Felietony

Co się stało z Horubałą?

Andrzej Horubała przybrawszy postać wyniosłego arbitra ponad miernotami ukazał zdumionym czytelnikom, jak odrywa się od rzeczywistości. Stąd niniejsza przyjazna próba przywołania go do ziemi. Andrzeju, wracaj!

Andrzej Horubała w roku 2005 jako reżyser programu "Lekka jazda Mazurka i Zalewskiego". Z prawej Robert Mazurek, z lewej Igor Zalewski. Fot. TVP/Jan Bogacz
Mój ulubiony krytyk wszech-sztuk Andrzej Horubała przejechał się był straszliwie po Teatrze Telewizji Polskiej, z trudem przywracanym do życia w TVP1 przez ludzi dobrej woli i dobrych koneksji ( „Nienawidzę Teatru Telewizji”, DoRzeczy 29 stycznia – 4 lutego 2018). Zarzucił ekipie przestarzałe środki wyrazu a widzom poradził – chcecie zobaczyć teatr, to kupcie sobie bilet na prawdziwe przedstawienie.

Wyniesione sferę archetypu

Kupcie sobie bilet? A kiedy widz mieszka 300 km od poważnego teatru, co wtedy? A jeśli brak mu pieniędzy na bilet teatralny i kolejowy albo na benzynę do starego auta? A jeśli nawet ma pieniądze, lecz nie ma zwyczaju chodzenia do teatru i trzeba go dopiero pozyskać dla jednej z najstarszych sztuk? Mamy porzucić tych ludzi, gdyż nie dorośli do kultury i zasobności krytyka, któremu – jak sądzę - redakcja refunduje bilety i wyjazdy? W swym szaleństwie rzucił się nawet na znakomity spektakl Teatru TVP „Listy z Rosji”, chwalony przez wszystkich. Jemu nie podoba się, bo teksty wydała podziemna oficyna Krąg za komuny 30 lat temu i wtedy żeśmy się uraczyli. Cóż to za argument! Niedawno obchodziliśmy 400 lecie śmierci Szekspira, więc mamy go nie grać?

Są takie arcydzieła, których diagnozy świata nie starzeją się. Należą do nich listy markiza de Custine. Ten ambasador Francji ujrzał i uchwycił ducha wiecznej Rosji. Dlatego mamy dreszcze, gdy porównujemy je ze współczesnością. I dlatego warto, żeby poznały je pokolenia, które urodziły się w wolnej Polsce. A umowna scenografia „Listów …” wyniosła widowisko w sferę archetypu, który jak wiadomo, jest ponadczasowy.
Horubale nie podoba się anachroniczny jego zdaniem warsztat reżysera Wawrzyńca Kostrzewskiego. Doradza jakieś projekcje, gadżety i internety, ten cyrk współczesnego teatru polskiego. Hola, hola, nie tak prędko! Teatr jest sztuką słowa mówionego i aktora. Zaś teatr telewizji jest najbliżej człowieka, ponieważ używa zbliżeń i pozwala uważnie wysłuchać, co mówi postać do postaci. Może okazać się ostoją humanizmu, gdy człowiek staje się przystawką technologii.

Gombrowicz ciągle współczesny

Nie wolno poddawać się bez walki, trzeba reagować. Niechże Teatr TV będzie sztuką warsztatowo reakcyjną a postęp zostawmy szamanom w ciemnych salach.

Gniew krytyka wzbudziła inscenizacja „Biesiady u hrabiny Kotłubaj” według Witolda Gombrowicza, oraz dyskusja po spektaklu na temat „Gombrowicz a sprawa polska”, z udziałem niżej podpisanego, Jakuba Moroza i gości programu „Tanie Dranie”: reżysera widowiska Roberta Glińskiego i Dariusza Gawina. Ma za złe, że z rozmowy wynika ocena Gombro „trochę tak a trochę inaczej”.

A przecież Gombrowicz taki właśnie jest. Unika zamknięcia siebie w stałych ramach i to samo doradza czytelnikom. Dlatego jest ciągle współczesny, bo żyjemy czasach przemiany nie tylko narodu polskiego ale i rodzaju ludzkiego. Mamy więc zafałszować jego obraz, albo potępić za liczne transgresje, kiedy występek stał się normą, a nie przekroczeniem?
Gombrowicz a sprawa polska
Na pytanie, „co się stało z Horubałą?” jedną widzę odpowiedź. Dostał zawrotu głowy od sukcesu. Wyszedł zbiór jego tekstów z ostatnich lat „Byliśmy tacy zakochani”. I widać dowodnie, jak znakomitym jest krytykiem. Przedstawia siebie jako „zgreda” i „katola” ujmując w autoironiczny nawias. To mu pozwala walić czytelników po oczach ocenami uprzedzając sprzeciw: niby czego się spodziewaliście? Minek przymilnych i układnych pochrząkiwań?

Z pozycji katola

Ale oceniając zjawiska z pozycji twardego katolika pozbawia się moim zdaniem głębszego oddechu. Jest bardzo inteligentny i erudycyjny, trafny jednak raczej w ocenach bieżących. Nie ma krztyny dobrego słowa dla feministek, jest homofobem, co mu nie przeszkadza chwalić twórców gejów, gdy mają dobry warsztat. Ale nie widzi ich w perspektywie przemiany rodzaju ludzkiego, którą powoduje technologia. Ten ojciec wielodzietny nie dopuszcza myśli, że tradycyjna rodzina może być przestarzała.
Andrzej Horubała (na zdjęciu z prawej, z Pawłem Lisickim i Piotrem Gabryelem) jest jednym z twórców i wiceszefem tygodnika "Do Rzeczy", na którego łamach opublikował tekst pt. "Nienawidzę Teatru Telewizji". Fot. PAP/Barłomiej Zborowski
Horubała daje wyraźną kreację krytyka jako opoki, co sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem. Jako twór literacki jest świetny. Erudyta i znakomity stylista stał się artystą wśród krytyków. Niby opoka, ale ucałowany przez muzę poczuł prawo do rozkosznego wzlotu. A przybrawszy postać wyniosłego arbitra ponad miernotami ukazał zdumionym czytelnikom, jak wyrafinowany skandalista odrywa się od rzeczywistości. Stąd niniejsza przyjazna próba przywołania go do ziemi. Andrzeju, wracaj!

– Krzysztof Kłopotowski

Program Krzysztofa Kłopotowskiego i Jakuba Moroza „Tanie dranie” od marca w TVP1
Zdjęcie główne: "Biesiada u hrabiny Kotłubaj” według Witolda Gombrowicza miała premierę w Teatrze Telewizji 15 stycznia 2018 r. Za zdjęciu odtwórcy głównych ról: Barbara Krafftówna, Piotr Adamczyk oraz Anna Polony. Fot. TVP/Jan Bogacz
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Nawalny to żaden liberał
Polak, który powiedziałby to co on, byłby uznany za „ruskiego agenta”.
Felietony Najnowsze wydanie
Umiał się wczuć w emocje złodziei. Hojnie go za to obdarowali
Był skłopotany i wtedy panowie powiedzieli: – Prosimy, niech się pan nie przeraża. Te rzeczy są kradzione, ale w Berlinie.
Felietony Najnowsze wydanie
Celebrował trzy czynności: rozmowę, rysowanie i parzenie herbaty
Mieszał gatunki, zieloną i czarną, wyparzał czajniczki. Znał niesłychaną liczbę języków. A pół pokoju poza rysunkami to były książki.
Felietony Najnowsze wydanie
Pytania
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Do wytępienia
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.