Cywilizacja

Epidemia zabija Amerykę

Coraz więcej umierających ludzi w miejscach publicznych: w parkach, galeriach handlowych, w zaparkowanych lub stojących na światłach samochodach, nawet pod szkołami po odwiezieniu dzieci na lekcje albo wręcz z nimi na tylnych siedzeniach. Szczególnie zagrożeni są biali z wykształceniem średnim lub niższym.

Ta epidemia spowodowała co najmniej 64 tysiące zgonów w 2016 roku. Średnio każdego dnia traciło życie 175 mieszkańców USA. Władze federalne oceniają, że 11 milionów osób w każdej chwili może dołączyć do grona ofiar.

To nie scenariusz kolejnego filmu o zombie, ale realny problem Ameryki. Tak poważny, że prezydent Donald Trump ogłosił stan „narodowej klęski zdrowotnej”, podobnie postąpiło osiem stanów USA. „Opioidowa epidemia” – to słowo na trwałe weszło do nagłówków amerykańskich mediów.

Na początku był recepta

Opioidy (zwane też opiatami) to grupa substancji działających na receptory opioidowe, w tym naturalnie występujące w ludzkim organizmie peptydy. Te właściwości substancji są wykorzystywane przy produkcji opioidowych leków przeciwbólowych. To bardzo silne leki: poprzez blokadę receptorów, organizm nie przekazuje impulsów bólowych do mózgu, w wyniku czego człowiek zażywający lek nie odczuwa bólu. Te właściwości mogą powodować szybkie problemy z uzależnieniem, zarówno psychicznym, jak i fizycznym.

Jednak o wiele groźniejszy jest uboczny wpływ leku na organizm: powoduje on spowolnienie reakcji układu oddechowego, zmniejszając wrażliwość na obecność dwutlenku węgla w organizmie. W efekcie najczęstszym powodem zgonu po przedawkowaniu opiodów jest uduszenie, często własnymi wymiocinami.

Najbardziej znanym lekiem z rodziny opiodów jest morfina, jednak obecnie jest zaliczana raczej do słabszych substancji, podobnie jak jej młodsi następcy: tramadol, kodeina i hydrokodon. Prawdziwy problem stanowi oksykodon, jak prawie każdy lek opioidowy, stosowany jest jako narkotyk. Jego działanie podobne jest do działania morfiny i heroiny (nielegalnego narkotyku, będącego chemiczną modyfikacją morfiny). Działanie narkotyczne wykazuje już w dawkach medycznych.
Lekarze i ochotnicy ratują 32-latka, który stracił przytomność po przedawkowaniu opiodów na przedmieściach Bostonu w sierpniu 2017. Fot. REUTERS/Brian Snyder
Odnotowanych jest wiele przypadków śmiertelnych po jego zażyciu, często po podaniu równocześnie leków uspokajających lub po spożyciu alkoholu. Jeszcze groźniejszy jest fentanyl, który obecnie produkowany jest nielegalnie (głównie w Chinach), a następnie wprowadzany do nielegalnego obiegu przez meksykańskie kartele narkotykowe.

Zaczyna się niewinnie od mocnych leków przeciwbólowych na receptę. Czy na ból realny czy nie, granica często jest płynna. Z reguły dość szybko następuje uzależnienie, zażywa się coraz większe dawki oraz mieszanki. Gdy kończy się możliwość zdobywania leków na recepty, z reguły kupuje się tabletki od dilerów – często które są identyczne, ale zdobyte na podstawie lewych recept, wydawanych przez nieuczciwych lekarzy dla pieniędzy.

Środek do usypiania słoni

A potem, żeby efekt był szybszy i silniejszy, kupuje się heroinę, wstrzykiwaną dożylnie. Pół biedy jeśli to czysty towar, jednak w większości dilerzy dorzucają różnego rodzaju chemiczne udoskonalenia, co jest głównym powodem zgonów. Teraz na ulicach króluje fentanyl i jego pochodne. Jest przeważnie palony, wstrzykiwany lub zażywany doustnie (wchłania się przez błony śluzowe jamy ustnej). Ponieważ paruje już w temperaturze około 40 °C, rozprowadzany jest w formie proszku i roztworu, który podgrzewa się i wdycha opary.

