Cywilizacja

Olimpijski spokój i atomowy strach

Nad stadionem w Pjongczang właśnie zapłonął znicz zimowych igrzysk. Czy uniwersalne wartości ruchu olimpijskiego są w stanie choć na chwilę zbliżyć do siebie dwa państwa koreańskie, a uwagę całego świata odwrócić od głowic jądrowych? To piękna bajka o zjednoczeniu ze sportem w tle, w którą wierzą dziś tylko światowe media.

Wspólny przemarsz reprezentantów Korei Północnej i Południowej, który oglądaliśmy w trakcie otwarcia tegorocznych zimowych igrzysk, nastąpił dzień po militarnej manifestacji organizowanej 8 lutego przez Północ w związku z 70-leciem powołania przez Kim Ir Sena Koreańskiej Armii Ludowej. Tej samej, która w 1950 roku rozpętała wojnę i spowodowała śmierć prawie 1,5 miliona ludzi.

Czy koreańscy bracia z Północy mają dwie twarze? Z jednej strony wykonują pojednawcze gesty i przyjmują zaproszenie do występu pod olimpijską flagą, a z drugiej – nadal prężą muskuły swojego militarnego arsenału.

Justyna Szubert-Kotomska już od listopada relacjonowała dla Telewizji Polskiej przygotowania państwa – gospodarza do największej w tym roku sportowej imprezy świata. Raport z Korei mogliśmy oglądać w specjalnym programie przedolimpijskim „Halo, tu Pjongczang”, który nadal będzie można śledzić w trakcie Igrzysk na antenie TVP1 i platformie vod.tvp.pl.
Halo, tu Pjongczang (odc. 5): igrzyska w cieniu wojny
– Droga do zjednoczenia istnieje: 175 kilometrów dwupasmowej trasy prowadzi ze stolicy Korei Południowej do stolicy Korei Północnej, przez najpilniej strzeżoną granicę na świecie – opisuje korespondentka TVP z olimpijskiego Pjongczang. – Jednak dialog międzykoreański nigdy nie był sprawą łatwą, to dwa odległe od siebie światy. Obie Koree zupełnie już do siebie nie pasują – dodaje.

30 lat temu Korea Północna zbojkotowała udział w letnich igrzyskach w Seulu, choć jej uczestnictwo i tak stało pod znakiem zapytania po zamachu terrorystycznym na samolot Korean Air. Ładunki wybuchowe podłożyła w nim dwójka agentów z Północy. Zginęło 115 osób.

Trzeba było 12 lat, aby sportowcy dwóch państw po raz pierwszy wystąpili razem w trakcie otwarcia igrzysk – w Sydney.
15 września 2000. Dwie koreańskie drużyny olimpijskie idą razem pod tą samą flagą w geście pojednania podczas ceremonii otwarcia Igrzysk Olimpijskich w Sydney na Stadionie Olimpijskim w Homebush Bay. Fot. Getty Images/ Jed Jacobsohn/Allsport
Tego rodzaju gesty, choć pięknie się prezentują w światowych mediach, to ich znaczenie w politycznej rozgrywce jest znacznie mniejsze. W trakcie piłkarskich mistrzostw świata w 2002 roku, organizowanych wspólnie przez Koreę Południową i Japonię, marynarka Północy doprowadziła do morskiej konfrontacji koło wyspy Yeonpyeong. Zginęło w sumie 19 marynarzy z obu stron. Kilka dni po zbrojnym incydencie piłkarze Korei Południowej awansowali do półfinału mundialu, osiągając czwarte miejsce i największy sukces w historii koreańskiego sportu.

Opowieści karane śmiercią

Dziś świat śledzi z zapartym tchem nuklearne napięcie pomiędzy reżimem Kimów a Waszyngtonem, obserwując bacznie Twittera. Prezydent USA i przywódca KRLD Kim Dzong Un przerzucają się groźbami. Wnuk Kim Ir Sena grozi Stanom Zjednoczonym użyciem broni atomowej, zaś Donald Trump deprecjonuje jego potencjał jądrowy kpiąc, że amerykański przycisk atomowy ma większą moc i naprawdę działa.

