasożytnicze robaki miewają bardzo skomplikowane cykle życiowe i potrzebują często dla kolejnych stadiów coraz to innych żywicieli pośrednich. Uczynienie zombie z pasikonika to jeden ze sposobów nicienia na przetrwanie. I takich przykładów w naturze jest znacznie więcej.

Z kolei mikroskopijny grzyb chorobotwórczy atakuje pewną tropikalna mrówkę, której sposób na życie to wspinanie się po koronach drzew. Grzyb jest wdychany lub zjadany, mrówka pod jego wpływem traci kontrolę nad ciałem i zaczyna gwałtownie biegać w tę i z powrotem po drzewie. W końcu grzyb przerasta całkowicie jej ciało i wypuszcza swój zarodnionośny organ z jej głowy.

Mrówka jest martwa, ale jej znajdujące się obok koleżanki myślą, że to piękne mikroskopijne „ciało owocowe” na jej głowie, to smakowity kąsek. Łakomstwo i żerowanie na słabszej – bo wszak już nieruchomej – koleżance przyczynia się do ich zarażenia grzybem. Tak rzecz się toczy aż do wybicia wszystkich mrówek, przynajmniej na tym konkretnym drzewie.
Geny zombi są aktywne w życiu dania pręgowanego tylko dwukrotnie: raz, gdy jest on embrionem oraz drugi raz, gdy opuścił już ten łez padół (czy raczej akwarium). Wygląda to tak, jakby rybka próbowała urodzić się na nowo! Fot. Flickr/BernatArlandis
Wszystkie opisywane powyżej chorobotwórcze organizmy potrafią albo wyprodukować związki chemiczne zdolne kontrolować neuroprzekaźniki w mózgu, albo stworzyć cząsteczki, które do złudzenia te neuroprzekaźniki przypominają. Tak powstają zwierzęce zombie-kukiełki.

W sierpniu 2016 roku grupa badaczy amerykańskich pod kierunkiem Petera A. Noble’a wykazała, że u dania pręgowanego, maleńkiej rybki akwariowej (używanej często do eksperymentów) setki genów uruchamiają się dopiero w momencie, w którym rybkom nie tylko padło już krążenie, ale także i przestał funkcjonować mózg.

Geny zombie

Większość tej genetycznej aktywności to tzw. odpowiedź na stres i warunki ekstremalne. Całkiem jednak spora grupa to… geny zombi. Bo są one aktywne w życiu rybki tylko dwukrotnie: raz, gdy jest ona embrionem oraz drugi raz, gdy opuściła już ten łez padół (czy raczej akwarium). Wygląda to tak, jakby rybka próbowała urodzić się na nowo!

Geny te bywają aktywne nawet cztery dni po zgonie zwierzęcia. I działają aż do czasu rozkładu komórek, gdy całkowity rozpad przedziałów komórkowych uniemożliwia zachodzenie większości reakcji biochemicznych, w tym syntezy kwasów nukleinowych (a na tym aktywność genów polega).

Odkrycie to ma poważne konsekwencje. Zwłaszcza, że sytuacja dokładnie tak samo wygląda u myszy laboratoryjnych (co wykazał również Peter Noble z zespołem) oraz u… ludzi.



Po pierwsze, w zupełnie inny sposób trzeba dziś przyglądać się procesowi umierania. Nowe dane wskazują, że śmierć jest procesem skomplikowanym, wieloetapowym, ściśle kontrolowanym przez aktywność genetyczną i mocno zindywidualizowanym. Zatem w przyszłości być może da się zatrzymać lub regulować jej przebieg. Bowiem celowe wpływanie na działanie genów jest już dzisiaj technologią, a nie wyłącznie eksperymentem.
Po drugie, należy wrócić do rozważenia „załatwionych” (jak się zdawało) problemów natury bioetycznej związanych z przeszczepem organów. Tym bardziej, że rybka i mysz pokazały nam, iż nie wystarczy pobrać narząd do przeszczepu stosowny dla biorcy. Trzeba jeszcze w jakiś sposób zahamować proces jego genetycznego umierania. Jakoś wyłączyć „geny zombie”. Od tego może zależeć bowiem skuteczność całej procedury transplantacji organu, czyli życie kolejnego pacjenta.

Horror i kryminał

Wreszcie, wyniki badań nad aktywnością „genów zombie” mogą pomóc w ustaleniu w niezwykle precyzyjny sposób godziny śmierci ofiar przestępstw. Oczywiście śmierci rozumianej klasycznie, tak jak ją pojmuje kryminalistyka i prawo karzące za odebranie życia.

Już dziś zespół hiszpańskich biologów molekularnych i informatyków z Centre for Genomic Regulation w Barcelonie pod kierunkiem Roderica Guigó przebadał pod tym kątem niebagatelną liczbę 9000 próbek pobranych z 36 różnych tkanek. Każda z nich zawierała szczegółową informację o momencie śmierci dawcy oraz sposobie przechowywania tkanki aż do momentu przebadania. Okazuje się, że każda z tkanek umiera genetycznie nieco inaczej. Posiadanie wielkiej bazy danych może pomóc stworzyć stosowny „zegar molekularny” pozwalający z wielką dokładnością ustalić moment zgonu osoby, np. gdy ciało nie nosi jeszcze widomych objawów rozkładu. Kryminalistyka dziś podaje moment śmierci w widełkach kilkunastu godzin, a nawet kilku dni, w zależności od stopnia zaawansowania rozkładu. To dużo, jeśli przyjąć, że ratunkiem przed oskarżeniem o morderstwo jest dobrze udokumentowane alibi. Niewielu z nas może się poszczycić takim alibi na okres dłuższy, niż kilka godzin. „Geny zombi” mogą zatem…. nie, nie, dziś już nie trzeba ratować ludzi przed stryczkiem. Ale przed wieloletnim więzieniem, i owszem.

To zatem niemały potencjał nie tylko dla horroru, ale także dla kryminału. Oczyma wyobraźni widzę najnowszą serię BBC o Sherlocku Holmesie, wykorzystującą ten motyw. O genach zombie na pewno jeszcze usłyszymy ze srebrnego ekranu i poczytamy o nich w książkach.

– dr n. med. Magdalena Kawalec-Segond,
biolog molekularny, mikrobiolog, współautorka „Słownika bakterii”
Zdjęcie główne: Fot. Flickr/Daniel Hollister
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Moskwa gotowa do konfrontacji z Zachodem
W Rosji wciąż mocna jest wiara w to, że najlepszym lekarstwem na korupcję, biedę i panoszenie się biurokracji jest „silny przywódca”.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Przyzwolenie na przemoc wobec białych
– Nasi pragną swojej ziemi! – elita polityczna RPA otwarcie zachęca do wywłaszczania białych farmerów.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Wielkie oszustwa. Nauka to nie tylko arena wiekopomnych odkryć…
Nie ma już „mistrzów i ich szkół”. Jest masowe wytwarzanie „inteligencji” i biznes nazywany nauką.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Prezydent na wojnie z narkotykami, Kościołem i Ameryką
Do zachodnich organizacji praw człowieka zwrócił się: - Przepraszam, czy uważacie nas za małpy, które mówią?!
Cywilizacja wydanie 2.11.2018 – 9.11.2018
Czy Niemcy bez Angeli Merkel będą niebezpieczni dla Europy?
Zamordowała ojca. Uśpiła Niemców. Metoda polityczna Angeli Merkel