Kultura

Oscary dla wielbiciela potworów. Kino del Toro

– Od dzieciństwa jestem wierny potworom. Ratowały mnie i rozgrzeszały – powiedział Guillermo del Toro odbierając Złoty Glob za reżyserię „Kształtu wody”. Film – będący połączeniem melodramatu, baśni i horroru – jest już na ekranach naszych kin. Meksykanin dzięki niemu wrócił do czołówki światowego kina i ma szansę na wiele Oscarów, bo opowieść o niemej sprzątaczce, która zakochuje się w humanoidalnym stworze wodnym, ma aż 13 nominacji.

Nieustająca popularność horrorów – nurtu, w którym specjalizuje się del Toro – dla naukowców jest czymś oczywistym.

– Gdy pada pytanie o ulubiony gatunek kinowy, studenci i młodzież szkolna, z którą mam zajęcia, na pierwszym miejscu wymieniają horror. Bo to specyficzny rodzaj filmowego doświadczenia – mówi portalowi tygodnik.tvp.pl dr Karol Jachymek, filmoznawca i kulturoznawca z SWPS w Warszawie.

– Wyzwala w nas emocje, nad którymi jesteśmy w stanie zapanować. Zamknięci w bezpiecznej przestrzeni sali kinowej lub swojego domu świetnie radzimy sobie z naszymi lękami, które – często w wyrafinowanej formie – serwują nam reżyserzy. To bezpieczne katharsis – tłumaczy.

Wierność marzeniom

Za „Kształt wody” del Toro dostał też Złotego Lwa dla najlepszego filmu na ubiegłorocznym festiwalu w Wenecji. Gdy dziękował za nagrodę, mówił także o wierności marzeniom z młodzieńczych lat.



A on zawsze śnił, że będzie kręcił filmy o potworach. Jeśli będzie odbierał Oscara za reżyserię – co jest bardzo prawdopodobne, bo zazwyczaj laureat Złotego Globu dostaje najwyżej cenioną hollywoodzką statuetkę – zapewne znowu będzie mówił o miłości do światów nadprzyrodzonych.
– Od dzieciństwa jestem wierny potworom. Ratowały mnie i rozgrzeszały. Wierzę, że patronują naszej niedoskonałości i uosabiają życiowe porażki. Przez 25 lat robiłem dziwne baśnie: łączyłem ruch, kolor, cienie i kształty. Co najmniej trzy razy te dziwne baśnie uratowały mi życie. Myślę o „Kręgosłupie diabła”, „Labiryncie fauna” i o „Kształcie wody – mówił odbierając Złoty Glob za reżyserię.

Od małp i zabójczego ziemniaka

A zatem Guillermo del Toro z horrorami, potworami i fantastycznymi światami jest za pan brat od dziecka. Teraz mówi w wywiadach, że z namysłem wybiera sobie repertuar filmowy, ale przed laty „zasysał wszystko jak leci”.

Meksykanin wyrósł na kinie i literaturze popularnej, tak jak Quentin Tarantino. Nie jest jednak, jak jego amerykański kolega, samoukiem. Studiował sztukę filmową na uniwersytecie w meksykańskiej Guadalajarze.

Filmy zaczął robić już w wieku ośmiu lat. Były to m.in. remake „Planety małp” i historia zabójczego ziemniaka. Na studiach zgłębiał zaś m.in. tajniki filmowych efektów specjalnych i charakteryzacji.

Jak podkreśla del Toro, uwielbiał horrory od kiedy pamięta. – Ich oglądanie zawsze działało na mnie oczyszczająco. Gdy czułem, że zrobiłem coś złego, gdy ogarniał mnie gniew, seans opowieści niesamowitych dawał mi ulgę. Czułem, że nie muszę być, wbrew nakazom, perfekcyjny. Potwory są patronami niedoskonałości – tłumaczy reżyser.

Serial z efektami

Karierę zaczynał od seriali dla meksykańskiej telewizji. Nabrała przyspieszenie, gdy miał 28 lat. Wyreżyserowany przez niego film „Cronos”, historia leciwego antykwariusza, który ma patent na życie wieczne, dostał w 1992 r. Nagrodę Specjalną na festiwalu w Cannes. Film fetowano także w Meksyku.

Potem reżyser dostał szansę na pracę w Stanach Zjednoczonych i nakręcił film pt. „Mutant” (1997), w którym zmutowane insekty zagrażają Nowemu Jorkowi. Dostał za niego kilka nominacji do Saturnów, nagród przyznawanych za filmy science fiction i horrory.

Diabelskie światy i fantazja dziecka

W 2001 r. powstał ważny w filmografii del Toro film pt. „Kręgosłup diabła”. To hiszpańsko-meksykański horror, którego akcja rozgrywa się w latach trzydziestych XX wieku w ogarniętej wojną domową Hiszpanii. Bohaterem historii jest 12-letni Carlos, który trafia do położonego na odludziu, dziwnego i nawiedzonego sierocińca.



