Kultura

Powaga czeskiego humoru

Szwejk sypiący z rękawa śmiesznymi historiami z życia plebsu. Uśmiechnięte opowieści Bohumila Hrabala z małomiasteczkowych gospód. Pełne purnonsensu przygody rodziny Homolków. Polacy uznają Czechy za centrum światowego humoru. Czy to tylko stereotyp? Można się o tym przekonać w każdy czwartek oglądając w TVP Kultura przegląd czeskich filmów (szczegóły na dole strony).

Mural na ścianie restauracji „Szwejk” w Pradze (2012). Fot. Wikipedia
„Sądzę (...), że na wszystko powinniśmy spoglądać z tej drugiej, pogodniejszej strony. Każdy omylić się może, a musi się omylić tym bardziej, im bardziej o czymś rozmyśla. (...) Raz trafiło mi się w Nuslach, że na moście na rzece Boticz podszedł do mnie w nocy pewien pan, który powracał z gospody »U Banzetów«, i trzasnął mnie bykowcem przez głowę, a gdym leżał na ziemi, przyjrzał mi się przy świetle latarki i powiada: »To pomyłka. To nie ten«. I tak go ta pomyłka rozzłościła, że mnie przeciągnął bykowcem jeszcze raz przez plecy. Taka to już jest natura ludzka, że człowiek myli się aż do śmierci”. (za: „Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej”, tom 1, przeł. Paweł Hulka-Laskowski, Warszawa 1985, s. 28).

Człowieczeństwo, niezależność, zdrowy rozsądek

Te słowa, wypowiedziane w niewielkiej poczekalni praskiego sądu karnego w sierpniu 1914 roku przez poczciwego, byłego żołnierza 91 c. k. pułku w Czeskich Budziejowicach Józefa Szwejka mogą być doskonałym drogowskazem do - zapewne po ludzku omylnych – refleksji na temat czeskiego poczucia humoru.

Bohater powieści Jaroslava Haška, sowizdrzał handlujący nierasowymi kundlami, którym fałszował rodowody, po najzwyklejszej, codziennej wizycie w piwiarni „Pod Kielichem”, znalazł się w sferze oddziaływania globalnej geopolityki: zamachu na arcyksięcia Ferdynanda Habsburga i konfliktu pomiędzy Wiedniem i Belgradem, który rozpoczął pierwszy masowy konflikt w historii nowożytnej Europy.
Jak wyrwać ząb wielorybowi
Patrzenie na wszystko z tej drugiej, pogodnej strony nie uchroniło go per saldo przed wyruszeniem na wojenne szlaki: od węgierskiego Kiralyhid poprzez austriacki Bruck nad Litawą aż po wschodniogalicyjski Sokal. Jednakże, przyjęcie postawy „notorycznego idioty”, jakże dalekiej od maski moralisty nawołującego do moralnego heroizmu – pozwoliło mu zachować w całym absurdzie wojny człowieczeństwo, niezależność i może przede wszystkim – zwykły, zdrowy rozsądek.

Humor Szwejka tak śmieszący Polaków, to paradoksalnie nie popularne współcześnie dystans i „śmieszkowanie”, ale w najgłębszej swej istocie – wyraz wzięcia się za barki z powagą życia.

Daleko od neurozy

Podobnie jest z taksówkarzem wożącym po Pradze ludzi o najdziwniejszych pomysłach na spędzanie wolnego czasu z filmu „Guzikowcy” Petra Zelenki (1997), granego przez wokalistę popularnej grupy Čechomor Františka Černego. W pewnym momencie, okazuje się on być charakteryzatorem teatralnym, który zawsze ma przy sobie sztuczny zarost i okulary w grubej oprawce. Być może stracił możliwość pracy w zawodzie, a taksówka, tak jak szwejkowskie psy o sfałszowanych rodowodach, stanowi dla niego zwykłą, ekonomiczną konieczność. Dobry humor, który jednak wciąż zachowuje, zatrzymując się z klientami na papierosie i kawie w nocnym barze przy stacji benzynowej pozwala mu pogodzić się z niełatwym światem.



