Rozmowy

Dolores wiedziała, że życie nie jest teatrem

Wokalistka The Cranberries nie ukrywała swojego katolicyzmu, ale też nie chodziła z wielkim krzyżem na piersi, żeby wiarą epatować. Po prostu to w sobie miała. Może dlatego jej teksty były takie dobre, bo teksty muszą skądś przychodzić – mówi portalowi tygodnik.tvp.pl Piotr Iwicki, muzyk i publicysta.



TYGODNIK.TVP.PL: W wieku zaledwie 46 lat zmarła niespodziewanie Dolores O’Riordan, autorka tekstów i wokalistka irlandzkiego zespołu The Cranberries. Pan powiedział: niezastąpiona.

PIOTR IWICKI: Była niezwykle charyzmatyczna. Miałem okazję ją spotkać i z nią grać. To nie była celebrytka, otoczona niewiadomą ilością menedżerów, wydziwiająca, wymyślająca różne dziwne rzeczy. Była wielka scenicznie, ale też swą skromnością.

Tak skromna, że choć prawie wszyscy znają jej głos, wiele osób nie kojarzyło jej twarzy.

Śmiem twierdzić, że gdyby spotkała ją pani na ulicy, nie poznałaby jej pani. Nie była bohaterką skandali. Nie stawała od razu przed plutonem fotografów robiących jej zdjęcia, tylko przyszła sobie na próbę z torebeczką, w żakiecie. Potem przyszła na koncert z pełną świadomością sceny, publiczności i tego, czego się od niej oczekuje. I dała z siebie wszystko. To też przykład jej skromności: formuła koncertu przewidywała, że musi wykonać polski utwór, więc nie protestowała, tylko zaśpiewała „Skłamałam” Edyty Bartosiewicz. Zresztą przepięknie. Ludzie płakali.

To był koncert „Tu Warszawa”, z okazji objęcia przez Polskę prezydencji w Unii Europejskiej.

Tak, 2011 rok. Mam wielki szacunek dla jej kunsztu. Weszła na próbę, raz zaśpiewała i wszystko było zrobione. Nie trzeba było nad tym ślęczeć i próbować wiele razy. A byli inni, wielcy artyści, którym tak łatwo to nie przyszło.

Już przyjechała z polską piosenką, przygotowana?

Tak. Przyjechała i po jednej próbie była gotowa do występu. Niesamowite jest to, jak dobrze jej ta piosenka leżała.

Sama ją wybrała?

Przypuszczam, że ktoś jej podpowiedział, bo tak się to zazwyczaj odbywa. Pewnie zaproponowano jej kilka utworów, a ona wybrała ten. Nie wykonałaby czegoś, czego by nie chciała zaśpiewać.
Z tego co pan mówił, to miała dwie twarze: na próbie w garsonce, wieczorem w skórze albo z widocznymi tatuażami.

Na porannej próbie była bardzo dystyngowana, przyszła z torebką wiodącej marki, w eleganckich butach, pięknym żakiecie. To była kobieta, która mogłaby usiąść za biurkiem w najlepszym gabinecie, będąc dyrektorem kreatywnym czy prezydentem dużej korporacji. Była artystką i miała pełną świadomość sceniczną, ale też doskonale umiała to łączyć z byciem bardzo kobiecą. Zdawała sobie sprawę, że nie musi chodzić cały czas obszarpana, żeby potwierdzać, że jest muzykiem rockowym.

Rockową miała duszę, nie styl ubierania się?

Po prostu wiedziała, kiedy kończy się praca na scenie, a zaczyna bycie kobietą i matką. Że na co dzień nie musi negować piękna poprzez porozrywane ciuchy, bo to jest kreacja sceniczna. Sztuka z założenia ma intrygować i publiczność oczekuje widowiska, więc to dajemy. Ona to robiła świetnie. Ale w pewnym momencie ze sceny schodzimy. Życie nie jest teatrem. I ona to wiedziała.

