Kultura

Kino źle wyreżyserowane, nierówno zagrane i niewiarygodne…

Najgorsze polskie filmy 2017 r. Subiektywny ranking krytyka filmowego dla portalu tygodnik.tvp.pl

Filmy mądre i wyważone. Zrobione z potrzeby serca…

Najlepsze polskie produkcje 2017 r. Subiektywny ranking Łukasza Adamskiego na tygodnik.tvp.pl.

zobacz więcej
Jak co roku polskie kino obfitowało w mało wyszukane komedie romantyczne, które automatycznie powinny pojawiać się w takich zestawieniach. Pomijam je, umieszczam natomiast moje największe rozczarowania minionego roku.

5. „Pokot”, reż. Agnieszka Holland, Kasia Adamik

Polska prawica znienawidziła oparty na prozie Olgi Tokarczuk film za rzekomą „antypolskość”. Ten film nie ma w sobie nic antypolskiego. Wyprodukowany przez Krzysztofa Zanussiego obraz wpisuje się raczej w ideologiczną krucjatę niedobitków pokolenia ‘68. „Pokot” to krzyk rozpaczy zblazowanych starych hipisów, którym nie wyszła rewolucja.

Holland wymierzyła działa we wszystko co jej kojarzy się z konserwatyzmem, choć jej film mógłby spokojnie być wciągnięty na sztandary pisowskie. W bardzo krzywym zwierciadle są tutaj pokazani myśliwi (Bronisław Komorowski raczej się dobrze na filmie nie bawił), zaś lokalna Polska jawi się jako kraj opleciony zabetonowanymi układami.

Tutaj sympatia wyborcy partii Kaczyńskiego, który też jest wrogiem polowań się kończy. W mrocznym świecie Tokarczuk/Holland nad wszystkim piecze sprawują rządni krwi zwierząt księża.

Problemem tego filmu jest jego pokraczność gatunkowa. „Pokot” jest mieszanką kryminału, thrillera i zaangażowanego kina społecznego. Niestety w każdym z tych gatunków się rozjeżdża. Holland nie potrafi utrzymać widza w napięciu, robi zbyt wiele dygresji, nie mogąc się zdecydować w jaką stronę poprowadzić opowieść. Ostatecznie wychodzi jej infantylna propaganda ekoterrorystyczna.

„Pokot” był polskim kandydatem do Oscara. Polscy decydenci liczyli, że film spodoba się Amerykanom na fali antytrumpowskiej histerii. Przepadł w przedbiegach. Znamienne.

4. „Volta”, reż. Juliusz Machulski

Kadr z filmu "Volta"
Pisałem żartobliwie w swojej recenzji, że dla dobra polskiego kina prezes Kaczyński powinien wprowadzić dyktaturę. Machulski swoje najwybitniejsze komedie jak „Seksmisja” czy „Vabank” kręcił w kraju zniewolonym, więc może przy ponownej niewoli odnalazłby utracony talent.

„Volta”, która miał być feministyczną wersją jego łotrzykowskich klasyków pokazuje jak bardzo król polskiej komedii jest nagi. Gdyby ten film reklamowano jak kino sensacyjne, a nie jak komedię, to rozczarowanie byłoby mniejsze. Dialogi może nie wydawałby się tak toporne, a humor wymuszony.

Machulskiemu ostatecznie wychodzi mu jeden wielki banalny skecz, którego powstydziliby się twórcy „Ucha prezesa”. Można przeboleć jakoś grubo ciosane żarty z przygłupiego kandydata prezydenta uzależnionego od prezesa partii. Jednak ten film żenuje na poziomie całej intrygi scenariusza.

Od początku wiemy jak przekręt z poszukiwaną królewską koroną się skończy. Dobrze chociaż, że Lublin na ekranie prezentuje się ładnie. Dzięki temu czas spędzony na projekcji nie jest do końca stracony. Czy jednak do tego przyzwyczaił nas Machulski?

3. „Maria Skłodowska Curie”, reż. Marie Noelle

Karolina Gruszka jako Maria Skłodowska Curie. Fot. Grzegorz Hartfiel/Kino Świat (materiały prasowe)
Wiele się spodziewałem po biografii najsłynniejszej Polki. Szczególnie, że polsko-francuski film jest przeznaczony na międzynarodowy rynek. Od dawna stoję na stanowisku, że kino patriotyczne nie polega wcale na kręceniu wojennych opowieści o bohaterstwie Polaków. O wiele więcej przynieść mogą filmy o naszych rodakach, którzy wpłynęli na rozwój światowej nauki czy kultury.

„Maria Skłodowska-Curie” (Karolina Gruszka) to wierna faktom historia wielkiej kobiety, która mimo powszechnego mizoginizmu w świecie nauki dostaje dwa razy Nagrodę Nobla. Reżyserka nie robi też ze Skłodowskiej feministycznej ikony, choć biografia uczonej nadawała się do tego wyśmienicie.