Co prawda światowe agencje obiegło wideo z nieoczekiwanego spotkania obu przywódców w Pjongczang i przyjacielskiego uścisku dłoni. Nieformalna rozmowa – jak relacjonowali – dotyczyła pokoju i współpracy obu Korei. Niestety, było to tylko spotkanie sobowtórów Donalda Trumpa i Kim Dzong Una, atrakcja dla turystów. W prawdziwej polityce długo jeszcze poczekamy na przyjazne gesty i rozmowy na najwyższym szczeblu.
Donald Trump i Kim Dzong Un w Pjongczang – uścisk dłoni sobowtórów. Źródło: Reuters
Mimo to wiele osób, mediów i nawet polityków wierzy, że od dziś nad półwyspem zapanuje olimpijski spokój. Przynajmniej do 25 lutego, gdy szef Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach wypowie oficjalną formułą uznającą igrzyska za zamknięte, po czym zaprosi „młodzież całego świata” do udziału w kolejnej zimowej rywalizacji w 2022 roku w Pekinie.

W trakcie 17 dni sportowej rywalizacji na arenach zlokalizowanych w górach Taebaek zobaczymy 22 sportowców z Północy. Obok 12 zawodniczek wspólnej reprezentacji w kobiecym hokeju na lodzie, także reprezentujących swój kraj łyżwiarzy figurowych, trzech narciarzy alpejskich, biegaczy na nartach i zawodników short-tracka.

Mówi się, że nikt z tej ekipy nie ma szansy na ucieczkę i zostanie na Południu. W podobnych okolicznościach, z rozmaitych imprez sportowych, uciekali kiedyś sportowcy kubańscy. Koerańczycy nie mają opcji, by niezauważenie zatrzasnąć za sobą bramę reżimu. Tajemnicą poliszynela jest także to, że za opowiedzenie rodzinie czy znajomym, jak naprawdę wygląda życie w kapitalistycznym Seulu czy Pjongczang, sportowcom grozić będzie wieloletni pobyt w obozie pracy lub nawet kara śmierci.

Już pierwsze treningi gości z Północy wywoływały duże zainteresowanie miejscowych mediów, zwłaszcza że do sportowców dołączył zespół chearleaderek. Ekipa jest traktowana jak egzotyczna ciekawostka.
Halo, tu Pjongczang (odc. 9): piękne krajobrazy i zawstydzeni Koreańczycy
Sport, czyli wojna minus strzelanie

Ruch olimpijski nigdy w swej historii nie potrafił się odseparować ani od sfer biznesu, ani od wielkej polityki, o czym w poprzednim wydaniu Tygodnika TVP mówili Jan Sowa, socjolog i kulturoznawca oraz Krzysztof Wolański, filozof .

Igrzyska olimpijskie często były wykorzystywane do podgrzewania narodowych antagonizmów, a także nacjonalistycznej manifestacji. Ceremonia otwarcia igrzysk w Berlinie w 1936 roku była demonstracją siły nazistowskich Niemiec, a trzy lata później Adolf Hitler rozpętał wojnę światową.

Tak zwana zimna wojna, która od 1947 aż do lat 90. trwała między blokiem komunistycznym i krajami Zachodu, powodowała wzajemne bojkoty. Najpierw USA i część państw zachodnich nie pojechały na igrzyska do Moskwy w 1980 roku, wyrażając tym sprzeciw wobec interwencji ZSRR w Afganistanie. Sowieci zrewanżowali się cztery lata później, nie wysyłając swojej reprezentacji (a wraz z nią sportowców z większości państw bloku wschodniego) do Los Angeles. Oficjalnie dlatego, że zawodnikom nie zapewniono bezpieczeństwa, dobrych warunków pobytu, a także z obawy przed smogiem.

Od Marksa do Neymara

Pierre de Coubertin był rasistą. A olimpiady zostały zawłaszczone przez perwersyjną hybrydę partnerstwa publiczno-prywatnego – mówią Jan Sowa, Krzysztof Wolański, autorzy książki „Sport nie istnieje”.

zobacz więcej
Jednak trzeba przyznać, że to właśnie sport potrafił uczynić wąską szczeliną w murze dzielącym świat na dwa obozy. W roku 1972 stosunki chińsko-amerykańskie ociepliły się po tym, gdy Mao Zedong zaprosił pingpongistów z USA na mecz ze sportowcami zza Wielkiego Muru. A już rok później doszło do historycznej wizyty prezydenta Stanów Zjednoczonych Richarda Nixona w Państwie Środka.

