Kultura

Mity wrocławskiej hali

Na placu budowy znaleziono pięć nagich ciał – czterech chłopców i dorosłego człowieka zawieszonego pod sufitem z przyczepionymi skrzydłami… To zbrodnia z kryminału Marka Krajewskiego „Mock”, którego ekranizacja w Teatrze Telewizji będzie miała premierę w poniedziałek 29 stycznia o 20.25 w TVP1. Kluczową areną powieści i spektaklu jest wrocławska Hala Stulecia - pomnik chwały państwa pruskiego, symbol ruchów pangermańskich i miejsce nazistowskich mityngów.

Hala Stulecia ok. roku 1920. Fot. Wikimedia
Jest wrzesień 1947 roku. Podczas tajnego spotkania w Waszyngtonie sześciu mężczyzn ogląda zdjęcia pewnej budowli z dalekiej Polski. Jeden z nich, wielki barczysty jegomość ze wschodnim akcentem z przejęciem opowiada o tym niezwykłym budynku. Za rok ma się tu odbyć Światowy Kongres Intelektualistów. Mężczyźni liczą, że pojawi się na nim Józef Stalin i będzie to doskonała okazja do zamachu na sowieckiego przywódcę. Amerykanie mówią o Hali Ludowej - takiej nazwy używa się po roku 1945 w komunistycznej Polsce, która zagospodarowuje właśnie Ziemie Odzyskane. Jegomość poprawia ich przywołując nazwę niemiecką: Hala Stulecia.

Tak zaczyna się „Mock”. Opisane przez Marka Krajewskiego waszyngtońskie wydarzenia prawdopodobnie nigdy nie miały miejsca. Ale wiele faktów na kartach tej powieści jest prawdziwych. W kwietniu i maju 1913 roku, kiedy dzieje się większość akcji w książce, we Wrocławiu dobiegała budowa Hali Stulecia, która wraz z przyległymi Terenami Wystawowymi miała być świadkiem uroczystości 100-rocznicy odezwy króla Fryderyka Wilhelma „An Mein Volk”, wzywającej do powszechnego oporu przeciwko Napoleonowi Bonaparte.

Miasto wygospodarowało na ten cel tereny położone na skraju parku Szczytnickiego, w pobliżu założonego około 40 lat wcześniej i cieszącego się rosnącą popularnością wrocławskiego Ogrodu Zoologicznego, na miejscu czynnego do 1907 roku toru wyścigów konnych. W trakcie zatwierdzania planów budowy hali obiekt miał dużo oponentów. Oprócz narzekań na zbyt wielkie obciążenie miejskiego budżetu (koszty budowy sięgały blisko 2 mln marek), obawiano się zawalenia budowli, a niektórzy porównywali halę do tortu, pudełka na kapelusze lub gazowni. 28 czerwca 1911 roku rada miasta wyraziła jednak zgodę na budowę hali, którą zaprojektował miejski radca budowlany Max Berg.

Palec Boży

Zainteresowanie Marka Krajewskiego Halą Stulecia w kontekście napisania powieści to przypadek. Po ukończeniu swojej wcześniejszej książki „Arena szczurów”, w której głównym bohaterem był Edward Popielski, a miejscem akcji Lwów, pisarz głowił się co dalej. – Kiedy zastanawiałem się, gdzie obsadzić akcję mojego kolejnego kryminału, stanąłem na rozstajnych drogach. Nie wiedziałem czy wrócić do Wrocławia, czy może zacząć cykl z nowym bohaterem – mówił Krajewski na spotkaniu z czytelnikami.
Pisarz Marek Krajewski we wrocławskiej Hali Stulecia podczas realizacji przez Teatr Telewizji ekranizacji powieści "Mock". Październik 2017 r. Fot. PAP/Jan Karwowski
– Wtedy zdarzył się zbieg okoliczności, który okazał się drogowskazem. W Hali Stulecia podczas remontu znaleziono pewien dokument: listę osób upoważnionych do wejścia na teren Hali z okazji jej otwarcia w maju 1913 roku. Wśród tych osób był pewien urzędnik policyjny, którego nazwisko przypominało mojego bohatera, Eberharda Mocka. Jest to oczywiście przypadek, ale pojawienie się tego nazwiska uznałem za „palec Boży” i postanowiłem znów napisać książkę z Wrocławiem w tle – podzielił się tajemnicą z publicznością.