Noelle przenosi ciężar na rodzinne życie Skłodowskiej. Skupia się na traumie związanej ze śmiercią męża, wychowaniu dwóch córek i skandalicznym wówczas romansie z żonatym naukowcem Paulem Langevinem. Ale robi to wszystko zbyt skrótowo by dać wybrzmieć ekranowym emocjom.

Ostatecznie film przypomina bryk dla leniwych uczniów, którzy na jak najmniejszej liczbie kartek papieru chcą dowiedzieć się najwięcej o znanej osobie. Brakuje lekkości i zwiewności. Okropna nuda z kuriozalną rolą Daniela Olbrychskiego, który już cały talent stracił na walce z prawicowym reżymem.

2. „Amok”, reż. Kasia Adamik

Kadr z filmu "Amok".
Porażka tego filmu jest o tyle smutna, że córka Agnieszki Holland dostała do ręki filmowy samograj. Chodzi o znaną na całym świecie historię pisarza Krystiana Bali, który trafił do więzienia na 25 lat za zabójstwo… opisane w swojej własnej książce. Wątek znany z kultowego „Nagiego instynktu”!

A jednak Adamik zepsuła film na całej linii. Mogła nakręcić rasowy kryminał, psychodramę albo krwawy thriller. Porwała się na gatunkowy miszmasz, choć nie ma do tego warsztatu. Nieznośny, źle zlepiony i ostatecznie odsłaniający jej braki reżyserskie.

Pisałem w swojej recenzji, że Bala w wykonaniu Mateusza Kościukiewicza to od pierwszej sceny totalny psychopata, pasujący do Jokerowskiej psychuszki w Arkham. A przecież ma to być postać tajemnicza, niedopowiedziana i wzbudzająca rozterki u widza. Policjant Sokolski (Łukasz Simlat) w przepoconym podkoszulku i szlugiem w ustach wygląda jak parodia Bruce’a Willisa ze „Szklanej Pułapki”. Brakuje tylko by powiedział na końcu: „Jupikaje pisarzyno”.

Simlat za swoją kuriozalną rolę dostał nagrodę na festiwalu w Gdyni. W tym samym roku, na tym samym festiwalu Holland za nieudany „Pokot” zgarnęła sprzed nosa nagrodę za reżyserię Pawłowi Maślonie za kapitalny „Atak Paniki” (premiera 20 stycznia 2018). Jakieś pytania?

1.„Botoks”, reż. Patryk Vega

Kadr z filmu "Botoks".
Miliony widzów w kinach i 99% złych recenzji. Żaden polski reżyser nie pokazał tak bardzo jak gusta krytyków filmowych i mas się rozjeżdżają.

„Botoks” to nie tylko najbardziej kasowy film zeszłego roku, ale jeden z najbardziej kasowych polskich filmów wszechczasów. Już niemal co roku Vega sam pobija swoje rekordy. W lutym 2018 roku (kilka miesięcy po premierze „Botoksu”) premierę ma nowy film Vegi „Kobiety mafii”. Zwiastun obejrzało do tej pory ponad 5 milionów widzów.

Filmy Vegi są warsztatowo fatalne. To pod wieloma względami antykino. Co jednak z tego skoro Polacy na nie walą drzwiami i oknami? Za chwilę na Showmax.com ma premierę serialowa wersja „Botoksu”, zaś reżyser zapowiada, że już ma zaplanowane kilka kolejnych filmów.

Vega to filmowy populista. Trybun ludowy, który czuje puls narodu. Wie, jakie są jego bolączki i daje mu na nie proste odpowiedzi. Do tego sprzedaje światu swój własny, specyficzny katolicyzm. Długo przed premierą „Botoksu” buńczucznie zapowiadał, że jego film wstrząśnie polską służbą zdrowia. W jakimś stopniu miał rację. Mimo tego, że zrobił film nieprawdziwy (tak jak nieprawdziwy jest serial „Na dobre i na złe”), to trafił nim do serc milionów.

Patryk Vega paradoksalnie nie kłamie. Patologia, którą pokazuje w filmie ma miejsce w polskiej służbie zdrowia. Nie jest jednak tak powszechna jak pokazuje autor. Ekranizując najbardziej hardcorowe artykuły z tabloidów i pakując je do ponad dwugodzinnego filmu, można zrobić film o patologiach każdej branży.

Choć doceniam, że Vega walnął tym filmem między oczy zwolenników aborcji, to nie mogę przemilczeć, że jest to kino źle wyreżyserowane, nierówno zagrane i zupełnie niewiarygodne. Co ja jednak wiem, skoro naród pokochał?

- Łukasz Adamski, krytyk filmowy i publicysta portalu wPolityce.pl oraz tygodnika Sieci
Zdjęcie główne: Kadr z filmu "Pokot". Fot.: Robert Palka/Next Film (materiały prasowe)
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.