Piłeczka pingpongowa (chińskiej produkcji) roztacza chyba jakiś czar, bowiem tenis stołowy połączył także podzielony naród koreański. Oba państwa wystawiły wspólną reprezentację na mistrzostwach świata w roku 1991, a połączona drużyna kobieca zdobyła złoty medal pokonując w finale Chiny. Wzruszająca historia sportowa z polityką w tle została zekranizowana w południowokoreańskim filmie „Ko-ri-a” (wersja angielska pt. „As one”, polska – „Jak jedno”).
George Orwell – mawiając po II wojnie światowej, że sport to zawsze „wojna minus strzelanie” – nie zdawał sobie sprawy, że 70 lat później igrzyska, rozpoczynające się właśnie w Korei, mogą być pierwszymi, które zbliżą państwa znajdujące się formalnie w stanie wojny. W świat wysłano romantyczny komunikat o pierwszej w historii wspólnej reprezentacji olimpijskiej i przełamaniu lodów dzięki igrzyskom 2018.

Na jak długo? Groźba konfliktu jądrowego i obawy krajów wysyłających do Pjongczang swoje reprezentacje przynajmniej na kilkanaście dni zostają zastąpione emocjami wywołanymi rywalizacją w sportach zimowych. Co dalej? Prezydent Korei Południowej Moon Jae-in już ponad pół roku temu sugerował, że FIFA mogłaby podjąć decyzję o wspólnej organizacji mundialu przez oba państwa koreańskie w roku 2030 r. Dziś jednak ta propozycja wydaje się mocno przedwczesna.

Hokeistki... pozostawione na lodzie

Inicjatywy zbliżenia wychodzą jak dotąd zawsze z południowej strony. Choć sport traktuje ona jak pierwszą sferę współpracy, to wzdłuż 38 równoleżnika nadal istnieje przecież, nieprzerwanie od 65 lat, strefa zdemilitaryzowana, a między krajami jedynie stan rozejmu, nie zaś formalnego pokoju. Z Północy na Południe uciekają wciąż ludzie, często pod gradem kul wartowników.
Niestety wspaniały gest włączenia „sióstr” z Północy do reprezentacji hokeistek Korei Południowej wywołał w kraju organizatora efekt odwrotny od zamierzonego. Opinia społeczna w Seulu nie przyjęła tej decyzji rządu ze zrozumieniem. Zwłaszcza, że przyjęcie 12 zawodniczek północnokoreańskich oznaczało usunięcie z kadry takiej samej liczby własnych reprezentantek, już od dwóch lat przygotowujących się do występu na olimpiadzie.

Rodaków, a przede wszystkim rodaczki, wzburzył premier Korei Południowej Lee Nak-yon. Stwierdził, że decyzja o zaproszeniu zawodniczek zza strefy zdemilitaryzowanej nie robi nikomu krzywdy, gdyż reprezentacja kobiet i tak nie miałaby szansy na medal.

Sprawa nabrała w ten sposób kolejnego wymiaru – stała się zadrą i istotnym argumentem dla środowisk walczących o równouprawnienie. Nikt nigdy nie zaproponował, aby połączyć reprezentację męską, która na igrzyskach zmierzy się m.in z broniącymi olimpijskiego złota Kanadyjczykami. W efekcie symboliczny, zdawałoby się, gest polityka Korei Pd. przyniósł mu nieoczekiwany spadek poparcia w sondażach opinii publicznej.

Nie chcą ubogich krewnych?

Wizja zjednoczenia obu państw nie jest dla Koreańczyków z Południa tak oczywista, jak dla ich przywódców. Wzorcowy azjatycki tygrys, potęga globalnych koncernów, produkująca najbardziej zaawansowane technologicznie urządzenia na świecie, ma na Północy zbyt ubogą „siostrę”, co w przypadku połączenia – w opinii obywateli – mogłoby zagrozić ich interesom. Różnica rozwoju gospodarczego i społecznego między Koreami jest znacznie większa niż była między podobnie podzielonymi Niemcami Zachodnimi i Wschodnimi.
Halo, tu Pjongczang (odc. 3): szybko i nowocześnie. Koreańczycy zachwycają świat
Totalitaryzm północnokoreański to nie tylko piekło politycznego zamordyzmu, ale także jeden z najniższych poziomów życia na świecie. Ostatnia spektakularna ucieczka północnokoreańskiego żołnierza wstrząsnęła opinią publiczną nie tylko dlatego, że zaprezentowano film z dramatycznego pościgu. W jego ciele znaleziono pasożyty, które powodują poważne choroby u mieszkańców Północy. To skutek nawożenia pól uprawnych ludzkimi odchodami i zamkniętego cyklu rozwoju pasożytów w układzie pokarmowym znacznej części populacji.