Potem Meksykanin reżyserował wysokobudżetowe filmy rozrywkowe, m.in. „Blade: Wieczny łowca II” (2002) o łowcy wampirów oraz adaptację przygód komiksowego pół demona, pół człowieka „Hellboy” (2004).
Przełomem w jego karierze był „Labirynt fauna” (2006), koprodukcja hiszpańsko-meksykańsko-amerykańska, która wyraźnie nawiązuje do „Kręgosłupa diabła”, ale jest jednocześnie filmem doskonalszym i bogatszym w znaczenia.

Rzecz dzieje się ponownie w Hiszpanii, ale już w czasach dyktatury generała Franco. Bohaterką jest mała dziewczynka, Ofelia, która przed rzeczywistością ucieka w świat fantazji. Spotyka tam tytułowego fauna, który mówi jej, że jest zagubioną księżniczką Moanną i może wrócić do swojej krainy, gdy wykona trzy zadania.

W „Labiryncie fauna” widać fascynacje del Toro m.in. literaturą gotycką, „Alicją w krainie czarów” Lewisa Carolla, magicznymi ilustracjami Arthura Rackhama i malarstwem Goi.

„Labirynt fauna” pełen jest też aluzji politycznych. Del Toro, używając baśniowo-horrorowego kostiumu opowiada o tyranii.



Film obsypano nagrodami, dostał sześć nominacji do Oscara i zdobył trzy statuetki – za scenografię, zdjęcia i charakteryzację. Z biegiem czasu stał się obrazem kultowym.

Dziewczyna i bestia

Po kilku latach, wypełnionych pracą producencką i reżyserską (m.in. „Crimson Peak. Wzgórze krwi”), del Toro powrócił do motywów, które go zawsze fascynowały.
„Kształt wody” to kolejny jego projekt autorski – sam napisał scenariusz, był reżyserem i producentem. W „Kręgosłupie diabła” i „Labiryncie fauna” mieliśmy dyktaturę Franco, a teraz rozgrywa akcję swej opowieści w 1962 r., w czasie zimnej wojny.

Bohaterką jest niema sprzątaczka Elisa, która pracuje w rządowym ośrodku badawczym. Wyobcowana kobieta nawiązuje tam bliskie relacje z dziwnym wodnym stworzeniem przywiezionym z Amazonii, które bardzo przypomina człowieka.

W tej historii widać motywy zaczerpnięte z „Pięknej i Bestii”, opowieści o monstrum Frankensteina, historii doktora Jekylla i pana Hyde’a. Realizm splata się z baśnią i charakterystycznym dla kina grozy sztafażem.

„Potwór z Czarnej Laguny” po latach

Inspiracją dla del Toro był klasyk kina grozy, czyli „Potwór z Czarnej Laguny” (1954) Jacka Arnolda. W filmie tym ekspedycja naukowców dociera do tajemniczego miejsca w amazońskiej dżungli. Szukają legendarnego potwora, pół człowieka – pół ryby. Okazuje się, że monstrum istnieje. Na domiar złego porywa Kay, piękną asystentkę kierownika wyprawy.



W „Kształcie wody” del Toro nicuje tę historię. Elisa wykrada człowieka-płaza z laboratorium, by ocalić mu życie.
– Ta historia zaczęła się dawno temu. Jako sześciolatek oglądałem „Potwora z Czarnej Laguny”. Obserwowałem z zapartym tchem, jak Gill-man pływa pod powierzchnią wody, obserwuje postać, którą gra Julie Adams i zakochuje się w niej – wspomina reżyser.

Miał wtedy nadzieję, że może film zakończy się happy endem, ale na końcu Gill-man zostaje zabity.

Oczyszczenie i reinterpretacja

W wywiadzie dla „Time’a” w 2013 r. Guillermo del Toro powiedział m.in., że horror ma dla niego mocny polityczny wydźwięk: – Tak samo jak baśnie, horrory mają dwa oblicza. Pierwsza jest dydaktyczna, ma wskazywać, że trzeba słuchać rodziców i nie wchodzić do lasu. Mnie interesuje ta druga twarz, anarchistyczna i skierowana przeciwko establishmentowi.

Interpretację swoich filmów zostawia jednak widzom i krytykom, którzy dopasowują ją do swoich poglądów politycznych.

– Gdy byłem dzieckiem, oglądałem m.in. „Frankensteina” i „Dr. Jekylla i pana Hyde’a”. Zawsze wyszukiwałem sobie opowieści o potworach. I sam chciałem robić takie filmy – powtarza w wywiadach. Jak podkreśla, niesamowita sceneria i fantastyczne postaci ubarwiają opowieść i przenoszą ją na inny poziom. – Historia staje się dla mnie interesująca, jeśli zmieniamy punkt widzenia – dodaje.



