Cywilizacja

Była w niebie i zaczęła płakać. Śpiączka to nie był koniec życia

Najgorzej było w połowie trasy, przeszywający ból mięśni dawał o sobie znać. Tuż przed wejściem na szczyt szła prawie na kolanach, do granic wytrzymałości. W końcu mięśnie odmówiły jej posłuszeństwa, dalszą drogę pokonywała na swoim wózku. Inwalidzkim. Mimo to dotarła na nim na… szczyt Turbacza w Gorcach, 1315 metrów nad poziomem morza.

– Czułam się jak w niebie, bo miałam świadomość, ile wysiłku mnie to kosztowało. Zrozumiałam, że można osiągnąć w życiu bardzo dużo, tylko trzeba chcieć – mówi Katarzyna Pociecha, 29-latka z Nowego Sącza, która mimo ogromnych ograniczeń wspięła się na ten, a potem na wiele innych szczytów.

Ma niedowład lewej strony ciała i większość czasu porusza się właśnie na wózku inwalidzkim. Na nim zdobywa najwyższe góry w Polsce. Wycieczka na Turbacz była dla niej jedną z najbardziej wyczerpujących, jedną z pierwszych, lecz dzięki niej znalazła siłę do kolejnych.
– Mimo wielu problemów jestem w stanie dokonać takich rzeczy, o których niejeden zdrowy człowiek może tylko pomarzyć – mówi Katarzyna Pociecha. Fot. archiwum rodzinne
– Na górze jest wspaniała nagroda: niezapomniane, magiczne widoki, jak na dłoni – wspomina. Uwiodła ją i dała siłę widziana ze szczytu panorama: Tatry, Podhale, Gorce... cały świat.

Potrącone życie

To siła, którą ciągle jeszcze pamięta sprzed 21 lat. Katarzyna urodziła się bowiem w pełni sprawna i zdrowa. Jej życie załamało się, gdy miała osiem lat – wracając ze szkoły została potrącona przez samochód.

Wypadek był poważny. Na dwa miesiące zapadła w śpiączkę. Diagnoza: poważne uszkodzenie pnia mózgu.

– Szok. Lekarze mówili, żebym nie robiła sobie żadnych nadziei, ponieważ córka może już nigdy nie chodzić – wspomina Weronika Pociecha.

Ośmiolatka wybudziła się, jednak miała wyraźny niedowład lewej strony ciała. Przykurcz ręki i nogi nie pozwalały na samodzielnie poruszanie się. Prawa strona ciała była w lepszej formie, co jakiś czas pojawiają się jedynie samoistne drżenia.

Rodzina nie daje za wygraną. Intensywna rehabilitacja i ciekawość świata pozwalają Katarzynie przełamywać niepełnosprawność. Nie zamknęła się w czterech ścianach.

– Teraz już córka potrafi przejść dłuższy odcinek, do trzech kilometrów. Nie bez trudu, z pomocą innych. Wózek inwalidzki jest jednak niezbędny, bo zmęczenie przychodzi szybko – mówi mama 29-latki.
Trudno dziś ocenić, kogo wyczyn niepełnosprawnej licealistki odmienił bardziej: córkę czy matkę, Weronikę Pociechę. Fot. archiwum rodzinne
Chce wierzyć, że córka będzie kiedyś w pełni samodzielna, lecz gdy w liceum Katarzyna postanowiła pójść w góry, to był szok i ogromne wyzwanie. W sumie – nadal jest.

– Aby zrobić pierwszy krok trzeba mieć siłę woli i pasję – przyznaje niepełnosprawna. I nie zaczęła od najmniejszych górek tylko od Przehyby górującej nad Pasmem Radziejowej w Beskidzie Sądeckim – 1175 metrów n.p.m.

Duma i zmęczenie

Wyprawa odbyła się jeszcze bez wózka inwalidzkiego. Znajomi podtrzymywali ją za ręce i prowadzili na górę. W dół została zniesiona na barana przez jednego z kolegów.