Wcielenie czeskiego humoru to także dawny nauczyciel Josef Tkaloun z „Butelek zwrotnych” Jana Svěráka (2007), jakże różny od swojego kolegi po fachu zza Sudetów, Adasia Miauczyńskiego z „Dnia świra” Marka Koterskiego (2002). Daleki od neurozy i przeklinania swojego losu w imię godnościowych narracji (wygłaszanych zazwyczaj w myślach przy okazji kolejnej wypłaty), ale dorabiający do emerytury jako dobroduszny kurier rowerowy i pracownik punktu skupu tworzyw w hipermarkecie. Podobnie jak postaci wykreowane przez Haška i Zelenkę stara się być raczej pogodnym i solidarnym towarzyszem zwyczajnych ludzi niż bojowym romantykiem żyjącym w złudzeniu nieustannego buntu przeciwko subiektywnej i obiektywnej niesprawiedliwości.

A postać kelnera Jana Díte z „Obsługiwałem angielskiego króla” Bohumila Hrabala i znakomitej ekranizacji tego opowiadania w reżyserii Jiříego Menzla z 2006 roku? To przecież także ktoś, kto przeżył powstanie I Republiki Czechosłowackiej, traktat w Monachium, Protektorat Czech i Moraw oraz powojenny stalinizm i zachował we wszystkim wewnętrzną wolność.

Po wyjściu z więzienia w komunistycznej Czechosłowacji, jako „były wróg ludu” ze spokojem wraca do chatki w Karkonoszach, gdzie czeka na niego pieniące się, złotobiałe piwo i zakonserwowane parówki – utopence. To tam, wśród prostych ludzi, opowiadających o toczonym wczoraj w gospodzie gorącym sporze o smak zupy czosnkowej, a nie w pielęgnowaniu zranionej pamięci odnajduje duchową równowagę.

Inaczej niż Kargul i Pawlak

To w końcu także pamiętani wciąż w Polsce „starsi panowie dwaj” – Evžen Huml i Bohumil Císař z serialu „Pod jednym dachem”, nakręconym jeszcze w głębokiej epoce Gustava Husaka i „normalizacji” po Praskiej Wiośnie. Przedmiotem ich długoletniego i przewlekłego sporu nie jest, jak u Kargula i Pawlaka kawałek miedzy i utrzymująca się na stałym poziomie sąsiedzka niechęć, ale znajdująca się w wiejskiej gospodzie szafa grająca – słynny „orchestrion” opiewany w towarzyszącej serialowi pogodnej piosence śpiewanej przez Waldemara Matuškę oraz względy mieszkającej nieopodal Dášy Fuchsovej. Wzajemne docinki Bohumila i Evžena to nie tyle odwieczna wojna „kargulowego i pawlakowego plemienia”, ile sposób na wesołe spędzenie emerytury w rzeczywistości dalekiej od wielkich radości.
Josef Tkaloun (grany przez Zdenka Svěráka – pierwszy od lewej) z „Butelek zwrotnych” Jana Svěráka (2007) stara się być raczej pogodnym i solidarnym towarzyszem zwyczajnych ludzi niż bojowym romantykiem. Fot. Facebook
Czy to wszystko jest tylko zwykłym, zdrowym poczuciem humoru czy może pewnym całościowym planem Czechów na poradzenie sobie z niełatwą i nieprzewidywalną rzeczywistością? Może tak, jak polski, wielki mesjanizm dąży do zbawienia i ocalenia świata przez niepokorny bunt i dążenie do wolności, tak czeski, codzienny i mały mesjanizm (czyż łączenie Czechów i mesjanizmu nie wydaje się Polakom absurdalne?) chce ocalić świat przez pogodny uśmiech, smak piwa i utopenca oraz dekolt pani Fuchsovej?

Między lamentem a uśmiechem

Język czeski zawsze w jakiś sposób wywoływał u Polaków uśmiech i dobry humor. Weźmy na przykład początek słynnej strofy VIII Trenu Jana Kochanowskiego („Wielkieś mi uczyniła pustki w domu moim, moja drogo Orszulo, tym zniknieniem swoim!”) w pierwszym przekładzie w języku naszych południowych sąsiadów, dokonanym przed Emanuela Chalupnego w Pradze w 1928 roku:

Velkou si prázdnotou v mém domě učinila
tím odchodem svým brzkým, Voršilko má milá!
Plno nás – a jak nikoho by nebylo;
maličkou jednou duši tolik ubylo.
Tys za nás všecky v domě mluvila, se smála,
tys neustále všecky koutky probihala,
a nedopustila jsi starost míti matce,
ni otci přemýslenim přilis obirat Se,
tu onoho, tu toho objímajic hravě
a vesele se usmivajic při zábavě.