Fentanyl jest niezwykle niebezpiecznym narkotykiem ze względu na ograniczoną możliwość dawkowania: jest 50-100 razy mocniejszy w działaniu niż morfina i 50 razy niż heroina. W większych dawkach powoduje senność nie do pokonania oraz wymioty. Przedawkowanie powoduje spowolnienie oddychania. Odcięty od świata zewnętrznego człowiek jest skupiony na odbiorze sygnałów z podświadomości, śni na jawie i najczęściej umiera z powodu uduszenia.

Ale dilerzy oferują także carfentanil – specyfik stosowany do... usypiania słoni, który jest pięć tysięcy razy mocniejszy od heroiny. Kilka kryształków roztopionych i wpuszczonych do żyły zabija człowieka. Pogarsza sprawę zasypanie rynku przez podróbki fentanylu i podobnych tabletek oraz taniej heroiny sprowadzonej przez narkotykowe kartele. Szczególnie groźne mieszanki heroiny z fentanylu oraz tabletek uspokajających.
Większość ekspertów jest zgodna: epidemia zaczęła się w latach dziewięćdziesiątych. Wiązało się to z łatwością z jaką lekarze zapisywali opioidowe leki przeciwbólowe, zwłaszcza oksykodon (sprzedawany jako OxyContin czy Percocet). Coraz większa liczba uzależnionych od leków przeciwbólowych zaczęła się przekładać na wzrastającą liczbę ofiar śmiertelnych z powodu przedawkowania opioidów.

Przy czym liczby rosły z roku na rok w zastraszającym tempie: w 1999 r. odnotowano 4 tys. zgonów, w 2010 r. 16 tys. ale już w 2015 r. aż 53 tys. a w 2016 r. – 64 tys. A wszystkie dane wskazują, że liczba zgonów w mijającym roku będzie jeszcze wyższa. Statystyki pokazują, że w grupie mężczyzn poniżej 50 roku życia, przedawkowanie jest główną przyczyną śmierci Amerykanów, przewyższając liczbę ofiar wypadków samochodowych czy śmiertelnych ofiar postrzeleń z broni palnej.

Stan wyjątkowy

Rząd federalny i rządy stanowe zaczęły w końcu mocniej reagować. Jeszcze w 2007 r. produkujący OxyContin koncern Purdue Pharma musiał zapłacić 600 milionów dolarów kary za brak odpowiednich ostrzeżeń o skutkach ubocznych działania leku. Stan Ohio, gdzie liczba zgonów wzrosła o 25 proc. w tylko w 2016 r., wystąpił przeciwko pięciu koncernom farmaceutycznym, oskarżając ich o wspomaganie epidemii.

W połowie lipca 2017 r., rząd federalny przeprowadził wielką akcję stawiając zarzuty 120 osobom, w tym wielu lekarzom, którzy w podstępny sposób rozprowadzali leki przeciwbólowe, co kosztowało podatników kilkaset milionów dolarów. - Ten problem pogarsza fakt, że znajdujemy się w środku najbardziej śmiercionośnego w historii kryzysu związanym z lekami - oświadczył wówczas prokurator generalny USA Jeff Sessions, zapowiadając ostrą walkę z lekarzami wypisującymi recepty na leki dla zysku. Wreszcie 26 października 2017 r. prezydent Donald Trump oficjalnie uznał problem epidemii uzależnień od opiodów za „stan wyjątkowy w dziedzinie ochrony zdrowia”.
Jednak walka z uzależnieniem w sytuacji, gdy jak się ocenia, aż 95 milionów Amerykanów zażywa jakieś leki przeciwbólowe – a więc jedna trzecia całej populacji, jest wyjątkowo trudna. Jednak w niektórych stanach epidemia przybiera katastrofalne rozmiary. Najgorzej jest w West Wirginii, gdzie przypada 40 zgonów na 10 tys. mieszkańców (średnia krajowa to 10,3) czy New Hampshire – 30.