– Nie chciałam mieszkać w kraju, w którym każdy podlega indoktrynacji – mówi jedna z rozmówczyń programu „Halo, tu Pjongczang”, która uciekła z Korei Północnej 20 lat temu. Teraz prowadzi muzeum reżimu, ukazujące prawdziwe warunki życia na północ od granicy. – Kim Ir Sen stworzył kult jednostki, który wyprał mózgi trzem pokoleniem. Codziennie mówiono mi, że jest moim dziadkiem, a jego syn moim ojcem – wspomina.

Zdjęcia umieszczone w muzeum pokazują północnokoreańską rzeczywistość w półmroku, bowiem prąd w kraju Kimów jest dostarczany do prywatnych mieszkań tylko przez kilka godzin dziennie. Natomiast Korea Południowa od lat świeci blaskiem jednego z najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw globu. Tylko na ultraszybką sieć kolejową, którą w niespełna dwie godziny będzie można dojechać z Seulu do olimpijskiego Pjongczang, kraj wydał 4 miliardy dolarów. Już w tym roku telefonia GSM będzie tam oparta o sieć 5G, zapewniającą błyskawiczny transfer danych na urządzeniach mobilnych. Przekaz telewizyjny z aren olimpijskich będzie produkowany w technologii Ultra HD. – Członkowie tego samego narodu nie mogą się nawet zgodzić co do nazwy państwa czy swojego języka. Koreańczyków dzieli na przykład slogan „Hell Joseon”. „Joseon” to dawna nazwa Korei, obecnie używana tylko na Północy – opowiada Telewizji Polskiej o głębokich podziałach na półwyspie dr Daniel Pinksto, mieszkający w Seulu specjalista ds. północnokoreańskich z Uniwersytetu w San Diego. – Dzieli ich również strefa czasowa. Korea Północna zmieniła swoją o 30 minut. Pekin dzieli od Seulu jedna godzina, pomiędzy nimi jest północna Korea ze swoją własną strefą – dodaje.

Ostatnie badania opinii publicznej przeprowadzone na Południu wyraźnie studzą zapał entuzjastów pojednania. Zwłaszcza wśród najmłodszego pokolenia, 20-letnich Koreańczyków, ponad 70 proc. jest zdecydowanie przeciwnych połączeniu obu państw.

– 30 lat temu, na koniec zimnej wojny, gdy zmarł Kim Dzong Il, wszyscy uważaliśmy, że zjednoczenie jest na wyciągnięcie ręki. Wierzyliśmy, że reżim z Północy upadnie tak samo, jak upadały państwa bloku komunistycznego – mówi dr Lee Sang-Sin z Koreańskiego Instytutu Zjednoczenia Kraju.

Dynastia Kimów jednak panuje do dzisiaj.

– Cezary Korycki
23.09.2017
Zdjęcie główne: Północnokoreański prom Mangyongbong-92 z 140-osobową orkiestrą zbliża się do portu w Donghae, Korea Południowa, 6 lutego 2018 r. Fot. REUTERS / Kim Hong-Ji4. Fot. REUTERS/Issei Kato
Zobacz więcej
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Między Chrystusem a Antychrystem
Europa rozwinęła kulturę, która wyklucza Boga. Czy moralność zanika, a Zachód się kończy?
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Putin wojnę zaczął. Kto ją skończy?
Kremlowskie frakcje toczą cichą walkę o przejęcie władzy po śmierci prezydenta.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Zając też człowiek
Czasem zawodnik nie chce dobiec do mety. Rzecz niby absurdalna, lecz w realu logiczna.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Kopenhaskie morderstwa. Kto zabił Stinę i Anette?
Ktoś musi wiedzieć….
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Odkrycie XX wieku, które jest obciachem. Kiedy plastik zniknie?
Powoduje częstsze choroby Hashimoto, nowotwory, niepłodność, otyłość i m.in. cukrzycę typu II.