Felietony

Infantylizm „Tygodnika Powszechnego”

Arcybiskup Marek Jędraszewski zasugerował, że przedstawiciele „Kościoła otwartego” mają kłopot z katolicką tożsamością, ponieważ traktują ją jako swoiste ograniczenie, które zamyka ich na inne wyznania i światopoglądy.

Okazją do podjęcia po raz kolejny tematu odebrania „TP” przymiotnika „katolicki” stało się powołanie w roku 2017 arcybiskupa Marka Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego. Ów hierarcha uchodzi za przedstawiciela tego skrzydła Kościoła, które „Tygodnik Powszechny” kontestuje. Na zdjęciu odchodzący na emeryturę kardynał Stanisław Dziwisz oraz jego następca arcybiskup Marek Jędraszewski trzy dni przed objęciem urzędu metropolity krakowskiego. Fot. PAP/Jacek Bednarczyk
„Katolickie pismo społeczno-kulturalne” – taki nadtytuł nosi w swojej nazwie „Tygodnik Powszechny”. Od długiego czasu w polskiej debacie publicznej powraca dyskusja o tym, czy należy to szacowne medium pozbawić przymiotnika „katolicki”.

Nie od dziś bowiem „TP” flirtuje ze środowiskami, traktującymi w wielu sprawach chrześcijaństwo jako przeżytek, który trzeba unicestwić lub gruntownie przeorać. A od 1991 roku „Tygodnik Powszechny” nie ma nawet asystenta kościelnego. Stało się to wskutek politycznego zaangażowania pisma w „wojnę na górze” po stronie obozu Tadeusza Mazowieckiego.

Kłopot z katolicką tożsamością

Okazją do podjęcia po raz kolejny tematu odebrania „TP” przymiotnika „katolicki” stało się powołanie w roku 2017 arcybiskupa Marka Jędraszewskiego na metropolitę krakowskiego. Ów hierarcha uchodzi za przedstawiciela tego skrzydła Kościoła, które „Tygodnik Powszechny” kontestuje.

W wypowiedziach arcybiskupa Jędraszewskiego nieraz pobrzmiewała ostra krytyka szeregu zjawisk, które Benedykt XVI określił mianem „dyktatury relatywizmu”. Z grubsza rzecz biorąc duchowny jako choroby współczesnego świata wskazywał zacieranie granic między dobrem a złem, prawdą a fałszem, normą a anomalią w imię ideologicznie pojętej tolerancji. Natomiast linia „TP” była w opozycji do takiego podejścia. Arcybiskup Jędraszewski już jako metropolita krakowski rozmawiał z redakcjami „Tygodnika Powszechnego” i innego czasopisma uchodzącego za forpocztę „katolicyzmu otwartego” w Polsce – miesięcznika „Znak”. Potem, w wywiadzie dla Katolickiej Agencji Prasowej powiedział między innymi: – Myślę, że było to dobre spotkanie. Zobaczymy, jak ono zaowocuje, gdyż dużo zależy od tego, jak odnajdą oni swoje miejsce w Kościele. Jeśli odnajdą, byłoby to błogosławione dla wszystkich.

Jednocześnie z ust hierarchy padły też i takie słowa: „problemem jest autentyczny dialog. Dialog jest możliwy tylko wtedy, kiedy jasno zostaje określona tożsamość partnerów”.

Arcybiskup Jędraszewski tym samym zasugerował, że przedstawiciele „Kościoła otwartego” mają kłopot z katolicką tożsamością, ponieważ traktują ją jako swoiste ograniczenie, które zamyka ich na inne wyznania i światopoglądy.
Karol Wojtyła publikował na łamach „TP”. Medium to było mu więc bliskie. Ale i czasy były inne – „Tygodnik Powszechny” próbował – na miarę swoich możliwości – odgrywać rolę enklawy wolnej myśli w warunkach realnego socjalizmu. Na zdjęciu: październik 1978, pierwszy numer "TP" po wyborze polskiego papieża. Fot. PAP/Maciej Sochor
Stosunki metropolity krakowskiego z „TP” to jednak kwestia ostatniego roku. Tymczasem jednym z istotnych momentów w dziejach „Tygodnika Powszechnego” były zmiany, które zaszły w Polsce w roku 1989. „TP” nie tylko opowiedział się wówczas po stronie Unii Demokratycznej, która na początku usiłowała godzić różne nurty polityczne, ale stał się też tubą ludzi chcących liberalizować Kościół od wewnątrz.

I tu trzeba przypomnieć głośny list świętego Jana Pawła II do Jerzego Turowicza, ówczesnego redaktora naczelnego „Tygodnika Powszechnego” z roku 1995, napisany z okazji 50-lecia pisma. Korespondencję tę trzeba czytać na tle historii Polski drugiej połowy XX wieku. Karol Wojtyła zanim w roku 1978 został papieżem, publikował na łamach „TP”. Medium to było mu więc bliskie. Ale i czasy były inne – „Tygodnik Powszechny” próbował – na miarę swoich możliwości – odgrywać rolę enklawy wolnej myśli w warunkach realnego socjalizmu.