– Rozpłakałam się z tych wrażeń. Czułam ogromną satysfakcję, że niemożliwe stało się dla mnie możliwe. Czułam ogromne zmęczenie a zarazem dumę, że udało mi się osiągnąć szczyt. Nie zamieniłabym tego doświadczenia na nic innego – opowiada.

Trudno dziś ocenić, kogo wyczyn niepełnosprawnej licealistki odmienił bardziej: córkę czy matkę. Weronika Pociecha uważa, że to zupełnie zmieniło jej podejście do tragedii, która spotkała rodzinę.

– Człowiek przeżywający tak wielki dramat widzi przed sobą tylko ścianę, traci nadzieję, uważa, że już nic dobrego go nie spotka. A to było myślenie donikąd. Po latach okazuje się, że może być wręcz odwrotnie – przekonuje matka.

Drugim szczytem, który pokonała niepełnosprawna, był właśnie Turbacz. I tak od ponad 10 lat Katarzyna zdobywa Tatry, Gorce, Beskidy, Bieszczady i Góry Świętokrzyskie.
Dla niepełnosprawnych wycieczka górska to dla nich nie tylko wypoczynek, lecz także forma terapii, rehabilitacji. Fot. z archiwum Komisji Integracji z Niepełnosprawnymi
Mama towarzyszy jej podczas wyjazdów jako opiekun. – To nas wspólnie mobilizuje do pokonywania własnych słabości. Najważniejsze, że człowiek nie idzie egoistycznie, sam, tylko zabiera ze sobą kogoś słabszego. Razem możemy podziwiać widoki i cieszyć się życiem – mówi Weronika Pociecha.

Turysta, wózek, taśma

Do większości ich wyjazdów w góry jednak nigdy by nie doszło, gdyby nie pomoc Komisji Integracji z Niepełnosprawnymi PTTK Oddział Beskid w Nowym Sączu. Gdy powstała 15 lat temu, postanowiła propagować turystykę osób niepełnosprawnych, tą krajoznawczą i górską.

– I ten cel został osiągnięty, na każdej z naszych wycieczek jest około 30-40 osób niepełnosprawnych – opowiada Michał Mółka, przewodniczący Komisji.

Do tej pory zorganizowała ona prawie 130 wypraw górskich dla niepełnosprawnych: poruszających się na wózkach, niewidomych, niesłyszących, z autyzmem lub zespołem Downa. Chorych od urodzenia, po błędach medycznych czy wypadkach samochodowych. Zanim wyjdą w góry, Komisja sprawdza szczyty i doliny, które mogą być dla nich dostępne. Większość się nadaje, jeśli trasa jest dobrze wytyczona i przygotowana. Przy wyprawach z poruszającymi się na wózkach, stosuje się specjalne taśmy – takie, jakich używa się w samochodach ciężarowych do spinania plandek.
Komisja Integracji z Niepełnosprawnymi PTTK Oddział Beskid w Nowym Sączu zorganizowała prawie 130 wypraw górskich dla niepełnosprawnych. Fot. z archiwum Komisji Integracji z Niepełnosprawnymi
– Taśmy sprawdzają się idealnie, ponieważ mają bardzo mocne zatrzaski. Dwójka wolontariuszy – jeden po prawej, drugi po lewej stronie wózka – podciągają go taśmami w górę. W taki sposób, aby trzeci pomocnik, który idzie z tyłu, bez problemu mógł pchać wózkowicza. Dzięki temu możemy pokonywać znaczną wysokość, na wyboistej ścieżce górskiej – opisuje Michał Mółka technikę wspinaczki.

W błocie, po stromych kamieniach

Wolontariusze pomagający niepełnosprawnym podczas wypraw, to głównie młodzież z sądeckich szkół. Aby osoba poruszająca się na wózku inwalidzkim mogła przebyć dany odcinek w górach, potrzebuje trzech do pięciu pomocników, którzy wymieniają się w trakcie wędrówki. Pokonanie każdego metra wysokości z dodatkowym bagażem to duży wysiłek, więc często trzeba robić przerwy.

