Kultura

Morderca oswaja zło

Zabójstwa dokonane przez Karola Kota wywołały w Polsce w latach 60. psychozę strachu i przykuwały uwagę mediów, które nazwały młodego psychopatę Wampirem z Krakowa. Jego życiorys stał się inspiracją dla filmu „Czerwony pająk” Marcina Koszałki, który można zobaczyć na vod.tvp.pl. Dlaczego ludzi fascynują seryjni mordercy?

Polska produkcja z 2015 roku jest tylko luźno powiązana z życiorysem przestępcy skazanego w wieku 21 lat na śmierć i powieszonego w 1968 roku za zabójstwa lub próby zabicia osób starszych i dzieci. Według twórców filmu, scenariusz wzorowany jest także na innej miejskiej legendzie – ponoć fikcyjnej historii o Lucjanie Staniaku zwanym Czerwonym pająkiem, który miał mordować kobiety na Śląsku. Nikt nigdy jednak nie potwierdził, że taki człowiek istniał.

Mrok na ekranie

To nie jedyny polski obraz opowiadający o seryjnym zabójcy, który powstał w ostatnich latach. W 2016 roku do kin wszedł też film „Jestem mordercą” Macieja Pieprzycy, inspirowany historią Zdzisława Marchwickiego, skazanego na śmierć za zabicie 14 kobiet i usiłowanie zabójstwa kolejnych siedmiu. Wampir z Zagłębia przez sześć lat (1964 – 1970) napadał na kobiety, bił je powodując zgon, po czym „dokonywał innych czynności seksualnych z denatką”. Jednak nie zawsze.
28.11.2015
Wyrok na Marchwickim wykonano w 1977 r., tak samo jak na jego bracie Janie, za współudział w ostatniej zbrodni . Ich proces jednak od początku budził kontrowersje, a teza, że byli sprawcami morderstw, jest mocno podważana. Skazano też ich bliskich, szykanowano rodzinę. Marchwicki nie przyznał się do winy, a jako sprawcę wskazano go typując osoby odpowiadające profilowi psychologicznemu przestępcy. Milicji zależało na schwytaniu mordercy i wielkim, pokazowym procesie, bowiem jedną z ofiar była 18-letnia Jolanta, bratanica Edwarda Gierka, wtedy I Sekretarza Komitetu Wojewódzkiego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej w Katowicach.

Wypuszczono natomiast mężczyznę, który się przyznał do morderstw i popełnił samobójstwo w 1970 roku (wcześniej zabił żonę i dzieci) kilka dni po tym, jak milicja otrzymała list o treści: „To było już ostatnie morderstwo, więcej już nie będzie i nigdy mnie nie złapiecie”.



Proces budził ogromne zainteresowanie. O sprawie wiele napisano i nakręcono kilka filmów dokumentalnych (także Telewizja Polska: odcinek „Wampir z Katowic” w serialu „Paragraf 148 – kara śmierci” oraz ), w Teatrze Telewizji wystawiono również sztukę Wojciecha Tomczyka „Wampir” o kulisach śledztwa.

Do postaci Marchwickiego pojawiają się nawiązania w kilku książkach i filmach fabularnych, m.in. „Psach” (1992) Władysława Pasikowskiego i „Układzie zamkniętym” (2013) Ryszarda Bugajskiego.
Natomiast w ubiegłym roku powstała produkcja „Ach śpij kochanie” Krzysztofa Langa, opowiadająca o Władysławie Mazurkiewiczu, mordercy z lat 40. i 50. Nazwano go Eleganckim mordercą, zabijał dla zysku, trując ofiary cyjankiem potasu lub strzelając do nich z pistoletu Walther.



