Historia

Słuchali tych przebojów aż do zarysowania „winyla”

Nie będzie nadużyciem stwierdzenie, że „Dyskoteki Pana Jacka” nie byłoby bez Agnieszki Osieckiej. Nie będzie, bo gdyby nie ona, Jacek Cygan nie zacząłby pisać tekstów piosenek dla dzieci. Ten wspominany z sentymentem projekt muzyczny powstał 30 lat temu.

A zaczął się od jednego telefonu. Był rok 1984. Osiecka tworzyła teksty na płytę Majki Jeżowskiej, powstała już piosenka „A ja wolę moje mamę, co ma włosy jak atrament”. Ale nie szło jej tak, jakby chciała. W desperacji poetka zadzwoniła do Cygana.

– W krótkich, uroczo szczerych słowach oznajmiła, że jest w stanie napisać teksty na jedną stronę płyty, a ja muszę zrobić drugą. Kiedy zacząłem protestować i tłumaczyć, że nie piszę dla dzieci, stwierdziła, że nie mam wyjścia, bo jej się nie odmawia – opowiada późniejszy autor „Dyskoteki”.



Chdziło rzecz jasna o starą, dobrą, płytę winylową, tak zwany logplay. CD zostały co prawda dwa lata wcześniej zaprezentowane na Zachodzie przez holenderskie wytwórnie płytowe, ale w szarej, socjalistycznej rzeczywistości PRL-u krążki kompaktowe były pieśnią dalekiej przyszłości. Na dobre zagościły w domowych fonotekach dopiero w III RP, w latach 90., a pierwszej profesjonalnie wydanej CD doczekała się dopiero w 1988 roku Urszula i Budka Suflera.

„Rusza jak muzyczna rzeka
Dyskoteka Pana Jacka!”


Gdy Jacek Cygan zaczynał pisać piosenki dla Majki Jeżowskiej, wciąż królowały zatem gramofony i magnetofony kasetowe, nie odtwarzacze CD. Gdy ruszył z „Dyskoteką Pana Jacka”, większość młodych fanów słuchała jego utworów aż do porysowania „winyla”, czy też wciągnięcia taśmy w „magnecie” i potem – w „Kajtku”, czyli pierwszym „przenośnym odtwarzaczu kasetowym” wyprodukowanym przez Radiowe Zakłady im. Kasprzaka w Warszawie w 1987 roku. Wersja eksportowa miała nazwę „Walker”. Zachód swego pierwszego walkmena dostał osiem lat wcześniej, w 1979 r.
No, ale póki co w naszej historii mamy rok 1988 i upadający dopiero PRL, wtedy to Jacek Cygan zaczął być kojarzony z piosenkami dla dzieci. Napisał je nie tylko dla znanych artystów, jak Seweryn Krajewski, ale też dla wschodzących, jak Krzysztof Antkowiak i Magda Fronczewska. Śpiewające z dorosłymi dzieci budziły bowiem coraz większą ciekawość.

Poranny program dla najmłodszych nadawany przez telewizję publiczną w każdą niedzielę, czyli „Teleranek”, przyznał Cyganowi nagrodę za twórczość dla dzieci. Były już wtedy takie piosenki, jak „Zakazany owoc”, „Laleczka z saskiej porcelany”, „Za mały” czy „Przyjaciel wie”. I znała je cała Polska.

– Długo myślałem nad tym, w jakiej formie tę nagrodę należy odebrać, czy mam wyrecytować teksty tych piosenek, a może o nich opowiedzieć. W pewnym momencie przyszedł mi do głowy pomysł, że najlepszą formą prezentacji piosenek będzie dyskoteka, a zaraz potem wymyśliło mi się hasło: „Dyskoteka Pana Jacka” , ale czytane wówczas z angielska, a więc „Dyskoteka Pana Dżeka” – wspomina Cygan.

Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Mieli swój blok w „Teleranku”.
– Po tych telewizyjnych dyskotekach z udziałem najmłodszych artystów, narodził się kolejny pomysł. Zawsze strasznie mi było żal tych dzieci, które w sylwestra odstawiane są na boczny tor, bo rodzice szykują się na bal. Wymyśliłem więc pierwszą „Sylwestrową Dyskotekę Pana Jacka”. Poszedłem z tym do telewizji, kupili. Emitowana tuż po „Teleexpresie” miała ogromną oglądalność, z tego co pamiętam jakieś osiem milionów widzów – opowiada.

„Laleczka z saskiej porcelany
Twarz miała bladą jak pergamin”


Jacek Cygan uważał, że piosenki dla dzieci należy robić tak jak dla dorosłych, tylko lepiej. Dlatego zaprosił do współpracy najlepszych polskich kompozytorów, takich jak Krzesimir Dębski, Stanisław Sojka, Marek Bychawski, Rafał Paczkowski i oczywiście Majka Jeżowska, która była w „dyskotekowym projekcie” od samego początku.



Piosenki zaczęły więc trafiać nie tylko w muzyczne gusta najmłodszych, ale i ich rodziców, którzy coraz liczniej przychodzili ze swoimi pociechami na koncerty organizowane w całej Polsce. Występujący podczas nich młodzi wykonawcy mieli rzesze fanów.

Jednym z owych młodych zdolnych był Krzysztof Antkowiak.
– Mając 13 lat wystąpiłem w Koninie na festiwalu piosenki dziecięcej. W czasach dla niektórych zapewne prehistorycznych, bo w 1986 roku, wygrałem ten koncert, śpiewając piosenkę Lionela Richie „Hello”. Krzesimir oglądał mnie w telewizji, powiedział Jackowi, że jest taki jeden małolat, który fajnie śpiewa i fajnie byłoby z nim współpracować. On mnie znalazł i tak się zaczęło – wspomina.

„Zakazany owoc dumnie krąży mi nad głową
Zakazany owoc marzeń ciemnych tabu”


Zapamiętał trasę koncertową z „Dyskoteką” nie jako ciężką pracę, ale dobrą zabawę dla nastolatka. Jego wykonanie piosenki „Zakazany owoc”, w tym nagroda na Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu sprawiły, że stał się obiektem westchnień nastolatek.



– Potrafiliśmy jeździć i grać nawet przez półtora miesiąca. Przychodziło nas zobaczyć bardzo dużo ludzi. Amfiteatry, sale koncertowe, czy teatry były zawsze wypełnione po brzegi. Wszyscy razem z nami śpiewali te piosenki, ale Jacek zawsze starał się wplatać w repertuar coś premierowego – opowiada Antkowiak.

Najbardziej zapamiętaną przez niego piosenką z „Dyskoteki” była kompozycja „Dłonie”, którą wszyscy razem śpiewali podczas finału koncertów.
– Bawiliśmy się nią. Zmienialiśmy układ zwrotek, kolejność wykonawców. Gdy śpiewaliśmy refren „Na raz, na dwa, świat za uszy dziś złap” wszyscy razem z nami śpiewali i klaskali. Młodsi, starsi, to było niesamowite – mówi Antkowiak.



„Na raz, na dwa
Dość już tego człap, człap
Więc weź się w garść
Ramion bramą wybiegnij w świat”


Wśród małych gwiazd „Dyskoteki” były również siostry Magda i Kasia Fronczewskie, córki Piotra Fronczewskiego, a także Ania Stawieraj i Kasia Zdulska – laureatki festiwalu w Koninie – oraz Karolina Gruszka.

– Wypatrzyłem ją podczas przedstawienia Teatru Muzycznego „Pantera”. Tańczyła w jakimś trzecim rzędzie, przez nikogo niedostrzeżona, a ja zauważyłem w niej ogromny talent. Wkrótce okazało się, że nie tylko jest muzykalna, ale także fantastycznie mówi – wspomina tę ostatnią Cygan.