By poznać atmosferę wrocławskiego budynku i ducha czasu, jaki się w nim znajduje, Krajewski zaadaptował sobie gabinet w starej garderobie mieszczącej się w Hali Stulecia i tam właśnie książka powstawała. Kiedy chciał coś sprawdzić, na przykład ile jest żeber pełniących rolę przypór, mógł zejść poziom niżej i po prostu je policzyć. Jeśli potrzebował jakichś informacji technicznych, pukał do odpowiednich drzwi, gdzie pracowali inżynierowie. Ten wyjątkowy komfort pracy widać na kartach książki, pisarz zainspirował się mitami Hali Stulecia.

Golem, Zaratustra, Pitagoras

„Ta ogromna hala, ten betonowy Golem odzwierciedla wielkość ludzkiego ducha.[…] Ten najwybitniejszy w dziejach świata filozof stworzył koncepcję nadczłowieka. Otóż ten nadczłowiek żyje jak perski mędrzec Zaratustra w lodowatej samotności gór, gdzie światło odbija się od czystego śniegu i kryształowych jezior. Stamtąd patrzy z pogardą na niziny zajmowane przez plebs. Wielka architektura, w tym Hala Stulecia, odbija majestat gór i nadludzkiego ducha” – Marek Krajewski zafascynowany zaklętymi we wrocławskim budynku filozoficznymi ideami umieścił je w swojej książce.
Wnętrze Hali Stulecia współcześnie. Fot. Wikimedia
Według niektórych interpretatorów historii sztuki Hala Stulecia symbolizuje myśl nietzscheańską. Kopuła jest odzwierciedleniem samotności gór, w których przebywa Zaratustra albo nietzscheański nadczłowiek. Projekt Maxa Berga był ilustracją „kryształowej skały”, symbolizującej przez jej twórcze siły naturę, źródło nowego życia i zarazem nowej sztuki. Według innych analiz budynek przypomina biblijną Wieżę Babel.

Legendą budynku, która zainspirowała twórcę postaci Mocka jest pitagorejska koncepcja piękna, w architekturze zwana złotą proporcją – idealnym zestawieniem dwóch wielkości. „Chłopak wyjął z tornistra zeszyt do matematyki i zamyślił się nad zasadą złotej proporcji ukrytej w gigantycznej budowli. […] Poprawiał odręczny rysunek Partenonu i nie mógł się nadziwić, że budowniczowie starogreckich świątyń wykorzystywali w swej sztuce złoty podział odkryty przez Pitagorasa w mistycznych rojeniach. Zgodził się w duchu z nauczycielem, że instynktowne wykorzystywanie go przez ludzi świadczy, że jest on głęboko ukryty w ludzkiej duszy, że jest jakąś boską, harmonijną cząstką w człowieku” – można przeczytać w „Mocku”. O liczbach pisał sam ojciec wrocławskiej hali: „Wszystkie te matematyczne objawienia są magicznymi symbolami prawdy i piękna w powiązaniu z religią i wiarą. Magiczny świat symboli, który kryje w średniowiecznych katedrach, został przejęty przez chrześcijaństwo poprzez grecką i egipską tradycję mistyczno-ezoteryczną.” Słowa Berga w swojej książce „Hala Stulecia i Tereny Wystawowe we Wrocławiu – dzieło Maksa Berga” umieścił Jerzy Ilkosz, dyrektor Muzeum Architektury we Wrocławiu.

Ukryte swastyki

Krajewski nie darował sobie spojrzenia na Halę Stulecia jeszcze z innej perspektywy. Zbudowana dla uczczenia jubileuszu odezwy króla Fryderyka Wilhelma do narodu, a także 100-rocznicy „bitwy narodów”, Bitwy pod Lipskiem, w której wojska francuskiej pod dowództwem Napoleona Bonaparte zostały pobite przez antyfrancuską koalicję, powstała jako symbol pruskiego nacjonalizmu. Miał być pomnikiem chwały państwa pruskiego.