Długo był bezkarny dzięki przychylności prokuratorów i przekonaniu, że wykonuje wyroki jakichś wyższych mocodawców. Adwokat bronił go tezą, że jest urodzonym mordercą, a zabijał osoby niepełnowartościowe w socjalistycznym społeczeństwie. Z procesu napisano wiele reportaży, jeden popełnił nawet Marek Hłasko. O mordercy tym napisano dwie książki, ostatnią w 2015 roku Cezary Łazarewicz. Mazurkiewicza skazano na śmierć i powieszono w 1957 roku. Miał wtedy 46 lat. Przed śmiercią podobno powiedział: – Do widzenia, panowie, niedługo się spotkamy.

Ale nie tylko filmy, lecz w dużej części popkultura i – co za tym idzie – publiczność żywią się historiami o ludziach z mroczną psychiką. Prawdziwych lub wymyślonych, choć i wtedy na ogół mają oni pierwowzory w prawdziwych zbrodniarzach.

Egzystencjalny lęk

– W przypadku seryjnych morderców mamy do czynienia z dewiacją w najczystszej, skrajnej postaci. Po pierwsze to odebranie komuś życia, a zakaz zabijania jest jedną z niewielu norm występujących właściwie w każdym społeczeństwie. Po drugie jest to zło, które trudno nam zrozumieć. Jedną z cech, czasami uważaną za definiującą seryjnych morderców jest to, że popełniają zbrodnie bez racjonalnego motywu. Najczęściej ich ofiarami są osoby przypadkowe, nieznajome czy przygodnie poznane – opisuje zachowania tego rodzaju przestępców mgr Anna Lisiecka, socjolog i psychoterapeutka.
Czy można zarazić się zbrodnią? 03.12.2015
Czyny wielokrotnych morderców piętnują media. Jednak wstręt i odraza wobec nich mieszają się z pewną fascynacją, gdy te same zbrodnie, które trudno nam wyśnić w najstraszniejszych koszmarach, oglądane są na kinowym ekranie. Magnesem dla widowni okazuje się lęk i właśnie irracjonalny, a więc sprzeczny z rozumem, niedający się wytłumaczyć w żaden logiczny sposób element przestępczych działań.

Jak w przypadku Pietro Paccianiego, nazywanego Potworem z Florencji. Włoch na przełomie lat 70. i 80. zamordował kilkanaście samotnych par przebywających nocą w swoich samochodach. Zabijał swoje ofiary strzałami z pistoletu, a następnie nożem rozczłonkowywał ich ciała. Historia ta posłużyła do zbudowania postaci Hannibala Lectera, ponadprzeciętnie inteligentnego mordercy i kanibala, którego wylansowały najpierw powieści Thomasa Harrisa, a potem film „Milczenie owiec”.



– Możemy tego nie pochwalać ale rozumiemy na poziomie racjonalnym to, że ktoś morduje z zazdrości, zemsty czy dla zysku. Nie pojmujemy jednak, gdy ktoś zabija dla samego mordowania, uśmierca ludzi, którzy mu w żaden sposób nie zawinili. A gdy czegoś nie rozumiemy, to rodzi to nasz lęk, obnaża brak kontroli i wpływu. A w przypadku seryjnych morderstw jest to wyjątkowy lęk egzystencjalny przed tym, co w naszym życiu ostateczne, czyli śmiercią – tłumaczy Lisiecka.
Z pomocą przychodzi nam właśnie popkultura, która z jednej strony tłumaczy pewne mechanizmy przerażających zachowań, a z drugiej oswaja nas z nimi. Czytając medialne doniesienia na temat zbrodni można się dużo dowiedzieć o technicznej stronie morderstw, ale też otrzymać trochę informacji na temat psychologii sprawcy, taką próbę zajrzenia w głąb ludzkiej psychiki.

– Kultura od zawsze tłumaczyła niezrozumiały świat. Opowiadając o seryjnych mordercach nadal pełni podobną rolę, próbując wytłumaczyć to, co niezrozumiałe i przerażające. Przypadkowość obecna w wielu rzeczywistych zbrodniach, w popkulturze często okazuje się tylko pozorna – zauważa Lisiecka.