– Pokonujemy przewyższenia beskidzkie mające 1100-1200 metrów nad poziomem morza. Jeśli chodzi o szczyty tatrzańskie, to niedawno byliśmy na Hrebienioku, czyli na wysokości powyżej 1500 metrów n.p.m – wylicza Mółka. – Trzeba przejść strome podejścia, ścieżki bywają kamieniste lub błotniste po opadach deszczu – dodaje.

Tu nie ma miejsca na zbytnie ryzyko. Dla bezpieczeństwa nieraz musieli rezygnować z trasy czy zawrócić w połowie z powodu nagłej zmiany pogody. Aura w górach potrafi się zmieniać szybko i często. To jednak nikogo nie zraża.
– Naszym celem nie jest przecież zdobywanie szczytu, kompletnie nie o to chodzi. To po prostu spacer górski, który ma przede wszystkim zintegrować niepełnosprawnych ze zdrowymi – tłumaczy Mółka.

I co ciekawe, osoby niepełnosprawne – wspomina szef wypraw – niejednokrotnie są bardziej aktywne od zdrowych. Mają więcej siły, wigoru i energii. Wycieczka górska to przecież dla nich nie tylko wypoczynek, lecz także forma terapii, rehabilitacji.

– Są niezwykle wdzięcznymi turystami. Potrafią mocno przeżywać to, co widzą, cieszyć się naturą i dzikością gór. Nie podchodzimy do nich z litością, tylko z wyrozumiałością, normalnie – zastrzega Maria Pierzga, przewodniczka

Zdrowy może tylko pomarzyć

Katarzyna Pociecha ocenia, że wyprawy górskie uczą ją samodzielności. Przecież gdyby nie one, siedziałaby cały czas w domu przed komputerem i to byłaby jej jedyna rozrywka.

– Jak widzę szczyt, to wbrew swoim możliwościom wyrywam się, by tam dotrzeć. I mimo wielu problemów jestem w stanie dokonać takich rzeczy, o których niejeden zdrowy człowiek może tylko pomarzyć. Moje życie jest teraz bardziej urozmaicone, mam stale nowe doświadczenia – podkreśla.

Weronika Pociecha podziwia córkę, że potrafi pokonać w sobie lęki. Zwalczyć obawy, że coś może się nie udać.
– Każdy ma w życiu swoje Himalaje do pokonania. Nie wolno nigdy tracić nadziei, bo tak naprawdę nie jest ważne osiągnięcie celu, ale moment podjęcia trudu o to. Po drodze też są piękne widoki, mimo że do szczytu wciąż jest daleko – zaznacza mama.

Jej córka stawia sobie coraz wyższe cele. Marzy o wyższych szczytach, na przykład we włoskich Apeninach.

– Dam radę. Bariery są w tylko w głowie. Pokonać samego siebie to największa satysfakcja – uważa.

– Monika Chrobak, dziennikarka Polskiego Radia
Zdjęcie główne: Fot. Pixabay.com
Zobacz więcej
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Amerykański spór o prawo do życia. Joe Biden i katolicy
Od sprawy „Roe versus Wade” w USA w wyniku aborcji życie straciło 60 milionów dzieci.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Państwo, którego nie ma
Czy można odwiedzić kraj, który nie istnieje? Bez problemu. Z Warszawy leci się z dwiema przesiadkami.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Czy papież traci kontrolę nad Kościołem?
W niemieckiej liberalnej maszynie religijnej coś się zacięło.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Marine Le Pen odczarowana?
Wynik sondażu był tak zaskakujący, że prasa zastanawiała się, czy w ogóle podać go do wiadomości.
Cywilizacja Najnowsze wydanie
Sojusznik nie do zastąpienia
Z władzami Izraela Turcja zawsze była w doskonałych stosunkach. Z drugiej strony Erdogan wspierał Palestyńczyków.