Mimo, że lament Kochanowskiego po utracie córki po staropolsku brzmi dzisiaj nieco dziwnie, choć wciąż poważnie, czytając czeski przekład nawet najbardziej zasmucony Polak nie powstrzyma się przed uśmiechem.

Podobnie salwy śmiechu wywołuje nad Wisłą żartobliwa piosenka Jaromira Nohavicy „V jednym dumku na Zarubku”, opowiadająca nie mniej, ni więcej tylko o kryzysie małżeńskim w związku silnej kobiety z mężem – dobrodusznym pantoflarzem, który w pewnym momencie uświadamia sobie swój nieciekawy los i przepija w gospodzie całą wypłatę. Nietrudno jednak oprzeć się wrażeniu, że gdyby spróbować zaśpiewać lub zadeklamować tekst tej piosenki po polsku, nie byłby on wcale taki śmieszny.

Niewykluczone, że czeski humor językowy to dla Polaków kwestia ostatnich dwustu, może trzystu lat. Gdy przeczytamy wiele zabytków średniowiecznego piśmiennictwa polskiego, chociażby „Kazania świętokrzyskie” lub „Legendę o świętym Aleksym”, ich język wydaje się bardzo podobny do tego, którym mówiono wówczas na czeskich „hradach”. Zasiadający w XIV wieku na zamku na Wawelu król Wacław II z dynastii Przemyślidów nie musiał pewnie uczęszczać na intensywne kursy języka polskiego i był rozumiany przez polską elitę.

To kolejny paradoks, że na samym początku istnienia naszej państwowości tuż po chrzcie Polski, język Czechów nie był dla nas źródłem humoru, ale zapożyczeń bardzo poważnego słownictwa religijnego. „Kościół”, „ksiądz”, „ołtarz”, „biskup”, nazwy sakramentów i nabożeństw zadomowiły się w polszczyźnie prosto z czeskiego importu. Dopiero stopniowe oddalanie się naszych języków od czasów późnego renesansu – coraz mocniejsze przenikanie do polskiego elementów romańskich, a do czeskiego – germańskich lub węgierskich, doprowadziło do rozejścia się dawnego, wspólnego starosłowiańskiego pnia komunikacyjnego.

Kopiowanie Zachodu

Czyżby więc czeska „gospoda pełna humoru”, jak nazywa kraj naszych południowych sąsiadów jeden z popularnych przewodników turystycznych w ostatnich czasach spoważniała i straciła swój dotychczasowy, unikalny koloryt? Czy w polskim spojrzeniu na czeski humor i przysłowiowy „czeski film” było dzisiaj więcej stereotypów i mitów niż rzeczywistości? Coś pewnie jest tutaj na rzeczy.
Świat Bohumila Hrabala (po lewej) odchodzi w przeszłość. Fot. Wikipedia
Potwierdzają to nie tylko Polacy, którzy do Pragi, Brna lub na pachnące winem Morawy jeżdżą już nie tyle poszukiwać śladów postaci stworzonych przez Haška lub Hrabala czy pośmiać się z czeskimi przyjaciółmi przy kuflu svetleho lub rezaneho, ale wypocząć, tak jak wypoczywa się zimą na nartach w Austrii. Podobnego zdania są sami Czesi. Twierdzą oni, że współczesna kultura życia społecznego oparta na populistycznym, plemiennym konflikcie politycznym, memach internetowych oraz fake newsach zdecydowanie nie służy poczuciu humoru, z którego słynęła niegdyś kraina nad Wełtawą i Łabą.

Wiele najnowszych czeskich produkcji filmowych lub książek pisarzy młodszego pokolenia staje się raczej słabszą kopią dokonań zachodnich, którym daleko do niewątpliwej oryginalności filmów Menzla, prozy Hrabala i Josefa Škvoreckiego oraz literackiej lekkości piosenek Nohavicy lub Ivana Mladka (twórcy surrealistycznego Jožina z bažin, muzycznego kabaretu niezwykle popularnego w Polsce przed niecałą dekadą).