I tak na przykład: Norman Bates z „Psychozy” morduje, bo miał niezdrową relację z matką i nierozwiązany kompleks Edypa, Hannibal Lecter, bo przeżył traumę II wojny światowej na Litwie, a morderca z filmu „Piła”, bo umiera i chce, żeby inni docenili swoje życie.

– Obecność seryjnych morderców w popkulturze daje możliwość obserwacji, zetknięcia się ze złem w skrajnej postaci, w bezpiecznych warunkach. Możemy na ekranie kina czy telewizora obejrzeć wstrząsające zbrodnie – które nas przerażają, ale też ciekawią – siedząc bezpiecznie we własnym fotelu. Oswajamy to, do czego w świecie rzeczywistym nie chcielibyśmy się zbliżyć, ale co w nim jest i może się zbliżyć do nas – dodaje psychoterapeutka.

Małżeństwo z mordercą

Z drugiej strony popkulturowi twórcy mają skłonność do przejaskrawiania postaci seryjnych morderców. Przestępcy w filmach, książkach lub piosenkach są często inteligentniejsi i atrakcyjniejsi od ścigających ich policjantów czy detektywów. Jak choćby wspomniany kanibal Lecter, którego przedstawiono jako geniusza, niemal jako nadczłowieka. Albo niezwykle inteligentny serialowy Dexter, który zabija przestępców wymykających się wymiarowi sprawiedliwości, czy też wykształcony, bogaty i otoczony wianuszkiem pięknych kobiet Patrick Bateman z filmu „American Psycho”.

Legendarną stała się też para amerykańskich złodziei z lat 30., którzy w końcu zaczęli też mordować – Bonnie Parker i Clyde Barrow. Podobno byli w sobie szaleńczo zakochani od pierwszego wejrzenia, Bonnie była w liceum wzorową uczennicą, wygrała krajowy konkurs literacki i pisała poematy, takie jak „Historia Bonnie i Clyde’a”. Zginęli razem w 1934 roku, zastrzeleni w policyjnej zasadzce.

W 1967 r. miał premierę dramat gangsterski Arthura Penna „Bonnie i Clyde” ze słynnymi aktorami Warrenem Beattym i Faye Dunaway w rolach pary przestępców.

Podróżują przez pogrążone w kryzysie USA, formując gang. Mimo to obraz miał konwencję romantycznej powieści miłosnej, a parę zaprezentowano jako dwoje osób wykluczonych społecznie. Filmowi zarzucono pochwałę przestępstwa oraz zbytnią brutalność w scenach policyjnej zasadzki. Obraz zgarnął jednak dwa Oskary (na 10 nominacji), w tym za zdjęcia, i kilkanaście innych nagród, także Brytyjskiej Akademii Filmowej.

Historia gangsterskiej pary była też inspiracją dla reżysera Oliviera Stone’a i Quentina Tarantino, który napisał pierwotny scenariusz (potem przetworzony, uznano więc jego wkład jako materiały do scenariusza) do filmu „Urodzeni mordercy”. W przestępczą parę wcielili się tu Woody Harrelson i Juliette Lewis. A ściga ich Tommy Lee Jones.

Opowiada on o kochankach Mickey’u i Mallory Knox, podróżujących przez całe Stany Zjednoczone i dokonujących brutalnych morderstw na przypadkowych osobach. Zostawiali zawsze żywego świadka, żeby opowiedział o ich czynach. Nawet Wikipedia zauważa, że Mickey i Mallory, za sprawą śledzących ich mediów, stali się bohaterami i idolami nowej generacji.