– Według słynnej teorii amerykańskiego filmoznawcy Charlesa Altmana, kino gatunków jest pomostem między głównym nurtem kultury i kontrkulturą. Oglądając horrory możemy przepracować wszystkie problemy, które napotykamy w życiu codziennym – twierdzi dr Jachymek.
– Kultura nakłada na nas pewne normy i zachowania, mogące nas ograniczać. Horrory, pełne potworów i nadprzyrodzonych mocy, to satysfakcjonujący środek, dzięki któremu możemy odnieść się do nurtujących nas problemów. Horrorami i baśniami zajmuje się przecież psychoanaliza, bo one reprodukują nasze lęki. Trudno wyobrazić sobie inny gatunek filmowy niż horror, którego oglądanie związane jest z taką kontrolą nad lękami – tłumaczy.

Proszony o wymienienie ulubionych filmów, del Toro bez wahania wskazuje na „8 i pół” Felliniego, „Brazil” Terry’ego Gilliama, „Nosferatu” F. W. Murnaua i klasyczne horrory „Dziwolągi” (1932) Toda Browninga i „Oczy bez twarzy” (1960) Georgesa Franju.

Duchy w Bleak House

O zamiłowaniu do horrorów i świata grozy świadczy wystrój Bleak House, willi w Westlake Village na obrzeżach Los Angeles, gdzie mieszka reżyser. Guillermo del Toro zgromadził tam figury przedstawiające niesamowite postaci z jego filmów, m.in. z „Labiryntu fauna”.



– To jedyna rzecz, która całkowicie mnie wyraża. Bardziej niż moje kino – mówi o kolekcji del Toro. Swoimi skarbami dzieli się z publicznością. Część eksponatów prezentowana była na wystawie, część zobaczyć mogą tylko goście filmowca.

Del Toro ma m.in. figury fauna i Bladego Mężczyznę bez oczu, Borisa Karloffa jako potwora Frankensteina i jego filmowej narzeczonej. Nie zabrakło też postaci twórców horrorów, m.in. Edgara Alana Poe, HP Lovercrafta czy reżysera Ray Harryhausen.
Tworzy, gdy szaleje burza

W Bleak House del Toro ma specjalnie przygotowany gabinet, w którym chętnie pracuje. To „deszczowy pokój”. Za jego zamarkowanymi oknami przez 24-godziny szaleje burza. – Opadam na ogromną sofę i wchodzę w trans. Piszę wtedy przez kilka godzin – opowiada del Toro.

Żeby się zrelaksować, częściej niż po książki sięga po filmy. Ma w domu dwie sale kinowe. – Filmy przemawiają do mnie silniej, bo składają się z obrazów – wyjaśnia Meksykanin. - Produkcje Del Toro, „Labirynt fauna” i teraz „Kształt wody”, cieszą się tak wielką popularnością, bo robi horrory nietypowe, które sytuują się na skrzyżowaniu gatunków. Jest mistrzem kina grozy, ale wzbogaca je wątkami romansowymi, psychologicznymi i sensacyjnymi. Jest spadkobiercą tradycji Mary Schelley, prekursorki literatury grozy, która w 1818 r. napisała powieść „Frankenstein, czyli współczesny Prometeusz” – mówi Tygodnikowi TVP dr Jachymek .

Jak podkreśla filmoznawca, „del Toro bawi się kliszami, schematami i postaciami, które wydają się już wyeksploatowane przez kulturę”, „dopisuje nowe wątki do znanych opowieści”.

– Beata Zatońska
Zdjęcie główne: Sally Hawkins jako Elisa Esposito i Doug Jones jako człowiek-płaz. Fot.Materiały prasowe
Zobacz więcej
Kultura Najnowsze wydanie
Białe kruki lecą pod internetowe strzechy
Bezcenna łacińska Biblia z VIII wieku i rękopisy Juliusza Słowackiego. Teraz najcenniejsze dokumenty Biblioteki Narodowej możemy kopiować bez ograniczeń, zmieniać i rozpowszechniać – nawet w celach komercyjnych. Oto projekt „Partimonium”.
Kultura Najnowsze wydanie
Uzależniony od Bugu i feromonów stodoły. Ze ściągawką od mamy
To już nie jest pejzaż, lecz podział świata. Dosłowny i symboliczny – bo w świetle można upatrywać pozytywów, a w ciemności – złych sił.
Kultura Poprzednie wydanie
Co wolno Polańskiemu
Czy sam talent wystarczy, żeby zrekompensować potworne skutki zbrodni?
Kultura wydanie 29.11.2019 – 6.12.2019
Osamotniony, staroświecki, dziwaczny. Poszedł dalej w ciemność…
Pod koniec życia był już na dobre i złe związany z prawicowymi tytułami, ale nigdy nie udawał zadzierżystego antykomunisty.
Kultura wydanie 22.11.2019 – 29.11.2019
Żywa Kamienica. Dla ludzi, którzy potrzebują śmiechu
To złoty czas najbardziej warszawskiego z warszawskich teatrów. Trzy premiery w trzy miesiące. Nie tylko zrozumiałym językiem, ale o ważnych sprawach.