Na koncercie w Warszawie zamieniłem z nią kilka słów, takich kurtuazyjnych, przybiliśmy piątkę. Powiedziałem, że to fantastyczne, że wróciła na scenę i śpiewa. Bo jej obecność sceniczna była jak sinusoida, wszystko wskazywało na to, że teraz ta linia szła do góry… A stało się, co się stało. Nie chciałbym się dowiedział, że ktoś pomógł jej umrzeć…

Teraz mówi się dużo o jej chorobie – o zaburzeniach psychicznych tzw. afektywnych dwubiegunowych, w których występują dwa rodzaje zachowań: depresyjne i maniakalne, niebezpieczne.

Każda osoba obdarzona zmysłem kreacji ma w sobie – jak mi powiedział wiceordynator największej w Polsce kliniki psychiatrycznej – jakieś ziarenko tej choroby. Dzięki temu można abstrakcyjnie pojmować sztukę, tworzyć, widzieć rzeczy niewidzialne. U jednych to tylko ziarno, a u drugich choroba się rozwija. Znam wielu wiodących artystów naszej sceny muzycznej, którzy na nią cierpią. „Szaleńcy boży”, ludzie, którym Bóg dał możliwość innego spojrzenia na świat.

Była gorliwą katoliczką. Śpiewała „Ave Maria”, m.in. na potrzeby filmu „Pasja” Mela Gibsona, uwielbiała Jana Pawła II i koncertowała dla papieża Franciszka.

Pochodziła z katolickiego kraju i była katoliczką przyjmującą Eucharystię – to bardzo ważne. Jak i to, że nie ukrywała swojej wiary, bowiem przyznawanie się do katolicyzmu nie jest tak modne, jak na przykład do buddyzmu, zwłaszcza w środowiskach artystycznych. Ale też nie chodziła z wielkim krzyżem na piersi, żeby wiarą epatować. To nie była religijność w wydaniu, jakie serwuje nam Sinead O’Connor. Po prostu to w sobie miała. Może dlatego jej teksty były takie dobre, bo teksty muszą skądś przychodzić. Śpiewała o rzeczach ważnych.
Pisała o bólu, rozczarowaniu, świecie niszczonym przez ludzi, polityków, wojny…

Najlepsze teksty rodzą się z buntu i rozczarowania. Może nikt nigdy nie powie, że The Cranberries to zespół punkowy, ale interpretacje koncertowe chociażby utworu „Zombies” były mocno podszyte dobrym, starym, brytyjskim punkiem. Czuję to w ich muzyce, to było ostre granie. Proszę zobaczyć O’Riordan, kiedy wychodzi na scenę w czarnych, obciętych t-shirtach. To jest wkomponowane w estetykę i poetykę muzyki punkowej, tego buntu.

Tekst „Zombies” też jest mocno zbudowany na buncie przeciwko skomercjalizowanemu światu, w którym człowiek zaczyna być jak maszyna. To samo co odbija się w tekstach polskiego rapera Taco Hemingwaya o telefonach komórkowych, w utworze „Świecące prostokąty”. Kiedyś na scenie, wręczając nagrodę Fryderyka zapytałem publiczność, kto ma dwa telefony komórkowe i podniósł się las rąk. Spytałem, kto ma przy sobie jeszcze trzeci telefon i też parę rąk było w górze. To zatrważające. Przestajemy mieć kontakt ze słowem pisanym, teraz mamy słowo wyświetlone.

Mamy pokolenie „head down”, które chodzi wpatrzone w ekrany smartfonów, właśnie jak zombie. O’Riordan zmarła pracując nad nową wersją „Zombie”, być może trochę o tym miało być…

Jestem bardzo ciekaw, na czym miała polegać nowość tego „Zombie”. Może kiedyś ukaże się to nagranie i się dowiemy. Być może ktoś wykorzysta ten utwór w sposób trywialny, marketingowy i zostanie on ubabrany w komercji, ale chciałbym usłyszeć tę nową wersję. Usłyszeć, co ma do powiedzenia artystka wykonując swoją piosenkę po latach, inaczej. Czy zmieniła tekst? Choć ten tekst jest tak głęboki, że ciągle aktualny, coraz bardziej aktualny, bo każdy z nas jest coraz bardziej człowiekiem maszyną, elementem, trybikiem, a coraz mniej jest w nas pierwiastka humanistycznego.