– Nie bez powodu seryjni mordercy są często przedstawiani w formie super-antybohaterów: inteligentnych, sprytnych i wybitnie uzdolnionych, czego statystyki kompletnie nie potwierdzają, jest raczej wręcz przeciwnie. Ci antybohaterowie są tak wyjątkowi, że aż nierzeczywiści. Przechodzą do świata fikcji, a my dzięki temu trochę mniej się boimy, bo zetknęliśmy się z tym, co straszne i nic się nie stało – tłumaczy Lisiecka.

To jednak stwarza zagrożenie, że seryjni mordercy staną się nie tylko inspiracją dla twórców, lecz także dla naśladowców. Zdarzają się także przypadki chorobliwej fascynacji zbrodniarzami.
W Charlesie Mansonie zakochała się 17-latka, która po 9 latach odwiedzin postanowiła wyjść za niego za mąż. W czasie procesu Teda Bundy’ego, gwałciciela i nekrofila, salę sądową wypełniały kobiety, które wręczały mu miłosne listy. Satanista Richard Ramirez, który wkradał się do domów, gwałcił kobiety i zabijał mężczyzn, miał fanki nawet wśród członkiń ławy przysięgłych.

Taki pociąg seksualny do zbrodniarzy nazywa się hybristofilia – od greckiego słowa hybris, które oznacza pychę tak wielka, że ściąga gniew i pomstę bogów. Inaczej jest nazywana zespołem Bonnie i Clyde’a, od imion pary amerykańskich przestępców.
Zdaniem psychologów niektóre kobiety współczują przestępcom i chcą ich uratować lub nawrócić. Według Sheili Isenberg – autorki książki „Kobiety, które kochają mężczyzn, którzy zabijają” – hybristofilia występuje często u kobiet będących w przeszłości ofiarami molestowania seksualnego czy gwałtu albo znęcania się nad nimi.

Co roku w USA kilkudziesięciu morderców przebywających w celi śmierci zawiera związek małżeński. Również w Polsce najbardziej medialny zbrodniarz ostatnich lat Mariusz Trynkiewicz – seryjny zabójca i przestępca seksualny, nazwany przez prasę Szatanem z Piotrkowa – ożenił się w trakcie odsiadywania wyroku.

Dwa lata temu „karierę” w mediach zrobił Jeremy Meeks, aresztowany za członkostwo w gangu i nielegalne posiadanie broni, wielokrotnie karany i znany z brutalności. Po upublicznieniu jego wizerunku w sieci powstały fanpage z przerobionymi zdjęciami „najprzystojniejszego więźnia świata” i zyskały setki tysięcy lajków.



Czy istnieje świat bez zła?

Jak zauważa Anna Lisiecka, rysując postacie seryjnych zabójców i przedstawiając ich zbrodnie twórcy uświadamiają i przypominają swym odbiorcom o nieuchronności ludzkiego losu.

– Nowoczesna medycyna, różne zdobycze technologii dają nam złudne poczucie bezpieczeństwa i kontroli nad tym, kiedy umrzemy. Seryjni mordercy, którzy w masowej wyobraźni zabijają przypadkowo i bezwzględnie, często też zadając ogromny ból, przypominają nam, że śmierć jest nieuchronna, a jej wybory są dla nas niezrozumiałe i niejasne i mamy na nie mały wpływ – przekonuje terapeutka. Mordercze historie to dla popkulturowych autorów także powód i okazja do rozważań nad kondycją współczesnego świata. – Opowieści o seryjnych mordercach dają twórcom możliwość odpowiedzi na dwa niezwykle ważne pytania: skąd się bierze zło i dobro, a także czy możliwy jest świat, w którym nie ma zła? – stwierdza socjolog.

Ziemskiego wyjaśnienia pierwszego problemu pewno nigdy nie będzie. Zaś odpowiedź na drugie pytanie jest powszechnie znana: niestety nie.

– Jakub Gralik
Zdjęcie główne: Kadr z filmu „Czerwony pająk” Marcina Koszałki. Na zdjęciu Adam Woronowicz, odtwórca roli seryjnego zabójcy. Fot. arch. TVP
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.