Choć zagrożenie jest w całych Stanach Zjednoczonych, są miejsca i grupy szczególnie mocno doświadczone. Przeważnie są to biali mieszkańcy Ameryki do 50 roku życia, z wykształceniem średnim lub niższym, pochodzący z rejonów szczególnie dotkniętych przez kryzys gospodarczy. A ściślej rzecz biorąc przez przemiany od końca lat 70. powodujące zamykanie zakładów produkcyjnych w mniejszych ośrodkach miejskich i na wsi.

Koniec „amerykańskiego snu”

Dwoje naukowców z uniwersytetu Princeton Anne Case i Angus Deaton przeprowadziło projekt badawczy, którzy stwierdzili zależność wzrostu tzw. śmierci z rozpaczy (na skutek przedawkowania narkotyków, uzależnienia od alkoholu i samobójstw) od pogarszającej się sytuacji klasy średniej oraz pracowników najemnych (głównie z gorszym wykształceniem).

Przedstawione przez nich statystyki porażają: o ile w 1999 r. liczba „śmierci z rozpaczy” wśród młodych, białych mężczyzn była o 30 proc. mniejsza niż u mężczyzn czarnoskórych, to w 2015 r. liczba zgonów była już o 30 proc. wyższa od grupy kontrolnej.

Badania Case i Deatona z 2015 r. wywołały nie lada sensację, wpisując się w narrację o kurczeniu się amerykańskiej klasy średniej i przemijaniu fenomenu „amerykańskiego snu”. A wszystko to przez ekonomiczne przemiany związane z globalizacją i przenoszeniem miejsc pracy za granicę.
Jak pisali autorzy, wiązało się to „zatrzymaniem tradycyjnej mobilności” amerykańskiego społeczeństwa oraz koniec obietnicy, że każde następne pokolenie będzie miało lepiej, niż poprzednie”. Nie przypadkiem, badacze znaleźli też związek większej ilości „desperackich śmierci” z rozpadem tkanki społecznej: zwiększonej liczby rozwodów, zwiększonym odsetkiem ludzi, którzy zrezygnowali już z szukania pracy, większej liczby chorób fizycznych i psychicznych.

Zresztą z wielu opisów kryzysu opioidowego rysuje się obraz osób uzależnionych, jako ludzi z depresją, na którą jedyną odpowiedzią jest zwinięcie się w kłębek w swoistej nirwanie, do czego opioidy ze swoim działaniem, nadają się idealnie.

Wersja w aerozolu

Ostatnia epidemia cracku (syntetycznej kokainy) pod koniec lat 80. zostawiła po sobie pełne więzienia, rozrost sił policyjnych i federalnych. Dziś jest mniej widoczna, bo nie wiąże z brutalną przestępczością. Także podejście władz jest inne: łapie się głównie dilerów, pozostawiając zażywających narkotyki w spokoju.

Na szczęście dla uzależnionych, istnieje antidotum. To nalokson (znanym także jako narcan), który podawany osobom po przedawkowaniu, odwraca skutki zatrucia organizmu niemal natychmiast. Zresztą dzięki naloksonowi niektórzy byli przywracani do życia kilka, a nawet kilkanaście razy. Problem z nim jest taki, że zaczyna działać po pół godzinie, a rozkłada się zupełnie po półtorej godzinie. Zostawia bardzo drastyczne objawy: wymioty, pocenie, bóle głowy, więc często się zdarza, że uzależnieniu od razu dają sobie kolejną działkę czy to heroiny czy innych opioidów.

Nalokson urósł nawet do rodzaju magicznej recepty na problem. Nie tylko natychmiast odwraca skutki przedawkowania opiatów, ale co ważne, nie wywołuje skutków ubocznych, gdy zostanie użyty przez pomyłkę czy w nadmiarze. Coraz więcej policjantów czy karetek pogotowia wozi lek w radiowozach, aby być gotowym do natychmiastowego użycia.
Dr Jenn Mercouris wstrzykuje nalokson 54-latkowi, którego znaleziono nieprzytomnego po przedawkowaniu opioidów w jego sypialni. Listopad 2017. Fot. REUTERS/Brian Snyder
Dodatkowo zwykli ludzie, którzy angażują się w ratowanie innych w miejscach publicznych, mają często specjalną wersję dla „cywilów” - w aerozolu. W 34 stanach prawo dopuszcza stosowanie naloksonu przez osoby postronne, a nie tylko przez wykwalifikowany personel medyczny czy policję. Dzięki temu uratowano życie tysiącom ludzi.