Heretycy na stosie

Tyle, że nadeszła III RP, a wraz z nią nowe pola sporów politycznych, społecznych, kulturowych. I tak święty Jan Paweł II w swoim liście do Turowicza pisał między innymi: „Odzyskanie wolności zbiegło się paradoksalnie ze wzmożonym atakiem sił lewicy laickiej i ugrupowań liberalnych na Kościół, na Episkopat, a także na Papieża. Wyczułem to zwłaszcza w kontekście moich ostatnich odwiedzin w Polsce w roku 1991. Chodziło o to, ażeby zatrzeć w pamięci społeczeństwa to, czym Kościół był w życiu Narodu na przestrzeni minionych lat. Mnożyły się oskarżenia czy pomówienia o klerykalizm, o rzekomą chęć rządzenia Polską ze strony Kościoła, czy też o hamowanie emancypacji politycznej polskiego społeczeństwa. Pan daruje jeżeli powiem, iż oddziaływanie tych wpływów odczuwało się jakoś także w »Tygodniku Powszechnym«. W tym trudnym momencie Kościół w »Tygodniku« nie znalazł, niestety, takiego wsparcia i obrony, jakiego miał poniekąd prawo oczekiwać; »nie czuł się dość miłowany« – jak kiedyś powiedziałem”.

W ubiegłym tygodniu na łamach „TP” ukazał się tekst Michała Okońskiego „Historia pewnego kłamstwa”. Owym tytułowym kłamstwem ma być taka interpretacja listu świętego Jana Pawła II, z której by wynikało, że papież potępił „Tygodnik Powszechny” w czambuł. Zdaniem Okońskiego, wymowa korespondencji była znacznie bardziej zniuansowana. Publicysta również przywołuje powyżej przytoczony fragment, lecz zarazem stwierdza, że jest on zazwyczaj wyrywany z kontekstu, aby dopiec krakowskiemu pismu.

Tymczasem, jak podkreśla Okoński, list się nie kończył gorzkimi uwagami papieża. Po nich bowiem nadawca w sposób bardzo osobisty wyrażał troskę o to, w jakim kierunku pójdzie „TP” („Dzisiaj piszę o tym z bólem, gdyż los »Tygodnika Powszechnego« i jego przyszłość bardzo leżą mi na sercu”). Mało tego zauważał pewne objawy reorientacji pisma po zwycięstwie postkomunistów w wyborach parlamentarnych w roku 1993 („Można nawet powiedzieć, iż powiększyła się ilość publikacji o charakterze religijnym, teologicznym i chrześcijańskim”).
"Diabelskość Negrala to diabelskość z jasełek. Nie ma w nim nic diabolicznego. To miły, spokojny, mądry człowiek. Diabeł wchodzi zupełnie innymi drzwiami, a nie przez zespół Behemoth. Zostawcie w spokoju Nergala, niech funkcjonuje w całym bogactwie, jakie mamy w społeczeństwie" - mówił ksiądz Adam Boniecki. Duchowny zrobił sobie zdjęcie z Adamem Darskim, które ten umieścił na swoim profilu na Facebooku. Fot. Archiwum
Czy jednak wnioski Okońskiego z lektury papieskiego listu nie są kuriozalne? Bo właściwie na czym miałoby polegać kłamstwo ludzi, którzy powołują się na tę korespondencję, kiedy chcą wskazać rozbieżności między nauczaniem świętego Jana Pawłem II a linią „TP”? Przecież papież w liście do Jerzego Turowicza bardzo precyzyjnie sformułował swoje zarzuty wobec krakowskiego pisma.

Chyba, że chodzi o karykaturalny obraz „katolicyzmu zamkniętego”. Wyłania się on z następującego założenia: jeśli ktoś wskazuje, że „Tygodnik Powszechny” chadza ramię w ramię ze środowiskami zwalczającymi Kościół, to robi to z jednego powodu – chce, żeby cała redakcja tego medium smażyła się w piekle. Tymczasem święty Jan Paweł II okazał Turowiczowi ciepło, życzliwość, a nawet wdzięczność za to, co akurat w historii „TP” służyło Kościołowi. Skoro tak, to nie mógł „Tygodnikowi Powszechnemu” zarzucać śpiewu w jednym chórze z antyklerykałami.

Jak widać publicystom krakowskiego pisma w głowie się nie mieści coś takiego, jak braterskie upomnienie. Obrona katolickiej ortodoksji wyrażona w sprzeciwie wobec tego, w czym oni aktywnie uczestniczą – jak fetyszyzowanie dialogu czy wspieranie „dyktatury relatywizmu” – kojarzy im się z paleniem heretyków na stosie.

Ks. Adam Boniecki upomniany

Skądinąd warto się zastanowić, co „TP” zrobił z nadziejami, które w nim pokładał papież w roku 1995. Czy przestał grać w jednej drużynie ze środowiskami stawiającymi sobie za cel podporządkowanie Kościoła antychrześcijańskim standardom politycznej poprawności i liberalnej kultury politycznej?