Podczas nagrywania „Dyskoteki” dla telewizji wśród dzieci na widowni siedział Wojciech Sosnowski, znany dziś fanom hip-hopu jako raper Sokół.
– Bardzo chciałem zobaczyć, jak wygląda telewizja od środka i poprosiłem tatę, który wtedy pisał teksty dla Papa Dance, żeby mi ją pokazał. Zabrał mnie za kulisy programu „Dyskoteka Pana Jacka”, a że mieli za mało dzieciaków, to wzięli mnie na nagranie i kazali pstrykać palcami, podczas gdy Krzysztof Antkowiak i Jarosław Bułka wykonali przepiękny, epicki utwór „Przyjaciel wie”. Nie do opisania – wspominał po latach.



Lider pierwszego polskiego boysbandu Papa Dance, czyli Paweł Stasiak, też pojawił się wśród dorosłych wykonawców występujących w „Dyskotece” z dziecięcymi gwiazdami. Jak i artyści z zupełnie innych nurtów muzycznych, takich jak jazz: Anna Jurksztowicz czy Stanisława Sojkę z synem Kubą.

– Wprowadzaliśmy różne gatunki muzyczne: acid jazz, funk, ja sam nawet rapowałem. Zawsze staraliśmy się śpiewać na żywo, co wówczas wcale nie było takie oczywiste – śmieje się Cygan.

„Za mały, za mały
W głowie ma migdały
Niebieskie jak sprany dżins”


Ogromna popularność sprawiła, że piosenki śpiewane na koncertach zostały wydane w formie trzech albumów. Najpierw na wspomnianych wcześniej winylach i kasetach magnetofonowych, potem – w latach 90. – na płytach kompaktowych.


Charakterystyczną okładkę z kolorowych liter skomponował Andrzej Pągowski, legendarny autor ponad tysiąca plakatów zapowiadających sztuki teatralne, filmy i festiwale. Teraz, po 30 latach, wytwórnia płytowa Universal postanowiła wznowić płytę.

– To była ich inicjatywa, Chcieli w ten sposób przypomnieć tę naszą fajną i – jak myślę – bardzo udaną pracę i zabawę! Do dziś spotykam dorosłych już ludzi, przeszło trzy pokolenia osób, które się na tych piosenkach wychowały. Często pytają mnie, czy jest szansa na to, aby nastąpiła jakaś reaktywacja – śmieje się Cygan.



Nie da się ukryć, że „Dyskoteka Pana Jacka” nie tylko była fenomenem i zyskała dziś miano „kultowego projektu”, ale też stałą się niezwykłą kuźnią talentów.

– Jak to w życiu: jedni wybrali drogę artystycznej kariery, a inni z niej zeszli. To nie zmienia jednak faktu, że przyjaźnimy się i mamy ze sobą kontakt do dziś – podkreśla Cygan.

– Anna Bartrosińska

Śródtytuły pochodzą z piosenek „Dyskoteki Pana Jacka”
Zdjęcie główne: Opole, 1988. Krajowy Festiwal Polskiej Piosenki. Jacek Cygan i Krzysztof Antkowiak. Fot. PAP/Krzysztof Świderski
Zobacz więcej
Historia Najnowsze wydanie
Czy nadchodzi wojna światowa? Pamiętajmy o historii
Entuzjaści geopolityki znów snują apokaliptyczne scenariusze.
Historia Najnowsze wydanie
W Wannsee zamiast „zagłada Żydów” mówiono „ewakuacja”
Większość z tych nazistów po wojnie żyła spokojnie w RFN jako adwokaci, biznesmeni, aż do naturalnej śmierci.
Historia Najnowsze wydanie
Szkoły nie tylko dla szlachty, opera nie tylko dla króla
Współczesna historiografia dowartościowuje znaczenie i jakość jezuickiego kształcenia.
Historia Poprzednie wydanie
Synku, gdzie jesteś?
Szukali go 45 lat. Był zaledwie kilka kilometrów od rodzinnego domu...
Historia Poprzednie wydanie
Sto tysięcy procent przesady
Mickiewicz jest „brudny, karczemny” – pisał Koźmian. Ich spór to przestroga przed zacietrzewieniem.