W powieści „Mock” jednym z ważniejszych wątków, bardzo istotnym dla fabuły, jest wpływ na społeczeństwo ruchów pangermańskich, nacjonalistycznego nurtu politycznego, który dążył do zjednoczenia w jednym państwie wszystkich ludów pochodzenia germańskiego. W Prusach, a następnie w Niemczech, działał Związek Wszechniemiecki, o bardzo silnych antypolskich i antysemickich poglądach. Związek miał olbrzymi wpływ na niemieckie działania podczas I wojny światowej, a także na nazistów i samego Adolfa Hitlera.
"Napoleon i książę Józef pod Lipskiem", obraz Januarego Suchodolskiego. Fot. Wikimedia
Kryminał Krajewskiego pokazuje pangermanistów jako niebezpiecznych szaleńców, trochę bagatelizowanych bohaterów powieści, ale mroczna wizja ich wpływu na niemieckie społeczeństwo jest nad wyraz widoczna. „Całe otwarcie Hali Stulecia i wystawy historycznej zamieni się w jedną wielką demonstrację członków Związku Wszechniemieckiego, dlatego że młody Wilhelm w odróżnieniu od swego ojca łaskawym okiem na nich patrzy. Może nastąpić tutaj jakieś nieoficjalne namaszczenie go na przywódcę ruchu pangermańskiego. A wtedy nasze wszystkie sprawy pójdą w złym kierunku” – obawia się jeden z bohaterów „Mocka”.

Przed II wojną światową Hala Stulecia pełniła funkcje wystawiennicze i służyła imprezom masowym, w tym wiecom hitlerowskiej NSDAP, nie wyłączając spotkań z Adolfem Hitlerem. Na wysokich szczeblach hitlerowskiego aparatu władzy rodziły się pomysły, by przekształcić budowlę w miejsce o czysto narodowosocjalistycznym charakterze. Jedna ze współczesnych legend mówi, że pod do połowy lat 90 kawałkiem materiału przetrwała umieszczona tam przez nazistów swastyka.

Palec Boży

„Budowla nazywa się Hala Ludowa i stoi w polskim mieście Wrocław, które jeszcze dwa lata temu było niemieckie i nazywało się Breslau.[…] W przyszłym roku zostanie w niej zorganizowana wielka impreza propagandowa i jakaś wystawa, na którą zostali zaproszeni komunizujący intelektualiści Europy z Pablem Picassem na czele. Wszyscy mają wzywać do pokoju na świecie i krytykować amerykański imperializm” – czytamy na pierwszych kartkach powieści. To wtedy barczysty jegomość poprawił dyskutujących Amerykanów, zmieniając słowo „Ludowa” na „Stulecia”.
Marek Krajewski
Od wielu lat trwa we Wrocławiu spór, jak powinna nazywać się hala. I nie jest to tylko spór terminologiczny, ale też ideowo-historyczny, bowiem obie nazwy kojarzą się z wyjątkowo ponurymi dla Polski czasami. Choć budowla została wpisana na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO jako Hala Stulecia, to spółka zarządzająca obiektem nosi nazwę… Wrocławskie Przedsiębiorstwo Hala Ludowa.

– Jakub Gralik
Ekranizacja "Mocka" przez Teatr Telewizji w reżyserii Łukasza Palkowskiego
Przy pisaniu artykułu korzystałem z książek: „Hala Stulecia i Tereny Wystawowe we Wrocławiu – dzieło Maksa Berga” Jerzego Ilkosza (Muzeum Architektury we Wrocławiu 2005) oraz „Mock” Marka Krajewskiego (Wydawnictwo Znak, Kraków 2016).
Zdjęcie główne: "Mock" według powieści Marka Krajewskiego w Teatrze Telewizji w reżyserii Łukasza Palkowskiego. Premiera w poniedziałek 29 stycznia 2018 o 20.25 w TVP1. Fot. TVP/Jaroslaw Sosinski
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.