Wróćmy do tego, od czego zaczęliśmy: powiedział pan, że O’Riordan to niezastąpiona wokalistka The Cranberries. Zawdzięczają jej karierę?

Pewno, gdyby nie ona, byłby kto inny, ale to dzięki niej zespół spektakularnie zaistniał. The Cranberries jakie znamy, to jest Dolores O’Riordan. Nikt nigdy nie wejdzie w jej buty, tak jak nikt nie zastąpi Freddiego Mercury’ego w Queen czy Jima Morrisona w The Doors.
– rozmawiała Bernadeta Waszkielewicz

Dolores O’Riordan urodziła się 6 września 1971 roku w Ballybricken w Irlandi, w hrabstwie Limerick, skąd pochodzą też twórcy The Cranberries – Noel i Mike Hogan. Kiedy w 1990 roku zespół szukał wokalisty, 19-latka wzięła udział w przesłuchaniu i wygrała je. Dostała od zespołu demo ze stworzoną przez nich muzyką i już następnego dnia pojawiła się z tekstem do niej. Był to utwór „Linger”, który stał się jednym z największych przebojów The Cranberries.

Od dema z tym póżniejszym hitem oraz kolejnym – „Dreams” – zaczęła się kariera zespołu. Wytwórnie walczyły o kontrakt z The Cranberries. Grupa wybrała Island Records, która wydawała nagrania sławnej już wtedy irlandzkiej grupy U2. The Cranberries podbijali listy przebojów kolejnymi krążkami, a ich hitami są m.in. „Zombie”, „Ode to My Family”, „Promises”, „Just my imaginations”, „Salvation”.

W 2004 roku The Cranberries ogłosili zawieszenie działalności. Muzycy skupili się na karierach indywidualnych. W 2007 roku O’Riordan wydała solową płytę „Are You Listening?”, a promujący ją utwór „Ordinary Day” nakręciła w Pradze.

Dwa lata póżniej zespół ogłosił reaktywację. W sumie The Cranberries wydali siedem albumów, ostatni w kwietniu 2017 roku. Sprzedali 40 mln płyt.

W 2011 r. Dolores O'Riordan wzięła udział w koncercie otwierającym polską prezydenjcę w UE „Tu Warszawa”, podczas którego wykonała „Zombie” oraz „I lied” – cover piosenki „Skłamałam” Edyty Bartosiewicz.

Była żoną Dona Burtona, managera grupy i byłego kierownika tras koncertowych brytyjskiego zespołu Duran Duran. Wzięli ślub w 1994 roku i mieli troje dzieci.

Rozstali się po 20 latach małżeństwa – byli w separacji od 2014 r. To wtedy piosenkarka została aresztowana za agresywne zachowanie wobec załogi samolotu, którym wracała z Nowego Jorku do Irlandii. Miała wówczas krzyczeć na policjantów, że jest „ikoną, królową Limerick”. Tłumaczyła potem, że był to wynik stresu spowodowanego rozstaniem.

Była praktykującą katoliczką. Śpiewała „Ave Maria” m.in. na koncertach z Luciano Pavarottim oraz nagrałą ten utwór na potrzeby filmu „Pasja” Mela Gibsona. Dwukrotnie – w 2001 i 2002 roku – uczestniczyła w audienciach u papieża Jana Pawła II. Śpiewała też dla papieża Franciszka podczas koncertu bożonarodzeniowego w Watykanie w 2013 roku.

Od lat walczyła z depresją, w jednym z wywiadów wspominała, że już od czasów szkolnych. Jako ośmiolatka była molestowana seksualnie i w jednym z wywiadów wyznała, że ma „wiele sekretów z dzieciństwa”. W dorosłym życiu leczyła się na anoreksję. Zdiagnozowano u niej chorobę afektywną dwubiegunową. W 2013 roku chciała popełnić samobójstwo, przedawkowując leki psychotropowe.