Zachęta z Polski

Opinię, że stary, dobry czeski humor się kończy wyraził chociażby znany nam już reżyser Petr Zelenka. W wywiadzie dla „Gazety Krakowskiej” (wydanie z 21.10.2016), autor „Guzikowców” stwierdził: – To, że mamy szczególne i specyficzne poczucie humoru, to jeden z bardzo popularnych mitów na nasz temat. O naszym poczuciu humoru piszą dziennikarze, pisarze, ten mit tworzą czescy intelektualiści. A to w ogóle nie jest prawda! Jest wręcz przeciwnie. Dobrej jakości dobry humor w Czechach jest coraz rzadszy. Zanika satyra polityczna, w czasach komunizmu będąca ważną częścią humoru. Słowo posmívat znaczy wyśmiewać, a to jest humor pełen nienawiści. I to nie przypadek, że mamy kilka słów określających zły humor. Bo używamy go jako broni. W sławnym czeskim poczuciu humoru jest mnóstwo złośliwości. W Argentynie byłem pod wrażeniem argentyńskiego poczucia humoru. To samo przeżyłem na Filipinach. Oni się śmieją bardzo często z tych samych rzeczy, co my. Jestem ostrożny, jeśli chodzi o „czeski typ” poczucia humoru”.

Na całe szczęście, współczesna kultura nie pozostawia po sobie samych dzieł miernych i przeciętnych. Bogata spuścizna czeskiego humoru wciąż ma w sobie potencjał do dawania światu uśmiechu i pogodnego nastroju, dalekiego od swoistej sztywności i siermiężności współczesnej, globalnej popkultury. Być może w Polsce wciąż zachowa swój szczególny status i współczesnym twórcom da impuls do podjęcia tradycji zrodzonej niegdyś w roześmianych gospodach.

– Łukasz Kobeszko

Autor jest filozofem i dziennikarzem, specjalizującym się w tematyce Europy Środkowej i Wschodniej. Współpracuje z portalem Aleteia.pl, internetowym miesięcznikiem idei Nowa Konfederacja oraz Laboratorium Więzi.


Przegląd czeskich filmów
w czwartki o godz.20:20 w TVP Kultura

4 stycznia, Straszne skutki awarii telewizora, reż. Jaroslav Papousek

11 stycznia, Hogo Fogo Homolka, reż. Jaroslav Papousek

18 stycznia, Homolkowie na urlopie, reż. Jaroslav Papousek

25 stycznia, Jak utopić doktora Mraczka, reż. Jaroslav Papousek

01.02 Adela jeszcze nie jadła kolacji, reż. Oldřich Lipský

08.02 Mareczku, podaj mi pióro!, reż. Oldřich Lipský

15.02 Jutro wstanę rano i oparzę się herbatą, reż. Jindřich Polák

22.02 Na skraju lasu, reż. Jiří Menzel

Zdjęcie główne: Kelner Jan Díte (grany przez Ivana Barneva – pierwszy u góry od lewej) z filmu „Obsługiwałem angielskiego króla” w reżyserii Jiříego Menzla z 2006 roku to ktoś, kto mimo zawieruch historycznych zachował we wszystkim wewnętrzną wolność. Fot. Facebook
Zobacz więcej
Kultura Poprzednie wydanie
Rokossowski na Kasztance. Co ze sztuki II RP przejęła PRL
Dawne animozje między artystami wróciły po 1945 roku, stanowiąc zarówno trampolinę dla późniejszych karier, jak i niekiedy przyczynę ich blokady.
Kultura Poprzednie wydanie
Żelazna kurtyna z betonu. Gorący towar i gorzkie przemyślenia
Noc z 9 na 10 listopada 30 lat temu. Wiedzą państwo, co to za rocznica? Niektórzy epokowe wydarzenie po prostu przespali.
Kultura Poprzednie wydanie
Nie dałoby się jej kupić za żadne sumy. Pani od El Greca
Nie skarżyła się na niegodziwości, których doświadczyła. Poczynając od największych przykrości, których nie oszczędzono jej i Hannie Sygietyńskiej, podając w wątpliwość wartość ich odkrycia.
Kultura Poprzednie wydanie
Był jak trędowaty. Nie chciano go ani słuchać, ani widzieć
Gustaw Herling-Grudziński, autor „Innego świata” zawinił wobec komunizmu, zachodnich, lewicowych intelektualistów, a także wobec środowiska „Gazety Wyborczej”.
Kultura wydanie 1.11.2019 – 8.11.2019
Doczka
Jesienne opowiadanie Wojciecha Chmielewskiego.