Ale jest też druga strona medalu – rozpowszechnienie naloksonu powoduje, że uzależnieni podświadomie albo świadomie czują, że przedawkowanie nie musi oznaczać śmierci. Niektórzy po zażyciu narkotyku sami zawiadamiają pogotowie ratunkowe w nadziei, że ktoś przywróci ich do życia przy użyciu naloksonu.

Zaklęte rewiry internetu

Złowrogą role w epidemii odgrywa internet, stanowiąc żródło zaopatrzenia. Tzw. internet ciemnej strony umożliwiający dzięki specjalnym przeglądarkom wchodzenie do sieci bez pozostawienia śladu. Dzięki wykorzystywaniu bitcoinu czy innych form płatności, uzależnieni nabywają tabletki czy plastry z fentanylem pocztą, bezpośrednio do miejsca zamieszkania.

Są tacy, którzy zarobili na tym miliony dolarów, o czym świadczą aresztowania dwudziestokilkuletnich milionerów. Ale na miejsce zlikwidowanych stron w internecie, szybko pojawiają się kolejne witryny czy grupy dyskusyjne, gdzie narkotyki czy leki można dostać od ręki. Tylko na jednej ze stron „ciemnej strony internetu” AlphaBay było 21 tysięcy ogłoszeń o sprzedaży leków opioidowych oraz 4 tys. ofert fentanylu.

Problem potęguje fakt, że za sprzedażą opioidów stoją potężne kartele narkotykowe z Meksyku, które zalewają ulice amerykańskich miast narkotykami. Nic dziwnego: zysk jest ogromny, sięgający… 30 000 procent! Kilogram fentanylu z azjatyckiego laboratorium kosztuje 3-5 tys. dolarów. Po przemyceniu do Stanów Zjednoczonych i rozprowadzeniu na ulicach przynosi zysk w wysokości 1,5 mln dolarów.

Łatwo walczyć nie jest, gdyż dostępność środków odurzających, przemycanych z Meksyku, jest tak powszechna. W dużym mieście, niedaleko miejsca, gdzie mieszkam, działkę heroiny (przynajmniej tak się reklamuje, bo składu chemicznego nie zna pewnie już nikt) można kupić nawet za… trzy dolary. To taniej niż kufel piwa w barze, a gwarantuje o wiele mocniejsze „przeżycia”.

– Jeremi Zaborowski z Chicago
Zdjęcie główne: 40 latek, który stracił przytomność po zażyciu opiodów otrzymał 12 mg naloksonu. Sierpień 2017. Fot. REUTERS/Brian Snyder
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
20 lat polskiej Wikipedii. Skręcona w lewo czy ultrakatolicka
Artykuł o wykroczeniach seksualnych w Kościele ma dwa razy więcej przypisów niż informacja o Jezusie.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Ekspert, jego kot i wiedza o specsłużbach. Jerzy Targalski
Nazywał Polskę Ubekistanem.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Cena za przytulanie, faktura za żałobę. Wszystko na sprzedaż
Świetnie rozwija się rynek zawodowych towarzyszy na takie imprezy jak wesela czy chrzciny. Ceny za jeden wieczór dochodzą do 2,5 tys. zł.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Talibowie. Who is who. Przewodnik po władzach Afganistanu
Są w nich nie tylko terroryści, ale też uczestnik negocjacji z Donaldem Trumpem i… były współpracownik CIA.
Cywilizacja Poprzednie wydanie
Ze skoczni na rower. Z nart na bieżnię. Z płotków na bobsleje
Primož Roglič i inni sportowcy wszechstronni.