I tu można wymieniać różne rzeczy. Choćby wprowadzany przez władze kościelne dwukrotny zakaz wypowiedzi publicznych dla redaktora naczelnego pisma, księdza Adama Bonieckiego za wypowiedzi sprzeczne z nauczaniem Kościoła (między innymi w ostentacyjnie lekceważący sposób traktujące zagrożenia duchowe związane z promocją satanizmu przez wokalistę Adama „Nergala” Darskiego).
Ksiądz Krzysztof Charamsa najpierw na łamach "Tygodnika Powszechnego" zarzucił Kościołowi stosowanie „mowy nienawiści” wobec homoseksualistów, a potem dokonał coming outu – wyznał, że sam jest gejem i żyje z mężczyzną. Fot. Archiwum
Warto też przywołać skandal, który wybuchł w roku 2015, kiedy „Tygodnik Powszechny” wpuścił na swoje łamy księdza Krzysztofa Charamsę. Ów kapłan wystąpił w roli autorytetu, pełnił wtedy funkcję drugiego sekretarza Międzynarodowej Komisji Teologicznej przy Kongregacji Nauki Wiary w Rzymie. Chodziło o wytoczenie eksperckiej ciężkiej artylerii przeciwko księdzu Dariuszowi Oko, któremu ksiądz Charamsa zarzucił stosowanie „mowy nienawiści” wobec homoseksualistów.

Ale kilka dni później duchowny tropiący przejawy homofobii w Kościele dokonał coming outu – wyznał, że sam jest gejem i żyje z mężczyzną. Sednem wystąpienia księdza Charamsy nie było zatem upomnienie się o godność osób homoseksualnych – choć można mieć poważne wątpliwości, czy przywoływanie przez księdza Oko nauczania Kościoła ją naruszało. Cała akcja okazała się po prostu ideologiczną manifestacją człowieka postulującego tęczową rewolucję w katolicyzmie.

Jak dziecko

Sprawa księdza Charamsy była potężnym ciosem w wizerunek „TP”. Ale przecież stanowi ona ilustrację tego, co krakowskie pismo zrobiło z dziedzictwem świętego Jana Pawła. Z dziedzictwem, które wyklucza jakiekolwiek kompromisy z ruchami LGBTQ, czego nie można powiedzieć o linii „Tygodnika Powszechnego”.

Papież nie mógł wystąpić przeciwko nam, bo przecież nas tak bardzo lubił – taki przekaz „TP” serwuje nie od dziś. Tyle że to przejaw infantylizmu. Publicyści „Tygodnika Powszechnego” zachowują się jak dziecko, które uważa, że dobry ojciec nigdy nie karci, a tylko głaszcze po główce.
Po zakazie wypowiedzi nałożonym na ks. Adam Bonieckiego na stronie klubów "TP" pojawiły sie głosy krytyczne. Fot. Arch
Być może zatem zarzuty, które postawił święty Jan Paweł II są dla „Tygodnika” źródłem dysonansu poznawczego. A jeśli tak, to niewykluczone, że tekst Michała Okońskiego to próba uporania się z tym dysonansem i w jakiś sposób uwiarygodnienia „TP” w oczach arcybiskupa Jędraszewskiego. Bo przecież medium mające w nadtytule nazwy przymiotnik „katolicki” pozostaje pod czujną ojcowską obserwacją metropolity krakowskiego.

– Filip Memches
Zdjęcie główne: W roku 1989 „Tygodnik Powszechny” nie tylko opowiedział się po stronie Unii Demokratycznej, ale stał się też tubą ludzi chcących liberalizować Kościół od wewnątrz. Na zdjęciu Niezależne Forum Kultury w auli Auditorium Maximum Uniwersytetu Warszawskiego, redaktor naczelny "TP" Jerzy Turowicz z redaktorem naczelny "Gazety Wyborczej" Adamem Michnikiem. Fot PAP/Jan Bogacz
Zobacz więcej
Felietony Najnowsze wydanie
Hodowanie posłusznych Europejczyków. Co na to Witkacy?
Propaganda mainstreamowych mediów jest jak pastylki chińskich najeźdźców.
Felietony Najnowsze wydanie
Uważał Marksa za wybitnego myśliciela, polemizował z PZPR
A ponieważ marksiści traktują teksty Marksa jak religijne, i on, i żona zostali odsunięci od nauczania.
Felietony Najnowsze wydanie
Więcej Prometeuszy!
Satyra Andrzeja Krauzego w Tygodniku TVP.
Felietony Najnowsze wydanie
Zapadł na tajemniczą chorobę. Nie rozpoznali jej nawet we Francji
Dowieziony na uniwersytet, niemal leżąc w fotelu, przerywając zdania wygłosił swój ostatni wykład. Wskazał, jakie powinni zrobić badania.
Felietony Najnowsze wydanie
Zlikwidować
Komentarze Piotra Młodożeńca w Tygodniku TVP.