15 stycznia 2018 roku wokalistka zmarła w hotelu w Londynie, gdzie nagrywała nową płytę. Policja oświadczyła, że okoliczności jej śmierci nie budzą podejrzeń.
Piotr Iwicki podczas benefisu Włodka Pawlika „Jest Okazja”, 2017 rok. Fot. arch. TVP/Ireneusz Sobieszczuk
Piotr Iwicki to polski muzyk-perkusista, pianista, kompozytor, producent nagrań, dziennikarz. Jest absolwentem Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie, ukończył też studia podyplomowe: w Instytucie Nauk Prawnych Polskiej Akademii Nauk oraz w Kolegium Zarządzania i Finansów SGH.

Jako muzyk występował m.in. w USA, Japonii i całej Europie. Koncertował z orkiestrami: Filharmonii Narodowej, Polską Orkiestrą Kameralnaą, Sinfonią Varsovią, Penderecki Festival Orchestra, Warsaw Cameratą oraz z kompozytorami i dyrygentami: Krzysztofem Pendereckim, Marcem Minkowskim, Simonem Standagem, Witoldem Lutosławskim i Rubenem Silvą.

Perkusista Warszawskiej Opery Kameralnej. Jako perkusista bądź specjalista od syntezatorów grał m.in. z: Chrisem Bottim, Marcusem Millerem, Kennym G, Michaelem Boltonem, Gilem Goldsteinem, Hugh Burnes, Hiramem Bullockiem, Bobem Stewartem, Milo Kurtis’s Drum Freaks, Tomaszem Stańką, Edytą Bartosiewicz, Anitą Lipnicką, Edytą Górniak.

Wielokrotnie nominowany do nagrody Fryderyka, z różnymi zespołami i orkiestrami, był wśród zdobywców tego lauru m.in. w 1995 (musical Metro) i 1999 roku (muzyka poważna).

Jest założycielem i członkiem Loud Jazz Band oraz liderem Virtual J@zz Reality. Jego dyskografia obejmuje ponad 50 albumów z muzyką klasyczną, jazzem, popem, rockiem i world music. Ma na koncie liczne nagrania archiwalne dla Polskiego Radia i Telewizji.

Organizator festiwali m.in. Il Nuovo Jazz Polacco – Rzym i Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Sakralnej w Warszawie. Członek Rady Nagrody Fryderyk – kategoria Jazz.

Dziennikarz kulturalny, recenzent płyt m.in. w Jazz Forum. Autor www.jazzgazeta.pl. Były dyrektor w Jazz Radio i Agencji Muzycznej Polskiego Radia. Kierownik Działu Komunikacji Polskiej Opery Kameralnej.

(za Wikipedią)
Zobacz więcej
Rozmowy Najnowsze wydanie
W Australii są piękne widoki, ale od polskich ciarki przechodzą
Polak, który uszył kurtki reprezentacji olimpijskiej Australii, opowiada o Polonii na antypodach i walce o utrzymanie nazwy najwyższego szczytu kontynentu Góra Kościuszki.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Wschodni blok się sypał, a w Polsce SB wciąż dobrze się miała
Członkowie komisji weryfikacyjnych nie mieli pojęcia o bezpiece – mówi Tomasz Kozłowski, historyk
Rozmowy Poprzednie wydanie
Piłsudski vs. Dmowski: Ciągła rywalizacja, nie ciągła wrogość
Dla Piłsudskiego państwo było ważniejsze niż demokracja. Dla Dmowskiego od demokracji ważniejszy był naród – mówi historyk Mariusz Wołos.
Rozmowy Poprzednie wydanie
Stwórzmy polską Dolinę Krzemową
Polscy naukowcy mogą się wykazać dopiero, gdy wyjadą z Polski – mówi prof. Wiesław Nowiński.
Rozmowy wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Łukaszenko puszcza oko do Zachodu
Białorusini są bardzo zrusyfikowani, ale istnieją realne różnice pomiędzy wschodnią a zachodnią częścią kraju. Grodno to jednak nie Witebsk – mówi białoruski opozycjonista Aleś Zarembiuk.